Mniej etatów, więcej obowiązków - jak wygląda dziś praca w handlu detalicznym

– Widać wyraźną politykę „optymalizacji kosztów pracy” – czyli cięcia etatów, niewyrównywania braków kadrowych, nieprzyjmowania nowych pracowników na miejsce tych, którzy się zwalniają. […] Osoby, które dawniej pełniły tylko określoną funkcję – na przykład kasjer, pracownik wędlin, pracownik przyjęcia towaru – dziś często wykonują wszystkie te zadania naraz. Ktoś najpierw siedzi na kasie, potem biegnie na tzw. ladę tradycyjną, a na końcu uzupełnia regały – mówi na temat warunków pracy w handlu Paweł Skowron, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Carrefour Polska, w rozmowie z Barbarą Michałowską.
Galeria handlowa
Galeria handlowa / Proj. A. Ch.

Co musisz wiedzieć:

  • W handlu detalicznym trwale zmniejsza się liczba etatów, a braków kadrowych się nie uzupełnia, co prowadzi do wielozadaniowości, przeciążenia i chronicznego stresu pracowników.
  • Wskazuje się też, że presja niskich marż i wojen cenowych skutkuje realnym spadkiem jakości pracy: nierealnymi normami, częstymi zwolnieniami lekarskimi i płacami niewiele wyższymi od minimalnej mimo marketingowych obietnic.
  • Kasy samoobsługowe oraz wydłużone godziny otwarcia sklepów nie odciążyły załóg, lecz stały się narzędziem dalszych oszczędności kosztem pracowników, co pogłębia kryzys kadrowy w branży.

 

Pracowników jest mniej, ale pracy nie ubywa

Barbara Michałowska (Tygodnik Solidarność): W momencie przeprowadzania rozmowy jesteśmy po pierwszej niedzieli handlowej poprzedzającej wolną Wigilię. Zgodnie z przepisami pracownicy mogą pracować tylko w dwie z trzech przedświątecznych niedziel. Czy pracodawcy respektują te założenia?

Paweł Skowron (przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Carrefour Polska): Minęła dopiero pierwsza z trzech niedziel handlowych. Pełną ocenę będziemy mogli przedstawić dopiero po ostatniej, czyli w praktyce po Bożym Narodzeniu. Niemniej organizacyjnie u nas wszystko zostało rozpisane zgodnie z ustawą. Pracodawca wyznaczył dwie niedziele, w które pracownicy mają przyjść do pracy. Można więc powiedzieć, że przepisy są przez firmę przestrzegane.

Obsady sklepów są jednak w te dni małe. Mimo że pracują tylko w dwie niedziele, cały grudzień jest dla nich bardzo obciążający. Sklepy działają praktycznie na minimalnych obsadach. Pracownicy, którzy pracują w niedzielę, często tak naprawdę „odbijają sobie” ten czas dopiero w kolejnych tygodniach, bo dni wolne są przesuwane w głąb okresu rozliczeniowego. Do tego dochodzi bardzo intensywna praca w tygodniu – duży ruch, zwiększone dostawy, liczne promocje. To wszystko sprawia, że okres świąteczny w handlu jest jednym z najbardziej wyczerpujących w całym roku.

 

Maraton, czyli skutki "optymalizacji"

– Czy małe obsady to problem tylko okresu przedświątecznego?

– To problem permanentny. Obsady są po prostu niewystarczające. Z rozmów z przewodniczącymi organizacji z innych sieci handlowych wiem, że dzieje się tak w całej branży handlowej. Widać wyraźną politykę „optymalizacji kosztów pracy” – czyli cięcia etatów, niewyrównywania braków kadrowych, nieprzyjmowania nowych pracowników na miejsce tych, którzy się zwalniają.

W efekcie w dużych sklepach wielkopowierzchniowych pracownicy pracują w wielozadaniowości. Osoby, które dawniej pełniły tylko określoną funkcję – na przykład kasjer, pracownik wędlin, pracownik przyjęcia towaru – dziś często wykonują wszystkie te zadania naraz. Ktoś najpierw siedzi na kasie, potem biegnie na tzw. ladę tradycyjną, a na końcu uzupełnia regały. W mniejszych sklepach, jak dyskonty, ten model pracy już dawno jest standardem – tam każdy robi wszystko. Przeniesienie tej samej filozofii na sklepy cztero- czy pięciokrotnie większe to jeszcze większe obciążenie. Trzeba też pamiętać, że w hipermarkecie oznacza to nie tylko różnorodność obowiązków, ale też fizyczne przemieszczanie się na dużych dystansach, obsługę większej masy towaru, reagowanie na dużo większy ruch klientów. To jest codzienny maraton, który wyczerpuje ludzi.

W mniejszych sklepach z kolei praca jest szybsza, bardziej intensywna, bo jest mało osób na zmianie i wszystko spada na bardzo małą obsadę. W większych – dochodzi ogromna skala i dodatkowa odpowiedzialność wynikająca z większego przepływu klientów, większej liczby działów i większej liczby procesów logistycznych. Dla pracowników taki tryb pracy to również ogromny stres.

– Wydaje się, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat zniknęły największe patologie handlu. Czy dziś działacie w „ucywilizowanej” branży? Jak wygląda to z Pana perspektywy?

– Dziś problemy są po prostu inne. Największym z nich jest presja kosztowa. Handel detaliczny pracuje na bardzo niskich marżach. Sieci prześcigają się w promocjach i „wojnach cenowych”. Najbardziej widoczne jest to w rywalizacji między dyskontami. Ta presja spływa w dużej mierze na dostawców, ale przede wszystkim na pracowników.

Skutkami są: redukcje zatrudnienia, łączenie obowiązków wielu stanowisk w jedno, wzrost presji na wydajność, nierealne normy towarowe i czasowe czy rosnący stres i coraz częstsze zwolnienia lekarskie pracowników.

Pracownicy biorą zwolnienia, dlatego że fizycznie i psychicznie nie są w stanie wytrzymać obciążenia. Przykład z dawnych lat: na ladzie tradycyjnej pracowało pięć osób na zmianie. Dziś na drugiej zmianie zostaje jedna, góra dwie. Na pierwszej – może trzy osoby, ale i tak wykonują prace, które kiedyś były całym osobnym stanowiskiem: rozładunek, przyjęcia, rotacja towaru. To robi różnicę.

 

Bolączki pracy w handlu

– W części społeczeństwa wciąż pokutuje przekonanie, że pracownicy handlu pełnią coś w rodzaju „służby publicznej”. Jak Pan to ocenia?

– To bardzo krzywdzące. Pracownik sklepu nie pełni żadnej „służby”. To zawód handlowy – jak każdy inny. Służbę pełni lekarz, policjant, strażak. Kasjer czy pracownik hali nie składa żadnej przysięgi, ma po prostu wykonywać swoje obowiązki zgodnie z umową. Nasz problem polega na tym, że sklepy działają długo, często do 23:30. A pracownik kończy pracę jeszcze później – bo po zamknięciu trzeba posprzątać, przygotować sklep, zabezpieczyć towar. Inaczej niż w krajach zachodnich, gdzie najczęściej o 22:00 wszystko jest zamknięte.

– Czy kasy samoobsługowe rzeczywiście wpłynęły na zatrudnienie w sklepach?

– Bardzo mocno. Na początku pracodawcy obiecywali, że kasy samoobsługowe odciążą pracowników kas, ale nie zmniejszą liczby etatów. W praktyce stało się wręcz odwrotnie. Zredukowano etaty. Kasy miały być uzupełnieniem, a stały się wygodnym sposobem na oszczędności. W efekcie kas tradycyjnych jest mniej, pracowników mniej, a pracy nie ubywa.

– A jak wygląda kwestia płac?

– Pamiętam, jak niegdyś protestowała oświata i wówczas mówiono, że lepiej zarabia się w dyskontach. Rzeczywiście, w reklamach pracodawcy z branży handlu lubią pokazywać widełki na poziomie pięciu czy sześciu tysięcy złotych. Ale taka płaca to mit. W ogłoszeniach wygląda to atrakcyjnie, ale rzeczywiste płace są dużo niższe. Te „oferowane wynagrodzenia” zwykle zawierają różne dodatki, na przykład premie uznaniowe lub zadaniowe – które często są nie do osiągnięcia. Realnie więc pracownik w wielu sytuacjach zarabia niewiele więcej niż płaca minimalna.

Fundusz socjalny również często rozmija się z oczekiwaniami. Nic dziwnego, że ludzie odchodzą, a w niektórych sieciach głośno protestują przeciwko niskim zarobkom. Bywa też tak, że pracodawcy publikują ogłoszenia, kandydaci przychodzą, pytają o wynagrodzenie – i od razu wychodzą. Praca jest ciężka, odpowiedzialność i presja duże, a pensja bardzo niska. W tej sytuacji trudno oczekiwać, że przyjdą nowi ludzie, jeśli firma nie oferuje realnie konkurencyjnych warunków.

 

Państwowy Carrefour?

– W ostatnich tygodniach pojawiły się doniesienia, że polska część Carrefoura mogłaby zostać przejęta przez państwowy holding spożywczy. Jak Pan ocenia taki pomysł?

– Co do zasady popieram ten pomysł. Mam jednak duże zastrzeżenia. Po pierwsze sam fakt, że sieć przejąłby podmiot państwowy, niczego nie gwarantuje. Konkurencja w handlu jest brutalna. Nowy, państwowy gracz musiałby mieć podobną siłę, co obecni dziś na rynku prywatni giganci – inaczej zostanie zdominowany. Drugie zagrożenie to polityczne nominacje. Jeśli kierowanie taką siecią trafiłoby w ręce osób dobranych „z klucza partyjnego”, a nie kompetencyjnego, cały projekt ma niewielkie szanse powodzenia. Widzimy, jak to się skończyło w wielu innych państwowych podmiotach.

Z drugiej strony – jeśli naprawdę udałoby się zbudować silną, patriotyczną sieć, która wspiera polskich rolników, daje im stabilne punkty odbioru i promuje polskie produkty, to mogłoby być coś, z czego pracownicy byliby po prostu dumni. Mogliby powiedzieć: „Pracuję w polskiej sieci, która działa dla polskiej gospodarki”. To ma wartość – i emocjonalną, i rynkową.

Jako przedstawiciele pracowników kibicujemy więc temu pomysłowi, ale podkreślam: aby ten plan mógł mieć szansę powodzenia, potrzebny jest menedżer z wizją, ktoś, kto zna rynek handlu. Inaczej może się to nie udać.

[Tytuł, śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
PiS zdecydowało. Śliwka zastąpi Kaczyńskiego z ostatniej chwili
PiS zdecydowało. Śliwka zastąpi Kaczyńskiego

Prezydent Karol Nawrocki zwołał na środę posiedzenie RBN. Jarosław Kaczyński nie pojawi się w Pałacu Prezydenckim. Według mediów zastąpi go Andrzej Śliwka.

Mandat dla ministra. Żurek: „Prawnicy mówili, że wygramy to przed sądem” z ostatniej chwili
Mandat dla ministra. Żurek: „Prawnicy mówili, że wygramy to przed sądem”

Po publikacji nagrania z jazdy Fiatem 126p krakowska policja wszczęła postępowanie, które zakończyło się mandatem dla ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Waldemara Żurka. - Prawnicy mi powiedzieli, "80 proc. że wygramy to przed sądem". Ja powiedziałem "nie" - powiedział dzisiaj w Radiu Zet Żurek.

Stal z Niemiec zalewa Polskę Wiadomości
Stal z Niemiec zalewa Polskę

Tańsza stal zza Odry coraz śmielej wchodzi na polski rynek. Krajowi producenci wskazują na wysokie ceny energii jako główną przyczynę utraty konkurencyjności i apelują o pilne decyzje rządu.

Rz: Rosjanka w otoczeniu Czarzastego. Trop prowadzi do Petersburga z ostatniej chwili
"Rz": Rosjanka w otoczeniu Czarzastego. Trop prowadzi do Petersburga

ABW musi wyjaśnić powiązania Swietłany Czestnych z rosyjskim reżimem – wynika z ustaleń dziennika "Rzeczpospolita".

Tragedia w Krakowie. 14-latka zmarła po zatruciu czadem z ostatniej chwili
Tragedia w Krakowie. 14-latka zmarła po zatruciu czadem

Mimo natychmiastowej akcji ratunkowej i lądowania śmigłowca LPR na jednej z krakowskich ulic nie udało się uratować 14-letniej dziewczynki. Przyczyną śmierci było zatrucie tlenkiem węgla. To już dziewiąta ofiara czadu w Małopolsce od początku sezonu grzewczego.

Groźny wypadek na Mazowszu. Wielu rannych z ostatniej chwili
Groźny wypadek na Mazowszu. Wielu rannych

W Kroczewie koło Nowego Dworu Mazowieckiego doszło do wypadku z udziałem dwóch autobusów. 15 osób zostało rannych. Trwa akcja służb – informuje w środę rano RMF FM.

Cichy zwrot w sprawie prezesa NBP. Rząd zmienia kurs pilne
Cichy zwrot w sprawie prezesa NBP. Rząd zmienia kurs

Polski rząd ma rezygnować z planów postawienia prezesa NBP Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu. Decyzja ma mieć podłoże finansowe i dotyczyć obaw o reakcję rynków.

Masakra w szkole w Kanadzie. Wśród ofiar sprawczyni pilne
Masakra w szkole w Kanadzie. Wśród ofiar sprawczyni

Dziesięć osób zginęło w wyniku strzelaniny w szkole średniej w Tumbler Ridge w Kolumbii Brytyjskiej. Wśród ofiar jest prawdopodobna sprawczyni, która odebrała sobie życie. 25 rannych pozostaje pod opieką lekarzy.

Zełenski chce ogłosić plan wyborów i referendum. Padła data z ostatniej chwili
Zełenski chce ogłosić plan wyborów i referendum. Padła data

Wołodymyr Zełenski zamierza 24 lutego, w czwartą rocznicę początku rosyjskiej inwazji, ogłosić plan wyborów prezydenckich i referendum w sprawie porozumienia pokojowego – poinformował w środę "Financial Times".

NFZ wydał pilny komunikat z ostatniej chwili
NFZ wydał pilny komunikat

Oszuści podszywają się pod Fundusz, używają logo i próbują wyłudzić dane karty płatniczej. NFZ ostrzega przed fałszywymi mailami o "zwrocie kosztów".

REKLAMA

Mniej etatów, więcej obowiązków - jak wygląda dziś praca w handlu detalicznym

– Widać wyraźną politykę „optymalizacji kosztów pracy” – czyli cięcia etatów, niewyrównywania braków kadrowych, nieprzyjmowania nowych pracowników na miejsce tych, którzy się zwalniają. […] Osoby, które dawniej pełniły tylko określoną funkcję – na przykład kasjer, pracownik wędlin, pracownik przyjęcia towaru – dziś często wykonują wszystkie te zadania naraz. Ktoś najpierw siedzi na kasie, potem biegnie na tzw. ladę tradycyjną, a na końcu uzupełnia regały – mówi na temat warunków pracy w handlu Paweł Skowron, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Carrefour Polska, w rozmowie z Barbarą Michałowską.
Galeria handlowa
Galeria handlowa / Proj. A. Ch.

Co musisz wiedzieć:

  • W handlu detalicznym trwale zmniejsza się liczba etatów, a braków kadrowych się nie uzupełnia, co prowadzi do wielozadaniowości, przeciążenia i chronicznego stresu pracowników.
  • Wskazuje się też, że presja niskich marż i wojen cenowych skutkuje realnym spadkiem jakości pracy: nierealnymi normami, częstymi zwolnieniami lekarskimi i płacami niewiele wyższymi od minimalnej mimo marketingowych obietnic.
  • Kasy samoobsługowe oraz wydłużone godziny otwarcia sklepów nie odciążyły załóg, lecz stały się narzędziem dalszych oszczędności kosztem pracowników, co pogłębia kryzys kadrowy w branży.

 

Pracowników jest mniej, ale pracy nie ubywa

Barbara Michałowska (Tygodnik Solidarność): W momencie przeprowadzania rozmowy jesteśmy po pierwszej niedzieli handlowej poprzedzającej wolną Wigilię. Zgodnie z przepisami pracownicy mogą pracować tylko w dwie z trzech przedświątecznych niedziel. Czy pracodawcy respektują te założenia?

Paweł Skowron (przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Carrefour Polska): Minęła dopiero pierwsza z trzech niedziel handlowych. Pełną ocenę będziemy mogli przedstawić dopiero po ostatniej, czyli w praktyce po Bożym Narodzeniu. Niemniej organizacyjnie u nas wszystko zostało rozpisane zgodnie z ustawą. Pracodawca wyznaczył dwie niedziele, w które pracownicy mają przyjść do pracy. Można więc powiedzieć, że przepisy są przez firmę przestrzegane.

Obsady sklepów są jednak w te dni małe. Mimo że pracują tylko w dwie niedziele, cały grudzień jest dla nich bardzo obciążający. Sklepy działają praktycznie na minimalnych obsadach. Pracownicy, którzy pracują w niedzielę, często tak naprawdę „odbijają sobie” ten czas dopiero w kolejnych tygodniach, bo dni wolne są przesuwane w głąb okresu rozliczeniowego. Do tego dochodzi bardzo intensywna praca w tygodniu – duży ruch, zwiększone dostawy, liczne promocje. To wszystko sprawia, że okres świąteczny w handlu jest jednym z najbardziej wyczerpujących w całym roku.

 

Maraton, czyli skutki "optymalizacji"

– Czy małe obsady to problem tylko okresu przedświątecznego?

– To problem permanentny. Obsady są po prostu niewystarczające. Z rozmów z przewodniczącymi organizacji z innych sieci handlowych wiem, że dzieje się tak w całej branży handlowej. Widać wyraźną politykę „optymalizacji kosztów pracy” – czyli cięcia etatów, niewyrównywania braków kadrowych, nieprzyjmowania nowych pracowników na miejsce tych, którzy się zwalniają.

W efekcie w dużych sklepach wielkopowierzchniowych pracownicy pracują w wielozadaniowości. Osoby, które dawniej pełniły tylko określoną funkcję – na przykład kasjer, pracownik wędlin, pracownik przyjęcia towaru – dziś często wykonują wszystkie te zadania naraz. Ktoś najpierw siedzi na kasie, potem biegnie na tzw. ladę tradycyjną, a na końcu uzupełnia regały. W mniejszych sklepach, jak dyskonty, ten model pracy już dawno jest standardem – tam każdy robi wszystko. Przeniesienie tej samej filozofii na sklepy cztero- czy pięciokrotnie większe to jeszcze większe obciążenie. Trzeba też pamiętać, że w hipermarkecie oznacza to nie tylko różnorodność obowiązków, ale też fizyczne przemieszczanie się na dużych dystansach, obsługę większej masy towaru, reagowanie na dużo większy ruch klientów. To jest codzienny maraton, który wyczerpuje ludzi.

W mniejszych sklepach z kolei praca jest szybsza, bardziej intensywna, bo jest mało osób na zmianie i wszystko spada na bardzo małą obsadę. W większych – dochodzi ogromna skala i dodatkowa odpowiedzialność wynikająca z większego przepływu klientów, większej liczby działów i większej liczby procesów logistycznych. Dla pracowników taki tryb pracy to również ogromny stres.

– Wydaje się, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat zniknęły największe patologie handlu. Czy dziś działacie w „ucywilizowanej” branży? Jak wygląda to z Pana perspektywy?

– Dziś problemy są po prostu inne. Największym z nich jest presja kosztowa. Handel detaliczny pracuje na bardzo niskich marżach. Sieci prześcigają się w promocjach i „wojnach cenowych”. Najbardziej widoczne jest to w rywalizacji między dyskontami. Ta presja spływa w dużej mierze na dostawców, ale przede wszystkim na pracowników.

Skutkami są: redukcje zatrudnienia, łączenie obowiązków wielu stanowisk w jedno, wzrost presji na wydajność, nierealne normy towarowe i czasowe czy rosnący stres i coraz częstsze zwolnienia lekarskie pracowników.

Pracownicy biorą zwolnienia, dlatego że fizycznie i psychicznie nie są w stanie wytrzymać obciążenia. Przykład z dawnych lat: na ladzie tradycyjnej pracowało pięć osób na zmianie. Dziś na drugiej zmianie zostaje jedna, góra dwie. Na pierwszej – może trzy osoby, ale i tak wykonują prace, które kiedyś były całym osobnym stanowiskiem: rozładunek, przyjęcia, rotacja towaru. To robi różnicę.

 

Bolączki pracy w handlu

– W części społeczeństwa wciąż pokutuje przekonanie, że pracownicy handlu pełnią coś w rodzaju „służby publicznej”. Jak Pan to ocenia?

– To bardzo krzywdzące. Pracownik sklepu nie pełni żadnej „służby”. To zawód handlowy – jak każdy inny. Służbę pełni lekarz, policjant, strażak. Kasjer czy pracownik hali nie składa żadnej przysięgi, ma po prostu wykonywać swoje obowiązki zgodnie z umową. Nasz problem polega na tym, że sklepy działają długo, często do 23:30. A pracownik kończy pracę jeszcze później – bo po zamknięciu trzeba posprzątać, przygotować sklep, zabezpieczyć towar. Inaczej niż w krajach zachodnich, gdzie najczęściej o 22:00 wszystko jest zamknięte.

– Czy kasy samoobsługowe rzeczywiście wpłynęły na zatrudnienie w sklepach?

– Bardzo mocno. Na początku pracodawcy obiecywali, że kasy samoobsługowe odciążą pracowników kas, ale nie zmniejszą liczby etatów. W praktyce stało się wręcz odwrotnie. Zredukowano etaty. Kasy miały być uzupełnieniem, a stały się wygodnym sposobem na oszczędności. W efekcie kas tradycyjnych jest mniej, pracowników mniej, a pracy nie ubywa.

– A jak wygląda kwestia płac?

– Pamiętam, jak niegdyś protestowała oświata i wówczas mówiono, że lepiej zarabia się w dyskontach. Rzeczywiście, w reklamach pracodawcy z branży handlu lubią pokazywać widełki na poziomie pięciu czy sześciu tysięcy złotych. Ale taka płaca to mit. W ogłoszeniach wygląda to atrakcyjnie, ale rzeczywiste płace są dużo niższe. Te „oferowane wynagrodzenia” zwykle zawierają różne dodatki, na przykład premie uznaniowe lub zadaniowe – które często są nie do osiągnięcia. Realnie więc pracownik w wielu sytuacjach zarabia niewiele więcej niż płaca minimalna.

Fundusz socjalny również często rozmija się z oczekiwaniami. Nic dziwnego, że ludzie odchodzą, a w niektórych sieciach głośno protestują przeciwko niskim zarobkom. Bywa też tak, że pracodawcy publikują ogłoszenia, kandydaci przychodzą, pytają o wynagrodzenie – i od razu wychodzą. Praca jest ciężka, odpowiedzialność i presja duże, a pensja bardzo niska. W tej sytuacji trudno oczekiwać, że przyjdą nowi ludzie, jeśli firma nie oferuje realnie konkurencyjnych warunków.

 

Państwowy Carrefour?

– W ostatnich tygodniach pojawiły się doniesienia, że polska część Carrefoura mogłaby zostać przejęta przez państwowy holding spożywczy. Jak Pan ocenia taki pomysł?

– Co do zasady popieram ten pomysł. Mam jednak duże zastrzeżenia. Po pierwsze sam fakt, że sieć przejąłby podmiot państwowy, niczego nie gwarantuje. Konkurencja w handlu jest brutalna. Nowy, państwowy gracz musiałby mieć podobną siłę, co obecni dziś na rynku prywatni giganci – inaczej zostanie zdominowany. Drugie zagrożenie to polityczne nominacje. Jeśli kierowanie taką siecią trafiłoby w ręce osób dobranych „z klucza partyjnego”, a nie kompetencyjnego, cały projekt ma niewielkie szanse powodzenia. Widzimy, jak to się skończyło w wielu innych państwowych podmiotach.

Z drugiej strony – jeśli naprawdę udałoby się zbudować silną, patriotyczną sieć, która wspiera polskich rolników, daje im stabilne punkty odbioru i promuje polskie produkty, to mogłoby być coś, z czego pracownicy byliby po prostu dumni. Mogliby powiedzieć: „Pracuję w polskiej sieci, która działa dla polskiej gospodarki”. To ma wartość – i emocjonalną, i rynkową.

Jako przedstawiciele pracowników kibicujemy więc temu pomysłowi, ale podkreślam: aby ten plan mógł mieć szansę powodzenia, potrzebny jest menedżer z wizją, ktoś, kto zna rynek handlu. Inaczej może się to nie udać.

[Tytuł, śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane