Internet zniósł podział na miasto i prowincję

Tradycyjny podział na prowincję i duże miasto już nie istnieje. Rolnicy z małych miejscowości jeżdżą w te same miejsca, co miejska elita. Ludzie z Warszawy tak samo morsują w zimę jak mieszkańcy małych miasteczek i oglądają tego samego Netflixa.
Mężczyzna z laptopem siedzi pod drzewem
Mężczyzna z laptopem siedzi pod drzewem / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Dzięki internetowi i globalizacji zatarły się dawne różnice kulturowe między dużymi miastami a prowincją.
  • Tradycyjny model awansu społecznego oparty na wyjeździe „do wielkiego miasta” stracił znaczenie, a nowe trendy są dostępne niemal jednocześnie dla wszystkich.
  • Mimo wyrównania poziomu życia i aspiracji prowincja nadal się wyludnia, głównie z powodu ograniczonego rynku pracy i oferty kulturalnej dużych ośrodków.

 

Daleko od szosy z laptopem pod pachą

– Ej, panie Dyzma, po próżnicy pan tu bruki zbija, mówiłam panu. Na wsi, na prowincji, o chleb łatwiej

– usłyszał bohater znanej książki Tadeusza Dołęgi-Mostowicza od gospodyni, od której wynajmował pokoik w Warszawie. To zdanie pokazywało, jak bardzo bohater-prowincjusz był bezradny i nieprzystosowany do życia w wielkim mieście. Z kolei lew dziennikarskich lewicowych salonów Tomasz Lis miał powiedzieć o latach 90.:

„Trudniej mi było wyjechać z Zielonej Góry do Warszawy niż potem z Warszawy do Nowego Jorku”.

 

Migracje i kompleksy

Przez lata faktycznie opuszczenie swojej małej ojczyzny i zamieszkanie w wielkim mieście odbierane było jako przekroczenie pewnego rubikonu, ogromny awans społeczny. Człowieka, który powracał potem w odwiedziny w rodzinne strony, otaczał pewien nimb wybraństwa i przekonanie, że mu się udało. Mentalnie rozdźwięk między prowincją a dużym miastem był ogromny.

Dziwne to tym bardziej, że większość polskiego społeczeństwa pochodzi ze wsi, a miasta tworzą ludzie, których rodzice lub dziadkowie często pochodzili ze wsi. Przed wojną ok. 80% społeczeństwa żyło na wsi. Po wojnie, w czasie industrializacji Polski, nastąpiła masowa migracja zarobkowa do dużych miast. – Tu wszyscy się znają, bo na tym osiedlu są cztery wsie z Mazowsza. Ściągali ich tutaj w latach 70., jak był przemysł i budowali Warszawę – usłyszałem kiedyś od rodowitego Warszawiaka o jednym z osiedli na Mokotowie niedaleko dawnej Galerii Mokotów.

Mimo ogromnego przemieszania mieszkańców wsi, miasteczek i miast trwającego już od zakończenia wojny, co było zresztą zjawiskiem na skalę europejską, słowo „prowincja” wciąż gnieździło się w naszych głowach i stanowiło pewną hermeneutykę tworzącą podział na kogoś lepszego z dużego miasta i gorszego z prowincji.

 

Przed globalizacją

Ten podział miał się jeszcze dobrze po 2000 roku. Powszechność internetu i nowe technologie zmieniły jednak wszystko, a rewolucja informacyjna dokonała się na polu nie tylko technologicznym, lecz także w zakresie kulturowym. Globalne wpływy zmieniły lokalne realia. Mieszkańcy mniejszych miejscowości, choć mają ograniczenia w dostępie do wysokich czy specjalistycznych dóbr kultury bądź usług edukacyjnych, uczestniczą w tych samych cyfrowych dobrach co mieszkańcy dużych miast i to nie tylko takich jak Kraków czy Warszawa, lecz także w takim samym stopniu jak Nowy Jork czy Madryt. YouTube, TikTok, Instagram, Facebook, aplikacje zakupowe nie tylko dostarczają rozrywki, lecz także są potężnymi narzędziami skracającymi dystans przestrzenny, czasowy, kulturowy i mentalny między ludźmi.

W epoce przedglobalizacyjnej różnice w zasobach kulturowych i możliwościach awansu między mieszkańcem prowincji i metropolii były duże. Wystarczy porównać dwóch młodych ludzi po szkole średniej, którzy wybierali się na studia. Mieszkaniec Warszawy, Krakowa czy Poznania, a więc człowiek z miasta akademickiego, który być może od dziecka co dzień mijał wyższe uczelnie lub może ktoś z jego otoczenia w nich pracował i w różnych formach był z nimi związany, szedł na tę uczelnię niejako w sposób naturalny, „z marszu”. Dla takiego człowieka uczelnia była konsekwentnym przedłużeniem edukacji. Owszem, wymagało to nakładu pracy i pilności, lecz nie było czymś niezwykłym. A jeśli jeszcze rodzice byli po studiach, to wybór tej drogi wydawał się jeszcze bardziej naturalny. Dla osoby z prowincji wyjazd do dużego miasta na studia to była wyprawa po złote runo. Taki człowiek wyższą uczelnię widział często pierwszy raz w życiu, kiedy zdawał na nią egzaminy. Już sam wyjazd na egzamin to była zazwyczaj wyprawa z noclegiem.

Mieszkańców miast różniły od mieszkańców prowincji styl życia, sposób spędzania wolnego czasu, percepcja rzeczywistości. Wśród warszawskich cwaniaków krążyły dowcipy, jak oszukali „frajera” z prowincji. Owe problemy z przestawianiem się na życie w dużym mieście i trudy przystosowania się do nowych warunków dobrze pokazuje serial „Daleko od szosy” z 1976 roku.

 

Internet zmienia reguły

To już jednak przeszłość. Internet i masowość informacji powodują, że różne mody i nowe trendy w stylu życia nie przemieszczają się według orientacji wertykalnej – z wielkich metropolii do mniejszych miejscowości – lecz horyzontalnie. Nowe trendy podane są natychmiast wszystkim, wszyscy mają do nich dostęp i wszyscy z nich korzystają, różnicą jest tylko zasobność kieszeni. Pattai w Tajlandii w równym stopniu odwiedza rolnik zajmujący się hodowlą trzody chlewnej, co adiunkt uniwersytecki, a jeśli ktoś ma ochotę na naukę japońskiego czy indonezyjskiego, to w równym stopniu może to robić on-line zarówno z Bieszczadów, jak i Katowic. Socjologowie od dawna udowadniają, że konsumpcja tych samych dóbr stała się sposobem wyrażania tożsamości społecznej, także w małych miejscowościach. Marki, technologie i style życia, które niegdyś wydawały się zarezerwowane dla wielkich miast, dziś są obecne w garderobach, domach i umysłach mieszkańców małych miejscowości.

Media społecznościowe sprawiły też, że model awansu społecznego, czynniki psychograficzne, czyli te dotyczące sposobu spędzania wolnego czasu, hobby, wyrażania siebie, realizowania własnych pasji i ambicji, stały się bardzo podobne, niezależnie od miejsca zamieszkania. Wrzucamy selfie z tych samych Tatr, chwalimy się udziałem w tych samych maratonach lub w Marszu Niepodległości. Teraz w czasie zimy mieszkańcy żyjący bliżej natury mają nawet lepiej, ponieważ mają dostęp do miejsc, gdzie mogą morsować lub jeździć na nartach biegowych. Jak bardzo poziom życia w mieście zrównał się z poziomem życia w interiorze, świadczy liczba klubów, klubików, sal sportowych, które w ostatnich latach powstały jak grzyby po deszczu, jak Polska długa i szeroka.

Zmienia się także model rodziny w małych miejscowościach. Dzisiaj w Polsce nie ma już miejsc, w których dominowałyby wspólnoty żyjące według wzorców przedglobalistycznych, opartych na uświęconej tradycji. Od dawna jesteśmy w 100% zeuropeizowani – podobnie jest z naszym katolicyzmem – i czasem wyłaniają się z tego zaskakujące zjawiska. Na pewno problemem nie są już osoby po rozwodach czy żyjący w kolejnych związkach. Pewne formy konserwatywne na prowincji przeważają, lecz są to już raczej świadome wybory. Ludzie chcący żyć według tradycyjnych wartości decydują się na to nie dlatego, że nie załapali się na nowoczesność, ale pomimo niej, a ich wybory w równym stopniu dotyczą mieszkańców miasteczek, jak i miast wojewódzkich.

 

Postępowa prowincja

Bywa nawet tak, że parafie w małych miejscowościach sekularyzują się szybciej niż te w dużych miastach, ponieważ Kościół w mieście musi ciągle się starać o atrakcyjność i uwagę wiernych i pielęgnuje różne inicjatywy ożywiające parafię, czego nie widać często na prowincji. Ale znowu – katolik mający większe wymagania doskonale zna popularnych kaznodziejów mających status gwiazdy na kanale YouTube.

Mimo wszystko mniejsze ośrodki się wyludniają, a młodzi po studiach często już nie wracają. Związane jest to nie tylko z coraz bardziej wyrafinowanymi potrzebami konsumpcyjnymi. Udogodnienia, jakie dzisiaj oferuje prowincja, często są o niebo lepsze od tego, co w ofercie miało pokolenie czy dwa w tył, jednak nie jest to satysfakcjonujące w stosunku do tego, co oferują duże miasta – choćby restauracje z kuchnią z całego świata czy koncerty wielkich gwiazd.

Jest jeszcze coś – dla dużej grupy ludzi po studiach, którzy nie mogą pracować zdalnie, rynek pracy na prowincji jest jednak ograniczony. Niektórzy młodzi znaleźli na to rozwiązanie i mieszkają między rodzinną miejscowością a dużym miastem. Zdarza się też, że mieszkają pomiędzy swoją rodzinną miejscowością a Londynem czy Madrytem. Młode pokolenia nie mają już żadnych kompleksów wobec swoich rówieśników, często też studiowali w ramach wymiany studenckiej za granicą.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Komisje finansów i obrony odrzuciły poprawki PiS do projektu o SAFE z ostatniej chwili
Komisje finansów i obrony odrzuciły poprawki PiS do projektu o SAFE

Sejmowe komisje finansów i obrony narodowej negatywnie zaopiniowały w czwartek zgłoszone przez PiS poprawki do projektu ustawy wdrażającej program SAFE. Sejm nad projektem będzie głosować w piątek rano.

Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o rynku kryptoaktywów z ostatniej chwili
Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o rynku kryptoaktywów

Prezydent Karol Nawrocki w czwartek po raz drugi zawetował ustawę o rynku kryptoaktywów. Podkreślił, że nowa ustawa była praktycznie taka sama jak ta, którą wcześniej zawetował i nie uwzględniono zgłaszanych zastrzeżeń. Zaprosił rząd do wspólnego przygotowania rozwiązań w tej sprawie.

Zajączkowska: PE przeciwko poprawce mówiącej, że tylko kobieta może zajść w ciążę z ostatniej chwili
Zajączkowska: PE przeciwko poprawce mówiącej, że tylko kobieta może zajść w ciążę

„Parlament Europejski właśnie zagłosował... PRZECIWKO poprawce stwierdzającej, że "Tylko biologiczna kobieta może zajść w ciążę" – poinformowała na Facebooku eurodeputowana Ewa Zajączkowska-Hernik (Konfederacja).

Karol Nawrocki zawetował ustawę uznającą język śląski za regionalny wideo
Karol Nawrocki zawetował ustawę uznającą język śląski za regionalny

Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę uznającą język śląski za regionalny - poinformowała jego kancelaria. Ustawa była drugą w tej kadencji Sejmu, a w sumie - jak podliczono podczas prac parlamentarnych - dziewiątą próbą legislacyjną w tej sprawie.

KO, PSL i Lewica zablokowały zaskarżenie do TSUE tymczasowego stosowania umowy z Mercosur pilne
KO, PSL i Lewica zablokowały zaskarżenie do TSUE tymczasowego stosowania umowy z Mercosur

„KO, PSL i Lewica blokują pomysł zaskarżenia do TSUE decyzji Rady UE z 9 stycznia 2026 r. w sprawie tymczasowego stosowania umowy z krajami Mercosur” - poinformował na platformie X poseł Krzysztof Ciecióra.

Wyrok TSUE ws. WIBOR. Ekspert tłumaczy co oznacza dla kredytobiorców tylko u nas
Wyrok TSUE ws. WIBOR. Ekspert tłumaczy co oznacza dla kredytobiorców

12 lutego 2026 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok w sprawie C-471/24 (PKO BP). Wbrew oczekiwaniom części środowisk procesowych, które zapowiadały prawne trzęsienie ziemi, orzeczenie okazało się raczej chłodnym uporządkowaniem podstawowych zasad niż zaproszeniem do masowego podważania kredytów opartych na WIBOR.

Szefowie KPRP i BBN rozpoczęli prace nad poprawkami do projektu ustawy o SAFE z ostatniej chwili
Szefowie KPRP i BBN rozpoczęli prace nad poprawkami do projektu ustawy o SAFE

Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki i szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz rozpoczęli prace nad poprawkami do projektu ustawy dotyczącej programu SAFE - poinformował rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz. Będą dotyczyć m.in. warunków udzielenia i spłaty pożyczki w ramach SAFE.

Jarosław Kaczyński: Nikt kto chce silnej i suwerennej armii, nie powinien popierać funduszu SAFE z ostatniej chwili
Jarosław Kaczyński: Nikt kto chce silnej i suwerennej armii, nie powinien popierać funduszu SAFE

„Nikt kto chce silnej i suwerennej armii, nie powinien popierać funduszu SAFE” - napisał na platformie X prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński.

Klub PiS składa poprawki do projektu ustawy o SAFE z ostatniej chwili
Klub PiS składa poprawki do projektu ustawy o SAFE

Podczas dyskusji plenarnej w Sejmie nad projektem ustawy wdrażający program SAFE poseł PiS Andrzej Śliwka złożył poprawki związane m.in. z kontrolą wydawania pieniędzy z programu; projekt wraca więc do komisji. W dyskusji minister finansów Andrzej Domański zapewnił, że pożyczki nie będą spłacane z budżetu MON.

Belgijska policja zrobiła nalot na biura KE. W tle 900 mln euro gorące
Belgijska policja zrobiła nalot na biura KE. W tle 900 mln euro

Belgijska policja przeszukała w czwartek biura Komisji Europejskiej w związku z podejrzeniami zaistnienia nieprawidłowości podczas sprzedaży należących do niej 23 nieruchomości w 2024 roku państwowemu funduszowi majątkowemu Belgii (SFPIM) za 900 mln euro - podała AFP, powołując się na źródła.

REKLAMA

Internet zniósł podział na miasto i prowincję

Tradycyjny podział na prowincję i duże miasto już nie istnieje. Rolnicy z małych miejscowości jeżdżą w te same miejsca, co miejska elita. Ludzie z Warszawy tak samo morsują w zimę jak mieszkańcy małych miasteczek i oglądają tego samego Netflixa.
Mężczyzna z laptopem siedzi pod drzewem
Mężczyzna z laptopem siedzi pod drzewem / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Dzięki internetowi i globalizacji zatarły się dawne różnice kulturowe między dużymi miastami a prowincją.
  • Tradycyjny model awansu społecznego oparty na wyjeździe „do wielkiego miasta” stracił znaczenie, a nowe trendy są dostępne niemal jednocześnie dla wszystkich.
  • Mimo wyrównania poziomu życia i aspiracji prowincja nadal się wyludnia, głównie z powodu ograniczonego rynku pracy i oferty kulturalnej dużych ośrodków.

 

Daleko od szosy z laptopem pod pachą

– Ej, panie Dyzma, po próżnicy pan tu bruki zbija, mówiłam panu. Na wsi, na prowincji, o chleb łatwiej

– usłyszał bohater znanej książki Tadeusza Dołęgi-Mostowicza od gospodyni, od której wynajmował pokoik w Warszawie. To zdanie pokazywało, jak bardzo bohater-prowincjusz był bezradny i nieprzystosowany do życia w wielkim mieście. Z kolei lew dziennikarskich lewicowych salonów Tomasz Lis miał powiedzieć o latach 90.:

„Trudniej mi było wyjechać z Zielonej Góry do Warszawy niż potem z Warszawy do Nowego Jorku”.

 

Migracje i kompleksy

Przez lata faktycznie opuszczenie swojej małej ojczyzny i zamieszkanie w wielkim mieście odbierane było jako przekroczenie pewnego rubikonu, ogromny awans społeczny. Człowieka, który powracał potem w odwiedziny w rodzinne strony, otaczał pewien nimb wybraństwa i przekonanie, że mu się udało. Mentalnie rozdźwięk między prowincją a dużym miastem był ogromny.

Dziwne to tym bardziej, że większość polskiego społeczeństwa pochodzi ze wsi, a miasta tworzą ludzie, których rodzice lub dziadkowie często pochodzili ze wsi. Przed wojną ok. 80% społeczeństwa żyło na wsi. Po wojnie, w czasie industrializacji Polski, nastąpiła masowa migracja zarobkowa do dużych miast. – Tu wszyscy się znają, bo na tym osiedlu są cztery wsie z Mazowsza. Ściągali ich tutaj w latach 70., jak był przemysł i budowali Warszawę – usłyszałem kiedyś od rodowitego Warszawiaka o jednym z osiedli na Mokotowie niedaleko dawnej Galerii Mokotów.

Mimo ogromnego przemieszania mieszkańców wsi, miasteczek i miast trwającego już od zakończenia wojny, co było zresztą zjawiskiem na skalę europejską, słowo „prowincja” wciąż gnieździło się w naszych głowach i stanowiło pewną hermeneutykę tworzącą podział na kogoś lepszego z dużego miasta i gorszego z prowincji.

 

Przed globalizacją

Ten podział miał się jeszcze dobrze po 2000 roku. Powszechność internetu i nowe technologie zmieniły jednak wszystko, a rewolucja informacyjna dokonała się na polu nie tylko technologicznym, lecz także w zakresie kulturowym. Globalne wpływy zmieniły lokalne realia. Mieszkańcy mniejszych miejscowości, choć mają ograniczenia w dostępie do wysokich czy specjalistycznych dóbr kultury bądź usług edukacyjnych, uczestniczą w tych samych cyfrowych dobrach co mieszkańcy dużych miast i to nie tylko takich jak Kraków czy Warszawa, lecz także w takim samym stopniu jak Nowy Jork czy Madryt. YouTube, TikTok, Instagram, Facebook, aplikacje zakupowe nie tylko dostarczają rozrywki, lecz także są potężnymi narzędziami skracającymi dystans przestrzenny, czasowy, kulturowy i mentalny między ludźmi.

W epoce przedglobalizacyjnej różnice w zasobach kulturowych i możliwościach awansu między mieszkańcem prowincji i metropolii były duże. Wystarczy porównać dwóch młodych ludzi po szkole średniej, którzy wybierali się na studia. Mieszkaniec Warszawy, Krakowa czy Poznania, a więc człowiek z miasta akademickiego, który być może od dziecka co dzień mijał wyższe uczelnie lub może ktoś z jego otoczenia w nich pracował i w różnych formach był z nimi związany, szedł na tę uczelnię niejako w sposób naturalny, „z marszu”. Dla takiego człowieka uczelnia była konsekwentnym przedłużeniem edukacji. Owszem, wymagało to nakładu pracy i pilności, lecz nie było czymś niezwykłym. A jeśli jeszcze rodzice byli po studiach, to wybór tej drogi wydawał się jeszcze bardziej naturalny. Dla osoby z prowincji wyjazd do dużego miasta na studia to była wyprawa po złote runo. Taki człowiek wyższą uczelnię widział często pierwszy raz w życiu, kiedy zdawał na nią egzaminy. Już sam wyjazd na egzamin to była zazwyczaj wyprawa z noclegiem.

Mieszkańców miast różniły od mieszkańców prowincji styl życia, sposób spędzania wolnego czasu, percepcja rzeczywistości. Wśród warszawskich cwaniaków krążyły dowcipy, jak oszukali „frajera” z prowincji. Owe problemy z przestawianiem się na życie w dużym mieście i trudy przystosowania się do nowych warunków dobrze pokazuje serial „Daleko od szosy” z 1976 roku.

 

Internet zmienia reguły

To już jednak przeszłość. Internet i masowość informacji powodują, że różne mody i nowe trendy w stylu życia nie przemieszczają się według orientacji wertykalnej – z wielkich metropolii do mniejszych miejscowości – lecz horyzontalnie. Nowe trendy podane są natychmiast wszystkim, wszyscy mają do nich dostęp i wszyscy z nich korzystają, różnicą jest tylko zasobność kieszeni. Pattai w Tajlandii w równym stopniu odwiedza rolnik zajmujący się hodowlą trzody chlewnej, co adiunkt uniwersytecki, a jeśli ktoś ma ochotę na naukę japońskiego czy indonezyjskiego, to w równym stopniu może to robić on-line zarówno z Bieszczadów, jak i Katowic. Socjologowie od dawna udowadniają, że konsumpcja tych samych dóbr stała się sposobem wyrażania tożsamości społecznej, także w małych miejscowościach. Marki, technologie i style życia, które niegdyś wydawały się zarezerwowane dla wielkich miast, dziś są obecne w garderobach, domach i umysłach mieszkańców małych miejscowości.

Media społecznościowe sprawiły też, że model awansu społecznego, czynniki psychograficzne, czyli te dotyczące sposobu spędzania wolnego czasu, hobby, wyrażania siebie, realizowania własnych pasji i ambicji, stały się bardzo podobne, niezależnie od miejsca zamieszkania. Wrzucamy selfie z tych samych Tatr, chwalimy się udziałem w tych samych maratonach lub w Marszu Niepodległości. Teraz w czasie zimy mieszkańcy żyjący bliżej natury mają nawet lepiej, ponieważ mają dostęp do miejsc, gdzie mogą morsować lub jeździć na nartach biegowych. Jak bardzo poziom życia w mieście zrównał się z poziomem życia w interiorze, świadczy liczba klubów, klubików, sal sportowych, które w ostatnich latach powstały jak grzyby po deszczu, jak Polska długa i szeroka.

Zmienia się także model rodziny w małych miejscowościach. Dzisiaj w Polsce nie ma już miejsc, w których dominowałyby wspólnoty żyjące według wzorców przedglobalistycznych, opartych na uświęconej tradycji. Od dawna jesteśmy w 100% zeuropeizowani – podobnie jest z naszym katolicyzmem – i czasem wyłaniają się z tego zaskakujące zjawiska. Na pewno problemem nie są już osoby po rozwodach czy żyjący w kolejnych związkach. Pewne formy konserwatywne na prowincji przeważają, lecz są to już raczej świadome wybory. Ludzie chcący żyć według tradycyjnych wartości decydują się na to nie dlatego, że nie załapali się na nowoczesność, ale pomimo niej, a ich wybory w równym stopniu dotyczą mieszkańców miasteczek, jak i miast wojewódzkich.

 

Postępowa prowincja

Bywa nawet tak, że parafie w małych miejscowościach sekularyzują się szybciej niż te w dużych miastach, ponieważ Kościół w mieście musi ciągle się starać o atrakcyjność i uwagę wiernych i pielęgnuje różne inicjatywy ożywiające parafię, czego nie widać często na prowincji. Ale znowu – katolik mający większe wymagania doskonale zna popularnych kaznodziejów mających status gwiazdy na kanale YouTube.

Mimo wszystko mniejsze ośrodki się wyludniają, a młodzi po studiach często już nie wracają. Związane jest to nie tylko z coraz bardziej wyrafinowanymi potrzebami konsumpcyjnymi. Udogodnienia, jakie dzisiaj oferuje prowincja, często są o niebo lepsze od tego, co w ofercie miało pokolenie czy dwa w tył, jednak nie jest to satysfakcjonujące w stosunku do tego, co oferują duże miasta – choćby restauracje z kuchnią z całego świata czy koncerty wielkich gwiazd.

Jest jeszcze coś – dla dużej grupy ludzi po studiach, którzy nie mogą pracować zdalnie, rynek pracy na prowincji jest jednak ograniczony. Niektórzy młodzi znaleźli na to rozwiązanie i mieszkają między rodzinną miejscowością a dużym miastem. Zdarza się też, że mieszkają pomiędzy swoją rodzinną miejscowością a Londynem czy Madrytem. Młode pokolenia nie mają już żadnych kompleksów wobec swoich rówieśników, często też studiowali w ramach wymiany studenckiej za granicą.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane