Sułtan Erdogan i tureckie mocarstwo
Co musisz wiedzieć:
- Erdogan słabiej wypada w polityce wewnętrznej, ale konsekwentnie buduje pozycję Turcji jako gracza regionalnego.
- Ankara prowadzi elastyczną dyplomację, potrafiąc jednocześnie rozgrywać relacje z Moskwą i Waszyngtonem.
- W Syrii kluczowa staje się zmiana kursu USA, która uderza w kurdyjskie ambicje i wzmacnia interesy Turcji.
- Turcja rozszerza wpływy poza Bliski Wschód: w Afryce, na szlakach morskich i w kierunku Azji Środkowej.
Erdogan jest elastyczny. Kieruje się wyłącznie interesami Turcji
Erdoganowi i partii AKP z gospodarką wychodzi średnio – choć ostatnio przynajmniej ograniczono galopującą w przerażającym tempie inflację. Z demokracją jest jeszcze gorzej, czego dowodem siedzący za kratami działacze opozycji. Do tego niekończący się konflikt z Kurdami. Z drugiej jednak strony, nie przeszkadza to sułtanowi, jak mówi się o ambitnym Erdoganie prowadzić skutecznej polityki zagranicznej, która zmieniła Turcję w regionalne mocarstwo.
Turcy umiejętnie wykorzystują położenie, potencjał, członkostwo w NATO, rozbudowują i wzmacniają siły zbrojne, wreszcie unikają poważnych konfliktów – chyba jedynym, który odpowiada koncepcji Erdogana jest ten konflikt z Izraelem. Służy bowiem realizacji jednego ze strategicznych od dawna celów sułtana: uczynienia Turcji jednym z dwóch-trzech liderów świata islamu. Przede wszystkim Erdogan jest elastyczny i kieruje się wyłącznie interesami Turcji, bez skrupułów – w zależności od potrzeby chwili – zmieniając partnerów. Przykładem takiej polityki jest pomysł na stosunki z Moskwą.
- Komunikat dla mieszkańców woj. świętokrzyskiego
- Ważny komunikat dla mieszkańców Katowic
- Wyłączenia prądu na Śląsku. Ważny komunikat dla mieszkańców
- KRUS wydał komunikat dla rolników
Reset relacji z USA. F-35 zamiast S-400 i surowcowe "odpinanie" się od Rosji
Najpierw było ostre starcie w Syrii – po zestrzeleniu rosyjskiego samolotu Moskwa nałożyła sankcje na Turcję. Ale już niedługo później obie strony się dogadały i z obopólną korzyścią współpracowały w Syrii, mimo że były sojusznikami wrogich sobie Asada i rebeliantów. Jak wiemy, lepiej wyszła na tym Turcja. Asada już nie ma, rosyjska obecność wojskowa jest symboliczna, a nowy reżim syryjski jest bliskim sojusznikiem Ankary. Erdogan ograł Putina także na Kaukazie Południowym. Wspierany przez Ankarę Azerbejdżan militarnie zmiażdżył formalnego rosyjskiego sojusznika Armenię, obecność rosyjskich mirotworców w Karabachu nie trwała długo, a teraz powstaje nowy porządek w regionie, w którym dominuje azerski sprzymierzeniec, Armenia zrywa z Moskwą i dąży do normalizacji stosunków z Ankarą, otwiera się bardzo korzystny dla Turcji korytarz z Azji Środkowej i basenu Morza Kaspijskiego, przez Kaukaz, do Europy. Ważną rolę odgrywają tutaj też Stany Zjednoczone (vide szczyt Alijew-Paszynian w obecności Trumpa) – z którymi Erdogan też sobie na nowo układa relacje po powrocie Donalda Trumpa do Białego Domu. W efekcie nawet rosyjskie systemy S-400 przestają być Turcji potrzebne, skoro można uzyskać amerykańskie F-35. Tak samo Erdogan układa się z Amerykanami w kwestii surowców – ograniczając import ropy i gazu z Rosji. Putin może tylko bezsilnie na to patrzeć.
Ankara osiąga cele w Syrii
Ale wróćmy do Syrii. Bo tutaj właśnie Ankara zdobywa kolejne punkty, przekonawszy Trumpa do zmiany polityki. Amerykanie postawili na zintegrowaną Syrię pod rządami Ahmeda al-Szary, co oznacza m.in. wyrok na autonomiczne wysiłki Kurdów. Uważanych przez Turcję za największe zagrożenie w Syrii dla interesów Ankary. To, czego nie udało się osiągnąć kilkoma wojskowymi operacjami na pograniczu, udaje się właśnie i to rękami innych. Ku wielkiemu zadowoleniu Erdogana wojska rządowe Syrii – mając cichą zgodę USA – zajmują kolejne obszary kontrolowane przez lata przez kurdyjską koalicję SDF. Podkreślmy, swego czasu kluczowego sojusznika Amerykanów w wojnie z Państwem Islamskim. W dużej mierze dzięki bojowemu wysiłkowi Kurdów udało się rozbić terytorialny twór IS w Syrii, a potem blokować odrodzenie dżihadu w tej formie. Jak jednak wiadomo, nie ma wiecznych sojuszy – i teraz widać to po postawie Stanów Zjednoczonych.
- Śledztwo ws. Dr. Oetker się przeciąga
- Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców Wielkopolski
- Aleksandra Jakubiak OV: „Szopka” w Bolesławcu
- Warszawa bez wody w kilku dzielnicach. Mróz wywołuje kolejne awarie
- USA nie mają wyjścia, muszą kontrolować Grenlandię
Ekspansja w Afryce: Libia, Morze Czerwone i geopolityka Rogu Afryki
Ambicje sułtana sięgają jednak poza Bliski Wschód, do muzułmańskich krajów Afryki. Wojska tureckie stacjonują w Libii zachodniej (kilka lat temu uratowały rząd w Trypolisie pomagając odeprzeć ofensywę generała Haftara wspieranego przez wagnerowców), co nie przeszkadza od pewnego czasu Ankarze układać się z drugą stroną libijskiej wojny domowej – obecnie zamrożonej. Skoro Turcja ma być mocarstwem, to musi być też obecna na strategicznym szlaku przez Morze Czerwone – uznał sułtan. Więc postawił na sojusz z Somalią i angażuje się w eskalujący konflikt w Rogu Afryki: wokół kwestii Somalilandu. Ta część Somalii, która ogłosiła niezależność jeszcze na początku lat 90. ostatnio została uznana przez Izrael. To kolejny powód, by być także militarnie obecnym w regionie i Turcy to robią, de facto dołączając do koalicji Arabii Saudyjskiej, Egiptu i Somalii rywalizującej w Rogu Afryki, Jemenie czy Libii z nieformalnym sojuszem Izraela i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Prawdziwie mocarstwo musi mieć silną flotę o dużym zasięgu – słusznie uznał sułtan. Więc Turcja, znana z potężnego własnego przemysłu zbrojeniowego, rozbudowuje siły morskie. Nie zabraknie oczywiście lotniskowców. No bo jak być poważanym w Zatoce Adeńskiej bez takich argumentów? Ale Turcja rozszerza wpływy i sojusze także w innych kierunkach. Tureccy żołnierze i turecka broń pojawiają się w zachodniej części Sahelu (np. Niger), ale i wschodniej (np. Sudan i Erytrea). Ale jest też kierunek wschodni. Turcja chce dołączyć do paktu wojskowego Arabii Saudyjskiej z atomowym Pakistanem - z którym Ankara ma zresztą od dawna bardzo dobre relacje. To nie tylko pozwoli osaczyć irańskiego rywala, przeżywającego akurat kłopoty, ale też pomoże w ekspansji Turcji do Azji Środkowej. W tym wypadku sułtan, niczym dobry handlarz na bazarze, wyciąga inny „wyjątkowy” towar spod przysłowiowej lady: konieczność ścisłej współpracy ludów tureckich. Wspomniana wyżej brama do Europy przez Kaukaz i Turcję na pewno pomoże przekonać satrapów z Aszchabadu czy Taszkientu.




