Tȟašúŋke Witkó: Legion zbudowani z ego Radosława Sikorskiego
Co musisz wiedzieć:
- Pomysł europejskiego „legionu” forsowany przez Radosława Sikorskiego od lat zakłada stworzenie unijnej brygady wojskowej pod politycznym zwierzchnictwem UE, co zdaniem autora grozi dominacją Niemiec i Francji.
- Projekt nie wzmacnia realnie bezpieczeństwa Polski – może angażować polskich żołnierzy w operacje poza naszym regionem, bez bezpośredniego związku z obroną wschodniej flanki NATO.
- Największym beneficjentem byłyby Niemcy, zarówno politycznie, jak i gospodarczo (sprzęt, logistyka, dowodzenie), podczas gdy koszty poniosłyby państwa peryferyjne UE.
Z tego powodu nie mogę słuchać mojego rówieśnika – polityka od lat okupującego pierwsze strony gazet – który, ubiegając się o najwyższy urząd w państwie, zaserwował rzeszy odbiorców jakiś bełkot o konsumpcji wafelków znanej marki, co miało zapewnić nam dobre stosunki z prezydentem Donaldem Trumpem. Wiem, że strona liberalna przyjęła ów koncept z rozpromienionymi licami, ale to świadczy o całkowitym zinfantylizowaniu wyborców, do którego dostosowuje się odpowiedni przekaz, także naiwny i prosty. Przy takiej postawie Rafała Trzaskowskiego, pomysły Radosława Sikorskiego wydają się Olimpem intelektualnym, a uwagę mą przyciągnął zwłaszcza jeden, ten związany z szeroko rozumianym wojskiem.
Legion europejski imienia „Radka” Sikorskiego
Sikorski – mężczyzna dobiegający połowy siódmej dekady życia i oficjalnie przedstawiany jako „Radek” – od minimum sześciu lat forsuje pomysł zbudowania legionu europejskiego. Przez ten czas nieco modyfikował jego strukturę i zdania, ale samą ideę powstania owego oddziału wyartykułował już jesienią 2019 roku. Wtedy też dał jej, przywołaną wcześniej, roboczą nazwę i orzekł, że winna ona być podobna do francuskiej Legii Cudzoziemskiej, przez Legię wyszkolona, składać się z ochotników, a jej finansowanie należy zapewnić ze środków unijnych. I teraz najlepsze – legion miał podlegać Radzie Europejskiej oraz wysokiemu przedstawicielowi Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa. Sikorski dodał, że powinien być to szczebel brygady, czyli nie mniej, niż jakieś 4 500 uzbrojonego chłopa, podlegających teoretycznie kolektywnemu organowi, praktycznie zdominowanemu przez Niemcy i Francję.
Ponieważ jestem starym cynikiem i szydercą, od razu pomyślałem, że do służby na stanowiskach czołgających się w błocie celowniczych karabinów maszynowych i strzelców karabinków szturmowych zaciągną się młodzi, niezamożni mężczyźni z dawnych demoludów, bowiem będą oni poszukiwać atrakcyjnych źródeł zarobkowania, czemu trudno się dziwić. Ale za to dowódcą tworu zostanie jakiś wypasiony argentyńską wołowiną, dwugwiazdkowy niemiecki generał, jego zastępcą zostanie także niemiecki generał, tylko jednogwiazdkowy, szefem sztabu uczyni się francuskiego pułkownika, zaś szefami sekcji w sztabie mianuje się podpułkowników, tylko w mieszanym składzie – niemieckich i francuskich. Wiem, że zawyżyłem etaty w stosunku do tych z NATO, ale europejska brygada musi mieć odpowiednie gaże. Dowódcy batalionów mogą być narodowości polskiej czy bułgarskiej, ale – na wszelki wypadek – za ich plecami staną zastępcy do spraw zwalczania mowy nienawiści, którzy będą z Niemiec, bowiem tylko Teutoni znają się na zwalczaniu mowy nienawiści.
Ego Sikorskiego
W tym miejscu dodam, że gdybym sam szerzył mowę nienawiści, to napisałbym, że ci zastępcy musieliby posiadać Naganta lub tetetkę w kaburach, żeby łatwiej zapewnić sobie posłuch otoczenia, ale tego nie napiszę, gdyż nienawidzę nienawiści. A teraz całkiem poważnie napomknę, że Sikorskiego można nie lubić, ale jest to człek na tyle światły, iż musiał zdawać sobie sprawę, że Berlin całkowicie zdominuje tę formację zbrojną pod każdym względem, trochę tylko zostawiając Paryżowi. Po co więc „Radek” forsował i forsuje ową utopijną ideę? Odpowiedź pozostawiam Państwa domysłom, a osobiście podejrzewam, że w jego głowie roi się myśl, iż legion ten zostanie ochrzczony jego imieniem i w ten sposób znajdzie się on na kartach historii. Cóż, ego owego człeka jest legendarne…
Maszynka do robienia pieniędzy dla Berlina
Kilkanaście dni temu, w Brukseli, Sikorski znów powrócił do opowieści o legionie europejskim. I ponownie zaproponował stworzenie brygady, która według niego, co prawda nie może odstraszyć Putina, ale za to może operować na Bałkanach lub w Afryce Północnej. Gdy to usłyszałem, to aż przełknąłem głośno ślinę, gdyż wyobraziłem sobie niemieckie czołgi Leopard mknące u podnóża Wielkiej Piramidy w Gizie i obracające lufy armat w kierunku nieprzeniknionego oblicza Sfinksa. Dlaczego niemieckie czołgi, zapytacie Państwo? Ano dlatego, że nic w Europie nie może się sprzedać, jeśli nie jest niemieckie.
Gdyby idea tworzenia legionu znów była mocno forsowana, to zacznę dorozumiewać, że ktoś koniecznie chce zabezpieczać ową jednostkę logistycznie, co pozostałych partycypantów będzie kosztowało krocie. Naturalnie, każda para skarpet i puszka z amunicją zostaną dostarczone przez przemysł zza Odry, a nam pozostawi się wątpliwą przyjemność słonego zapłacenia za wszystkie materiały niezbędne do utrzymania tysięcy żołnierzy i setek jednostek sprzętu. Będzie drogo, poza czyjąkolwiek kontrolą i wyłącznie pod niemiecką jurysdykcją, dlatego pod żadnym pozorem nie powinniśmy godzić się na uczestnictwo w podobnym przedsięwzięciu. Ponadto, Polska nie ma większych interesów w dawnych koloniach brytyjskich czy francuskich, toteż obecność polskiego żołnierza jest tam zbędna. Już teraz zapowiadam, że budowa jakiegoś legionu jest bezcelowa dla Warszawy, a stanie się ona jedynie maszynką do robienia pieniędzy dla Berlina.
Howgh!
Tȟašúŋke Witkó, 6 lutego 2026 r.
[Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus]




