SAFE – sprzęt wojskowy nie dla Polski, a dla armii UE? Istnieje realne zagrożenie
Co musisz wiedzieć:
- Sejm przegłosował program SAFE.
- Przeciwko głosowały PiS i Konfederacja.
- Przyjęcie SAFE może doprowadzić do utraty przez Polskę niepodległości.
Problem z pieniędzmi przechodzącymi przez ręce unijnych eurokratów jest taki, że są one przyznawane – niezależnie od tego, czy jest to pożyczka, czy dotacja – zgodnie z celami Komisji Europejskiej, nie zaś państwa członkowskiego, do którego trafiają. Komisja Europejska zakłada sobie w danej perspektywie finansowej pewne cele, które potem realizuje wspólnie z państwami członkowskimi przy pomocy funduszy wydzielanych im z unijnej kasy, czyli z wpłacanych przez poszczególne kraje składek. Jeżeli potrzeba danego kraju nie wpisuje się w unijną strategię, nie ma co liczyć na dofinansowanie, mimo tego przecież, że pieniądze te pochodzą z kieszeni obywateli, gdyż UE jak na razie nie posiada własnego budżetu. Tak było ze Wspólną Polityką Rolną czy funduszami z polityki spójności. Najpewniej dokładnie tak samo będzie z programem SAFE.
- Komunikat dla mieszkańców woj. lubelskiego
- Pilne doniesienia z granicy. Jest komunikat Straży Granicznej
- NFZ wydał pilny komunikat
- Kukiz przekazał tragiczne wieści. "Nie dawałeś sobie pomóc…"
- Komunikat dla mieszkańców woj. śląskiego
- Awaria kabla podwodnego łączącego Polskę ze Szwecją
- Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców Warszawy
- Wyłączenia prądu w Wielkopolsce. Ważny komunikat dla mieszkańców
- ZUS wydał pilny komunikat
- Zajączkowska: PE przeciwko poprawce mówiącej, że tylko kobieta może zajść w ciążę
- Komunikat dla mieszkańców woj. podkarpackiego
- "Nadajecie się tylko do tępienia ludzi!". Pracownicy Silesii pikietowali w obronie miejsc pracy
- Obraduje Sztab Akcji Protestacyjnej NSZZ "Solidarność"
Problemy z SAFE
W unijnym programie SAFE niepokoić może wiele rzeczy:
- pozatraktatowe przekazywanie kompetencji państw członkowskich w dziedzinie obronności na poziom unijny;
- fakt, iż opiera się on o wspólnotowy dług, który jeszcze bardziej niż poprzednie zaciska zręby budowanego przez Niemcy europejskiego superpaństwa;
- brak transparentności;
- brak mechanizmów przeciwdziałających potencjalnej korupcji;
- pominięcie PE w całej procedurze;
- usunięcie de facto Amerykanów jako potencjalnych kontrahentów w kontraktach na zbrojenia;
- mechanizm warunkowości, którym SAFE jest obudowany, który de facto jest obliczony na utrwalenie rządów Donalda Tuska w Polsce;
- i wreszcie data krańcowa zawierania kontraktów – 31 maja.
Termin do 31 maja jest za krótki
Jest bardziej niż prawdopodobne, że rządowi nie uda się do 31 maja zawrzeć niezbędnych kontraktów, nawet jeżeli ustawa o SAFE zostałaby przyjęta w trybie ekspresowym. Zwyczajnie nie ma takiej fizycznej możliwości, ponieważ w Polsce obowiązuje prawo przetargowe – MON nie może wybrać sobie dowolnej firmy i zawrzeć z nią kontraktu, ale musi wytypować parametry sprzętu, jaki zamierza kupić, przygotować odpowiednią dokumentację i ogłosić przetarg, a na to potrzeba czasu. Dopiero wówczas firmy będą mogły wystąpić z ofertą przetargową, a na to też potrzeba jest czasu. Łącznie taka procedura przetargowa – w szczególności, że mamy do czynienia ze sprzętem wojskowym – potrwa około kilku miesięcy, najprawdopodobniej zdecydowanie więcej niż trzy.
Poza tym pozostaje kwestia przystosowania się firm do wymogów przetargowych, co może dodatkowo opóźnić całą procedurę.
Co się stanie po 31 maja?
Warto się zastanowić, co się stanie po 31 maja, jeżeli Ministerstwu Obrony Narodowej nie uda się zawrzeć rzeczonych kontraktów. Polska tych pieniędzy bynajmniej nie straci, ale zmieni się ich celowość, i o to najprawdopodobniej chodziło twórcom SAFE przy wyznaczaniu tak nierealnego terminu. Po tej dacie będzie można kupować sprzęt wspólnie z innymi państwami Unii Europejskiej lub z państwem stowarzyszonym, czyli z Ukrainą. Będzie to miało bardzo poważne konsekwencje dla polskiej obronności.
Jakie konsekwencje?
Przede wszystkim państwo polskie nie będzie wyłącznym właścicielem zakupionej broni czy sprzętu. Oznacza to, iż może się okazać, że w sytuacji zagrożenia agresją ze strony Rosji – bo głównie z tego kierunku agresji należy się spodziewać – Polska nie będzie mogła użyć zakupionego przez siebie sprzętu, gdyż na przykład nie zgodzą się na to Niemcy czy inne państwa, wespół z którymi dokonywała zakupów uzbrojenia. Możliwe też, że cały sprzęt – jeśli Polska zdecyduje się kupić go razem z Ukrainą – trafi na Ukrainę, a Polska jedynie będzie spłacała zaciągnięty na 45 lat dług. Również w tym przypadku nie będzie mogła skorzystać z zakupionego uzbrojenia w sytuacji agresji obcego państwa.
Kolejny problem to unijna polityka. SAFE, jak już wspomniałam, w sposób pozatraktatowy przekazuje kompetencje państw członkowskich w obszarze obronności do Komisji Europejskiej. KE powołała już – do czego zgodnie z traktatami nie miała prawa – stanowisko komisarza ds. bezpieczeństwa. Funkcję tę sprawuje Andrius Kubilius, który ostatnio forsował stworzenie 100-tysięcznej europejskiej armii. Należy się spodziewać, że państwa członkowskie szantażem ekonomicznym, politycznym i prawnym – sprawdzonymi narzędziami unijnego nacisku – zostaną przymuszone przez Komisję Europejską do tego, aby wspólne zakupy zasiliły właśnie wspólną europejską armię. Zauważmy, że wcale nie jest powiedziane, czy przedłożone przez rządy państw członkowskich, a zaakceptowane przez KE, listy potrzebnego uzbrojenia będą aktualne po 31 maja. Stawiam na to, że nie będą. Może się zatem okazać, że państwa członkowskie – związane mechanizmem warunkowości – zostaną postawione przez Komisję Europejską przed „ofertą nie do odrzucenia” w postaci likwidacji armii narodowych i stworzenia i uzbrojenia europejskiej armii, która nie będzie miała za zadanie obronę granic, ale tłumienie protestów społecznych.
Taki scenariusz zresztą został przewidziany w unijnych dokumentach, w tym w Białej Księdze o przyszłości Unii Europejskiej z 2017 roku.
Niemcy zrezygnowały z SAFE
W tym kontekście fakt, iż Niemcy zrezygnowały z SAFE, prowadząc zbrojenia na własną rękę, nabiera innego wymiaru. Po pierwsze, nie wiążą się w ten sposób mechanizmem warunkowości odnośnie do zbrojeń – mechanizmem mogącym sparaliżować te zbrojenia – po drugie zaś, widzą Bundeswehrę, co zresztą wielokrotnie artykułowali niemieccy politycy, jako trzon europejskiej armii. Już w 2022 roku niemieckie media rozpisywały się, że UE ma dysponować do 2025 roku nowymi siłami szybkiego reagowania liczącymi do 5 tys. żołnierzy, a Niemcy zaproponowały, że Bundeswehra może stanowić ich trzon. Nowe siły miałyby się składać ze znacznie zmodyfikowanych grup bojowych UE oraz innych sił zbrojnych państw członkowskich.
Jak dotychczas planów Niemiec nie udało się zrealizować, ale program SAFE jest idealnym do tego narzędziem. Warto uświadomić sobie przy tym, że w sytuacji stworzenia wspólnej europejskiej armii państwa członkowskie nie będą utrzymywały narodowych wojsk, gdyż żaden budżet nie będzie w stanie tego udźwignąć.
Możliwa utrata niepodległości
W tym przypadku, podobnie jak w przypadku programu SAFE, KE może pominąć – w oparciu o art. 122 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej – Parlament Europejski przy podejmowaniu decyzji. Jako pretekst do tego tradycyjnie posłuży wojna na Ukrainie (jest to typowe dla KE zarządzanie kryzysem). Natomiast mechanizm warunkowości spacyfikuje niepokorne kraje członkowskie.
Brak narodowej armii w przypadku Polski przełoży się na brak możliwości realizacji narodowych interesów i wejście w orbitę Niemiec w charakterze landu Polen nowego europejskiego superpaństwa. Tylko bowiem posiadanie w dyspozycji resortów siłowych gwarantuje zachowanie niepodległości i suwerenności.
W tym kontekście wejście do programu SAFE to w dłuższej perspektywie nic innego jak rezygnacja z polskiej państwowości na rzecz neokomunistycznego eurokołchozu dowodzonego przez naszych „przyjaciół” zza Odry.




