W USA Demokraci walczą o prawo do wyborczych oszustw
Co musisz wiedzieć:
- Izba Reprezentantów przyjęła ustawę „SAVE Act”, która wprowadza obowiązek potwierdzenia obywatelstwa przy pierwszym głosowaniu oraz okazywania dokumentu tożsamości ze zdjęciem przy każdym głosie.
- Projekt dzieli scenę polityczną – poparła go większość Partii Republikańskiej, natomiast niemal wszyscy przedstawiciele Partii Demokratycznej byli przeciw.
- Debata dotyczy bezpieczeństwa wyborów vs. dostępu do głosowania, a ustawa musi jeszcze przejść przez Senat i uzyskać podpis prezydenta, by wejść w życie.
11 lutego Izba Reprezentantów USA uchwaliła ustawę wprowadzającą dwie rewolucyjne zmiany w dotychczasowych zasadach wyborczych. Rewolucyjne w Ameryce. W Europie to normalność.
Wykazać obywatelstwo i tożsamość
Po pierwsze, każdy wyborca, ma - gdy głosuje pierwszy raz - przedstawić dokument potwierdzający obywatelstwo. Czyli np. paszport, albo świadectwo urodzenia (kto urodził się w Stanach, jest obywatelem), lub świadectwo naturalizacji (legalny imigrant może zostać obywatelem po pięciu latach pobytu w USA).
Po drugie, wyborca - zawsze, gdy głosuje - ma okazać dokument ze zdjęciem, potwierdzający, że jest tym, za kogo się podaje. Polskim wyborcom trudno uwierzyć, że w wielu stanach USA (zwłaszcza rządzonych przez Demokratów) nikt z komisji wyborczej nie ma prawa prosić wyborcę o okazanie jakiegokolwiek dokumentu. Skoro mówi, że nazywa się np. Peter Johnson i podaje swój adres, to znaczy, że jest Peterem Johnsonem. Komisja wyborcza musi to zaakceptować.
Koniec z zaufaniem
Na przykład w Kalifornii, na wyborczym formularzu rejestracyjnym należy stwierdzić, że jest się obywatelem i poświadczyć to popisem. Poświadczenie nieprawdy jest przestępstwem. Ten podpis jest wystarczającą podstawą do wpisania na listę wyborców. Istnieją metody weryfikacji, ale stosuje się je rzadko, bo obywatelowi z zasady się wierzy.
Taki system funkcjonuje znakomicie, gdy ludzie są uczciwi. A obecne społeczeństwo amerykańskie już takie nie jest. Do Stanów napłynęło w ostatnich dekadach, szczególnie w ostatnich latach, wiele milionów nielegalnych imigrantów. Powstał potężny czarny rynek fałszywych dokumentów, które umożliwiają podjęcie pracy, uzyskanie świadczeń i także oszukańczą rejestrację do wyborów. Jednocześnie, coraz bardziej popularne jest głosowanie korespondencyjne. To wszystko sprzyja oszustwom wyborczym.
Republikanie za. Demokraci przeciw
Ustawa "SAVE Act" jest więc zdecydowanie zdroworozsądkowa. Jej celem jest eliminacja z list wyborców ludzi, którzy nie mają obywatelstwa oraz zapewnienie, że nikt nie będzie głosował za kogoś. Ustawę poparli wszyscy Republikanie. Natomiast Demokraci, z wyjątkiem czterech, byli przeciw. Dlaczego Demokraci nie chcą, żeby zaprowadzić porządek w procesie wyborczym? Dlaczego nie chcą zezwolić na sprawdzenie tożsamości wyborcy?
Dziwna argumentacja
Oficjalnie, Demokraci sprzeciwiają się ustawie z troski o wyborców: martwią się o kobiety, które wyszły za mąż i zmieniły nazwisko. O ludzi, którzy zmienili płeć. O wyborców, którzy zgubili dokumenty poświadczające obywatelstwo. O mniejszości rasowe, które - rasistowskim zdaniem Demokratów - mogą się w tym wszystkim nie połapać. Ale przecież na świadectwie ślubu jest panieńskie nazwisko kobiety. Osoby, które zmieniły płeć, mają dokument o zmianie imienia. Ci, którzy zgubili dokumenty, powinni i tak wystąpić o duplikat. Dlaczego więc tak dziwna i nieprzekonująca argumentacja Demokratów? Co się za nią kryje?
Będą bronić bałaganu. Sprzyja im
Odpowiedź jest banalnie prosta. Demokraci najwyraźniej wierzą - choć tego nigdy nie powiedzą głośno! - że ci, którzy oszukują w wyborach, głosują na Demokratów. Im większy bałagan i brak jasnych reguł w procesie wyborczym, tym lepiej dla nich, bo lepsze warunki do oszustwa. Dlatego są tak zdeterminowani i - ponieważ niekorzystny dla nich rozkład głosów w Senacie wróży im przegraną - zapowiadają proceduralną walkę na śmierć i życie. Zastosują obstrukcję parlamentarną (filibuster).
To gra o wielką stawkę w polityce zarówno europejskiej jak i amerykańskiej. Postawa przesuwających się coraz bardziej na lewo Demokratów jest symptomem większego, poważniejszego zjawiska.
Głosy imigrantów przeważą szalę
Politycy lewicowi widzą w masowej, nielegalnej imigracji szansę dla siebie. Gdy pozwoli się napłynąć na Zachód milionom ludzi z innych kultur, ich naturalnym wyborem będzie partia "państwa opiekuńczego", więc ich udział w wyborach przeważy szalę wyborczej wagi, kierując ją na lewo. Obecna zlewaczała partia demokratyczna właśnie w tak to postrzega.
Dlatego Demokraci bronią nielegalnych imigrantów przed deportacją i zwalczają wszelkie próby takich zmian reguł wyborczych, które utrudniałyby manipulowanie wyborami. To przecież ich przyszli legalni wyborcy. Ale nim otrzymają prawo pobytu i obywatelstwo - ich nielegalni wyborcy.
Podobne zjawisko pojawia się w Europie. Tu nielegalna imigracja już za chwilę będzie wykorzystywana do zdobywania głosów. Hiszpański lewicowy rząd podjął decyzję o przyznaniu prawa do legalnego pobytu 500 tysiącom nielegalnych imigrantów. Na wieść o tym, Irene Montero, eurodeputowana hiszpańskiej lewicowej partii Podemos, powiedziała wprost: "Po zalegalizowaniu pobytu imigrantów, chcemy nadać im obywatelstwo, aby mogli głosować w wyborach".
Samoczynny mechanizm
Zjawisko nielegalnej imigracji to dar z nieba dla polityków lewej strony. Nie wymaga od nich żadnego wysiłku. Wszystko dzieje się automatycznie. Ludzie z Azji, Afryki i Ameryki Południowej sami starają się - z powodów ekonomicznych - przedostać nielegalnie do USA i Europy. "Handlarze ludźmi" - zarabiający miliony na przemycie - są sprzymierzeńcami polityków. Również wszystkie organizacje humanitarne, pomagające imigrantom. Całość wymaga tylko ogólnego nadzoru propagandowego. Przede wszystkim szantażu moralnego wobec przeciwników nielegalnej imigracji. Do walki z nimi potrzebne jest chwytliwe hasło. Np. "Nie ma ludzi nielegalnych" - idealne dla naiwnych. Mechanizm sam się napędza i zgodność interesów wszystkich zainteresowanych stron jest jego paliwem.
Bezczelni Republikanie
A teraz przychodzą Republikanie i chcą wszystko zepsuć swoją ustawą. Mają czelność zadbać o praworządność wyborów. Nie po to prezydenci partii demokratycznej, Obama i Biden tylko udawali, że walczą z nielegalną imigracją. Nie po to ją de facto ułatwiali, żeby Demokraci zezwolili teraz na skrupulatne sprawdzanie, kto głosuje.
Walka Demokratów o prawo do wyborczych oszustw będzie więc trwała nadal.




