SAFE nie znaczy „bezpieczny”
Co musisz wiedzieć:
- SAFE to pożyczka finansowana ze wspólnego długu UE, a nie bezzwrotna dotacja – Polska jako uczestnik programu współodpowiada za jego spłatę.
- Środki są być powiązane z mechanizmem praworządności, co według krytyków stwarza ryzyko politycznych napięć wokół wypłat.
- Program preferuje zakupy w UE i jest procedowany w szybkim tempie, co rodzi pytania o kompatybilność sprzętu, relacje z dotychczasowymi partnerami oraz transparentność decyzji.
Częściowe odkłamanie tej zbyt cukierkowej wizji nie przeszkadza przedstawiać jej przeciwników jako działających na szkodę bezpieczeństwa Polski. Mam wrażenie, że część z nich obawia się mocy tego politycznego i medialnego zarzutu. Czy potrzebnie, to już inna sprawa.
Nie "beneficjent" tylko pożyczkobiorca
Polska przedstawiana jest jako główny beneficjent programu SAFE, pomija się jednak w tej opowieści kilka bardzo ważnych spraw. Po pierwsze, słowo „beneficjent” z miejsca zastąpić należy słowem „pożyczkobiorca”, mamy bowiem do czynienia z pożyczką. Ta, podobnie jak KPO, zaciągana jest wspólnie na poziomie unijnym, kolejny więc raz wiąże nas mocniej z UE za pomocą pozatraktatowego mechanizmu – znów mamy wspólne długi. Długi, które też wspólnie będziemy musieli spłacać, nawet, jeśli wcale nie zobaczymy tych pieniędzy.
Tak samo, jak pierwsze raty zadłużenia, jakie powstało wskutek KPO płaciliśmy wiele miesięcy wcześniej, nim zobaczyliśmy jakiekolwiek pieniądze. Wszystko dlatego, że w przypadku SAFE ponownie wdrożono powiązanie wypłat z traktowanymi czysto uznaniowo kwestiami praworządności, co potwierdził unijny komisarz do spraw finansów, Piotr Serafin. I system ten już zdaje się działać: Unia wstrzymuje dofinasowanie dla Węgier w sytuacji, gdy w kraju tym trwa kampania wyborcza, a unijne instytucje jawnie wspierają chcącego dojść do władzy oponenta dzisiejszego premiera Viktora Orbana. Finansowa pomoc, której warunkiem jest śpiew w homofonicznym unijnym chórze, ma w samą swa definicje wpisane blokady, których doświadczymy, gdy tylko partie prawicowe znów ośmielą się sięgnąć po władzę w Polsce. Możemy też być pewni, że środki z SAFE staną się elementem finansowo-politycznego szantażu w trakcie kampanii wyborczej w 2027 roku. To jednak nie jedyny powód, dla którego program nie budzi entuzjazmu opozycji.
- ZUS wydał pilny komunikat
- Wyłączenia prądu w Małopolsce. Ważny komunikat dla mieszkańców
- Komunikat dla mieszkańców woj. śląskiego
- Niemcy biją na alarm. "Pieniądze prawdopodobnie przepadły"
- Chińscy studenci są zadaniowani przez ChRL. Składają raporty chińskim służbom
Niepokojące tempo
Niepokoić może tempo, w jakim procedowany jest cały program. Oczywiście, można powiedzieć, że w kwestiach bezpieczeństwa, w sytuacji trwającej wciąż tuz przy naszej granicy wojny, czas jest bardzo istotny. Wojna na Ukrainie trwa jednak od 2014 roku, w odsłonie obecnej, od roku 2022, a unijny pośpiech jest czymś nowym i bardzo podobnym do tego, z jakim przepycha się negocjowane wcześniej kilkadziesiąt lat porozumienie handlowe z krajami Mercosur.
O czym prawie się u nas nie mówi, również SAFE zostało zaskarżone przez PE do TSUE z powodu pominięcia Parlamentu Europejskiego w procesie decyzyjnym. Polski Sejm ustawę przyjął 13 lutego, projekt musi wejść w życie do marca, ponieważ wtedy planowane jest zawarcie umowy z UE, natomiast Polska samodzielnych zakupów w ramach programu dokonać musi do 30 maja, później realizować je będzie musiała już w porozumieniu z innymi państwami.
Utajniona lista. Niemiecki ambasador
Co więcej, lista zakupów naszego kraju została utajniona, choć wcale nie jest to unijna norma. Aby obraz był pełny zauważmy też, że kilka krajów UE w ogóle nie weszła do SAFE, a kilka kolejnych jest w nim obecnych raczej symbolicznie. Co istotne, nie ma w nim Niemiec, choć niemiecki ambasador ku słusznemu wzburzeniu opozycji i części mediów pojawił się w sejmie by obserwować (czy jak piszą publicyści – dopilnować) jak przebiegało głosowanie. Niemcy jednak w programie nie pożyczają, za to będą sprzedawać broń, w tym taką, która istnieje na razie tylko na papierze.
Czy nowy sprzęt będzie kompatybilny?
Cały proces wymusza korzystanie z produkcji unijnej, tym samym zakłócając lub uniemożliwiając zawansowane zakupy, dokonywane w USA i Korei Południowej. Nie wiemy, czy nowo nabyty sprzęt będzie kompatybilny z już posiadanym, co gorsza nie wiemy też, jak te woltę odbiorą dotychczasowi partnerzy. A przecież Amerykanie mogą, w przypadku eskalacji antyamerykańskich postaw naszego rządu, utrudniać nam serwisowanie czy zdobywanie amunicji. Ryzyko jest więc bardzo duże. Jest jeszcze problem finansowy: jeśli Ministerstwu Finansów uda się przeforsować plan, by nasz wkład w SAFE finansowany był z funduszy MON, może doprowadzić to do bankructwa resortu obrony. Kwestia przypisania spłaty zadłużenia do konkretnego resortu była jednym z problematycznych zagadnień, poruszanych podczas Rady Bezpieczeństwa Narodowego.
Po zagłębieniu się w temat upada też narracja o wielkich korzyściach dla krajowych producentów, ponieważ pojęcie to zostało potraktowane nad wyraz swobodnie, za takowych uznając też firmy zagraniczne, mające w Polsce swoje zakłady i montownie. Z kolei firmy polskie, ale produkujące sprzęt amerykański, na wsparcie z SAFE mogą się nie załapać.
Sprzeciw opozycji
Jak widać, lista wątpliwości jest długa, trudno więc dziwić się, że stosowna ustawa nie zyskała wsparcia opozycji w parlamentarnym głosowaniu. Politycy Koalicji Obywatelskiej od kilku dni powielają w przekazach dnia słowa „zdrada”, „głupota” i „Rosja”, czy jednak ta medialna operacja ma stuprocentowe szanse powodzenia? Paradoksalnie, w tym przypadku sprzymierzeńcem sceptycznej wobec umowy części świata polityki jest zjawisko, które na co dzień jest jego największym problemem – plemienność naszych elektoratów. Poza pojedynczymi głosami, które zresztą szybko spotykają się z polemikami i próbami wyjaśnienia, bardzo niewiele jest po stronie przeciwników gabinetu Donalda Tuska osób, które skłonne są poprzeć nasze wejście do programu i oczekują od Karola Nawrockiego podpisu pod stosowną ustawą.
Pomaga też doświadczenie KPO. Choć jest to temat dla PiS ryzykowny, w tej konkretnej sytuacji działa na wyborców również tej partii jak szczepionka. Traumatyczne doświadczenie „głodzenia” Polski i użycia należnych nam jako ofierze pandemii środków jako instrumentu szantażu politycznego i finansowego, nauczyło również sympatyków Prawa i Sprawiedliwości nieufności wobec tego typu unijnej dobroczynności na kredyt.
Propagandowa tarcza
Dlatego też, choć media próbują urabiać już nie tylko debatę, ale i samego prezydenta narracją, że Nawrocki ma teraz poważny problem (tu zabawny przykład: pisząc ten tekst w wynikach wyszukiwarki znajduję tuż obok siebie dwa doniesienia „Wprost”, jedno zatytułowane „Karol Nawrocki podpisze SAFE? W tle wielki konflikt z PiS”, a drugie „Karol Nawrocki zawetuje SAFE? Polska może stracić miliardy”), komentarze w mediach społecznościowych i w prawicowych mediach pokazują, że wyborcy dzisiejszego prezydenta z II tury wyborów, w wyraźnej większości oczekują od niego zawetowania ustawy. Również kosztem medialnej kanonady, jaka niewątpliwe natychmiast po takim wecie się rozpęta. Karol Nawrocki jednak do strachliwych nie należy i nie spodziewam się, by akurat kwestia nastawienia do niego i tak przecież nieprzychylnych redakcji miałaby mieć tu decydujące znaczenie. Dodajmy, że utrzymane w histerycznym tonie wpisy polityków koalicji 13 grudnia na Facebooku zdobywają najczęściej kpiące reakcje, oczekiwane wzburzenie i gniew nie są wcale emocjami wspólnotowymi, wykraczającymi poza polityczny podział.
Program SAFE to kolejna unijna inicjatywa, która pięknie wygląda, dopóki chroniona jest propagandową tarczą. Gdy jednak zedrzeć z niej to oficjalne opakowanie widać szereg rys, pęknięć i zagrożeń. Zamiast gwarancji bezpieczeństwa czekać nas może dalsze uzależnienie od kaprysów eurokratów, a zamiast znanego już sprzętu niepewne dostawy z Niemiec. Kwestia dystrybucji funduszy również zapowiada się na powtórkę z KPO, już dziś wiemy, że jednym z głównych beneficjentów ma być firma, kierowana przez polityka PO, Pawła Poncyljusza. Jeśli prezydent zdecyduje się na weto, sympatycy i uczciwie opisujące temat media czeka dużo pracy, by nie dopuścić do powodzenia kolejnych, wymierzonych w niego ataków.




