Paweł Jędrzejewski: Oszukujmy piratów drogowych a nie "drogówkę"!
Co musisz wiedzieć:
- W 2025 roku w Polsce zginęło 1651 osób w wypadkach drogowych, a jedną z głównych przyczyn śmiertelnych zdarzeń była nadmierna prędkość.
- Trwa proces Sebastiana M., oskarżonego o spowodowanie tragicznego wypadku na autostradzie A1; biegli wskazują, że mógł jechać z prędkością przekraczającą 250 km/h.
- Autor tekstu postuluje, by rażące przekroczenie prędkości skutkujące śmiercią traktować jako działanie z „zamiarem ewentualnym”, a także proponuje zmianę zwyczaju ostrzegania kierowców przed kontrolą policji – tak, by zniechęcać do szybkiej jazdy, a nie chronić piratów drogowych przed mandatem.
Trwa proces Sebastiana M., który - według zeznań świadków - jechał na A1 z prędkością 200-250 km/h. Biegli oceniają jego prędkość na ok.300 km/h. Zapis czarnej skrzynki udowadnia, że prędkość nie była mniejsza niż 253 km/h. Oskarżony przyznał się do jazdy "zaledwie" 160-170 km. Czyli - tak czy inaczej - przekroczył prędkość dopuszczalną i co najwyżej można debatować, o ile. Pojazd, uderzony przez jego samochód, stanął w płomieniach i trzy osoby spłonęły żywcem - małżeństwo z dzieckiem.
Nie jeździ się 200 km/h "nieumyślnie"
Prawo, które obowiązuje nie tylko w Polsce, ale w większości państw Europy, jest nieludzko łagodne dla kierowcy. Kodeks Karny kwalifikuje taki czyn, jako "nieumyślne spowodowanie śmierci". I przewiduje karę do zaledwie 8 lat więzienia.
Czy rzeczywiście można w takich przypadkach mówić o „nieumyślnym spowodowaniu śmierci”? Nie. To przecież morderstwo! Dlaczego? Bo konsekwencją jazdy z nadmierną szybkością, podobnie jak po spożyciu alkoholu czy pod wpływem substancji psychoaktywnych, może - z ogromnym prawdopodobieństwem - być wypadek, w którym niewinni ludzie stracą życie.
Czyli jest to przestępstwo umyślne, tyle że popełnione z „zamiarem ewentualnym”. "Zamiar ewentualny" to mądry koncept prawny, który stosowany jest w sytuacji, gdy sprawca wie, że jego zachowanie może mieć skutek przestępczy - że ludzie mogą stracić życie. A mimo to, nie zmienia postępowania.
Lekceważenie życia innych ludzi
Spowodowanie wypadku nieumyślnie jest wtedy, gdy np. zawiodą hamulce i wtedy kierowca może zostać uniewinniony, jeśli nie mógł tego przewidzieć. Lub hamulce zaniedbał (nie miał terminowego przeglądu) - i wtedy może zostać uznany za winnego. Z nieumyślnym spowodowaniem wypadku mamy do czynienia wtedy, gdy zostaliśmy zaskoczeni czymś, czego mieliśmy prawo nie przewidzieć lub popełniliśmy błąd, który nie musiał spowodować śmierci, ale jednak do niej doprowadził. Natomiast gdy świadomie przekraczamy znacząco dozwoloną prędkość, nie mamy prawa zakładać, że nic złego się nie stanie. Wręcz przeciwnie: musimy mieć świadomość potwornego ryzyka. Wypadek, w którym będą ofiary śmiertelne, jest tu wysoce prawdopodobny. Nadmierna prędkość to nasza decyzja - nikt nas do tego nie zmusił. Nie tylko łamiemy prawo, ale wykazujemy całkowite lekceważenie wobec cudzego życia.
Fałszywa "solidarność kierowców"
Niestety, w Polsce nie tylko prawo jest wyrozumiałe wobec tych, którzy łamią przepisy drogowe, jeżdżąc za szybko lub po pijanemu. Mam na myśli ostrzeganie kierowców jadących z naprzeciwka mrugnięciem światłami, że przy drodze stoi patrol "drogówki", więc powinni zwolnić. Jest to nielegalne, ale powszechnie stosowane. Nigdzie poza Polską nie spotkałem się z tym zwyczajem na porównywalną skalę. To taka "solidarność kierowców".
Zwyczaj istniał już w PRL i prawdopodobnie wyrasta z ducha oporu wobec pańszczyzny, zaborów oraz okupacji niemieckiej i sowieckiej. Oszukanie ekonoma, stójkowego, czy żandarma było aktem wolnościowym i dowodem sprytu oraz odwagi. Teraz wrogiem jest "drogówka". Tylko że mniej mamy powodów do obawiania się policjantów z "drogówki", niż przekraczających dopuszczalną prędkość kierowców. Policjant może nam dać niesprawiedliwie mandat. Kierowca jadący za szybko może nas niesprawiedliwie zabić. Czy nie lepsze to pierwsze? Dlatego ostrzeganie przekraczających prędkość, żeby ich nie namierzyła "drogówka", jest co najmniej nierozsądne.
Oszukujmy oszukujących
Dlatego od lat stosuję mruganie światłami, ale w innym celu: nie, żeby uchronić pirata drogowego przed mandatem, ale by uchronić ludzi na drodze przed piratem. Gdy widzę, że jadący z naprzeciwka pojazd drastycznie przekracza dozwoloną prędkość, mrugam ostrzegawczo. Niech kierowca myśli, że za kilkaset metrów stoi policja i niech choć przez następne dwa czy trzy kilometry jedzie wolniej. Lepsze to niż nic. Jest przekonany, że pomogłem mu oszukać policję, a naprawdę to on jest oszukany. Nie ma policji, a on jedzie wolniej. Z korzyścią dla wszystkich. Łącznie z nim.
Proponuję więc zastąpić istniejący zwyczaj - destrukcyjny i bezmyślny - tym "moim". Na ogólnokrajową skalę. Używajmy świateł, żeby oszukać nie "drogówkę", ostrzegając piratów drogowych, ale oszukujmy piratów, żeby - w lęku przed policją - zwalniali. Przecież konsekwencje takiego "oszustwa" mogą być tylko dobre. Jest szansa, że mniej ludzi straci życie na drogach.




