Wizyta Angeli Merkel. Chodzimy wokół niemieckich polityków na palcach. Czas to zmienić
27.03.2018 15:29

Komentarzy: 0
Udostępnij:
W naszych stosunkach z Niemcami ciągle unikamy rozmów o tematach trudnych i chodzimy wokół niemieckich polityków na palcach. Czas to zmienić. Lepszej okazji nie będzie.
Jakub Pacan
Jak ocenić wizytę kanclerz Angeli Merkel w Warszawie? Była krótka, kurtuazyjna i bez konkretów. Trzeba jej jednak oddać, że to Warszawę wybrała jako drugą stolicę po zaprzysiężeniu. Miły gest, mimo wszystko.
Wizyta Angeli Merkel nie przyniosła przełomu. Co najwyżej doszło do wyhamowania konfrontacyjnych trendów na linii Warszawa - Berlin, na czas silniejszej pozycji Polski i jej dobrych relacji z Białym Domem. "Ten narodowo-prawicowy rząd nie jest jednak przejściowy, więc trzeba się z nim ułożyć" - to przekonanie dojrzało już w umysłach niemieckich elit politycznych. - Po pierwsze wizyta Angeli Merkel pokazuje, że hasła opozycji totalnej, jakoby Polska była separowana, okazują się fałszywie. Polska jest liderem Europy. I używam tego słowa świadomie. Angela Merkel ma świadomość że Polska jest kołem zamachowym europejskich reform. To my mieliśmy rację w sprawie przyjmowania uchodźców i inne kraje przyznają nam teraz rację, w tym kanclerz Niemiec. Reaktywacja Trójkąta Weimarskiego pokazuje, że bez udziału Warszawy nie udadzą się także reformy strukturalne Unii Europejskiej. Tych elementów było więcej. Zmiana języka wobec Polski, złagodzenie postawy ze strony Junckera pokazują, jak bardzo się w Europie liczymy - powiedział w rozmowie z "Tygodnikiem Solidarność" poseł PiS Dominik Tarczyński.
Cisza o reparacjach
Niemniej to swoiste "Détente" między naszymi krajami nie jest w żadnym razie celem strategicznym Republiki Federalnej Niemiec, który miałby teraz generować nowy model stosunków bilateralnych. Nie, w głębokich pokładach niemieckiej myśli politycznej Polska nadal balansuje na granicy statutu "Saisonstaat" - państwa sezonowego, niepoważnego, które tradycyjnie jest uległe wobec zachodniego sąsiada. To "besserwisserstwo" jest najbardziej niebezpieczne; przekonanie, że Niemcy wiedzą lepiej. Ta megalomania jest głęboko zakorzeniona w ich myśleniu politycznym i ekonomicznym. Pewność, że oni zawsze mają rację i mają prawo pouczać innych - mówi w rozmowie z "Tygodnikiem Solidarność" historyk i ekspert ds. niemieckich dr Piotr Łysakowski.
Nasz problem w kontaktach z Niemcami polega na tym, że większość ich zachowań politycznych wobec Polski to działania półoficjalne lub nieoficjalne, dokonywane np. za pomocą instytucji unijnych. Gdy Berlin chce ukryć swoje sprawstwo w karaniu Polski, np. za nieprzyjmowanie uchodźców, to uruchamia Junckera lub Timmermansa i już na rząd PiS-u zaczynają się sypać gromy. Uruchomieniu artykułu 7., choć było inspiracją z wewnątrz Polski, w Komisji Europejskiej patronował Berlin. Te zakulisowe działania mocno nas osłabiają i na tak przygotowane przedpole przyjeżdża z oficjalną wizytą Angela Merkel, gdzie ma już z góry przygotowaną przez siebie pozycję. I oficjalnie w Warszawie stać ją już na gesty dobrej woli, choćby w postaci przyznania po trzech latach przepychanek w Unii, że faktycznie "Polska również przyjmuje dużo uchodźców, tylko że ze Wschodu". - Chcemy ściśle ze sobą współpracować. Chcemy stworzyć wspólny europejski system azylowy. Podkreśliliśmy dzisiaj, że Polska również przyjmuje uchodźców - powiedziała pojednawczo pani kanclerz.
Zresztą kurtuazji, miłych uśmiechów i zapewnień o współpracy nie było końca, ale jak się ma czuć wśród tych uśmiechów polski premier czy prezydent, którzy doskonale wiedzą, kto stał za "grudniowym puczem" i kto z uporem maniaka dąży do zbudowania gazociągu Nord Stream 2, który stwarza realne zagrożenie już nie tylko dla Polski, ale dla całego regionu...

Jak ocenić wizytę kanclerz Angeli Merkel w Warszawie? Była krótka, kurtuazyjna i bez konkretów. Trzeba jej jednak oddać, że to Warszawę wybrała jako drugą stolicę po zaprzysiężeniu. Miły gest, mimo wszystko.
Wizyta Angeli Merkel nie przyniosła przełomu. Co najwyżej doszło do wyhamowania konfrontacyjnych trendów na linii Warszawa - Berlin, na czas silniejszej pozycji Polski i jej dobrych relacji z Białym Domem. "Ten narodowo-prawicowy rząd nie jest jednak przejściowy, więc trzeba się z nim ułożyć" - to przekonanie dojrzało już w umysłach niemieckich elit politycznych. - Po pierwsze wizyta Angeli Merkel pokazuje, że hasła opozycji totalnej, jakoby Polska była separowana, okazują się fałszywie. Polska jest liderem Europy. I używam tego słowa świadomie. Angela Merkel ma świadomość że Polska jest kołem zamachowym europejskich reform. To my mieliśmy rację w sprawie przyjmowania uchodźców i inne kraje przyznają nam teraz rację, w tym kanclerz Niemiec. Reaktywacja Trójkąta Weimarskiego pokazuje, że bez udziału Warszawy nie udadzą się także reformy strukturalne Unii Europejskiej. Tych elementów było więcej. Zmiana języka wobec Polski, złagodzenie postawy ze strony Junckera pokazują, jak bardzo się w Europie liczymy - powiedział w rozmowie z "Tygodnikiem Solidarność" poseł PiS Dominik Tarczyński.
Cisza o reparacjach
Niemniej to swoiste "Détente" między naszymi krajami nie jest w żadnym razie celem strategicznym Republiki Federalnej Niemiec, który miałby teraz generować nowy model stosunków bilateralnych. Nie, w głębokich pokładach niemieckiej myśli politycznej Polska nadal balansuje na granicy statutu "Saisonstaat" - państwa sezonowego, niepoważnego, które tradycyjnie jest uległe wobec zachodniego sąsiada. To "besserwisserstwo" jest najbardziej niebezpieczne; przekonanie, że Niemcy wiedzą lepiej. Ta megalomania jest głęboko zakorzeniona w ich myśleniu politycznym i ekonomicznym. Pewność, że oni zawsze mają rację i mają prawo pouczać innych - mówi w rozmowie z "Tygodnikiem Solidarność" historyk i ekspert ds. niemieckich dr Piotr Łysakowski.
Nasz problem w kontaktach z Niemcami polega na tym, że większość ich zachowań politycznych wobec Polski to działania półoficjalne lub nieoficjalne, dokonywane np. za pomocą instytucji unijnych. Gdy Berlin chce ukryć swoje sprawstwo w karaniu Polski, np. za nieprzyjmowanie uchodźców, to uruchamia Junckera lub Timmermansa i już na rząd PiS-u zaczynają się sypać gromy. Uruchomieniu artykułu 7., choć było inspiracją z wewnątrz Polski, w Komisji Europejskiej patronował Berlin. Te zakulisowe działania mocno nas osłabiają i na tak przygotowane przedpole przyjeżdża z oficjalną wizytą Angela Merkel, gdzie ma już z góry przygotowaną przez siebie pozycję. I oficjalnie w Warszawie stać ją już na gesty dobrej woli, choćby w postaci przyznania po trzech latach przepychanek w Unii, że faktycznie "Polska również przyjmuje dużo uchodźców, tylko że ze Wschodu". - Chcemy ściśle ze sobą współpracować. Chcemy stworzyć wspólny europejski system azylowy. Podkreśliliśmy dzisiaj, że Polska również przyjmuje uchodźców - powiedziała pojednawczo pani kanclerz.
Zresztą kurtuazji, miłych uśmiechów i zapewnień o współpracy nie było końca, ale jak się ma czuć wśród tych uśmiechów polski premier czy prezydent, którzy doskonale wiedzą, kto stał za "grudniowym puczem" i kto z uporem maniaka dąży do zbudowania gazociągu Nord Stream 2, który stwarza realne zagrożenie już nie tylko dla Polski, ale dla całego regionu...


Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Tagi
Data publikacji: 27.03.2018 15:29
Szokująca reakcja Angeli Merkel na rosyjską agresję na Ukrainę
25.02.2022 11:05
„W Polsce to podpadałoby pod propagowanie nazizmu”. Posłanka lewicy krytykuje… pożegnanie Merkel
09.12.2021 13:43
„Jeżeli dzwonisz do Łukaszenki…” Rozmowy Merkel z Łukaszenką pokazane w rosyjskiej telewizji
07.12.2021 10:37
"Mam ogromny żal do unijnych polityków". Białorusini wściekli na UE. Na imigrantów pieniądze są a na represjonowanych...
28.11.2021 01:15

Komentarzy: 0
Trwa kryzys na granicy polsko - białoruskiej. Sztucznie wywołana przez reżim Łukaszenki presja migracyjna spowodowana przez imigrantów specjalnie w tym celu sprowadzonych z Bliskiego Wschodu na Białoruś. W tym samym czasie w Polsce wywoływana jest histeria "wiodących mediów", polityków "opozycji", "aktywistów" i celebrytów, dziwnie współbrzmiąca z tezami reżimowej propagandy, czy wręcz korzystająca z jej materiałów.
Czytaj więcej
[Tylko u nas] Cezary Krysztopa: Polska tę wojnę wygrywa. To się nie może podobać
20.11.2021 15:02

Komentarzy: 0
Polska znajduje się w stanie największego zagrożenia dla swojego bezpieczeństwa od wielu lat. Wojna, choć póki co jeszcze nie prowadzona środkami militarnymi, nie licząc incydentów i prowokacji ze strony białoruskich służb, wypowiedziana Polsce, miała ją zgnieść w kleszczach pomiędzy imigracyjną falą a osamotnieniem i szantażem moralnym Zachodu, polityków "opozycji", aktywistów i "wiodących mediów". Nie zgniotła.
Czytaj więcej


