Cezary Krysztopa dla "TS": Ofiara losu ponad podziałami

Komentarzy: 0
Udostępnij:
Nawet w czasach, kiedy przepychanie się w kolejce przed wejściem do autobusu czy pociągu stanowiło swego rodzaju sport narodowy, nie startowałem w tej konkurencji. Nie to, żebym jakoś zadzierał nosa, prostym śledziem z Podlasia się urodziłem, żyję i umrę, ale nie dysponowałem jakoś odpowiednimi umiejętnościami, czy też brakowało mi ambicji i woli walki. Dlatego wiedząc z góry, że stoję na straconej pozycji, oddawałem pola lepszym.
A i dzisiaj mamy w domu taki podział ról, że jeśli trzeba się z kimś konstruktywnie dogadać i w miarę możliwości nie tracąc czasu, wykonać zadanie, to zajmuję się tym ja, natomiast jeśli trzeba narobić bałaganu czy pokłócić się z kimś, zajmuje się tym Żona.
Jakieś zaskakujące zrządzenie losu sprawiło, że zaczęto mnie zapraszać na różne oficjalne uroczystości. Zwykle dziwnie się tam czuję. Również dlatego, że nie potrafię zawiązać krawata, mam jeden, który mi ze dwa lata temu zawiązał teść i tak go trzymam zawiązany, od czasu do czasu wkładając głowę w pętlę. A węzeł się trochę już zdeformował i dziwnie to wygląda. W dodatku nie można kupić na mnie garnituru, bo takie z manekina są albo za długie, albo za wąskie w ramionach. Podobnie z koszulami. Przede wszystkim jednak ja sam czuję się do tych wszystkich uroczystości zupełnie nieprzystający, jakbym miał za długie ręce czy za krótkie spodnie. Oczywiście, że jest to kompleks prowincjusza, który jeszcze niedawno zwoził siano, wywoził gnój czy sadził drzewa w "pierwotnej" Puszczy Białowieskiej, a tu z jakichś tajemniczych powodów trafił "na salony". No, ale skoro zapraszają, to czasem bywam.
Na początku wydawało mi się, że na takiej gali przynajmniej o tyle się odnajdę, że w konfrontacji z ludźmi "z wyższych sfer" nie będę musiał martwić się o mój brak talentu do robienia łokciami, ponieważ tego typu ludzie są ponad tego typu zachowania. Nic bardziej mylnego.
Oczywiście części oficjalne, artystyczne itp. są zwykle przepełnione godnymi pozami i powściągliwymi oklaskami, ale są miejsca, w których jednak pewien instynkt łowczy ujawnia się i tutaj. Szwedzkie stoły. Jeszcze przed końcem części oficjalnej wychodzi zwykle połowa, która postanawia zająć pozycje lepsze od drugiej połowy. Wiem, bo ja również wychodzę, w końcu ile jazzu można wytrzymać. Potem wyścigi do tych stołów, gdzie są dania ciepłe, po drodze, nie ma przebacz, ta pani mnie zastawi na ostatniej prostej, a tamten pan wyjaśni, że gdzie indziej jest na pewno łatwiej. Ostatecznie udaje mi się i pewnie tylko dlatego, że ktoś przewidział, że żarcia ma wystarczyć dla wszystkich i ja coś tam mam na talerzu. No, chyba że się nie udaje.
Cóż, trudno wobec powyższego opędzić się od wniosku, że ofiarą losu można być zarówno w kolejce do GS-u, jak i w kolejce do szwedzkiego stołu na wielkiej gali.
Cezary Krysztopa
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (24/2018) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.
Jakieś zaskakujące zrządzenie losu sprawiło, że zaczęto mnie zapraszać na różne oficjalne uroczystości. Zwykle dziwnie się tam czuję. Również dlatego, że nie potrafię zawiązać krawata, mam jeden, który mi ze dwa lata temu zawiązał teść i tak go trzymam zawiązany, od czasu do czasu wkładając głowę w pętlę. A węzeł się trochę już zdeformował i dziwnie to wygląda. W dodatku nie można kupić na mnie garnituru, bo takie z manekina są albo za długie, albo za wąskie w ramionach. Podobnie z koszulami. Przede wszystkim jednak ja sam czuję się do tych wszystkich uroczystości zupełnie nieprzystający, jakbym miał za długie ręce czy za krótkie spodnie. Oczywiście, że jest to kompleks prowincjusza, który jeszcze niedawno zwoził siano, wywoził gnój czy sadził drzewa w "pierwotnej" Puszczy Białowieskiej, a tu z jakichś tajemniczych powodów trafił "na salony". No, ale skoro zapraszają, to czasem bywam.
Na początku wydawało mi się, że na takiej gali przynajmniej o tyle się odnajdę, że w konfrontacji z ludźmi "z wyższych sfer" nie będę musiał martwić się o mój brak talentu do robienia łokciami, ponieważ tego typu ludzie są ponad tego typu zachowania. Nic bardziej mylnego.
Oczywiście części oficjalne, artystyczne itp. są zwykle przepełnione godnymi pozami i powściągliwymi oklaskami, ale są miejsca, w których jednak pewien instynkt łowczy ujawnia się i tutaj. Szwedzkie stoły. Jeszcze przed końcem części oficjalnej wychodzi zwykle połowa, która postanawia zająć pozycje lepsze od drugiej połowy. Wiem, bo ja również wychodzę, w końcu ile jazzu można wytrzymać. Potem wyścigi do tych stołów, gdzie są dania ciepłe, po drodze, nie ma przebacz, ta pani mnie zastawi na ostatniej prostej, a tamten pan wyjaśni, że gdzie indziej jest na pewno łatwiej. Ostatecznie udaje mi się i pewnie tylko dlatego, że ktoś przewidział, że żarcia ma wystarczyć dla wszystkich i ja coś tam mam na talerzu. No, chyba że się nie udaje.
Cóż, trudno wobec powyższego opędzić się od wniosku, że ofiarą losu można być zarówno w kolejce do GS-u, jak i w kolejce do szwedzkiego stołu na wielkiej gali.
Cezary Krysztopa
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (24/2018) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Data publikacji: 12.06.2018 23:52
Komentarze
[Felieton „TS”] Cezary Krysztopa: Urlop
14.07.2024 21:02

Komentarzy: 0
Generalnie pracuję dużo. W moim przypadku występuje to niebezpieczne połączenie pracy i zamiłowań. Lubię robić to, co robię. Być może ktoś uznałby to za wielkie szczęście i nawet miałby sporo racji, ale jednocześnie trzeba wiedzieć, że takie połączenie sprawia, że nigdy nie wiem, czy to, co robię, robię jeszcze dlatego, że naprawdę muszę, czy tylko dlatego, że już nie potrafię przestać.
Czytaj więcej
Cezary Krysztopa: Donald Tusk zjadł koalicjantów
10.06.2024 01:01

Komentarzy: 0
– Na naszym podwórku polskim takie wybory do Parlamentu Europejskiego to jest taki trochę sondaż i dzięki temu oraz obliczeniom Marcina Palade wiemy, że Donald Tusk odniósł sukces. On walczył o mijankę, dostał ją kosztem zjedzenia koalicjantów – powiedział redaktor naczelny Tysol.pl w studiu wyborczym TV Republika.
Czytaj więcej
[Felieton „TS”] Cezary Krysztopa: Pajęcze miasteczko
09.06.2024 22:34

Komentarzy: 0
Jako chłopiec byłem dość dobrotliwy, co pośród moich kolegów nie było zjawiskiem szczególnie powszechnym. W szkole przezywano mnie nawet „doktorem”, ponieważ zapłaciłem kiedyś 50 zł koledze, żeby nie dręczył żaby. Generalnie, zarówno kiedyś, jak i teraz przez wielu uznawany byłem za niegroźnego, ale dziwaka.
Czytaj więcej
[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Krysztopa się popłakał
03.06.2024 00:32

Komentarzy: 0
Jest przedmiotem mojego nieustannego zadziwienia teza, którą słyszę już od trzydziestu paru lat, że „programy nauczania są przeładowane i trzeba je okrajać”. Jakoś nie tylko ja przeżyłem te „przeładowane programy nauczania”, ale też wielu moich kolegów, którzy byli później niezwykle cenionymi pracownikami na całym świecie. Cenionymi również ze względu na jakość wykształcenia ogólnego.
Czytaj więcej
[Felieton „TS”] Cezary Krysztopa: Ależ mam mądrego Syna…
26.05.2024 21:31
