Liberałowie wszystkich krajów łączcie się, czyli supermarket w domu i w zagrodzie

Każde szanujące się społeczeństwo ma świadomość, że jeśli ono samo nie zadba o swoją fizyczną, psychiczną i duchową kondycję, to już nikt o nią nie zadba
     

      Debiutując na tym nie byle przecież jakim portalu, pragnę najpierw wszystkich radośnie przywitać, i od razu zaproponować tekst, który ledwo co opublikowałem na swoim blogu www.toyah.pl, a który dotyczy spraw absolutnie kluczowych. Życzę dobrych refleksji.

      Regularnie powracająca już od wielu lat debata na temat handlu w niedzielę wywołuje u mnie nieodmiennie dwa rodzaje refleksji. Pierwsza z nich dotyczy intencji, a druga jest już natury, że tak to ujmę, politycznej. Zacznijmy od intencji. Otóż, jeśli wsłuchamy się w padające z obu stron argumenty, będziemy potrafili niemal natychmiast opisać pozycje zajmowane przez zwolenników i przeciwników tak zwanego – zauważmy, że mocno zresztą niefortunnie – zakazu handlu w niedzielę. Jeśli się oprzeć na publicznie formułowanych deklaracjach, a jak wiemy, innych możliwości śledzenia intencji nie mamy, można przyjąć, że ludzie którzy chcą ustawowo uregulować kwestię handlu w niedziele i święta, kierują się głównie troską o dobro rodzin. Chodzi o to, że jeśli matka, żona, lub córka siedzą w niedzielę na kasie w sklepie sieci „Tesco”, przez co często nie można nawet zjeść wspólnie tzw. niedzielnego obiadu, to rodzina istnieje wyłącznie teoretycznie, a to, zdaniem, zwolenników „zakazu” jest złe ze względów zarówno indywidualnych, jak i społecznych. Staram się wyszukać w pamięci jeszcze jakiś poważny argument, przychodzi mi jednak do głowy tylko to: rodzina.
      Z drugiej strony stoją przeciwnicy ustawy ze swoim głównym hasłem: „Nie chcemy być uszczęśliwiani na siłę”, która to deklaracja stanowi mocno uproszczone podsumowanie teologii liberalnej, której inne wersje znane są z takich bon motów, jak „każdy może robić, co chce”, „człowiek jest panem własnego losu”, „nie ryba, lecz wędka”, czy wreszcie, „jak komuś się nie podoba, niech zmieni pracę, a jak ktoś nie ma kwalifikacji, niech się zapisze na szkolenie” (© ks.Stryczek). I znów, chcąc być tu maksymalnie uczciwym, szukam jeszcze jakiś innych poważnych argumentów, ale nic odpowiednio dużego nie znajduję. Wydaje się, że poza owymi wyznawcami nauk liberalnych, pozostaje już tylko grupka wariatów, którzy krzyczą, że nie będą nam księża dyktować, jak mamy spędzać czas, albo że skoro już zakazywać, to może dajmy też wolne pracownikom telewizji (tu z kolei © Łukasz Warzecha w TVP Info). No ale ich nie bierzemy pod uwagę, bo, jak mówię, nie zależy mi na tym, by sobie na siłę ułatwiać.
      A zatem poznaliśmy już intencje i widzimy jasno, że – powtarzam, wciąż wyłącznie na poziomie deklaracji – z jednej strony mamy współczucie, a z drugiej ideologię. Ktoś powie, że to nieprawda, bo z ideologią mamy do czynienia po obu stronach sporu. Przeciwnicy ustawy, owszem, kierują się wartościami liberalnymi, natomiast zwolennicy, nauką Kościoła, a to jest również jakaś tam ideologia. Otóż ja osobiście nie słyszałem nigdy, by ktoś mówił, że sklepy mają być w niedzielę zamknięte, bo praca w niedzielę to grzech. Z tego co słyszę, mówi się niemal wyłącznie o aspekcie cywilizacyjnym. Poza tym, z tego co wiem, przeciwko zmuszaniu kobiet do pracy w niedzielę występują też ludzie, którzy z Kościołem nie mają wiele wspólnego, a często są wszelkich religii ideowymi przeciwnikami. A oni też deklarują, że przymus pracy w niedzielę to wyzysk. I proszę mi nie mówić, że nikt nikogo do niczego nie zmusza, bo problem Łukasza Warzechy omówiliśmy już w poprzednim akapicie.
     Zgadzamy się więc, że z jednej strony jest współczucie, czy jak ktoś woli „sprawiedliwość społeczna”, a z drugiej ideologia. A skoro sprawiedliwość społeczna i ideologia, to jesteśmy już blisko polityki, a więc drugiego rodzaju zapowiedzianych na początku refleksji. Otóż mam wrażenie, że spór wokół ustawy ograniczającej niedzielny handel jest sporem w znacznym stopniu politycznym. Oczywiście musimy przyjąć, że zarówno ci, którzy mówią o społecznej sprawiedliwości, jak i tamci, zdaniem których jedyną szansą na normalny i niezakłócony kolejnymi szaleństwami historii rozwój jest przestrzeganie reguł sformułowanych przez głównych teoretyków myśli liberalnej, mają jak najbardziej dobrą wolę i chcą dla nas jak najlepiej, a w tej sytuacji na tych poziomach nie ma jak dyskutować. Sam oczywiście uważam, że cały ten liberalizm nadaje się wyłącznie do przemielenia i użycia w formie nawozu pod buraki, tym bardziej nie mam najmniejszych trudności z wykazaniem błędów w myśleniu tym wszystkim, którzy plotą coś o tym, że skoro kasjerki w supermarketach, to czemu nie kierowcy autobusów, lub kelnerki w pubach, albo o tym, że jak się komu nie podoba, to nikt mu nie każe pracować tam, gdzie jest mu źle, jednak, jak mówię, jeśli ktoś szczerze jest przekonany, że wszelka interwencja państwa w wolność obywatela niesie wyłącznie zniszczenie, to mogę na to jedynie wzruszyć ramionami. Problem jednak w tym, że moim zdaniem, gdyby nie polityka, problemu by w ogóle nie było. Gdyby nie różne polityczne interesy i tak zwane agendy, w Polsce już dawno w niedzielę by się nie handlowało z zasady i mielibyśmy tu dokładnie ten sam porządek, co w Wiedniu, Monachium, czy w Avignionie, czy w Brukseli, i nagle by się okazało, że owi mityczni liberałowie, to zaledwie garstka pryszczatej młodzieży wychowanej na książkach Janusza Korwina-Mikke plus wspomniany już Łukasz Warzecha.
      Dlaczego tak myślę? Dlatego, że nie mam najmniejszych wątpliwości, że każde szanujące się społeczeństwo ma świadomość, że jeśli ono samo nie zadba o swoją fizyczną, psychiczną i duchową kondycję, to już nikt o nią nie zadba. W zeszłym roku pojechaliśmy do Bratysławy, gdzie wynajęliśmy tani pokój w jakimś akademiku i stamtąd każdego ranka jeździliśmy szybkim pociągiem do Wiednia, skąd wracaliśmy wieczorem, by się przespać i rano znów wsiąść w pociąg. Przyszła niedziela, zajechaliśmy do naszego Wiednia i okazało się, że poza kościołami, praktycznie wszystko jest zamknięte: małe, rodzinne sklepy, duże sieci typu „Billa”, puby, kawiarnie, restauracje, nawet wielka galeria handlowa. Wszystko stało puste. Dopiero po południu, nieśmiało, to tu to tam, zaczęto wystawiać jakieś stoliki i parasole. Oczywiście był to dla nas pewien problem, bo to był nasz ostatni dzień w Wiedniu i liczyliśmy na to, że sobie kupimy na pamiątkę parę flaszek austriackiego wina, no ale nie mogliśmy mieć do nikogo pretensji. Wróciliśmy na Słowację, a tam oczywiście – impreza trwa. Wszystko, w tym, dwie jak najbardziej austriackie, „Bille”, otwarte do 21, a niekiedy nawet dłużej. I co teraz myśmy mieli sobie pomyśleć? Że ten Wiedeń to jakaś buraczana dziura? Otóż mnie akurat natychmiast przyszło do głowy, że cwani są ci Austriacy. Podczas gdy sami odpoczywają, w tej samej chwili próbują coś tam zarobić, przeganiając po swoich sklepach tam i z powrotem głupich Słowaków, ewentualnie Polaków, którzy tam wpadli na chwilę. I moim zdaniem, tego typu refleksja jest tak naturalna i oczywista, że poza kompletnie zaczadziałymi ideologicznie wariatami, rozpozna ją każdy.
        A zatem - polityka i interesy. To jest to, co każe się nam dziś spierać o coś tak bezdyskusyjnie prostego. Skoro Kościół, a za nim PiS, chce dać ludziom możliwość zaczerpnięcia oddechu od pracy i owej trucizny handlu, to Platforma, Nowoczesna i wspierające je media będą sączyć swoje kłamstwa na temat „wolności wyboru” i „uszczęśliwianiu na siłę”. I ja nie mam wątpliwości, że gdyby dziś posłowie Gowin i Żalek byli wciąż w Platformie, a Kluzik, Kamiński i Wołek uchodzili, jak kiedyś, za polskich patriotów, tamci od rana do wieczora siedzieliby w studiu TVN24 i opowiadali, jak to PiS chce ludzi pozbawić prawa do pracy i możliwości decydowania o swoim losie, a ci z kolei z zatroskanymi minami mówiliby coś o prawie do wypoczynku i braku zgody na wyzysk. Dlaczego tak? To proste. Bo nie ma takiego moralnego odruchu, który okaże się silniejszy od partyjnego interesu, zwłaszcza gdy ten dodatkowo jest wsparty odpowiednio tłustym lobbyingiem.
       Nie dajmy się więc nabrać i nie pozwólmy sobie wmówić, że wystarczy tylko zacisnąć zęby, zakasać rękawy i nastawiać uszy na gwizdek, a zakupy, na które przecież kiedyś znajdziemy czas, nam wszystko co straciliśmy oddadzą.
 
Polecam wszystkim księgarnię pod adresem www.coryllus.pl, gdzie można kupować nie tylko moje książki.
 

 

POLECANE
We Włoszech przyznano pierwsze odszkodowanie za wypadek podczas pracy zdalnej z ostatniej chwili
We Włoszech przyznano pierwsze odszkodowanie za wypadek podczas pracy zdalnej

Po raz pierwszy we Włoszech przyznano odszkodowanie za wypadek, do którego doszło podczas pracy zdalnej. Otrzymała je kobieta, która pracując w domu w czasie wideokonferencji wstała sprzed biurka sięgając po teczkę z dokumentami, potknęła się i złamała kostkę. Musiała przejść operację.

„TSUE zajmuje się inżynierią społeczną i chce być federalnym sądem konstytucyjnym” z ostatniej chwili
„TSUE zajmuje się inżynierią społeczną i chce być federalnym sądem konstytucyjnym”

Sądy na pierwszym planie europejskich konfliktów wartości —tak nazywało się wydarzenie zorganizowane przez Mathias Corvinus Collegium (MCC) na kampusie w Budapeszcie nad jeziorem Bottomless Lake w Budapeszcie na Węgrzech w piątek 27 lutego. Tematem debaty był proces, dzięki któremu Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w Luksemburgu stał się narzędziem narzucania postępowego programu wszystkim państwom członkowskim.

Warner Bros. Discovery i Paramount Skydance podpisały umowę o przejęciu WBD z ostatniej chwili
Warner Bros. Discovery i Paramount Skydance podpisały umowę o przejęciu WBD

Warner Bros. Discovery i Paramount Skydance podpisały w piątek umowę o przejęciu WBD przez PSKY - powiedział jeden z dyrektorów WBD Bruce Campbell, cytowany przez agencję Reutera. Transakcja opiewać ma na 110 mld dolarów.

Trump: Możemy skończyć na przyjacielskim przejęciu Kuby z ostatniej chwili
Trump: Możemy skończyć na przyjacielskim przejęciu Kuby

Prezydent Donald Trump w rozmowie z dziennikarzami zasugerował, że może dojść do „przyjaznego przejęcia” Kuby przez Stany Zjednoczone.

Ostre starcie mec. Lewandowskiego z Żurkiem. „Immunitet Prokuratora Generalnego nie trwa wiecznie” gorące
Ostre starcie mec. Lewandowskiego z Żurkiem. „Immunitet Prokuratora Generalnego nie trwa wiecznie”

Mec. Bartosz Lewandowski w dosadny sposób zareagował na słowa ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, które ten wypowiedział pod jego adresem podczas piątkowej konferencji prasowej.

Tȟašúŋke Witkó: Tusk musi coś zrobić w kwestii powszechnej służby wojskowej tylko u nas
Tȟašúŋke Witkó: Tusk musi coś zrobić w kwestii powszechnej służby wojskowej

Czy w Polsce powinien wrócić obowiązkowy pobór? Autor felietonu przekonuje, że rząd Donald Tusk musi pilnie zmierzyć się z tematem powszechnej służby wojskowej – i zacząć od polityków. W tle wojna za wschodnią granicą oraz rosnące napięcia w Europie.

Facebook usuwa strony węgierskich gazet prorządowych na kilka tygodni przed wyborami z ostatniej chwili
Facebook usuwa strony węgierskich gazet prorządowych na kilka tygodni przed wyborami

Jak poinformował portal European Conservative, w piątek 27 lutego kilka stron na Facebooku należących do węgierskich prorządowych gazet okręgowych stało się niedostępnych w wyniku interwencji, która może mieć podłoże polityczne, zaledwie kilka tygodni przed pójściem kraju do urn.

SAFE. Gen. Wroński: Za brak interoperacyjności zapłacimy dodatkowo ukrytym podatkiem logistycznym tylko u nas
SAFE. Gen. Wroński: Za brak interoperacyjności zapłacimy dodatkowo ukrytym podatkiem logistycznym

„Jeżeli SAFE dołoży nowe programy obok amerykańskich i koreańskich, a my nie wymusimy jednej architektury interoperacyjności, to w ciągu najbliższych lat, 8-10, zapłacimy za to ukrytym podatkiem logistycznym, a gotowość spadnie” - powiedział w wywiadzie dla portalu Tysol.pl gen. Dariusz Wroński, były dowódca 1 Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych, absolwent studiów podyplomowych na Wydziale Ekonomii u pani prof. Doroty Simpson (Uniwersytet Gdański).

Korzystała z Instagrama cały dzień. Teraz pozywa Meta i Google Wiadomości
Korzystała z Instagrama cały dzień. Teraz pozywa Meta i Google

Kaley, znana również jako KGM, przed sądem w Los Angeles opowiedziała o swoim dorastaniu w świecie mediów społecznościowych. „Przestałam utrzymywać kontakty z rodziną, bo cały czas spędzałam w mediach społecznościowych” – przyznała, chroniąc swoją prywatność. Dziewczyna zaczęła korzystać z YouTube’a w wieku 6 lat, a z Instagrama od 9. „To była pierwsza rzecz po przebudzeniu” – dodała.

Tragedia w Kadłubie. Prokuratura przedstawiła zarzuty nastolatkowi Wiadomości
Tragedia w Kadłubie. Prokuratura przedstawiła zarzuty nastolatkowi

W piątek prokurator przedstawił 17-letniemu Łukaszowi G. zarzut popełnienia dwóch morderstw ze szczególnym okrucieństwem - powiedział PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu Stanisław Bar. Nastolatkowi, który przyznał się do popełnienia zbrodni, grozi do 30 lat więzienia.

REKLAMA

Liberałowie wszystkich krajów łączcie się, czyli supermarket w domu i w zagrodzie

Każde szanujące się społeczeństwo ma świadomość, że jeśli ono samo nie zadba o swoją fizyczną, psychiczną i duchową kondycję, to już nikt o nią nie zadba
     

      Debiutując na tym nie byle przecież jakim portalu, pragnę najpierw wszystkich radośnie przywitać, i od razu zaproponować tekst, który ledwo co opublikowałem na swoim blogu www.toyah.pl, a który dotyczy spraw absolutnie kluczowych. Życzę dobrych refleksji.

      Regularnie powracająca już od wielu lat debata na temat handlu w niedzielę wywołuje u mnie nieodmiennie dwa rodzaje refleksji. Pierwsza z nich dotyczy intencji, a druga jest już natury, że tak to ujmę, politycznej. Zacznijmy od intencji. Otóż, jeśli wsłuchamy się w padające z obu stron argumenty, będziemy potrafili niemal natychmiast opisać pozycje zajmowane przez zwolenników i przeciwników tak zwanego – zauważmy, że mocno zresztą niefortunnie – zakazu handlu w niedzielę. Jeśli się oprzeć na publicznie formułowanych deklaracjach, a jak wiemy, innych możliwości śledzenia intencji nie mamy, można przyjąć, że ludzie którzy chcą ustawowo uregulować kwestię handlu w niedziele i święta, kierują się głównie troską o dobro rodzin. Chodzi o to, że jeśli matka, żona, lub córka siedzą w niedzielę na kasie w sklepie sieci „Tesco”, przez co często nie można nawet zjeść wspólnie tzw. niedzielnego obiadu, to rodzina istnieje wyłącznie teoretycznie, a to, zdaniem, zwolenników „zakazu” jest złe ze względów zarówno indywidualnych, jak i społecznych. Staram się wyszukać w pamięci jeszcze jakiś poważny argument, przychodzi mi jednak do głowy tylko to: rodzina.
      Z drugiej strony stoją przeciwnicy ustawy ze swoim głównym hasłem: „Nie chcemy być uszczęśliwiani na siłę”, która to deklaracja stanowi mocno uproszczone podsumowanie teologii liberalnej, której inne wersje znane są z takich bon motów, jak „każdy może robić, co chce”, „człowiek jest panem własnego losu”, „nie ryba, lecz wędka”, czy wreszcie, „jak komuś się nie podoba, niech zmieni pracę, a jak ktoś nie ma kwalifikacji, niech się zapisze na szkolenie” (© ks.Stryczek). I znów, chcąc być tu maksymalnie uczciwym, szukam jeszcze jakiś innych poważnych argumentów, ale nic odpowiednio dużego nie znajduję. Wydaje się, że poza owymi wyznawcami nauk liberalnych, pozostaje już tylko grupka wariatów, którzy krzyczą, że nie będą nam księża dyktować, jak mamy spędzać czas, albo że skoro już zakazywać, to może dajmy też wolne pracownikom telewizji (tu z kolei © Łukasz Warzecha w TVP Info). No ale ich nie bierzemy pod uwagę, bo, jak mówię, nie zależy mi na tym, by sobie na siłę ułatwiać.
      A zatem poznaliśmy już intencje i widzimy jasno, że – powtarzam, wciąż wyłącznie na poziomie deklaracji – z jednej strony mamy współczucie, a z drugiej ideologię. Ktoś powie, że to nieprawda, bo z ideologią mamy do czynienia po obu stronach sporu. Przeciwnicy ustawy, owszem, kierują się wartościami liberalnymi, natomiast zwolennicy, nauką Kościoła, a to jest również jakaś tam ideologia. Otóż ja osobiście nie słyszałem nigdy, by ktoś mówił, że sklepy mają być w niedzielę zamknięte, bo praca w niedzielę to grzech. Z tego co słyszę, mówi się niemal wyłącznie o aspekcie cywilizacyjnym. Poza tym, z tego co wiem, przeciwko zmuszaniu kobiet do pracy w niedzielę występują też ludzie, którzy z Kościołem nie mają wiele wspólnego, a często są wszelkich religii ideowymi przeciwnikami. A oni też deklarują, że przymus pracy w niedzielę to wyzysk. I proszę mi nie mówić, że nikt nikogo do niczego nie zmusza, bo problem Łukasza Warzechy omówiliśmy już w poprzednim akapicie.
     Zgadzamy się więc, że z jednej strony jest współczucie, czy jak ktoś woli „sprawiedliwość społeczna”, a z drugiej ideologia. A skoro sprawiedliwość społeczna i ideologia, to jesteśmy już blisko polityki, a więc drugiego rodzaju zapowiedzianych na początku refleksji. Otóż mam wrażenie, że spór wokół ustawy ograniczającej niedzielny handel jest sporem w znacznym stopniu politycznym. Oczywiście musimy przyjąć, że zarówno ci, którzy mówią o społecznej sprawiedliwości, jak i tamci, zdaniem których jedyną szansą na normalny i niezakłócony kolejnymi szaleństwami historii rozwój jest przestrzeganie reguł sformułowanych przez głównych teoretyków myśli liberalnej, mają jak najbardziej dobrą wolę i chcą dla nas jak najlepiej, a w tej sytuacji na tych poziomach nie ma jak dyskutować. Sam oczywiście uważam, że cały ten liberalizm nadaje się wyłącznie do przemielenia i użycia w formie nawozu pod buraki, tym bardziej nie mam najmniejszych trudności z wykazaniem błędów w myśleniu tym wszystkim, którzy plotą coś o tym, że skoro kasjerki w supermarketach, to czemu nie kierowcy autobusów, lub kelnerki w pubach, albo o tym, że jak się komu nie podoba, to nikt mu nie każe pracować tam, gdzie jest mu źle, jednak, jak mówię, jeśli ktoś szczerze jest przekonany, że wszelka interwencja państwa w wolność obywatela niesie wyłącznie zniszczenie, to mogę na to jedynie wzruszyć ramionami. Problem jednak w tym, że moim zdaniem, gdyby nie polityka, problemu by w ogóle nie było. Gdyby nie różne polityczne interesy i tak zwane agendy, w Polsce już dawno w niedzielę by się nie handlowało z zasady i mielibyśmy tu dokładnie ten sam porządek, co w Wiedniu, Monachium, czy w Avignionie, czy w Brukseli, i nagle by się okazało, że owi mityczni liberałowie, to zaledwie garstka pryszczatej młodzieży wychowanej na książkach Janusza Korwina-Mikke plus wspomniany już Łukasz Warzecha.
      Dlaczego tak myślę? Dlatego, że nie mam najmniejszych wątpliwości, że każde szanujące się społeczeństwo ma świadomość, że jeśli ono samo nie zadba o swoją fizyczną, psychiczną i duchową kondycję, to już nikt o nią nie zadba. W zeszłym roku pojechaliśmy do Bratysławy, gdzie wynajęliśmy tani pokój w jakimś akademiku i stamtąd każdego ranka jeździliśmy szybkim pociągiem do Wiednia, skąd wracaliśmy wieczorem, by się przespać i rano znów wsiąść w pociąg. Przyszła niedziela, zajechaliśmy do naszego Wiednia i okazało się, że poza kościołami, praktycznie wszystko jest zamknięte: małe, rodzinne sklepy, duże sieci typu „Billa”, puby, kawiarnie, restauracje, nawet wielka galeria handlowa. Wszystko stało puste. Dopiero po południu, nieśmiało, to tu to tam, zaczęto wystawiać jakieś stoliki i parasole. Oczywiście był to dla nas pewien problem, bo to był nasz ostatni dzień w Wiedniu i liczyliśmy na to, że sobie kupimy na pamiątkę parę flaszek austriackiego wina, no ale nie mogliśmy mieć do nikogo pretensji. Wróciliśmy na Słowację, a tam oczywiście – impreza trwa. Wszystko, w tym, dwie jak najbardziej austriackie, „Bille”, otwarte do 21, a niekiedy nawet dłużej. I co teraz myśmy mieli sobie pomyśleć? Że ten Wiedeń to jakaś buraczana dziura? Otóż mnie akurat natychmiast przyszło do głowy, że cwani są ci Austriacy. Podczas gdy sami odpoczywają, w tej samej chwili próbują coś tam zarobić, przeganiając po swoich sklepach tam i z powrotem głupich Słowaków, ewentualnie Polaków, którzy tam wpadli na chwilę. I moim zdaniem, tego typu refleksja jest tak naturalna i oczywista, że poza kompletnie zaczadziałymi ideologicznie wariatami, rozpozna ją każdy.
        A zatem - polityka i interesy. To jest to, co każe się nam dziś spierać o coś tak bezdyskusyjnie prostego. Skoro Kościół, a za nim PiS, chce dać ludziom możliwość zaczerpnięcia oddechu od pracy i owej trucizny handlu, to Platforma, Nowoczesna i wspierające je media będą sączyć swoje kłamstwa na temat „wolności wyboru” i „uszczęśliwianiu na siłę”. I ja nie mam wątpliwości, że gdyby dziś posłowie Gowin i Żalek byli wciąż w Platformie, a Kluzik, Kamiński i Wołek uchodzili, jak kiedyś, za polskich patriotów, tamci od rana do wieczora siedzieliby w studiu TVN24 i opowiadali, jak to PiS chce ludzi pozbawić prawa do pracy i możliwości decydowania o swoim losie, a ci z kolei z zatroskanymi minami mówiliby coś o prawie do wypoczynku i braku zgody na wyzysk. Dlaczego tak? To proste. Bo nie ma takiego moralnego odruchu, który okaże się silniejszy od partyjnego interesu, zwłaszcza gdy ten dodatkowo jest wsparty odpowiednio tłustym lobbyingiem.
       Nie dajmy się więc nabrać i nie pozwólmy sobie wmówić, że wystarczy tylko zacisnąć zęby, zakasać rękawy i nastawiać uszy na gwizdek, a zakupy, na które przecież kiedyś znajdziemy czas, nam wszystko co straciliśmy oddadzą.
 
Polecam wszystkim księgarnię pod adresem www.coryllus.pl, gdzie można kupować nie tylko moje książki.
 


 

Polecane