[Tylko u nas] Marek Jan Chodakiewicz: Hudżum w Uzbekistanie
02.10.2018 20:09
![[Tylko u nas] Marek Jan Chodakiewicz: Hudżum w Uzbekistanie](https://tysol.pl/storage/files/2026/3/1/689e1e70-e45d-4a2d-a848-6b0e85d96d29/24380.jpg?p=article_hero_mobile)
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Hudżum to po arabsku „napad”. W Azji Środkowej oznaczało to ściąganie woalki z twarzy kobiecie. To bolszewicka polityka „odsłaniania”. Komuniści przedsięwzieli ją po 1917 r. bynajmniej nie po to, aby wyzwolić kobiety, ale po to, aby użyć ich jako instrumentu podkopywującego tradycyjne społeczeństwo w Uzbekistanie. A było one tradycyjne i islamskie. Chodziło o budowanie władzy sowieckiej i ustanowienie prymatu komunizmu. Ale przy okazji czerwonym udało się zniszczyć albo przynajmniej wpędzić do podziemia zwyczaje promowane od ponad tysiąca lat przez islam.
Dzisiejszy Uzbekistan i okolice, zwane Turkiestanem, to granica między stepami a cywilizacją. Można nazwać go mostem. To przez ten region przetoczyły się wielkie wędrówki ludów i operacje wojskowe. Od Scytów w VIII w. przed Chrystusem i armii Aleksandra Wielkiego w IV w. przez Mongołów w XIII w. i Uzbeków w XVI w. region ten jawił się jako smakowity kąsek. Przez dłuższy czas swej historii słynął z oaz. Były one też przystaniami jedwabnego szlaku, którego głównym towarem byli niewolnicy. Poza oazami buszowali koczownicy, którzy od czasu do czasu takie miasta zdobywali, aż niszczyła ich następna nawała dziczy.
Koczownicy zwykle wyznawali szamanizm. Ale w oazach stykali się z buddyzmem, chrześcijaństwem, zoroastrianizmem, judaizmem i - w końcu - z islamem. Mohametanizm stał się tu religią panującą. Ale między oazami i koczownikami nie było jedności. Żyli każdy sobie.
W XIX w. w regionie istniały trzy zwalczające się nawzajem chanaty. Brytyjczycy chcieli je zjednoczyć i użyć jako zapory przeciwko Rosji. St. Petersburg ruszył się szybciej i - według traktatów z 1868 i 1873 r. zwasalizował Emirat Buchary, potem Chanat Khivy, a na końcu Turkestan. Początkowo Rosjanie zostawili muzułmanom autonomię i obiecali nie mieszać się w ich sprawy religijne. Ale po niedługim czasie wprowadzono prawa podporządkowujące miejscowych ulemów i ich instytucje normom moskiewskim. Proklamowano prymat prawosławia, wywierano nacisk na konwersje oraz praktykowano rusyfikację.
W 1917 r. bolszewicy obiecali niezależność i autonomię muzułmanom Azji Środkowej. Po stłumieniu lokalnych ruchów odśrodkowych i reintegracji regionu w czerwonym imperium podjęto politykę "korenizacji". Polegała ona na promocji probolszewickich elit miejscowych i uprawianiu komunistycznej propagandy, administracji i polityki w tubylczych językach. Stworzono w tym celu rozmaite miejscowe instytucje i promowano odpowiednich biurokratów. Naturalnie podlegali oni na miejscu wysłanym przez Moskwę politrukom.
Dotyczyło to też aktywistek tzw. Żenotdelu, czyli wydziału kobiecego partii bolszewickiej. Właściwie wszystkie wywodziły się z Rosji. Filia tworu tego powstała w Uzbekistanie w marcu 1927 r. Aby zniszczyć tradycję uzbecką, należało wprowadzić bolszewicką modernizację, a wraz z tym proklamacje o "równości płci". Bolszewicy wyodrębnili praktyki miejscowe wywodzące się z islamu i praktyk plemiennych, które stanowiły punkt prestiżu i honoru dla tradycyjnych układów tubylczych.
Na pierwszy ogień poszły małżeństwa z dziećmi (dziewczynkami). Nałożono kary za taką praktykę, a następnie zupełnie ją zdelegalizowano. To samo dotyczyło uprawiania seksu z małymi chłopcami (baza baczi). Ten zwyczaj plemienny plenił się, aby ulżyć mężczyznom z powodu restrykcji nakładanych przez Koran na pozamałżeńskie stosunki z kobietami. Od 1927 r. Turkmenistan i Uzbekistan przyjęły sowieckie prawo małżeńskie i rodzinne, które promowało promiskuizm i libertynizm, ale delegalizowało patologie pedofilskie, na które pozwalała miejscowa tradycja.
Symbolem wyzwalania się z "reakcji" było zrywanie zasłon kobietom. Czyniły to bolszewickie bojówki. Ponadto Żenotdel organizował pod przymusem masówki, w trakcie których tysiące kobiet zdejmowało i paliło woalki. Zakazano prawnie zasłaniania twarzy. Część kobiet zastosowała się do tego chętnie, niektóre dostosowały się do czerwonego przymusu, a reszta zwalczała biernie i czynnie takie nakazy, nienawidząc otwarcie bolszewickiej władzy.
Opór był powszechny. Niestety nie ucierpieli bolszewicy, a jedynie kobiety. Po Uzbekistanie i okolicach rozlała się fala zemsty. Przeciwnicy komuny i zwolennicy tradycji w imię islamu gwałcili, szpecili, a w końcu i mordowali kobiety. W 1928 r. odnotowano 104 mordy na tym tle w Uzbekistanie. Przemocy towarzyszył ostracyzm i widmo antybolszewickiego kontrterroru. W rezultacie nawet członkowie partii komunistycznej - mimo przymusu i groźby sankcji partyjnej - zaprzestali otwarcie propagowania kampanii odkrywania kobiecych twarz. Co więcej, odmówili nawet egzekwowania tego prawa w swoich własnych rodzinach.
Kobiety w większości stawiały opór bolszewikom. Preferowały stare zwyczaje, stawały okoniem wobec czerwonego państwa i jego prawodawstwa. Wspierały swych mężów. Potem jednak czerwony terror i propaganda zrobiły swoje. W rezultacie do połowy lat trzydziestych kobiety zgubiły zasłony twarzy, wsiadły na traktory, znalazły się w szkołach i uniwersytetach. Naturalnie sowiecka "modernizacja" niewiele ich nauczyła i niewiele zaoferowała, ale znakomita większość z nich nie miała już mahometańskich ram społecznych, a tylko sowieckie. Po kilku dekadach większość potrafiła sprawnie czytać czerwoną propagitkę. Kobiety stały się Sowietkami, chociaż w każdej republice zostały jakieś skarłowaciałe namiastki tradycji religijnej i plemiennej. A to służyło do odbicia się po 1991 r. od dna i - dla większości - powrotu do islamu w rozmaitej formie: od formalnego do radykalnego.
Kwestią kluczową dla społeczeństw tradycyjnych, a w tym i muzułmańskich, jest jak modernizować się aby nie stracić swego jestestwa. Jest to możliwe nawet w islamie; co więcej, jest to możliwe nawet dla mahometańskich kobiet. A świadczy o tym Afganistan za rządów ostatniego króla oraz Iran za władzy ostatniego szacha. Kluczem było bardzo powolne tempo reform i zmian. Cechowała je daleko idąca roztropność i wnikliwość strategii reformatorskiej. To, co uchodziło w Kabulu i Teheranie, nie miało miejsca na prowincji. Stąd afgańskie i perskie dziewczyny w minispódniczkach na uniwersytetach jeszcze w latach siedemdziesiątych. A na wsi woalki. Za każdym razem, gdy się z reformami przesadzi, gdy w rzeczywistości chodzi nie o ulżenie kobietom, a o rewolucję - zawsze kończy się jednakowo: rzezią. A potem stałą represją. Czy to praktykują bolszewicy czy islamiści, dla ofiar nie ma większego znaczenia.
Kobietom - i wszystkim innym - nie jest lekko między bolszewią a islamem.
Marek Jan Chodakiewicz
Waszyngton DC, 2 października 2018
Intel z DC
www.iwp.edu
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (40/2018) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.
Koczownicy zwykle wyznawali szamanizm. Ale w oazach stykali się z buddyzmem, chrześcijaństwem, zoroastrianizmem, judaizmem i - w końcu - z islamem. Mohametanizm stał się tu religią panującą. Ale między oazami i koczownikami nie było jedności. Żyli każdy sobie.
W XIX w. w regionie istniały trzy zwalczające się nawzajem chanaty. Brytyjczycy chcieli je zjednoczyć i użyć jako zapory przeciwko Rosji. St. Petersburg ruszył się szybciej i - według traktatów z 1868 i 1873 r. zwasalizował Emirat Buchary, potem Chanat Khivy, a na końcu Turkestan. Początkowo Rosjanie zostawili muzułmanom autonomię i obiecali nie mieszać się w ich sprawy religijne. Ale po niedługim czasie wprowadzono prawa podporządkowujące miejscowych ulemów i ich instytucje normom moskiewskim. Proklamowano prymat prawosławia, wywierano nacisk na konwersje oraz praktykowano rusyfikację.
W 1917 r. bolszewicy obiecali niezależność i autonomię muzułmanom Azji Środkowej. Po stłumieniu lokalnych ruchów odśrodkowych i reintegracji regionu w czerwonym imperium podjęto politykę "korenizacji". Polegała ona na promocji probolszewickich elit miejscowych i uprawianiu komunistycznej propagandy, administracji i polityki w tubylczych językach. Stworzono w tym celu rozmaite miejscowe instytucje i promowano odpowiednich biurokratów. Naturalnie podlegali oni na miejscu wysłanym przez Moskwę politrukom.
Dotyczyło to też aktywistek tzw. Żenotdelu, czyli wydziału kobiecego partii bolszewickiej. Właściwie wszystkie wywodziły się z Rosji. Filia tworu tego powstała w Uzbekistanie w marcu 1927 r. Aby zniszczyć tradycję uzbecką, należało wprowadzić bolszewicką modernizację, a wraz z tym proklamacje o "równości płci". Bolszewicy wyodrębnili praktyki miejscowe wywodzące się z islamu i praktyk plemiennych, które stanowiły punkt prestiżu i honoru dla tradycyjnych układów tubylczych.
Na pierwszy ogień poszły małżeństwa z dziećmi (dziewczynkami). Nałożono kary za taką praktykę, a następnie zupełnie ją zdelegalizowano. To samo dotyczyło uprawiania seksu z małymi chłopcami (baza baczi). Ten zwyczaj plemienny plenił się, aby ulżyć mężczyznom z powodu restrykcji nakładanych przez Koran na pozamałżeńskie stosunki z kobietami. Od 1927 r. Turkmenistan i Uzbekistan przyjęły sowieckie prawo małżeńskie i rodzinne, które promowało promiskuizm i libertynizm, ale delegalizowało patologie pedofilskie, na które pozwalała miejscowa tradycja.
Symbolem wyzwalania się z "reakcji" było zrywanie zasłon kobietom. Czyniły to bolszewickie bojówki. Ponadto Żenotdel organizował pod przymusem masówki, w trakcie których tysiące kobiet zdejmowało i paliło woalki. Zakazano prawnie zasłaniania twarzy. Część kobiet zastosowała się do tego chętnie, niektóre dostosowały się do czerwonego przymusu, a reszta zwalczała biernie i czynnie takie nakazy, nienawidząc otwarcie bolszewickiej władzy.
Opór był powszechny. Niestety nie ucierpieli bolszewicy, a jedynie kobiety. Po Uzbekistanie i okolicach rozlała się fala zemsty. Przeciwnicy komuny i zwolennicy tradycji w imię islamu gwałcili, szpecili, a w końcu i mordowali kobiety. W 1928 r. odnotowano 104 mordy na tym tle w Uzbekistanie. Przemocy towarzyszył ostracyzm i widmo antybolszewickiego kontrterroru. W rezultacie nawet członkowie partii komunistycznej - mimo przymusu i groźby sankcji partyjnej - zaprzestali otwarcie propagowania kampanii odkrywania kobiecych twarz. Co więcej, odmówili nawet egzekwowania tego prawa w swoich własnych rodzinach.
Kobiety w większości stawiały opór bolszewikom. Preferowały stare zwyczaje, stawały okoniem wobec czerwonego państwa i jego prawodawstwa. Wspierały swych mężów. Potem jednak czerwony terror i propaganda zrobiły swoje. W rezultacie do połowy lat trzydziestych kobiety zgubiły zasłony twarzy, wsiadły na traktory, znalazły się w szkołach i uniwersytetach. Naturalnie sowiecka "modernizacja" niewiele ich nauczyła i niewiele zaoferowała, ale znakomita większość z nich nie miała już mahometańskich ram społecznych, a tylko sowieckie. Po kilku dekadach większość potrafiła sprawnie czytać czerwoną propagitkę. Kobiety stały się Sowietkami, chociaż w każdej republice zostały jakieś skarłowaciałe namiastki tradycji religijnej i plemiennej. A to służyło do odbicia się po 1991 r. od dna i - dla większości - powrotu do islamu w rozmaitej formie: od formalnego do radykalnego.
Kwestią kluczową dla społeczeństw tradycyjnych, a w tym i muzułmańskich, jest jak modernizować się aby nie stracić swego jestestwa. Jest to możliwe nawet w islamie; co więcej, jest to możliwe nawet dla mahometańskich kobiet. A świadczy o tym Afganistan za rządów ostatniego króla oraz Iran za władzy ostatniego szacha. Kluczem było bardzo powolne tempo reform i zmian. Cechowała je daleko idąca roztropność i wnikliwość strategii reformatorskiej. To, co uchodziło w Kabulu i Teheranie, nie miało miejsca na prowincji. Stąd afgańskie i perskie dziewczyny w minispódniczkach na uniwersytetach jeszcze w latach siedemdziesiątych. A na wsi woalki. Za każdym razem, gdy się z reformami przesadzi, gdy w rzeczywistości chodzi nie o ulżenie kobietom, a o rewolucję - zawsze kończy się jednakowo: rzezią. A potem stałą represją. Czy to praktykują bolszewicy czy islamiści, dla ofiar nie ma większego znaczenia.
Kobietom - i wszystkim innym - nie jest lekko między bolszewią a islamem.
Marek Jan Chodakiewicz
Waszyngton DC, 2 października 2018
Intel z DC
www.iwp.edu
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (40/2018) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Data publikacji: 02.10.2018 20:09
Kolejny kraj otrzyma od Polski szczepionki. "To nasze podziękowanie za lojalną współpracę w czasie ewakuacji z Afganistanu"
06.09.2021 12:06
Morawiecki: Ewakuowaliśmy Polaków i naszych współpracowników do Uzbekistanu
18.08.2021 13:13
Co z Polakami ewakuowanymi z Kabulu? Samolot PLL LOT już w Uzbekistanie
18.08.2021 12:28
[Tylko u nas] Prof. Marek Jan Chodakiewicz o sprawie Jedwabnego: Teoretyzują. Ignorują archiwa. Odrzucają reguły
11.07.2021 15:28

Komentarzy: 0
– Druga strona głównie teoretyzuje, w dużym stopniu ignoruje archiwa, odrzuca tradycyjne reguły naukowe (a w tym nie tylko historii ale i socjologii), i pisze pod z góry przyjętą tezę, że mord popełnili Polacy – mówi prof. Marek Jan Chodakiewicz, współautor książki „Jedwabne. Historia Prawdziwa”, w rozmowie z Mateuszem Kosińskim.
Czytaj więcej
[Tylko u nas] Marek Jan Chodakiewicz: Paranoja czy opis?
12.11.2020 18:56

Komentarzy: 0
„Żydokomuna” to słowo wytrych, koncepcja klisza. Określało ono wszystkie radykalne patologie, które – najpierw spiskując w ukryciu, a następnie wybuchając rewolucjami – burzyły porządek chrześcijański, czyli chrześcijańską religię i system polityczny odziedziczony z zamierzchłej przeszłości i pielęgnowany przez tradycję. Stanowiła go monarchia i tradycyjna hierarchia. Ład ten odzwierciedlał po pierwsze świat oparty na Dekalogu i ideałach chrześcijańskich, w tym na prawie naturalnym (nakazach i zakazach). Po drugie, ład regulował system agrarny wraz z jego arystokratycznymi elitami i ludnością chłopską. Wszystko, co zagrażało temu ładowi, zwano po prostu „komuną”. Dotyczyło to szczególnie wszelakich gwałtownych rewolucyjnych zmian, wystąpień, obietnic i przesłanek. Jednocześnie straszliwie upraszczano i zakładano, że zbuntować się wobec ładu chrześcijańskiego mogli tylko innowiercy, w tym wypadku Żydzi, od wieków zamieszkali pośród chrześcijańskich ludów. Fałszywie uważano, że chrześcijanin nie mógł chcieć zniszczyć chrześcijaństwa, a chętnie zrobiłby to „Żyd”.
Czytaj więcej


