[Pitu Pitu na środę] Sielanka u Sowy i Przyjaciół, czyli kto stał za Aferą taśmową
03.10.2018 23:09
![[Pitu Pitu na środę] Sielanka u Sowy i Przyjaciół, czyli kto stał za Aferą taśmową](https://tysol.pl/storage/files/2026/3/1/b5d4994a-a96f-4bd5-bb44-81657b0fb970/24444.jpg?p=article_hero_mobile)
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Afera taśmowa, która przesądziła zdaniem wielu o upadku rządów Platformy Obywatelskiej, powraca jednak z o wiele mniejszym hukiem. O ile jej pierwszą odsłonę porównać można było do Afery Rywina, która odsłoniła przed publicznością kulisy powiązań władzy i mediów, tak zarzuty stawiane Mateuszowi Morawieckiemu można o kant potłuc. Bo co właściwie powiedział na spotkaniu w Sowa i Przyjaciele?
O tym, co ciągnie Unię w dół wiedzą wszyscy. To, że Merkel była, celowo pisze to w czasie przeszłym, świetną kanclerz Niemiec, jest oczywiste dla każdego kto nie jest zaślepiony nienawiścią do Niemiec. Bombardowanie zaś pociskami, teoretycznych w czasie gdy Morawiecki wypowiadał te słowa, pontonów z Ludem Pustyni, może oburzać jedynie tych, którzy nie mają na tyle wykształconych zwojów mózgowych by wychwycić sarkazm.
Ot i cała afera.
Istotniejsze jest jednak co innego. Od czasu ujawnienia nagrań z Sowy i Przyjaciół minęły cztery lata, a opinia publiczna wciąż nie wie tak naprawdę jakim cudem mogły one w ogóle powstać. Historia mówiąca o tym, że garstka kelnerów pod przywództwem szemranego biznesmena ze Śląska, mogła przez długie miesiące nagrywać najważniejsze osoby w państwie, trzymać może się kupy jedynie w umysłach wielbicieli kina
szpiegowskiego klasy Z. Cofnijmy się zatem o kilka lat wstecz i przeanalizujmy historię przybytku w którym doszło do afery, która wstrząsnęła Polską.
Zanim pan Sowa wraz z Przyjaciółmi wprowadził się na ulicę Czerniakowską w Warszawie, w miejscu, gdzie otworzyć miał lokal, mieściła się jadłodajnia Sielanka. Jeszcze przed wojną, o czym w swoich książkach wspominał Stanisław Grzesiuk, był to punkt znany doskonale w mieście. Spotykali się tam sutenerzy, ich pracownice, policjanci i lokalna żulernia. Po wojnie trafili w większości w struktury nowej władzy, a sam lokal podupadł mocno, zamieniając się w pierwszej wody mordownię, którą opisała w piosence "Zabawa w Sielance" Agnieszka Osiecka. Minął stalinizm, Gomułka przesadził nieco z ekspresją na wybrzeżu, przyszedł Gierek, a wraz z nim zachodnie inwestycje.
Sielanka odżyła. Została wyremontowana, wystrojona wedle najlepszych peerelowskich kanonów, jej wnętrze zaroiło się od eleganckich gości. Nie był to jednak efekt boomu gospodarczego, powód zmian był prosty. Do Warszawy zaczęli zjeżdżać managerowie zachodnich firm, negocjować i podpisywać kontrakty. Gdzieś trzeba było ich bez wstydu przyjmować, a że przyjmowali ich byli klienci Sielanki, wybór miejsca był wręcz oczywisty.
Tutaj zaczyna się historia mająca swój epilog w Sowie i Przyjaciołach.
Sielanka podczas remontu została okablowana od podłogi, aż po strop, w ścianach zaś zamontowano mikrofony, których końcówki podpięte były do magnetofonów umieszczonych w lokalu piętro wyżej. Podobno dzięki pracy zawiadującymi nimi człowieka, dopięto na przykład słynny kontrakt na samochody będące filarem PRL-owskiej motoryzacji. Skacowani kontrahenci, mieli zostać uraczeni zapisem ich rautu z podstawionymi przez polskie służby prostytutkami, co zmiękczyć miało mocno ich pozycję negocjacyjną. Złote lata Sielanki zakończył stan wojenny, a ona sama przez kolejne dwadzieścia lat staczała się
systematycznie do pozycji lumpen baru.
Stan ten trwał, aż do czasów rządów Platformy Obywatelskiej, kiedy to znów jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, Sielanka odzyskała blask, na jej stołach pojawiły się znów wykwintne dania, cenniki poszybowały w górę wysoko, aby zatrzymać za drzwiami co mniej majętnych obywateli. W środku zagościła elita, głównie pierwsze pokolenie w butach, ale to już w tym miejscu tradycja, która nikogo nie powinna dziwić. Zmieniło się jeszcze jedno. Z pokoju na piętrze zniknęły magnetofony. Zastąpiły je serwery rejestrujące dźwięk i obraz z wnętrza lokalu.
Tak wynika z relacji jakie zebrałem w dniach po wybuchu afery. Kiedy wybuchła, kilka źródeł twierdziło, że sprzętem zarządzał niejaki major
P., nazwiska nie pomnę, bo sprawa nie spędzała mi nigdy snu z powiek i po prostu wypadło mi ono z pamięci. Chłopina miał zostać zwolniony z
pracy z powodu redukcji etatów i znalazł się na przysłowiowym lodzie. Miał jednak coś, co mogło zapewnić mu finansowanie na długie lata. Taśmy z Sowy i Przyjaciół. Te zaczęły krążyć po mieście, a finał sprawy jest wszystkim znany.
Miały one trafić między innymi do dziennikarzy, którzy rozpętali medialna nawałnicę, oraz do wspomnianego biznesmena ze Śląska, który sądził, że za ich sprawą wywinie się służbom z kilku spraw w których oskarżały go one o niezgodne z prawem działania. Było też kilku innych dysponentów próbek nagrań, które dziś określa się mianem "Taśm Sowy" i to prawdopodobnie oni stoją za obecnym "wyciekiem".
Otwartym pozostawiam pytanie, kto był mocodawcą majora P.. Osobiście obstawiam, że znane wszystkim nagrania są w pełni legalne i tworzone były na potrzeby stenogramów, pamiętajmy, że w Sowie i Przyjaciołach spotykali się praktycznie wszyscy ministrowie ówczesnego rządu oraz ich doradcy i kontrahenci. Czynione zaś tam ustalenia wdrażane były w życie przez władze państwowe.
Można oczywiście uznać, że nasze służby nic o tym nie wiedziały, ale wtedy jakość ich pracy należy ocenić wyjątkowo negatywnie, mając na
uwadze, że powyższe informacje udało mi się zebrać w 48 godzin od wybuchu afery. Zebrałem je wtedy w felietonie opublikowanym na Facebooku, który do dziś wisi sobie spokojnie na mojej stronie internetowej. Po jego publikacji, rys historyczny błyskawicznie powtórzyła Gazeta.pl, a Agnieszka Gozdyra z Polsatu dopytywała czy zawiera on fakty. Żaden z dziennikarzy jednak nie pofatygował się pod stalowe drzwi chroniące pokój nad Sielanką.
Otworzyli je dopiero robotnicy, którzy w miejscu słynnego dziś lokalu instalowali mieszczący się tam dziś sklep spożywczy. Zdjęcia z wnętrza, które mi pokazali, uspokoiły mnie w zupełności. Ta historia wydarzyła się naprawdę.
pozdrawiam
Rafał Otoka-Frąckiewicz
Ot i cała afera.
Istotniejsze jest jednak co innego. Od czasu ujawnienia nagrań z Sowy i Przyjaciół minęły cztery lata, a opinia publiczna wciąż nie wie tak naprawdę jakim cudem mogły one w ogóle powstać. Historia mówiąca o tym, że garstka kelnerów pod przywództwem szemranego biznesmena ze Śląska, mogła przez długie miesiące nagrywać najważniejsze osoby w państwie, trzymać może się kupy jedynie w umysłach wielbicieli kina
szpiegowskiego klasy Z. Cofnijmy się zatem o kilka lat wstecz i przeanalizujmy historię przybytku w którym doszło do afery, która wstrząsnęła Polską.
Zanim pan Sowa wraz z Przyjaciółmi wprowadził się na ulicę Czerniakowską w Warszawie, w miejscu, gdzie otworzyć miał lokal, mieściła się jadłodajnia Sielanka. Jeszcze przed wojną, o czym w swoich książkach wspominał Stanisław Grzesiuk, był to punkt znany doskonale w mieście. Spotykali się tam sutenerzy, ich pracownice, policjanci i lokalna żulernia. Po wojnie trafili w większości w struktury nowej władzy, a sam lokal podupadł mocno, zamieniając się w pierwszej wody mordownię, którą opisała w piosence "Zabawa w Sielance" Agnieszka Osiecka. Minął stalinizm, Gomułka przesadził nieco z ekspresją na wybrzeżu, przyszedł Gierek, a wraz z nim zachodnie inwestycje.
Sielanka odżyła. Została wyremontowana, wystrojona wedle najlepszych peerelowskich kanonów, jej wnętrze zaroiło się od eleganckich gości. Nie był to jednak efekt boomu gospodarczego, powód zmian był prosty. Do Warszawy zaczęli zjeżdżać managerowie zachodnich firm, negocjować i podpisywać kontrakty. Gdzieś trzeba było ich bez wstydu przyjmować, a że przyjmowali ich byli klienci Sielanki, wybór miejsca był wręcz oczywisty.
Tutaj zaczyna się historia mająca swój epilog w Sowie i Przyjaciołach.
Sielanka podczas remontu została okablowana od podłogi, aż po strop, w ścianach zaś zamontowano mikrofony, których końcówki podpięte były do magnetofonów umieszczonych w lokalu piętro wyżej. Podobno dzięki pracy zawiadującymi nimi człowieka, dopięto na przykład słynny kontrakt na samochody będące filarem PRL-owskiej motoryzacji. Skacowani kontrahenci, mieli zostać uraczeni zapisem ich rautu z podstawionymi przez polskie służby prostytutkami, co zmiękczyć miało mocno ich pozycję negocjacyjną. Złote lata Sielanki zakończył stan wojenny, a ona sama przez kolejne dwadzieścia lat staczała się
systematycznie do pozycji lumpen baru.
Stan ten trwał, aż do czasów rządów Platformy Obywatelskiej, kiedy to znów jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, Sielanka odzyskała blask, na jej stołach pojawiły się znów wykwintne dania, cenniki poszybowały w górę wysoko, aby zatrzymać za drzwiami co mniej majętnych obywateli. W środku zagościła elita, głównie pierwsze pokolenie w butach, ale to już w tym miejscu tradycja, która nikogo nie powinna dziwić. Zmieniło się jeszcze jedno. Z pokoju na piętrze zniknęły magnetofony. Zastąpiły je serwery rejestrujące dźwięk i obraz z wnętrza lokalu.
Tak wynika z relacji jakie zebrałem w dniach po wybuchu afery. Kiedy wybuchła, kilka źródeł twierdziło, że sprzętem zarządzał niejaki major
P., nazwiska nie pomnę, bo sprawa nie spędzała mi nigdy snu z powiek i po prostu wypadło mi ono z pamięci. Chłopina miał zostać zwolniony z
pracy z powodu redukcji etatów i znalazł się na przysłowiowym lodzie. Miał jednak coś, co mogło zapewnić mu finansowanie na długie lata. Taśmy z Sowy i Przyjaciół. Te zaczęły krążyć po mieście, a finał sprawy jest wszystkim znany.
Miały one trafić między innymi do dziennikarzy, którzy rozpętali medialna nawałnicę, oraz do wspomnianego biznesmena ze Śląska, który sądził, że za ich sprawą wywinie się służbom z kilku spraw w których oskarżały go one o niezgodne z prawem działania. Było też kilku innych dysponentów próbek nagrań, które dziś określa się mianem "Taśm Sowy" i to prawdopodobnie oni stoją za obecnym "wyciekiem".
Otwartym pozostawiam pytanie, kto był mocodawcą majora P.. Osobiście obstawiam, że znane wszystkim nagrania są w pełni legalne i tworzone były na potrzeby stenogramów, pamiętajmy, że w Sowie i Przyjaciołach spotykali się praktycznie wszyscy ministrowie ówczesnego rządu oraz ich doradcy i kontrahenci. Czynione zaś tam ustalenia wdrażane były w życie przez władze państwowe.
Można oczywiście uznać, że nasze służby nic o tym nie wiedziały, ale wtedy jakość ich pracy należy ocenić wyjątkowo negatywnie, mając na
uwadze, że powyższe informacje udało mi się zebrać w 48 godzin od wybuchu afery. Zebrałem je wtedy w felietonie opublikowanym na Facebooku, który do dziś wisi sobie spokojnie na mojej stronie internetowej. Po jego publikacji, rys historyczny błyskawicznie powtórzyła Gazeta.pl, a Agnieszka Gozdyra z Polsatu dopytywała czy zawiera on fakty. Żaden z dziennikarzy jednak nie pofatygował się pod stalowe drzwi chroniące pokój nad Sielanką.
Otworzyli je dopiero robotnicy, którzy w miejscu słynnego dziś lokalu instalowali mieszczący się tam dziś sklep spożywczy. Zdjęcia z wnętrza, które mi pokazali, uspokoiły mnie w zupełności. Ta historia wydarzyła się naprawdę.
pozdrawiam
Rafał Otoka-Frąckiewicz

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Data publikacji: 03.10.2018 23:09
Szef oświatowej "S" apeluje do premiera Morawieckiego: Sytuacja osiągnęła punkt krytyczny. Co Pan na to?
22.08.2023 08:49

Komentarzy: 0
– Wszystko wskazuje na to, że sytuacja w oświacie osiągnęła pewien punkt krytyczny. Jeżeli rząd RP nie zrobi natychmiast czegoś w tej sprawie, to będziemy mieli do czynienia ze skokowym obniżeniem jakości kształcenia i degradacją polskiej edukacji. Koniecznych decyzji nie można wciąż odwlekać. Panie Premierze, co Pan na to? – pyta szef oświatowej Solidarności Waldemar Jakubowski w opublikowanym w sieci nagraniu.
Czytaj więcej
Rzecznik PiS o debacie Weber–Morawiecki: Lepiej rozmawiać z mocodawcą niż z marionetką
16.08.2023 09:25

Komentarzy: 0
– My na pewno chcielibyśmy debatować z Manfredem Weberem, bo lepiej rozmawiać z mocodawcą niż z jakąś marionetką lub reprezentantem, który niekoniecznie będzie podejmował decyzje, a Donald Tusk na pewno słucha się Berlina – powiedział w środę na antenie Radia ZET rzecznik PiS Rafał Bochenek.
Czytaj więcej
Premier: Tusk wieje i zwiewa idealnie – jak zwiał z Polski do Brukseli, chociaż mówił, że tego nie zrobi
10.08.2023 19:10
Premier: Nie dopuścimy do władzy z powrotem tych, którzy dzisiaj stroją się w patriotyczne piórka
01.07.2023 15:14

Komentarzy: 0
Ważne jest, aby nie dopuścić do władzy z powrotem tych, którzy dzisiaj stroją się w patriotyczne piórka, a wcześniej wykonywali wszystko, co życzyli sobie tamci z Brukseli czy z Zachodu - powiedział premier Mateusz Morawiecki w sobotę w Kościerzynie (woj. pomorskie).
Czytaj więcej
Morawiecki o projekcie Polimery Police. „To inwestycja kluczowa dla całej gospodarki”
22.06.2023 13:49

Komentarzy: 0
– Polimery Police to inwestycja kluczowa dla całej gospodarki – ocenił w czwartek premier Mateusz Morawiecki na konferencji poświęconej uruchomieniu produkcji polipropylenu w nowej instalacji Grupy Azoty w Policach (woj. zachodniopomorskie).
Czytaj więcej
