Jerzy Bukowski: Wassermann i Majchrowski nadal błogo śnią o prezydenturze

Czyżby w Krakowie było już „pozamiatane” przed drugą turą wyborów prezydenta?
W poniedziałek opublikowałem tutaj tekst, w którym zastanawiałem się, czy pozostali w wyborczej grze kandydaci na prezydenta Krakowa: poseł Małgorzata Wassermann oraz prezydent miasta profesor Jacek Majchrowski wreszcie się przebudzą i zaczną energiczniej zabiegać o poparcie mieszkańców podwawelskiego grodu.
Od pierwszej tury minął tydzień i nic się nie zmieniło: stateczny włodarz Krakowa zachęca do oddania nań głosu w telewizyjnych klipach w taki sposób, jakby koniecznie chciał udowodnić, że konieczność dalszego prowadzenia kampanii jest dla niego koszmarną męką, a dynamicznie prowadząca sejmową komisję śledczą do sprawy Amber Gold jej przewodnicząca wydaje się zapadać w głęboki sen natychmiast po przekroczeniu granicy rodzinnego miasta.
Jedynym ekscytującym - ale też po krakowsku, czyli bez przesady - elementem przed drugą turą był proces wytoczony przez Majchrowskiego w trybie wyborczym premierowi Mateuszowi Morawieckiemu, który w pierwszej instancji zakończył się oddaleniem pozwu, a wyrok w drugiej zapadnie jutro. Nawet w tym starciu, w którym obaj panowie nie uczestniczą zresztą osobiście, lecz poprzez swoich pełnomocników nie padły jednak żadne mocne słowa, nie doszło do widowiskowych polemik, ani do spektakularnego atakowania drugiej strony.
Starający się o piątą kadencję Majchrowski wygrał z kandydatką Prawa i Sprawiedliwości 14 procentami głosów osiągając najlepszy ze swoich wyników w pierwszej turze, wydaje się więc spokojny o reelekcję. Wassermann nie sprawia zaś bynajmniej wrażenia zasmuconej dotkliwą porażką i zapewnia, że tę stratę da się odrobić, ale mówi to podobnie nieprzekonywająco jak jej rywal.
Kiedy pisałem poprzedni felieton przewidywałem, że z uwagi na prestiżowy charakter starcia w Krakowie kandydaci trochę się jednak wysilą i będą wspierani przez wielu ważnych polityków, którzy gremialnie zjadą w tym celu pod Wawel. Do dzisiaj nic takiego nie nastąpiło, ale wolno mniemać, że Jarosław Kaczyński i Grzegorz Schetyna zamierzają mocniej zaangażować się dopiero w ostatniej chwili. A może na tyle dobrze znają mentalność krakowian, iż boją się zaszkodzić popieranym kandydatom swoją obecnością przy nich, zwłaszcza że Jacek Majchrowski ciągle podkreśla swoją apartyjność (chociaż tym razem zdecydował się na udział w antypisowskiej opozycji), a Małgorzata Wassermann fakt, iż nie jest członkiem PiS (mimo że ma jego poparcie i jest z nim powszechnie kojarzona).
Czyżby w Krakowie było już "pozamiatane" przed drugą turą wyborów prezydenta?
Od pierwszej tury minął tydzień i nic się nie zmieniło: stateczny włodarz Krakowa zachęca do oddania nań głosu w telewizyjnych klipach w taki sposób, jakby koniecznie chciał udowodnić, że konieczność dalszego prowadzenia kampanii jest dla niego koszmarną męką, a dynamicznie prowadząca sejmową komisję śledczą do sprawy Amber Gold jej przewodnicząca wydaje się zapadać w głęboki sen natychmiast po przekroczeniu granicy rodzinnego miasta.
Jedynym ekscytującym - ale też po krakowsku, czyli bez przesady - elementem przed drugą turą był proces wytoczony przez Majchrowskiego w trybie wyborczym premierowi Mateuszowi Morawieckiemu, który w pierwszej instancji zakończył się oddaleniem pozwu, a wyrok w drugiej zapadnie jutro. Nawet w tym starciu, w którym obaj panowie nie uczestniczą zresztą osobiście, lecz poprzez swoich pełnomocników nie padły jednak żadne mocne słowa, nie doszło do widowiskowych polemik, ani do spektakularnego atakowania drugiej strony.
Starający się o piątą kadencję Majchrowski wygrał z kandydatką Prawa i Sprawiedliwości 14 procentami głosów osiągając najlepszy ze swoich wyników w pierwszej turze, wydaje się więc spokojny o reelekcję. Wassermann nie sprawia zaś bynajmniej wrażenia zasmuconej dotkliwą porażką i zapewnia, że tę stratę da się odrobić, ale mówi to podobnie nieprzekonywająco jak jej rywal.
Kiedy pisałem poprzedni felieton przewidywałem, że z uwagi na prestiżowy charakter starcia w Krakowie kandydaci trochę się jednak wysilą i będą wspierani przez wielu ważnych polityków, którzy gremialnie zjadą w tym celu pod Wawel. Do dzisiaj nic takiego nie nastąpiło, ale wolno mniemać, że Jarosław Kaczyński i Grzegorz Schetyna zamierzają mocniej zaangażować się dopiero w ostatniej chwili. A może na tyle dobrze znają mentalność krakowian, iż boją się zaszkodzić popieranym kandydatom swoją obecnością przy nich, zwłaszcza że Jacek Majchrowski ciągle podkreśla swoją apartyjność (chociaż tym razem zdecydował się na udział w antypisowskiej opozycji), a Małgorzata Wassermann fakt, iż nie jest członkiem PiS (mimo że ma jego poparcie i jest z nim powszechnie kojarzona).
Czyżby w Krakowie było już "pozamiatane" przed drugą turą wyborów prezydenta?

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Data publikacji: 28.10.2018 11:43
Komentarze
Piątkowska do dziennikarza wymachując mikrofonem: "Zapamiętaj sobie!"
06.10.2026 18:51
Flávio Bolsonaro wygrał pierwszą turę. Media obiegły pierwsze komentarze
05.10.2026 12:48

Komentarzy: 0
Prawicowy senator Flavio Bolsonaro zdobył najwięcej głosów w I turze wyborów prezydenckich w Brazylii i w II turze zmierzy się z obecnym szefem państwa Luizem Inacio Lulą da Silvą – wynika z danych opublikowanych w niedzielę przez Najwyższy Trybunał Wyborczy (TSE).
Czytaj więcej
Przedterminowe wybory w Hiszpanii. Premier podał termin
05.10.2026 09:39
Zjednoczona Lista wygrywa wybory na Łotwie. Partia premiera Kulbergsa z 42 mandatami
04.10.2026 21:54

Komentarzy: 0
Według najnowszych wyników, po spłynięciu danych ze wszystkich 1059 lokali i przeliczeniu 99,9 proc. głosów, ugrupowanie uzyskało 35,3 proc. poparcia i 42 mandaty w 100-osobowym Sejmie. To jeden z najmocniejszych wyników pojedynczego ugrupowania w wyborach parlamentarnych na Łotwie od 1993 r.
Czytaj więcej
Wybory na Łotwie. Partia premiera z historycznym wynikiem
04.10.2026 12:55

Komentarzy: 0
Centrowy sojusz Zjednoczona Lista (AS) premiera Andrisa Kulbergsa wygrywa wybory parlamentarne na Łotwie z wynikiem 35,34 proc. po przeliczeniu ponad 95 proc. głosów - wynika z danych Centralnej Komisji Wyborczej (CVK). AS może zdobyć 42 ze 100 mandatów, co byłoby najlepszym wynikiem w historii wyborów parlamentarnych w kraju.
Czytaj więcej

