loading
Proszę czekać...
Dr Adam Cyra: Duchowieństwo w KL Auchwitz, pomoc i przejawy życia religijnego
Opublikowano dnia 10.03.2019 16:58
Pierwszymi ofiarami Auschwitz byli Polacy, przywożeni do obozu od czerwca 1940 roku. Osadzono ich tu około 150 tys., połowa straciła życie w KL Auschwitz, ponadto wielu z nich zginęło po wywiezieniu ich do innych obozów koncentracyjnych, głównie na terenie Niemiec i Austrii. W pięciotomowej pracy Wiktora Jacewicza i Jana Wosia w Martyrologium polskiego duchowieństwa rzymskokatolickiego pod okupacją hitlerowską w latach 1939-1945, a wydanym w Warszawa 1977 roku, w tomie 3 znajdujemy informacje poświęcone duchownym, którzy zostali przywiezieni do obozu Auschwitz. Jest to, jak do tej pory, jedyna publikacja obejmująca wykazy nazwiskowe, krótkie biogramy oraz zestawienia statystyczne będące rezultatem wieloletnich badań.

Wikipedia domena publiczna
Autorzy tej publikacji ustalili, że w KL  Auschwitz osadzono 416 duchownych: kapłanów, kleryków, zakonników z  różnych zakonów, siostry zakonne, z tej grupy zginęło  236 osób (166 w  Auschwitz i 70 w innych obozach, do których zostali przeniesieni), w tym  190 kapłanów, 10 kleryków, 34 braci zakonnych, 2 siostry.

Temu tematowi poświęcił także  swoje ostatnie opracowanie Jerzy Klistała, bielszczanin, który w czasie  okupacji niemieckiej osobiście doświadczył skutków terroru  hitlerowskiego. Jego ojciec za działalność konspiracyjną w ZWZ/AK został  rozstrzelany w KL Auschwitz pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr  11 w 1943 roku.

Jerzy Klistała,  ur. w 1935 roku, dotychczas publikował pozycje, związane z martyrologią  Polaków z terenu Małopolski, Śląska, Podbeskidzia i Zaolzia. Ostatnia  jego opracowanie nosi tytuł „Duchowni ofiary niemieckiego zniewolenia”.  Są jednak duże problemy z wydaniem tej publikacji, ponieważ Fundacja Pamięci Ofiar Obozu Auschwitz-Birkenau, nie uzasadniając swojego stanowiska, odmówiła Autorowi pomocy finansowej, która umożliwiłaby ukazanie się tej książki drukiem.

Należy zaznaczyć, że rozwój badań  historycznych na przestrzeni ostatnich lat, pozwolił na zweryfikowanie i  uściślenie szeregu informacji na temat martyrologii duchownych. Stąd  liczba ta jest obecnie wyższa. Opublikowane dotąd  szacunki nie  uwzględniały także duchownych innych narodowości (publikacje dotyczyły  duchowieństwa polskiego). Dlatego należy przyjąć, że do Auschwitz   skierowano co najmniej 464 kapłanów, kleryków, zakonników oraz 35 sióstr  zakonnych – z Polski, a także z innych krajów okupowanej Europy:  Francji, Czech, Austrii. Większość osadzonych straciła życie w obozie  Auschwitz, bądź w innych obozach, do których zostali przeniesieni.

Pierwsi polscy więźniowie polityczni  zostali przywiezieni do KL Auschwitz 14 czerwca 1940 roku. Była to grupa  728 mężczyzn, w większości uczniów gimnazjalnych, studentów, żołnierzy,  członków konspiracji. Wśród nich znalazło się kilku duchownych  katolickich -  księża: Józef Niemiec, Stanisław Węgrzynowski (numer  obozowy 90), Stanisław Wolak (numer obozowy 327) oraz kleryk Wincenty  Oberc (numer obozowy 222).

20 czerwcu 1940 roku, przywieziono do  obozu kolejną grupę 313 więźniów politycznych z więzienia w Nowym  Wiśniczu. Transport ten stanowili przedstawiciele inteligencji  krakowskiej: nauczyciele, adwokaci, studenci a także inni młodzi ludzie,  próbujący nielegalnie przekroczyć granicę i przedostać się na Węgry  oraz pracownicy Zakładów Azotowych w Mościcach większości inżynierowie. W  grupie tej przywieziono kolejnych duchownych (głównie jezuitów) wśród  nich 10 księży, 9 kleryków i 14 braci zakonnych.

Duchowni byli przywożeni do Auschwitz aż  do końca istnienia obozu. Nie stanowili tu jednak większej grupy,  ponieważ znaczna ich część została osadzona w KL Dachau, który decyzją  władz III Rzeszy stał się głównym miejscem koncentracji i odosobnienia  duchowieństwa. Z tego powodu, 6 grudnia 1940 roku komendant obozu  Auschwitz, Rudolf Höss, wydał rozkaz przeniesienia do Dachau pierwszej  grupy pozostałych przy życiu 68 duchownych.

Do Dachau byli kierowani księża i  zakonnicy z różnych okupowanych przez Niemcy krajów. Jednak polscy  duchowni stanowili tam większość. Wśród 2720 osób z tej grupy  1780 było  Polakami; 868 z nich straciło życie w obozie. Kolejną po względem  liczebności grupą byli duchowni austriaccy – 447, dalej Francuzi – 154 i  Czesi – 109 osób.

Duchowni w Auschwitz, podobnie jak  pozostali więźniowie, poddawani byli  rejestracji, gdzie nadawano  więźniom numer obozowy (w początkowym okresie istnienia obozu numerów  nie tatuowano), określano kategorię więźnia, związaną z przyczyną  aresztowania. Duchowni zazwyczaj oznaczani byli czerwonym trójkątem,  przeznaczonym dla więźniów politycznych.

Nie posiadali oni w obozie żadnych  przywilejów, a wręcz przeciwnie byli traktowani gorzej niż inni  osadzeni. Jak wspominają byli więźniowie, kierownik obozu Karl Fritsch  miał zwyczaj wygłaszania przemówienia do nowo przybyłych do obozu, w  którym podkreślał że:
 Przyjechaliście tutaj nie do  sanatorium, tylko do niemieckiego obozu koncentracyjnego, z którego nie  ma innego wyjścia, jak przez komin. Jeśli się to komuś nie podoba, to  może iść zaraz na druty. Jeśli są w transporcie Żydzi to mają prawo żyć  nie dłużej niż 2 tygodnie, księża (dosł. Pfaffen – klechy) miesiąc,  reszta 3 miesiące.

O tym, że nie było to jedynie pusta  słowa, niech świadczy fakt, iż w pierwszych latach istnienia obozu karna  kompania (Strafkompanie), czyli grupa kierowana do najcięższych prac, w  której śmiertelność więźniów była wyjątkowo wysoka a szykany nadzorców  niezwykle brutalne, złożona była głównie z Żydów i księży katolickich.  Więźniowie ci przebywali w bloku nr 11 od sierpnia 1940 r. do maja 1942  r. Później przeniesiono ich do KL Auschwitz II-Birkenau.

W dniu 27 czerwca 1941 roku na terenie  żwirowni koło „Theatergebäude”, mieszczącej się poza ogrodzeniem obozu,  zamordowano w okrutny sposób czterech księży Salezjanów. Wspomniani  księża zostali przywiezieni do obozu dzień wcześniej z więzienia  Montelupich w Krakowie. W sumie przywieziono ich tego dnia dwunastu  (jeden z nich był tylko bratem) w transporcie liczącym pięćdziesięciu  więźniów. Znajdowało się wśród nich również pięciu polskich Żydów.

Księży i Żydów z tego transportu wcielono do karnej kompanii: Każdy z nas – wspomina ks. Walenty Waloszek  – otrzymał ciężką, żelazną taczkę, kilof i łopatę. Zapowiedziano nam,  że pracować musimy bardzo szybko, stale biegiem, bez oglądania się i  odpoczywania. Praca nasza polegała na tym, że musieliśmy kilofami  rozbijać kamienie, ładować je na taczkę razem ze żwirem i wywozić do  dołu, głębokiego na 7 metrów, oddalonego od nas o jakie 50 metrów”.

W dniu 27 czerwca 1941 r. jako pierwszy  poniósł męczeńską śmierć w żwirowni ks. Jan Świerc (nr 17352), proboszcz  Parafii św. Stanisława Kostki na Dębnikach w Krakowie i dyrektor  Zakładu Salezjańskiego w tym mieście. Wkrótce po nim zakatowany został  wikary z tej parafii, ks. Ignacy Dobiasz (nr 17364). W godzinach  popołudniowych tego samego dnia śmierć w podobnych okolicznościach  poniósł ks. dr Franciszek Harazim (nr 17375), profesor Salezjańskiego  Instytutu Teologicznego w Krakowie oraz jeszcze jeden wikary Parafii św.  Stanisława Kostki, ks. Kazimierz Wojciechowski (nr 17342). Ponadto w  wyniku ciężkiego pobicia i znęcania się wtedy, zmarł później w obozie  ks. dr Ignacy Antonowicz (nr 17371), rektor wspomnianego Salezjańskiego  Instytutu Teologicznego.

Pomimo tak wielu represji, szykan wobec  duchownych, większość z nich nie załamała się, a  wielu z nich zostało  zapamiętanych przez współwięźniów jako osoby serdeczne,  podnoszące  innych na duchu. Jerzy Kroczowski tak wspomina jednego z księży:

…Kiedy przebywałem w szpitalu  obozowym, spotkałem księdza z Lublina. Nie znam jego nazwiska. Był to  starszy człowiek, dopiero po jakimś czasie ujawnił swój stan duchowny.  Tenże właśnie ksiądz zaproponował, że może odmówilibyśmy wieczorem  modlitwę. Nauczył nas wtedy aktów strzelistych: „Wierzę w ciebie Boże  żywy; Ufam  tobie boś ty wierny; Boże choć cię nie pojmuję, lecz nad  wszystko miłuję”. Te akty strzeliste stały się moją modlitwą.  Odmawialiśmy je wieczorem.


Księżom udawało się nawet, w ukryciu odprawiać Msze święte. Wspomina to ksiądz Władysław Puczka (numer obozowy 17041):

…W obozie były także odprawiane po  kryjomu msze. Wiem, że zaczęto je odprawiać późną jesienią 1941 r. – w  listopadzie i z początkiem grudnia 1941 r. (…) Ja także miałem możliwość  odprawienia mszy, a stało się to o godzinie czwartej po południu w  pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia 1941 r. Mszę św. odprawiałem w  pasiaku na strychu bloku nr 3 w obecności kilkunastu znanych i zaufanych  współkolegów. Miałem hostie i wino, a zamiast kielicha musiała  wystarczyć zwykła szklanka. Obecni przy mszy przystąpili do komunii  świętej.


Nawet do bloku nr 11, tzw. Bloku Śmierci,  dostarczano komunikanty, co było nie lada wyczynem, ze względu na  zaostrzony jego dozór. Jedna z więźniarek przetrzymywana w celi, w  podziemiach tego bloku, wspomina:

 (…) Pamiętam, że raz przyjęłam komunię w czasie pobytu w bloku  11, ale nie pamiętam dokładnie kiedy to było. Hostie dostarczył nam  jeden z kalifaktorów bloku 11. Pamiętam, że stałam przy drzwiach i ja  przejęłam od niego kopertę, w której znajdowały się hostie. Kopertę  odebrała ode mnie Wanda Pyka i ona rozdała współwięźniarkom hostie.


O tym, że kary za rozdawanie i  przyjmowanie komunii były surowe i nie omijały więźniów niech świadczy  fragment z relacji b. więźnia Pawła Brożka:

(…) W czasie Świąt Wielkanocnych,  spędzonych w bloku 11 przebywający z nami ksiądz Kania (był proboszczem  parafii św. Krzyża w Katowicach) zorganizował dla nas spowiedź, byliśmy  też komunikowani. Słyszałem, że ksiądz Kania później zginął. Nie wiem,  skąd zostały dostarczone do bloku nr 11 komunikanty.


Ktoś musiał donieść  władzom SS o spowiedzi, gdyż wszyscy więźniowie zostali za to ukarani  chłostą. Ja dostałem, podobnie jak inni, 25 uderzeń.

Wiadomo  ze zgromadzonych relacji, że  więźniowie szukali także możliwości  spowiedzi. Jeżeli w komandzie czy w  bloku był ksiądz, szansa na  osobistą rozmowę, jaką pozorowano spowiedź,  była większa. Stąd w  relacjach więźniowie wspominają o wielkiej uldze i  pocieszeniu po  odbytej, oczywiście dyskretnie, spowiedzi. Były więzień  Władysław  Lewkowicz przebywał w obozie w tym samym czasie co ojciec  Kolbe, i tak  wspomina swoje spotkanie z nim oraz odbytą spowiedź:
 

…Pierwsze tygodnie mojego pobytu w obozie były nie tylko  przygnębiające,  ale wprost makabryczne. Z nadmiaru cierpienia szukałem  instynktownie  jakiegoś wsparcia moralnego o podłożu religijnym.(…)  Ojciec Kolbe  zgodził się bardzo chętnie na spotkanie i rozmowę.  Staraliśmy się tak  urządzić, ażeby nie zwracać na siebie zbytniej uwagi  esesmanów.(…)  Przechadzając się z Ojcem Kolbe spowiadałem się u niego. W  późniejszym  czasie Ojciec Kolbe miał coraz to więcej szukających jego  rad.

  
Zaangażowanie księży z parafii okolicznych w pomoc więźniom obozu

Kilka  miesięcy po założeniu KL Auschwitz,  w grudniu 1940 roku, metropolita  krakowski arcybiskup Adam Sapieha  zwrócił się do komendanta obozu w  sprawie zezwolenia na odprawienie Mszy  św. dla więźniów katolickich z  okazji Świąt Bożego Narodzenia.  Komendant obozu Rudolf Höß nie wyraził  zgody, tłumacząc to sprzecznością  z regulaminem obozowym. Zezwolił  natomiast na dostarczenie 6 tys. jednokilogramowych paczek  żywnościowych dla wszystkich więźniów. Rozpoczęto  zbiórkę datków  pieniężnych jak również  żywności i odzieży. Księża  zachęcali wiernych  do przyłączenia się do zbiórki. Odzew społeczny był  rzeczywiście  ogromny, biorąc pod uwagę warunki okupacyjne i skromne przydziały  żywnościowe dla ludności cywilnej. Duchownymi, którzy  osobiście udali  się w tej sprawie do komendanta obozu z listem od arcybiskupa Sapiehy  byli księża parafii oświęcimskiej: Władysław Gross  de Rosenburg i   Rudolf Schmidt.

Z kolei proboszcz ze wsi Poręba Wielka koło Oświęcimia, ksiądz kanonik Józef  Kmiecik często po dźwięku syren rozpoznawał, że z obozu uciekł więzień. Ci, którzy przychodzili na plebanie dostawali cywilne ubranie, pasiak obozowy był palony i   następnie wyruszali dalej. Gestapo często przeprowadzało rewizje i   przesłuchiwało księdza, doskonała znajomość niemieckiego pozwoliła mu  na  uniknięcie aresztowania.

Przez cały okres okupacji  duchowieństwo  parafii miasta Oświęcim oraz sąsiednich parafii  wykazywało się dużym  zaangażowaniem w pomoc więźniom. Wszystkie  działania odbywały się w  największej konspiracji. Dostarczano więźniom  żywność, naczynia  liturgiczne i komunikanty, udzielano pomocy więźniom  zbiegłym z obozu  poprzez zaopatrywanie w cywilną odzież.

Dla  lepszej organizacji tych działań  założony został konspiracyjny Komitet  Akcji Pomocy Więźniom Obozu  Koncentracyjnego. Jego honorowym prezesem  został ksiądz kanonik Jan  Skarbek z Oświęcimia. Swoją działalność  rozszerzał na inne parafie,  zachęcając innych duchownych oraz wiernych  do niesienia pomocy.  
  
Związek Organizacji Wojskowej w KL Auschwitz

Rotmistrz  Witold Pilecki, żołnierz 1920 i  1939 r., dobrowolny więzień KL  Auschwitz (nr 4859) i twórca organizacji  wojskowej w tym obozie, działającej konspiracyjnie pod nazwą Związek  Organizacji Wojskowej,  zagrożony dekonspiracją, a także pragnąc jako  naoczny świadek przekazać  prawdę o KL Auschwitz, zbiegł z obozu w nocy z  26 na 27 kwietnia 1943  r. Uciekał wraz z Janem Redzejem (nr 5430) i Edmundem Ciesielskim (nr  12969). Zbiegowie zmierzali do Bochni, a potem  do Nowego Wiśnicza, skąd  po blisko czterech miesiącach udali się do Warszawy.

Podczas  tej ucieczki szczęśliwie  przekroczyli granicę Rzeszy i przeszli na  teren Generalnego  Gubernatorstwa dzięki pomocy księdza Jana Legowicza,  ówczesnego  proboszcza z Alwerni.

To wydarzenie po latach  tak wspominała Zofia Buczek, mieszkająca po wojnie w Alwernii:

O uciekinierach z obozu oświęcimskiego dowiedziałam się wiosną 1943 r. od   księdza Jana Legowicza, który przyszedł do naszego mieszkania w   Porębie-Żegocie i opowiedział nam o ich pobycie na terenie Alwerni. Z   jego słów wynikało, że kierowali oni swe kroki do kościoła w   Porębie-Żegocie, gdzie proboszczem był ksiądz Karol Słowiaczek, którego brat i dwaj bratankowie byli więzieni w Oświęcimiu. Uciekinierzy   liczyli, że powołując się na obozową znajomość ze Słowiaczkami uzyskają pomoc od spokrewnionego z nimi księdza. Celem ich  marszu był kościół w  Porębie-Żegocie, gdzie po uzyskaniu pomocy  zamierzali przekroczyć  granicę między Trzecią Rzeszą  a Generalnym Gubernatorstwem. Pomylili  jednak wieże kościelne i dotarli do wzgórza,  na którym znajdował się  kościół i opuszczony przez zakonników klasztor  oo. Bernardynów. Ukryli  się we wgłębieniu na wzgórzu przyklasztornym,  które otaczał las. Jeden z uciekinierów poszedł na poranną mszę do  kościoła. Miał poprosić  księdza Słowiaczka o spowiedź i podczas niej  wyjawić cel swego  przybycia. Zobaczył księdza, który przyszedł do  kościoła odprawić Mszę  świętą. Spotkanym duchownym okazał się ksiądz  Legowicz, a w trakcie  rozmowy wyjaśniła się pomyłka. Był to kościół nie w  Porębie-Żegocie,  lecz w Alwerni. Ksiądz Legowicz nawiązał kontakt z   pozostałymi uciekinierami, dostarczając im niezbędną odzież  i żywność.   Udało mu się także skontaktować z księdzem Słowiaczkiem z  Poręby-Żegoty,  lecz ten nie udzielił bezpośrednio pomocy, obawiając  się  najprawdopodobniej prowokacji ze strony – jak mógł sądzić –  rzekomych  zbiegów z obozu. Cały dzień trójka uciekinierów   spędziła we wgłębieniu na wzgórzu przyklasztornym. Wieczorem – na  prośbę  księdza Legowicza – przyszedł do nich mój mąż


– wspomina dalej  Zofia Buczek

- który w tym czasie zakończył już pracę w lesie.  Umówionym hasłem  rozpoznawczym z jego strony było dwa razy zakaszleć i  raz kichnąć. Mąż  poprowadził ich lasami, umożliwiając przejście granicy  w najbardziej  bezpiecznym miejscu i doradził jak iść dalej.. 


Po  dotarciu rtm. Witolda Pileckiego do  Warszawy jesienią 1943 r., czekał  go jeszcze udział w Powstaniu  Warszawskim, pobyt w obozach jenieckich w  Lamsdorf (Łambinowice) i  Murnau, a także służba po wojnie w II  Korpusie Polskim gen. Władysława  Andersa. W ostatnich miesiącach 1945  r. rotmistrz Pilecki za namową  oficerów Oddziału II sztabu II Korpusu  podjął się utworzenia w nie  suwerennym Kraju, rządzonym przez  komunistów, siatki informacyjnej i  przesyłania zebranych wiadomości do  Włoch.

Wykonując powierzone mu zadanie, został  wiosną 1947  r. aresztowany w Warszawie, a prawie rok później po  długotrwałym  śledztwie i procesie skazany na karę śmierci. Zbrodniczy  wyrok wykonano  25 maja 1948 r. w więzieniu na Mokotowie.

Funkcję kapelana  wojskowej organizacji  konspiracyjnej, założonej w KL Auschwitz przez  rtm. Witolda Pileckiego  pod nazwą „Związek Organizacji Wojskowej” przez  pewien czas pełnił ks.  Zygmunt Ruszczak (nr 9842).

Członkowie  tej tajnej organizacji wojskowej organizowali potajemne nabożeństwa i  spowiedzi: Komunikanty – wspominał rtm. Witold Pilecki – otrzymywaliśmy  od duchowieństwa z wolności przez kontakt z ludnością spoza obozu.

Organizatorem  nabożeństw był głównie  zakonnik Piotr Zdzisław Uliasz-Kozłowski (nr  12988), który odprawianie  Mszy świętych polecał m.in . salezjaninowi ks.  Zygmuntowi Kuzakowi (nr  39884).

Tego przejawu ruchu oporu w KL Auschwitz władze obozowe nigdy nie wykryły.

Powyższy  tekst  opracowałem nie  tylko na podstawie własnych ustaleń, lecz  również przy jego pisaniu  korzystałem z artykułu Teresy Wontor-Cichy,  Duchowieństwo i życie religijne w KL Auschwitz, „Katecheta, miesięcznik  poświęcony katechezie i wychowaniu religijnemu” 2011 nr 6. Adam Cyra

Oświęcim, 6 marca 2019 r.

Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Tysol.pl Wywiad Cezarego Krysztopy z Tomaszem Szatkowskim
Blogi
avatar
Ryszard
Czarnecki

Ryszard Czarnecki: Liberalno-lewicowy walec kontra patriotyczne pospolite ruszenie
To, co w pewnej mierze udało się jesienią A. D. 2018 podczas wyborów samorządowych zupełnie nie wyszło obozowi liberalno-lewicowemu (przez wielu nazywanym wprost i bez ogródek: „kosmopolitycznym”), wiosną A. D. 2019 podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego. Operacja propagandowo-medialna pod hasłem „ten okropny Kościół Katolicki” powiodła się kilka miesięcy temu dzięki filmowi „Kler”, ale zupełnie spaliła na panewce, mimo jeszcze większego antykościelnego ostrzału artyleryjskiego pół roku później. Powiedzenie: „nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki” pasuje tu jak ulał.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Kolejny sojusznik rządu - Patryk Vega
Sprawujący obecnie władzę obóz okazał się odporny na wszystkie ataki, które tylko przysporzyły mu, a nie odebrały zwolenników.
avatar
Marcin
Brixen

Dzieci i młodzież w protestach klimatycznych
Siostra Łukaszka zachowywała się bardzo nietypowo. Nie flirtowała przez telefon, nie jadła budyniu, tylko zamknęła się w swoim pokoju i - podobno - szyła. Hiobowskich zżerała ciekawość.\n- No co ona może szyć przy jej umiejętnościach? - wzruszyła ramionami babcia Łukaszka.

Drogi Użytkowniku,

Nasz Serwis korzysta z plików cookies. Przez dalsze aktywne korzystanie z naszego Serwisu (zamknięcie komunikatu, kliknięcie na elementy na stronie poza komunikatem, przeglądanie Serwisu z otwartym komunikatem) bez zmian ustawień Twojej przeglądarki, wyrażasz zgodę na:
• przetwarzanie danych osobowych przez Tysol Sp. z o.o. i naszych zaufanych partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Wyrażenie zgody jest dobrowolne a wyrażoną zgodę możesz w każdej chwili cofnąć, niezależnie od zgód wyrażonych na pozostałe rodzaje przetwarzania danych. Dowiedz się więcej o zgodzie marketingowej w naszej Polityce prywatności / Cofnij zgodę.

• na zapisywanie plików cookies w Twoim urządzeniu końcowym oraz na korzystanie z informacji w nich zapisanych. Ten rodzaj plików cookies pozwala nam na dopasowanie treści dostępnych w Serwisie do Twoich preferencji, utrzymywania sesji po zalogowaniu oraz zapewnienia optymalnej funkcjonalności Serwisu. Więcej o plikach cookies i sposobie przetwarzania Twoich danych osobowych dowiesz się w naszej Polityce prywatności.