loading
Proszę czekać...
Ryszard Czarnecki: Sześć powodów dla których trzeba zagłosować w najbliższą niedzielę
Opublikowano dnia 21.05.2019 07:44
Jeszcze nigdy wybory do Parlamentu Europejskiego nie były tak ważne, jak w A. D. 2019. Po raz pierwszy bowiem nie wiadomo, kto je wygra. Czy zwolennicy Europy Ojczyzn, Europy Narodów, szacunku dla tradycji i wartości, które były fundamentem Starego Kontynentu czy też euroentuzjaści, którzy uważają, że historia Europy zaczęła się po II wojnie światowej? To pewne uproszczenie, bo w obozie eurorealistów czy eurosceptyków jest też, wbrew pozorom, część ludzi lewicy. Tak samo w obozie euroentuzjastycznego postępu jest też jakaś część szczerych chrześcijańskich demokratów niechcących dostrzegać, że obecna Unia niewiele ma wspólnego z Europejską Wspólnotą Węgla i Stali i EWG Roberta Schumana i Alcide de Gasperi.

pixabay.com
Dwie wizje przyszłej Europy: wyborczy test
Polityczny kształt parlamentu w Brukseli i Strasburgu zależy od tych wyborów, jak nigdy przedtem, jak nigdy w 40-letniej historii bezpośrednich wyborów do europarlamentu (pierwsze wybory powszechne do PE odbyły się w 1979 roku – wcześniej  parlamenty narodowe delegowały tam po prostu przedstawicieli poszczególnych krajów). Zatem to jest powód „numer 1”, dla którego warto pójść i 26 maja oddać głos. Realizacja wizji „Europy Ojczyzn” zależy w niemałej mierze właśnie od głosu nas, Polaków.
Po drugie trzeba pójść i zagłosować, bo już ¾ polskiego ustawodawstwa – podobnie jak legislacji francuskiej, niemieckiej, czeskiej, duńskiej, itd. – w praktyce decyduje się w Strasburgu i Brukseli. Dopiero potem jest implementowane do prawa krajowego państw członkowskich UE. Skoro tak, to czy nie warto mieć wpływu na to, jacy przedstawiciele będą decydować o kształcie europejskiego, a de facto w 75% polskiego prawa? Pytanie retoryczne. To powód „numer 2”.
Ostatni budżet dla Polski „na plus”
Kolejnym powodem, który zobowiązuje nas do udziału w wyborach za sześć dni jest fakt, że właśnie ten najbliższy europarlament, który ukonstytuuje się 2 lipca 2019 roku będzie w istotny sposób współdecydował o kształcie unijnego budżetu siedmioletniego na lata 2021-2027. Można postawić pytanie: no i co z tego? Przecież współdecydował również o budżetach na lata 2014-2020 i 2007-2013, kiedy byliśmy już członkiem Unii Europejskiej? Otóż jednak teraz sytuacja jest wyjątkowa. Mianowicie Parlament Europejski wybrany począwszy od tego czwartku – wówczas wybory odbędą się na terenie Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej (tradycyjnie w tym kraju każde wybory, także do House of Commons, odbywają się właśnie w czwartki) – aż po niedzielę będzie tym, od którego zależy ostatnia „siedmioletnia perspektywa finansowa UE”. Ostatnia – w której Polska będzie „na plusie”. Mówiąc precyzyjnie: budżet Unii 2021-2027 będzie ostatnim, w którym Polska wciąż więcej pieniędzy otrzyma z kasy w Brukseli niż tam da w formie składki członkowskiej. Składki, która zresztą właśnie systematycznie rośnie (teraz wynosi 3,5 miliarda euro). Zatem wpływ wyborców na kształt polskiej delegacji, która będzie walczyć o korzystny dla Rzeczpospolitej unijny budżet to podwód „numer 3”, żeby za sześć dni przywitać się z wyborczą urną.

Europarlament: obrońca zdrowego rozsądku czy lewicowo-liberalnej ideologii?
Wreszcie kwestia niezwiązana z gospodarką, choć z polityką jednak tak, bo jak pisał niemiecki pisarz Tomasz Mann: „Nie ma nie-polityki. Wszystko jest polityką”. Chodzi o kwestie wartości i sferę moralno-obyczajową. Parlament Europejski w paru ostatnich kadencjach, a zwłaszcza od 2014 roku był używany jako pałka ideologiczna lewicy i środowisk liberalnych wobec tradycyjnego systemu wartości. W wymiarze formalnoprawnym jest to jednak kompetencja wyłącznie i tylko państw członkowskich UE. Jednak w praktyce PE wywierał presję polityczno-propagandową, aby kraje „opóźnione” w dostrzeganiu „wartości” promocji LGBT zrozumiały swój błąd. Do zupełnie neutralnych ideologicznie rezolucji, choćby w sprawie pomocy rozwojowej dla Afryki doczepiano na siłę, merytorycznie zupełnie prawem Kaduka, ideologiczne wtręty o polityce reprodukcyjnej czy właśnie o ochronie środowisk homoseksualnych. Była to powszechna praktyka. Zatem wyborcy 28 (jednak) państw członkowskich Unii, w tym, uwaga, Polacy będą w tę niedzielę decydować, czy chcą parlamentu ideologicznego z lewicowo-liberalnym przechyłem, czy też instytucji zdroworozsądkowej, szanującej fundamentalne, tradycyjne wartości i szukającej raczej tego, co łączy posłów z różnych krajów i grup politycznych niż tego, co dzieli. I to jest powód „numer 4”, aby 26 maja każdy z Państwa oddał głos w wyborach.
Ogromna stawka:  polska racja stanu i niezależność
Wreszcie powód, który ma charakter bardziej defensywny - pójdźmy głosować, żeby uniknąć obciachu. Sytuacja, gdy Polska tradycyjnie w kolejnych wyborach do PE jest drugim czy trzecim krajem o największej absencji w UE – najpierw UE-25, potem UE-27, a wreszcie UE-28  – to  powód czy pretekst do kpin ze strony zwłaszcza przedstawicieli krajów Europy Zachodniej. Żadnym pocieszeniem jest to, że Litwa i Słowacja miały ostatnio frekwencję jeszcze niższą. Czy chcemy, by kolejna wysoka absencja wyborcza wpisała się w niesprawiedliwy przecież stereotyp Polski uciekającej od korzystania z obywatelskich praw? To jest właśnie powód „numer 5”, aby za 140 godzin oddać głos w tych wyborach.

Kolejny powód to kwestia kogo wybierzemy na reprezentantów Polski w PE. Niegłosowanie zwolenników Obozu Patriotycznego, Obozu Niepodległościowego, Obozu Dobrej Zmiany w oczywisty sposób zwiększa szanse naszych oponentów z obozu „żeby było, jak było”. Wbrew pozorom nie chodzi tu wcale o nasze wewnętrzne polityczne boje, ale o to, czy wybrani z Polski europosłowie będą bronić polskiej racji stanu, polskich interesów i wyników demokratycznych wyborów w Polsce czy też będą donosić na własną ojczyznę do zagranicznych mediów i głosować przeciwko własnemu krajowi, choćby wspierając propozycję uruchomienia procesu sankcyjnego względem Polski, jak miało to już miejsce w listopadzie 2017 roku. I to jest naprawdę niebagatelny- i szósty- powód, dla którego 26 maja warto oddać głos.

To było sześć powodów, dla których nie tylko powinno się, ale trzeba uczestniczyć 26 maja w wyborach polskiej, nie tylko z nazwy, reprezentacji do Parlamentu Europejskiego. Prawdę mówiąc każdy z nich byłby wystarczający, ale ich suma powinna przekonać nawet najbardziej niechętnych do udziału w głosowaniu za sześć dni. Piszę o tym w kontekście sondażu opublikowanego przez ostatni „Newsweek”, który daje zwycięstwo w wyborach do PE Koalicji Europejskiej i to z przewagą 10 punktów procentowych. Odczytuję ten sondaż jako próbę mobilizacji elektoratu Koalicji Europejskiej, którego chyba niemała część zwątpiła w niedzielną wiktorię opozycji, patrząc na paręnaście ostatnich sondaży i ich uśrednione wyniki. Skoro tamta strona mobilizuje swoich tego typu mechanizmami „sondażowymi”, my tym bardziej powinniśmy mobilizować swoich. Zwłaszcza, że nie mamy w ręku „sondaży” z sufitu tylko trafne argumenty i przesłanki. Apeluję o oddanie głosu w wyborach 26 maja!

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (20.05.2019)




 
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo "Konstytucja dla obywateli, nie dla elit". Wywiad z Ewą Tomaszewską
Blogi
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Saturator redivivus
Z czasami PRL wiążą się różne wspomnienia, nie zawsze tragiczne.
avatar
Przemysław
Jarasz

To tu zrobiono pamiętne zdjęcie. Nowoczesna pracownia w historycznej sali Śląskiego Centrum Chorób Serca
W Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu otwarto dziś nową pracownię elektrofizjologii i stymulacji serca. W historycznym miejscu, znanym z pierwszych przeszczepów serca profesora Zbigniewa Religi, utworzono salę do zabiegów elektroterapii serca oraz pracownię hybrydową, wykorzystywaną między innymi do zabiegów ablacji i leczenia powikłań. Właśnie ta pracownia ŚCCS stała się znana z powodu słynnego zdjęcia, wykonanego w 1985 roku przez Jamesa L. Stanfielda, fotografa National Geographic, a przedstawiająca prof. Religę czuwającego przy pacjencie, Tadeuszu Żytkiewiczu, po kilkunastogodzinnej operacji przeszczepu serca. 
avatar
Ryszard
Czarnecki

Tusk na aucie, Barnier następcą Junckera?
Zapraszam do lektury wywiadu, jakiego udzieliłem red. Marcinowi Makowskiemu dla Wirtualnej Polski. W całości poświęcony był on nowej geografii politycznej w UE.

Drogi Użytkowniku,

Nasz Serwis korzysta z plików cookies. Przez dalsze aktywne korzystanie z naszego Serwisu (zamknięcie komunikatu, kliknięcie na elementy na stronie poza komunikatem, przeglądanie Serwisu z otwartym komunikatem) bez zmian ustawień Twojej przeglądarki, wyrażasz zgodę na:
• przetwarzanie danych osobowych przez Tysol Sp. z o.o. i naszych zaufanych partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Wyrażenie zgody jest dobrowolne a wyrażoną zgodę możesz w każdej chwili cofnąć, niezależnie od zgód wyrażonych na pozostałe rodzaje przetwarzania danych. Dowiedz się więcej o zgodzie marketingowej w naszej Polityce prywatności / Cofnij zgodę.

• na zapisywanie plików cookies w Twoim urządzeniu końcowym oraz na korzystanie z informacji w nich zapisanych. Ten rodzaj plików cookies pozwala nam na dopasowanie treści dostępnych w Serwisie do Twoich preferencji, utrzymywania sesji po zalogowaniu oraz zapewnienia optymalnej funkcjonalności Serwisu. Więcej o plikach cookies i sposobie przetwarzania Twoich danych osobowych dowiesz się w naszej Polityce prywatności.