[Tylko u nas] Sarsa: Regularnie rozmawiam z Bogiem
![[Tylko u nas] Sarsa: Regularnie rozmawiam z Bogiem](https://tysol.pl/storage/files/2026/3/1/86943823-8b58-47cf-8d0c-6429952bd289/35568.jpg?p=article_hero_mobile)
– Nie jest tak, że ja cały dzień leżę do góry brzuchem i czekam na koncert, żeby na godzinkę wyjść na scenę i pośpiewać. Ja od rana do nocy pracuję. Moje zaangażowanie nie pozwala mi pracować według jakichś limitów typu 8 godzin dziennie. Od rana jestem w jakimś projekcie i ten projekt staje się również częścią mojego życia prywatnego. Komponuję muzykę dla siebie lub dla innych artystów, piszę teksty, produkuję muzykę do filmów, robię próby z zespołem, prowadzę firmę Sarsa Music, zatrudniam sporo ludzi. To wymaga czasu na wszystko i wszystkich. Żeby na koniec wyjść z uśmiechem na twarzy do ludzi, muszę mieć spokojną głowę, że cała maszyna działa poprawnie – mówi Sarsa, wokalistka, autorka tekstów, kompozytorka, producentka w rozmowie z Bartoszem Boruciakiem.
- Na obecnym etapie twojej działalności artystycznej chcesz zakryć jakieś niedoskonałości?
- Nie, wręcz przeciwnie. Wszystkie czynią mnie człowiekiem, a jako twórca widzę w ułomnościach czy niedoskonałościach "jakiś" wyraz i osobliwość.
- Pomysł na powstanie płyty "Zakryj" jest bardzo oryginalny, czy mogłabyś przedstawić pokrótce genezę twojego najnowszego wydawnictwa?
- Genezą zawsze jest chęć tworzenia i dzielenia się tym z innymi ludźmi. Zebrałam moje doświadczenia, przemyślenia, radości i frustracje i ubrałam je w słowa i dźwięki, a co ważne przy tej płycie, również w obrazy. Do każdego utworu namalowałam obraz. Mam nadzieję, że w ten sposób moja twórczość stanie się jeszcze bardziej dostępna. Chciałabym, żeby kultura nie miała barier, wiec zrobiłam to również z myślą o osobach głuchych, które muzykę słyszą innymi zmysłami.
- Tęsknisz za życiem, gdy jeszcze nie było Sarsy w takim wymiarze, w jakim jest obecnie?
- Moje życie nie zmieniło się zbytnio. Jestem w każdym wymiarze tą samą osobą. Oczywiście doświadczenia sprawiają, że zmienia się moje postrzeganie pewnych zjawisk. Ale ja wciąż widzę siebie często jako naiwną, pełną pasji i miłości do tego, co robię, osobę. W furię też wpadam wciąż tak samo - niezależnie od Sarsy bardziej czy mniej znanej. Mój temperament i perfekcjonizm nie daje mi żyć, odkąd pamiętam (śmiech). Mam sentyment do każdego etapu mojego życia, na jakim byłam, ale żyję dniem dzisiejszym i jestem bardzo wdzięczna, że jestem w tym miejscu.
- Przypominasz sobie sytuacje, gdy naiwność sprowadziła Cię na manowce?
- Przypominam sobie wiele sytuacji, gdy naiwność spowodowała wielki zawód. Ale to zawsze były dla mnie świetne lekcje życia. Oczywiście staram się z takich sytuacji wyciągać wnioski i być ostrożną w życiu i w doborze ludzi, których mam wokół siebie. Jednak z naiwności i wiary w drugiego człowieka nigdy się nie wyleczę. Chociażbym milion razy się zawiodła, to mam wiarę i ufność, że kolejna osoba będzie tą prawdziwą, życzliwą. Bo ludzie nie są wszyscy tacy sami.
- W jakich sytuacjach serce masz chłodne?
- Kiedy potrzebuję pomyśleć o sobie. Tych momentów jest niewiele. Nie jest tak, że ja cały dzień leżę do góry brzuchem i czekam na koncert, żeby na godzinkę wyjść na scenę i pośpiewać. Ja od rana do nocy pracuję. Moje zaangażowanie nie pozwala mi pracować według jakichś limitów typu 8 godzin dziennie. Od rana jestem w jakimś projekcie i ten projekt staje się również częścią mojego życia prywatnego. Komponuję muzykę dla siebie lub dla innych artystów, piszę teksty, produkuję muzykę do filmów, robię próby z zespołem, prowadzę firmę Sarsa Music, zatrudniam sporo ludzi. To wymaga czasu na wszystko i wszystkich. Żeby na koniec wyjść z uśmiechem na twarzy do ludzi, muszę mieć spokojną głowę, że cała maszyna działa poprawnie. I to bardzo mnie absorbuje. Uwielbiam to, ale czuję czasami, że muszę zrobić pauzę i pomyśleć tylko o sobie. Na chwilę się zrelaksować - jak każdy z nas. Serce chłodne chciałabym też mieć, gdy wiem, że daję 200 procent z siebie, a ktoś zarzuca mi, że dałam np. za mało czasu na autografach, bo ktoś nie dostał jednego podpisu. Wtedy staram się wyłączyć, żeby nie przeżywać postawy drugiego człowieka wobec mnie - wtedy chciałabym mieć serce chłodne. Niestety najczęściej mi nie wychodzi.
- Czujesz się odpowiedzialna za wprowadzenie nowej jakości w polskim popie, jeżeli w ogóle możemy o czymś takim mówić?
- Nie wiem. Nie znam się na popie. Skończyłam studia muzyczne i w zakresie sztuki muzycznej mam wiedzę - jestem przede wszystkim kompozytorką, autorką tekstów. Jeżeli chodzi o pozycjonowanie się gdziekolwiek, to zostawiam to innym, którzy są ekspertami w tej dziedzinie. Każdy powinien wypowiadać się w materii, na temat której naprawdę sporo wie.
- Nie nudzi Cię jako artystki wielokrotne powielanie w piosenkach tematu miłości?
- To musiałoby być bardzo nudne, powielać ten sam temat. W mojej twórczości doliczyłam się kilku utworów o miłości na kilkadziesiąt stworzonych. Ale muszę przyznać, że miłość jest pięknym i zawsze aktualnym i wielowymiarowym zjawiskiem. Może też stanowić metaforę, by opisać cos zupełnie innego. Mój utwór z albumu "Zakryj'" - "Carmen". W pierwszym czytaniu ktoś może pomyśleć, że śpiewam o mężczyźnie zakochanym w Carmen. Ale to jest tylko interpretacja dla leniwych lub takich, którym inteligencja emocjonalna nie pozwala wejść głębiej. Bo prawdziwy przekaz tego utworu dotyczy śmierci bliskiej osoby, która pozwoliła, by tytułowa "Carmen", czyli używki - uosobienie zła tego świata - wciągnęła ją na samo dno.
- Są granice w sztuce, których nie przekroczysz?
- Nie wiem. Chciałabym przekroczyć jeszcze wiele swoich granic w zakresie tworzenia i występowania. Jestem w trakcie promowania trzeciego solowego albumu "Zakryj", a już mam głowę pełną pomysłów i zwrotów muzycznych na przyszłość. Pozostaje nam wrócić do tego pytania za kilka lat.
- Praca nad "Zakryj" była ciężką harówą czy niezłym odlotem?
- Praca z definicji wiąże się z jakimś wysiłkiem, inwestycją energii. Nie było jak z płatka, ale było super. Kocham moja pracę i to pozwala mi nie odczuwać tak szybko zmęczenia czy frustracji, jak gdybym wykonywała inny zawód - np. taki, który mnie nie kręci i nie interesuje. Mam poczucie misji i też bycia na swoim miejscu w życiu. Jestem wdzięczna, że udało mi się pracować w moim zawodzie.
- Masz receptę na radiowy hit?
- Nie, ale podobno mam czuja.
- Płyta "Zakryj" będzie odpowiednią formą muzykoterapii?
- Płyta jest bardzo różnorodna, wiec właściwie większość ludzi powinna znaleźć cos dla siebie. Jest sporo kawałków nostalgicznych, skłaniających do przemyśleń, zagłębienia się w treść utworu, przywołujących wspomnienia i finalnie dających oczyszczenie. Zawsze jak coś przeżywamy, wyrzucamy z siebie część frustracji, emocji, to się oczyszczamy. Są też na tym albumie momenty muzyczne, pełne energii, dające dużo pozytywów. Prawdziwa terapia muzyczna dzieje się na koncertach (śmiech). Zbiorowa terapia.
- Są momenty w twoim życiu, że się modlisz o coś albo za coś, a może za kogoś?
- Regularnie rozmawiam z Bogiem.
- Ktoś próbował Cię kiedykolwiek zabrać na dno?
- (śmiech) Myślę, że każdy z nas ma w życiu przygody z innymi ludźmi, raz bardziej przykre, raz mniej. Prawda jest jednak taka, że decyzja, czy "idziemy na dno", jest po naszej stronie. To my na koniec dnia decydujemy o sobie i o naszym życiu...
A w dalszej części wywiadu m.in:
- Czy Sarsa ma czas, żeby "nie robić nic"?
- Czy artystka byłaby w stanie pracować jako producent kreatywny czy wykonawczy z innymi artystami?
- Czy ma czas i miejsce, żeby się zachowywać jak dziecko?
- Które wspomnienie chciałaby wymazać ze swojego życia?

- Nie, wręcz przeciwnie. Wszystkie czynią mnie człowiekiem, a jako twórca widzę w ułomnościach czy niedoskonałościach "jakiś" wyraz i osobliwość.
- Pomysł na powstanie płyty "Zakryj" jest bardzo oryginalny, czy mogłabyś przedstawić pokrótce genezę twojego najnowszego wydawnictwa?
- Genezą zawsze jest chęć tworzenia i dzielenia się tym z innymi ludźmi. Zebrałam moje doświadczenia, przemyślenia, radości i frustracje i ubrałam je w słowa i dźwięki, a co ważne przy tej płycie, również w obrazy. Do każdego utworu namalowałam obraz. Mam nadzieję, że w ten sposób moja twórczość stanie się jeszcze bardziej dostępna. Chciałabym, żeby kultura nie miała barier, wiec zrobiłam to również z myślą o osobach głuchych, które muzykę słyszą innymi zmysłami.
- Tęsknisz za życiem, gdy jeszcze nie było Sarsy w takim wymiarze, w jakim jest obecnie?
- Moje życie nie zmieniło się zbytnio. Jestem w każdym wymiarze tą samą osobą. Oczywiście doświadczenia sprawiają, że zmienia się moje postrzeganie pewnych zjawisk. Ale ja wciąż widzę siebie często jako naiwną, pełną pasji i miłości do tego, co robię, osobę. W furię też wpadam wciąż tak samo - niezależnie od Sarsy bardziej czy mniej znanej. Mój temperament i perfekcjonizm nie daje mi żyć, odkąd pamiętam (śmiech). Mam sentyment do każdego etapu mojego życia, na jakim byłam, ale żyję dniem dzisiejszym i jestem bardzo wdzięczna, że jestem w tym miejscu.
- Przypominasz sobie sytuacje, gdy naiwność sprowadziła Cię na manowce?
- Przypominam sobie wiele sytuacji, gdy naiwność spowodowała wielki zawód. Ale to zawsze były dla mnie świetne lekcje życia. Oczywiście staram się z takich sytuacji wyciągać wnioski i być ostrożną w życiu i w doborze ludzi, których mam wokół siebie. Jednak z naiwności i wiary w drugiego człowieka nigdy się nie wyleczę. Chociażbym milion razy się zawiodła, to mam wiarę i ufność, że kolejna osoba będzie tą prawdziwą, życzliwą. Bo ludzie nie są wszyscy tacy sami.
- W jakich sytuacjach serce masz chłodne?
- Kiedy potrzebuję pomyśleć o sobie. Tych momentów jest niewiele. Nie jest tak, że ja cały dzień leżę do góry brzuchem i czekam na koncert, żeby na godzinkę wyjść na scenę i pośpiewać. Ja od rana do nocy pracuję. Moje zaangażowanie nie pozwala mi pracować według jakichś limitów typu 8 godzin dziennie. Od rana jestem w jakimś projekcie i ten projekt staje się również częścią mojego życia prywatnego. Komponuję muzykę dla siebie lub dla innych artystów, piszę teksty, produkuję muzykę do filmów, robię próby z zespołem, prowadzę firmę Sarsa Music, zatrudniam sporo ludzi. To wymaga czasu na wszystko i wszystkich. Żeby na koniec wyjść z uśmiechem na twarzy do ludzi, muszę mieć spokojną głowę, że cała maszyna działa poprawnie. I to bardzo mnie absorbuje. Uwielbiam to, ale czuję czasami, że muszę zrobić pauzę i pomyśleć tylko o sobie. Na chwilę się zrelaksować - jak każdy z nas. Serce chłodne chciałabym też mieć, gdy wiem, że daję 200 procent z siebie, a ktoś zarzuca mi, że dałam np. za mało czasu na autografach, bo ktoś nie dostał jednego podpisu. Wtedy staram się wyłączyć, żeby nie przeżywać postawy drugiego człowieka wobec mnie - wtedy chciałabym mieć serce chłodne. Niestety najczęściej mi nie wychodzi.
- Czujesz się odpowiedzialna za wprowadzenie nowej jakości w polskim popie, jeżeli w ogóle możemy o czymś takim mówić?
- Nie wiem. Nie znam się na popie. Skończyłam studia muzyczne i w zakresie sztuki muzycznej mam wiedzę - jestem przede wszystkim kompozytorką, autorką tekstów. Jeżeli chodzi o pozycjonowanie się gdziekolwiek, to zostawiam to innym, którzy są ekspertami w tej dziedzinie. Każdy powinien wypowiadać się w materii, na temat której naprawdę sporo wie.
- Nie nudzi Cię jako artystki wielokrotne powielanie w piosenkach tematu miłości?
- To musiałoby być bardzo nudne, powielać ten sam temat. W mojej twórczości doliczyłam się kilku utworów o miłości na kilkadziesiąt stworzonych. Ale muszę przyznać, że miłość jest pięknym i zawsze aktualnym i wielowymiarowym zjawiskiem. Może też stanowić metaforę, by opisać cos zupełnie innego. Mój utwór z albumu "Zakryj'" - "Carmen". W pierwszym czytaniu ktoś może pomyśleć, że śpiewam o mężczyźnie zakochanym w Carmen. Ale to jest tylko interpretacja dla leniwych lub takich, którym inteligencja emocjonalna nie pozwala wejść głębiej. Bo prawdziwy przekaz tego utworu dotyczy śmierci bliskiej osoby, która pozwoliła, by tytułowa "Carmen", czyli używki - uosobienie zła tego świata - wciągnęła ją na samo dno.
- Są granice w sztuce, których nie przekroczysz?
- Nie wiem. Chciałabym przekroczyć jeszcze wiele swoich granic w zakresie tworzenia i występowania. Jestem w trakcie promowania trzeciego solowego albumu "Zakryj", a już mam głowę pełną pomysłów i zwrotów muzycznych na przyszłość. Pozostaje nam wrócić do tego pytania za kilka lat.
- Praca nad "Zakryj" była ciężką harówą czy niezłym odlotem?
- Praca z definicji wiąże się z jakimś wysiłkiem, inwestycją energii. Nie było jak z płatka, ale było super. Kocham moja pracę i to pozwala mi nie odczuwać tak szybko zmęczenia czy frustracji, jak gdybym wykonywała inny zawód - np. taki, który mnie nie kręci i nie interesuje. Mam poczucie misji i też bycia na swoim miejscu w życiu. Jestem wdzięczna, że udało mi się pracować w moim zawodzie.
- Masz receptę na radiowy hit?
- Nie, ale podobno mam czuja.
- Płyta "Zakryj" będzie odpowiednią formą muzykoterapii?
- Płyta jest bardzo różnorodna, wiec właściwie większość ludzi powinna znaleźć cos dla siebie. Jest sporo kawałków nostalgicznych, skłaniających do przemyśleń, zagłębienia się w treść utworu, przywołujących wspomnienia i finalnie dających oczyszczenie. Zawsze jak coś przeżywamy, wyrzucamy z siebie część frustracji, emocji, to się oczyszczamy. Są też na tym albumie momenty muzyczne, pełne energii, dające dużo pozytywów. Prawdziwa terapia muzyczna dzieje się na koncertach (śmiech). Zbiorowa terapia.
- Są momenty w twoim życiu, że się modlisz o coś albo za coś, a może za kogoś?
- Regularnie rozmawiam z Bogiem.
- Ktoś próbował Cię kiedykolwiek zabrać na dno?
- (śmiech) Myślę, że każdy z nas ma w życiu przygody z innymi ludźmi, raz bardziej przykre, raz mniej. Prawda jest jednak taka, że decyzja, czy "idziemy na dno", jest po naszej stronie. To my na koniec dnia decydujemy o sobie i o naszym życiu...
A w dalszej części wywiadu m.in:
- Czy Sarsa ma czas, żeby "nie robić nic"?
- Czy artystka byłaby w stanie pracować jako producent kreatywny czy wykonawczy z innymi artystami?
- Czy ma czas i miejsce, żeby się zachowywać jak dziecko?
- Które wspomnienie chciałaby wymazać ze swojego życia?


Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Data publikacji: 09.08.2019 23:15
Komentarze
Żołnierze Niezłomni - nowe wydanie specjalne "Tygodnika Solidarność" już dostępne!
26.08.2026 10:09

Komentarzy: 0
– Dla NSZZ „Solidarność” pamięć o Żołnierzach Wyklętych ma znaczenie szczególne. Nasz Związek wyrósł z tego samego pragnienia wolności, które prowadziło wcześniejsze pokolenia Polaków. Wierzymy, że dzieje naszej Ojczyzny są sztafetą pokoleń, w której kolejne generacje przejmują odpowiedzialność za Polskę od swoich poprzedników. Żołnierze Niezłomni nie doczekali wolnej Ojczyzny, ale pozostawili po sobie moralne dziedzictwo odwagi, bezkompromisowości i wierności prawdzie. To właśnie z tego dziedzictwa wyrosła Solidarność, która od momentu powstania upominała się nie tylko o prawa ludzi pracy, ale również o wolność, godność człowieka i suwerenność Polski – pisze w słowie otwierającym najnowsze wydanie specjalne „Tygodnika Solidarność” przewodniczący NSZZ „Solidarność” Piotra Duda.
Czytaj więcej
Magda Gessler rozpłakała się podczas wywiadu
25.08.2026 17:28
Witaj, szkoło. Nowy numer „Tygodnika Solidarność”
24.08.2026 21:53

Komentarzy: 0
Co dzieje się z polską szkołą? Nauczycieli brakuje, obowiązków przybywa, a sama szkoła coraz częściej staje się areną ideologicznych i politycznych sporów. W najnowszym numerze „Tygodnika Solidarność” przyglądamy się temu, jak zmienia się edukacja i kto zapłaci cenę tych zmian.
Czytaj więcej
Rafał Woś: Kraków (też) dla Krakowian!
18.08.2026 19:42

Komentarzy: 0
To, co dzieje się dziś w Krakowie, może się okazać czymś więcej niż zwykłą wymianą prezydenta. Może być momentem, w którym pękła pewna polityczna umowa. Umowa, według której mieszkańcy mają być tylko dodatkiem do swojego miasta, a ono samo – produktem do sprzedania turystom i deweloperom. Jej sedno nie dotyczy przecież tylko tego, kto i jak zarządza miastem. Dotyczy także tego, czym Kraków właściwie ma być.
Czytaj więcej
Ważna (i długa) rozmowa z Kelusami. Nowy numer "Tygodnika Solidarność"
10.08.2026 15:54

Komentarzy: 0
Co zostało z pokolenia, które rzuciło wyzwanie komunizmowi — i co jego doświadczenie mówi nam o Polsce dzisiaj? W najnowszym numerze „Tygodnika Solidarność” Jan Krzysztof Kelus i Urszula Sikorska-Kelus wracają do Marca ’68, KOR, drugiego obiegu i lat opozycji, a także dzielą się również refleksjami o współczesności. W pozostałej części numeru piszemy o polityce krajowej i zagranicznej, a także wydarzeniach gospodarczych, związkowych i kulturalnych.
Czytaj więcej
