REKLAMA

Prof. Romuald Szeremietiew: Być zwyciężonym i nie ulec…

"Być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo, zwyciężyć i spocząć na laurach to klęska".nJózef Piłsudski
 Prof. Romuald Szeremietiew: Być zwyciężonym i nie ulec…
/ wikipedia/public domain

Mamy 80 rocznicę wybuchu II wojny światowej, która 1 września 39. zaczęła się atakiem Niemiec na nasz kraj. W przeciągu miesiąca walk siły zbrojne RP, uważane wtedy przez ekspertów za jedną z najsilniejszych armii świata, poniosły druzgocącą klęskę. Terytorium obudowanego w 1918 r. państwa polskiego zajęły armie Niemiec i Sowietów. Zaczęła się II wojna światowa w której naród polski stracił nie tylko miliony istnień, ale też ponad połowę terytorium państwowego, zabytki, muzea, biblioteki, archiwa, fabryki, mosty i drogi, miasta. Początkiem tych fatalnych zdarzeń była klęska w kampanii polskiej 1939 r.
 

80 lat temu Polska była państwem bardzo młodym. Dziś dla nas, i dla innych, oczywiste jest, że państwo polskie znajduje się na politycznej mapie Europy. Ale w 1939 r. Rzeczpospolita istniała zaledwie dwadzieścia lat, a dla Europy normalną była sytuacja sprzed I wojny światowej, kiedy państwa polskiego nie było. Nie tylko Niemcy i Sowiety (Rosja), ale także gdzie indziej, np. w Czechach, wyrażano pogląd, że Polska jest „państwem sezonowym”, czymś nienormalnym, jakimś kaprysem losu – i że szybko zniknie. Tak więc istnienie państwa polskiego dla wielu nie było czymś oczywistym. Dlatego władze II RP obawiały się, że może dojść do sytuacji, gdy  Europa uzna, że wszystko „wróci do normy”, gdy kłopotliwe państwo polskie zniknie.
*************************

Po zakończeniu wojny z Rosją Sowiecką (1919-1921) władze RP podjęły starania, aby zapewnić państwu bezpieczny byt. W 1921 r. Polska zawarła sojusz polityczny i wojskowy z Francją,  największą potęgą wojskową Europy i zwycięzcą w I wojnie światowej. W 1939 podpisała sojusz z drugim supermocarstwem zajmującym ponad jedną czwartą powierzchni kuli ziemskiej, nad którym „słońce nie zachodziło”, z Imperium Brytyjskim.   


We wrześniu 1939 r. Polska była członkiem koalicji przeważającej silami nad samotnymi prącymi do wojny Niemcami. Była w koalicji, która miała więcej żołnierzy, górowała w liczbie samolotów, czołgów, dział. Była to miażdżąca przewaga gwarantująca szybkie zwycięstwo w wojnie z Niemcami.  Jednak w 1939 r. ta potęga nie ruszyła,  Polska nie doczekała się pomocy sojuszników, to Hitler  otrzymał ją od Stalina i zwyciężył przy biernej postawie Zachodu.
 

 

Po zakończeniu kampanii polskiej 1939 r. Niemcy okleili mury polskich miast plakatami na których ranny polski żołnierz wskazując na trupy i gruzy wołał do premiera Chamberlaina: Anglio, to twoje dzieło! Przesłanie tego plakatu było oczywiste - Anglia pchnęła Polskę do walki z Niemcami i to ona odpowiada za jej klęskę. Ten przekaz hitlerowskiej propagandy jako prawdziwy został przyjęty przez niektórych polskich autorów – o fatalnych dla Polski skutkach sojuszu z Anglią pisał Stanisław Cat-Mackiewicz, popularny do dziś i chwalony przez niektórych.
 

W okresie PRL obowiązywało twierdzenie, że rządząca Polską „sanacja” popełniła zbrodniczy błąd odrzucając sojusz ze Stalinem, co miałoby Polskę obronić przed Niemcami. To władze II RP wiążąc się z Zachodem sprokurowały Polakom w 1939 r. katastrofę. Po rozpadzie ZSRR i odzyskaniu przez Polskę suwerenności ta oczywiście fałszywa opinia zniknęła. Inaczej jednak stało się z poglądem przeciwnym – możliwością sojuszniczego związku Polski z III Rzeszą. Nieśmiałe i nieliczne początkowo głosy historyków zyskały silny rezonans w publicystyce historycznej. Pojawiły się opracowania dowodzące, że Polska uniknęłaby katastrofy , gdyby jej przywódcy (zwłaszcza min. Józef Beck) podjęli współpracę z Hitlerem godząc się na ustępstwa i podejmując wspólnie z Niemcami atak na Związek Sowiecki.
 

Wypowiadają się autorzy snujący wizje polskich zwycięstw u boku Wehrmachtu, zapewniający, że w efekcie takiego sojuszu Polska kończyłaby wojnę światową jako mocarstwo. Aby tak się stało - twierdzą ci publicyści – potrzebne było tylko unicestwienie ZSRR, co można było osiągnąć wspólnie z Niemcami. Możemy przeczytać, że niemądry minister Beck zamiast sprzymierzyć się z Hitlerem wolała związek z podstępną Anglią. Na głowy prezydenta Ignacego Mościckiego, marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza i zwłaszcza ministra Józefa Becka wylewane są ciągle kubły oskarżeń o głupotę, naiwność, tromtadrację.
 

Plany Hitlera
 

Hitler swoje zamiary wyłożył na kartach „Mein Kampf”. Określił tam jako cel swych działań uzyskanie dla Niemców „przestrzeni życiowej” (Lebensraum), według niego niezbędnej z racji na przeludnienie ziem rdzennie niemieckich i tym samym brak możliwości dalszego rozwoju Niemiec. Hitler uważał, że Lebensraum będzie można zbudować jedynie na terenie Europy Wschodniej, dlatego też swoje aspiracje zdobywcze lokował na terenach znajdujących się na wschód od Niemiec kończąc na Uralu, uznając, iż tam znajduje się naturalna granica między Europą i Azją. Na podporządkowanych III Rzeszy terenach Europy Środkowej i Wschodniej miały powstać zarządzane przez Niemców wielkie tereny kolonizacyjne. Dzięki temu Niemcy miał stać się supermocarstwem dominującym w Europie i decydującym o losach świata.
 

W 1932 r. Hitler sformułował polityczny projekt budowania „nowych Wielkich Niemiec”. W jego ramach Niemcy miały włączyć do swego terytorium państwowego Austrię, Czechy, Morawy oraz zachodnią Polskę. Miał powstać niemiecki „niezniszczalny stumilionowy blok, bez rysy obcych narodów”. Pozostałe państwa regionu środkowo-europejskiego miały stać się wasalami Niemiec, pozbawionymi suwerenności, bez własnej polityki zagranicznej i gospodarczej.
 

W strategicznym zamiarze Hitlera nie było miejsca dla suwerennego państwa polskiego. Twierdzenie, że Polska mogłaby stać się sojusznikiem i partnerem Niemiec, do tego obdarowaną przez Hitlera Ukrainą, zyskującą dzięki temu rangę mocarstwa, jest, najłagodniej mówiąc, bałamutne. W ładzie światowym, jaki chciał ustanowić Hitler, Polacy, tak jak inni Słowianie, mieli być poddanymi niemieckiej „rasy panów”. Miał rację min. Beck, gdy mówił ministrowi spraw zagranicznych Rumunii Grigore Gafencu, że ustępstwa na rzecz Hitlera sprowadzą Polskę na pozycję wasalne, a po wygranej Niemiec „pasalibyśmy krowy Hitlera na uralskich pastwiskach”.
 

Zwolennicy sojuszu z III Rzeszą nie dostrzegają celów strategicznych III Rzeszy i twierdzą, że dopiero polski opór w 1939 r. rozjuszył Hitlera i dlatego zaczął on klasyfikować Polaków jako kandydatów na niewolników. 
 

Oszustwo niemieckie.
 

Metodą Hitlera było używanie oszustw. Składane przez niego zapewnienia, że jakieś żądanie jest ostateczne i, że po jego spełnieniu Niemcy nie będą chciały niczego więcej, nie były dotrzymywane. Hitlerowi zwykle chodziło o to, aby osłabić wolę oporu ofiary, doprowadzić ją do izolacji i stosując coraz silniejszy nacisk, w tym szantaż użycia siły zbrojnej, doprowadzić do całkowitej kapitulacji.
 

Odwołując się do austriackich i czeskich przykładów trzeba założyć, że gdyby Polska w 1939 r. przyjęła żądania niemieckie, nie skończyłoby się na Gdańsku i budowie niemieckiej autostrady do Prus Wschodnich przez polskie Pomorze. Pojawiły by się kolejne żądania niemieckie. A Polska będąc sam na sam z Niemcami, po rezygnacji z sojuszu  z Zachodem, musiałaby podporządkowywać się Hitlerowi. Nie mogłaby się bronić, gdyby Hitler zażądał Pomorza, Wielkopolski, Górnego Śląska.
 

Hitler uważał, że wrogiem Rzeszy w realizowaniu wielkomocarstwowych planów będzie Francja, spoglądająca w stronę Rosji, która mimo bolszewizmu wydawała się Paryżowi pożądanym sojusznikiem. Hitler sądził, że o ile Anglia lokująca swoją aspiracje w koloniach, operująca na morzach, może ostatecznie zaaprobować europejskie aspiracje Hitlera, o tyle Francja, największa wojskowa potęga na kontynencie europejskim, będzie starała się nie dopuścić do odbudowy mocarstwowej pozycji Niemiec. Dlatego sprawą o podstawowym znaczeniu dla realizacji budowy Lebensraum na Wschodzie była wcześniejsza neutralizacja Francji. Jednak Francja dysponowała potężną armią lądową. Hitler liczył się z tym i usiłował rozbudować własną  armię oraz opanować kraje,  które były sojusznikami Francji – Czechosłowacja, Rumunia, Polska.
 

W przypadku Czech cenne były zdolności wytwórcze czeskiego przemysłu zbrojeniowego, Rumunia miała potrzebną Niemcom ropę naftową, natomiast Polska, dysponująca silną armią mogła wojskowo utrudnić niemieckie działania przeciwko Francji. Było oczywiste, że planując wojnę z Francją Hitler musiał wcześniej uzyskać pełną kontrolę nad Polską - nie mógł pozostawić za wschodnią granicą Rzeszy suwerennego państwa polskiego, do tego sojusznika Francji. Hitler więc dążyłby do całkowitego podporządkowania Polski, tak aby nie mogła ona prowadzić żadnej samodzielnej polityki w Europie. Kolejne żądania niemieckie byłyby sprawdzaniem na ile jest ona powolnym narzędziem polityki niemieckiej. Perspektywa wasalizacji Rzeczypospolitej w relacjach z III Rzeszą wydaje się oczywista.
 

Realną stawała się przy tym jeszcze inna groźba – czy Hitler całkowicie kontrolując Polskę nie zechciałby mimo to zapewnić sobie neutralności Sowietów w trakcie wojny z Francją np. płacąc Stalinowi kawałkiem Polski? Skoro po włączeniu Polski do swej strefy Niemcy de facto graniczyłby z Sowietami, to w razie wojny z Francją Sowiety mogłyby uderzyć od wschodu – był przecież podpisany 2 maja 1935 r. pakt obronny, na mocy którego Francja i ZSRR miały pomagać sobie nawzajem, gdyby jedno z nich zostało zaatakowane przez trzecie mocarstwo. Nie trudno więc wyobrazić, że Hitler mógłby próbować kupić Stalina oferując mu po prostu jakąś część polskiego terytorium. Wspomnijmy, że Rumunia, która zdecydowała się na sojusz z Niemcami musiała ulegając naciskom Berlina w 1940 r. odstąpić ZSRR Besarabię (44.4 tys. km.kw. - 1/6 swego terytorium). 


Hitler na Wschodzie
 

Polska została poddana okrutnej okupacji, co jakoby miało być następstwem tego, że „sanacja” stawiła opór i dlatego Polska została przez Niemcy surowo potraktowana. Pojawia się jednak pytanie dlaczego w „Planie Ost „ (budowy Lebensraum) zakładano unicestwienie nie tylko opornych Polaków, ale i Litwinów, z Niemcami kolaborujących, jednych i drugich tak samo w 85 proc.


Powinno też co najmniej zastanawiać, że Hitler na terenie wschodniej Europy nie zaakceptował żadnych rozwiązań skutkujących tworzeniem struktur państwowych przez „sojuszników”. Nie powróciły na mapę polityczną zlikwidowane przez Stalina republiki nadbałtyckie. Na terenie Litwy, Łotwy, Estonii Niemcy tworzyli kolaborujące z nimi formacje policyjne i wojskowe (powstało kilka dywizji Waffen-SS) natomiast nie zgodziły się na odtworzenie organizacji państwowych. Terenami państw nadbałtyckich i Białorusi zarządzał niemiecki Komisariat Rzeszy Wschód podzielony na cztery komisariaty generalne – Estonii (Estland), Litwy (Litauen), Łotwy (Lettland) i Białorusi (Weißruthenien). Bliską bardzo współpracę z Niemcami utrzymywali ukraińscy nacjonaliści. Po ataku Niemiec na ZSRR w 1941 r. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów Stepana Bandery ogłosiła we Lwowie deklarację niepodległości Ukrainy. Hasłem było wezwanie: „Niech żyją Adolf Hitler i Stepan Bandera – śmierć Żydom i komunistom”. Mimo wiernopoddaństwa „państwo” Bandery przetrwało tylko 12 dni. Cały skład rządu został aresztowany przez Niemców i z Banderą odesłany do Berlina. Następnie Hitler utworzył oddzielny Komisariat Rzeszy Ukraina likwidując tym samym nadzieje OUN na zbudowanie państwa ukraińskiego.


 

Hitler na terenach przeznaczonych pod niemiecką kolonizację nie zmierzał tolerować żadnych struktur państwowych, nawet zależnych od Niemców. Twierdzenia zwolenników polsko-niemieckiego sojuszu jakoby na terenie przyszłego Lebensraum Polska mogła, przy akceptacji Niemiec, zbudować swoje mocarstwo jest oczywistym głupstwem. 


W każdym razie gdyby Niemcom udało się rozbić ZSRR to następnie realizując "plan Ost" zasiedlenia ziem na Wschodzie Hitler zamierzał wymordować od 17 do 28 milionów polskich obywateli, znacznie więcej niż Polska straciła w czasie wojny. To zaś wskazuje jaką cenę mogła zapłacić Polska przyczyniając się do zwycięstwa III Rzeczy. Byłoby dużo gorzej niż sądzą naiwni obrońcy polskiej substancji narodowej.
 

W Warszawie zdawano sobie sprawę jak groźne dla Polski były plany Hitlera zbudowania niemieckiego supermocarstwa realizującego ludobójcze plany. W tym polski rząd nie chciał Hitlerowi pomagać. 
 

Sojusz Hitlera ze Stalinem
 

Rosyjska propaganda ciągle przekonuje, że Stalin podpisując sojusz z Hitlerem nie miał wyjścia, bowiem władze polskie nie chciały sowieckiej pomocy, a same przemyśliwały jak wraz z Hitlerem napaść na ZSRR. To oczywista nieprawda. Wystarczy przypomnieć słowa Stalina wypowiedziane 19 sierpnia 1939 r., gdy mówił: „Jeżeli zawrzemy układ o wzajemnej pomocy z Francją i Wielką Brytanią, Niemcy zrezygnują z Polski i zaczną szukać modus vivendi z państwami zachodnimi. Wojnie się zapobiegnie, ale w przyszłości wydarzenia mogą przyjąć obrót niebezpieczny dla ZSRR. Jeżeli przyjmiemy propozycję Niemiec i zawrzemy z nimi paki o nieagresji. Niemcy, oczywiście, napadną na Polskę, a wtedy przystąpienie do tej wojny Francji i Anglii będzie nieuniknione. Europę Zachodnią ogarną poważne niepokoje i zamieszki. W tych warunkach będziemy mieli duże szanse pozostania na uboczu konfliktu i przystąpienia do wojny w dogodnym dla nas momencie.” I dodawał, że należy przyjąć propozycję Niemiec bowiem: ”Pierwszą korzyścią, jaką odniesiemy, będzie zniszczenie Polski aż po przedpola Warszawy.” Stalin wiedział bardzo dobrze, że bez sojuszu z nim Hitler nie odważy się napaść na Polskę. I Stalin to Hitlerowi umożliwił!
 

A więc wojna
 

W 1937 r. w Sztabie Głównym WP opracowano dokument pt. „Ocena sytuacji strategicznej Polski i Niemiec i wynikających z tej sytuacji możliwości działań obydwóch stron”. Jego autorzy przewidywali, że niemieckie wojska lądowe będą zdolne do wojny z Polską w 1940 r., nie wykluczano jednak, że może to nastąpić rok wcześniej. W razie wojny celem polskich działań miała być wspólna z Francją ofensywa na Niemcy. Jednak stan armii francuskiej nie gwarantował natychmiastowej reakcji Francuzów. Dlatego stwierdzano: „Polska musi wytrzymać główny wysiłek niemiecki i przygotować sobie możliwość do strategicznej ofensywy w łączności z Francją”. Szanse na zwycięstwo miały się pojawić po zaangażowaniu się sojuszników w wojnę. Celem strategicznym władz w Warszawie było więc przekształcenie konfliktu z Hitlerem w wojnę Anglii i Francji z Niemcami. Drogą utworzenie antyhitlerowskiej koalicji Anglii, Francji i Polski.
 

W maju 1939 r. w protokole podpisanym przez szefa Sztabu Generalnego Francuskiej Obrony Narodowej gen. Gamelin i ministra spraw wojskowych RP gen. Kasprzyckiego ustalono, że w przypadku agresji Niemiec przeciwko Polsce lub niemieckiej próby zajęcia Gdańska „armia francuska rozpocznie automatycznie działania”. Stwierdzano, że wówczas natychmiast podejmie działania bojowe lotnictwo francuskie; trzeciego dnia od rozpoczęcia mobilizacji we Francji jej wojska lądowe podejmą ograniczone działania zaczepne; natomiast piętnastego dnia mobilizacji nastąpi ofensywa siłami głównymi armii francuskiej na Niemcy.
 

Niejako w odpowiedzi na podpisany w Moskwie 23 sierpnia 1939 r. pakt Ribbentrop-Mołotow, w dwa dni później Polska zawarła układ o wzajemnej pomocy z Wielką Brytanią. Strony układu zobowiązywały się do udzielenia sobie natychmiastowej pomocy w razie niemieckiej agresji. W trakcie rozmów sztabowych ustalono m.in. formy współdziałania sił powietrznych obu państw.
 

Polska zdołała zbudować koalicję niezbędną do zrealizowania swego celu strategicznego w zbliżającej się wojnie z Niemcami.
 

Plan obrony Polski
 

Zadania stojące przed siłami zbrojnymi RP marszałek Śmigły-Rydz określił następująco: uniemożliwić Niemcom stworzenie faktów dokonanych na terenie Wolnego Miasta Gdańska; w razie agresji na Polskę zachować jak najdłużej zdolności bojowe i sprawność armii w obronie; podjąć kontrofensywę po rozpoczęciu ofensywy sojuszników na Zachodzie.
 

W planie operacyjnym „Zachód” (wojny z Niemcami) założono wykonanie manewru odwrotowego połączonego z wielofazową obroną terytorium państwa na kolejnych liniach obrony. Zastosowanie działań manewrowych miało uchronić polskie siły przed okrążeniem i zniszczeniem. Nie było to łatwe skoro manewr miało wykonać wojsko posiadające mało motorowych środków transportu walczące z przeciwnikiem dysponującym przewagą w lotnictwie i czołgach.


 

W latach 1936-1939, gdy Polska podjęła wysiłek rozbudowy sił zbrojnych , wydano na wojsko prawie 6 mld zł, ale w tym samym czasie Niemcy przeznaczyły na zbrojenia prawie 52 mld marek, tj. 110 mld zł (jedna marka=2,13 zł). Dwadzieścia razy więcej niż Polska! Co prawda armia niemiecka nie przeważała nad polską dwudziestokrotnie, jednak jej przewaga w lotnictwie i broni pancernej była ogromna. Do tego ze względu na ukształtowanie granic przyjęta dyslokacja narażała całość polskich sił na obronę w warunkach okrążenia. Marszałek Śmigły określił to jako „podstawowy absurd operacyjny”. Jednak nie można było inaczej wytyczyć linii obrony. Przesunięcie jej w głąb kraju, np. za linię Wisły, pozwoliłoby Niemcom łatwo opanować Pomorze, Wielkopolskę i Śląsk. Hitler mógłby ogłosić, że Polacy oddali bez walki sporne tereny. Przy silnej tendencji do „ratowania pokoju” w Paryżu i Londynie mogłoby dojść do powtórki z konferencji monachijskiej.
 

Polskie dowództwo przyjęło bardzo trudny do wykonania plan obrony. Wysunięte nad samą granice główne siły polskie miały stawić zdecydowany opór, aby w momencie powiększającej się przewagi wroga przerywać bitwę i wycofywać się na nową, kolejną linię obrony. W ten sposób unikając bitwy walnej i uniemożliwiając Niemcom okrążenie i rozbicie sił własnych zamierzano cofać się w kierunku południowo-wschodnim, do granicy z sojuszniczą Rumunią, przez którą miało docierać z Zachodu zaopatrzenie dla walczącej Polski.
 

Niemiecki zamiar wojenny określał plan operacyjny „Fall Weiss”. Hitler optymistycznie zakładał, że działania wojenne w Polsce będą miały charakter izolowanego pojedynku, a siły polskie skoncentrowane na zachód od Wisły zostaną zniszczone w krótkiej, trwającej kilka dni kampanii. Niemieckie dowództwo sądziło, że Wojsko Polskie zastosuje obronę miejscową i da się okrążyć. Szybkość działania wojsk niemieckich miała sprawić, że sojusznicy Polski nie zdążą podjąć kontrakcji i tym samym Niemcy unikną wojny z Anglią i Francją.
 

Atak Niemiec
 

Polski plan wojny zakładał, że ruch odwrotowy wojsk zacznie się od północy. Najpierw miały wycofywać się wojska wysunięte najbardziej na północ, poczynając od Armii „Pomorze”. Ostatnią w odwrocie miała być znajdująca się na południowym skrzydle obrony Armia „Kraków”. Niestety w wyniku błędu usytuowana w centrum linii obronnych Armia „Łódź” nie wykonała właściwie nałożonych na nią zadań. Niemcom udało się rozerwać polski front. To sprawiło, że Armia „Kraków” zagrożona okrążeniem musiała wycofać się jako pierwsza. Nie powiodła się też próba odtworzenia obrony w rejonie centralnym, koncentrujące się dopiero dywizje odwodowej armii „Prusy” rozsypały się. Wiele wówczas wskazywało, że doszło do katastrofy polskiej obrony. Jednak polskie załamanie nie było oczywiste dla Niemców.
 

3 września Anglia i Francja wypowiedziały wojnę Niemcom. Polska osiągnęła swój cel strategiczny. Dla Niemiec był to ciężki cios. Tłumacz Hitlera Carl Schmidt wspominał, że w kancelarii Rzeszy po decyzji Anglii i Francji zapanowało przerażenie. "Jeśli przegramy wojnę niech Bóg ma nas w swej opiece" – powiedział Herman Goering.
 

Trwały francuskie przygotowania do ofensywy, a intensywność działań w Polsce nie pozwalała Hitlerowi na przerzucanie wojsk na zachód. Co więcej zdając sobie sprawę, że Polacy prowadzą działania unikając zniszczenia niemieckie dowództwo musiało opracować nowy plan wojny. Założono w nim kolejne okrążenie w celu zniszczenia sił polskich teraz na wschód od Wisły. To zaś oznaczało, że Wehrmacht nie był w stanie zrealizować planu „Fall Weiss” i wojny z Polską nie można było zakończyć.


Dla powstrzymania ofensywy niemieckiej za Wisłę Naczelny Wódz wyraził zgodę na wykonanie kontruderzenia określanego jako bitwa nad Bzurą. Armie „Poznań” i „Pomorze” wykonały takie uderzenie i wiążąc w centrum frontu większość sił wroga zrealizowały zamiar Naczelnego Wodza. W tym czasie polski sztab pracował nad planem drugiej fazy wojny. Został on opracowany w okresie miedzy 8-11 września.


W drugiej fazie działań wojennych polskie dowództwo planowało obronę na kolejnych liniach: pierwszej biegnącej od granicy z Węgrami linią Sanu do środkowej Wisły, następnie w kierunku Brześcia n. Bugiem i na Polesie. Po jej ewentualnym przerwaniu druga linia biegła obejmując Lwów i rzekę Bug do Brześcia. Ostatnia trzecia linia obejmowała tzw. przedmoście rumuńskie, teren woj. stanisławowskiego, z obroną na rzece Dniestr. 
 

Nóż w plecy
 

12 września odbyła się w Abbeville brytyjsko-francuska konferencja, na której gen. Gamelin zaproponował, aby planowaną ofensywę przesunąć o kilka dni. Wskazywał na konieczność zgromadzenia większej ilości ciężkiej artylerii. Zapewnił, że siły francuskie będą gotowe do ataku 21 września. Zaakceptowano tę propozycje. Szef Sztabu Naczelnego Wodza gen. Wacław Stachiewicz wspominał, ze w dniu 16 września przedstawiciel francuskiej armii przy polskim dowództwie, gen. Faury poinformował go, iż ofensywa na zachodzie ulegnie zwłoce do 21 września, gdyż przygotowania nie zostały jeszcze zakończone. Gen. Stachiewicz ze swej strony nie miał wątpliwości, że polska obrona wytrwa do daty podanej przez francuskiego generała. W polskim dowództwie uważano, że sytuacja na froncie stabilizuje się korzystnie dla strony polskiej. Gen. Faury notował: „Niektórzy z kolegów dość optymistycznie uważali nawet, że moment przełomowy kampanii mamy poza sobą”.


 

W Polsce następował przełom moralny i opór tężał. Jednocześnie spadała intensywność działań Luftwaffe, która poniosła duże straty i wyczerpywała się siła niemieckich jednostek pancernych. Niemcy miały rosnące trudności z zaopatrzeniem swych wojsk w amunicję,  benzynę, oleje silnikowe i ropę. Niemieckie siły zbrojne były potężne, ale ich skuteczność bojowa nie przekraczała kilku miesięcy. Tymczasem po polskiej stronie ustępowała panika i zamieszanie z pierwszego tygodnia wojny. Na zapleczu frontu, na terenach wschodnich województw RP zaczęła funkcjonować administracja, uruchamiano ewakuowane fabryki, masy rezerwistów (ponad 500 tys.) trafiały do ośrodków odtwarzania i formowania nowych jednostek wojskowych. W drugim tygodniu wojny na terenach wschodnich RP wykonano gigantyczną pracę organizacyjną. Po 14 września ilościowo wojska znajdujące się na zapleczu frontu były większe od wojsk zaangażowanych bezpośrednio w działania wojenne na froncie.
 

W rękach polskich znajdowała się duża część terytorium państwa na którym były siły i środki do prowadzenia wojny (po 17 września, wg danych sowieckich, Rosjanie zagarnęli polskiego uzbrojenie dla 20 dywizji piechoty z amunicją na 27 dni walki). 

Ruszyło też zaopatrzenie z Zachodu. Jeszcze 4 września rząd Rumunii wyraził zgodę na transporty broni kierowane przez jej terytorium dla walczącej Polski. Dzień później taką samą decyzję podjął rząd Jugosławii, a następnie rząd Grecji. Do portów rumuńskich zmierzały statki wiozące z Anglii zakupione przez Polskę samoloty, a w Marsylii trwał załadunek czołgów, dział, samochodów i amunicji.
 

Wszystko uległo radykalnie zmianie 17 września 1939  r. Wojska sowieckie zalały wschodnie tereny Polski uniemożliwiając walkę z Niemcami.
 

Nie ustalimy, czy 21 września Polska doczekałby się ofensywy sojuszników na zachodzie. Nie można jednak stwierdzić, że na pewno by jej nie było. Zresztą, gdyby Francuzi przeprowadzili tylko ograniczoną ofensywę, to zmusiłaby ona dowództwo niemieckie do przerzucenia sił z Polski, co pozwoliłoby polskiej armii kontynuować obronę. A gdyby doszło do ofensywy całością sił Francji, to klęska Niemiec byłaby natychmiastowa. Nie byłoby II wojny światowej i jej zbrodniczych skutków. Uniemożliwił to sowiecki nóż wbity w plecy polskiej obrony.
 

Rezultat
 

We wrześniu 1939 r. Hitler odniósł tzw. pyrrusowe zwycięstwo. Wbrew jego zamiarom wybuchła wojna światowa do której Niemcy nie były przygotowane. W Berlinie planowano rozpoczęcie wojny na 1944-45 rok, po zakończeniu zbrojeń i wystawieniu armii zdolnej pokonać wojska innych mocarstw. Takiej armii Hitler w 1939 r. nie miał.
 

Obiektywna ocena polskiej kampanii mówi, że plan obrony przygotowany przez marszałka Śmigłego został wykonany. Polskie dowództwo mimo skrajnie trudnych warunków i wielkich strat zdołało przeprowadzić armią wielki manewr odwrotowy broniąc całego terytorium kraju przed agresorem. Wojsko Polskie stawiając opór cofało się w nakazanym kierunku południowo – wschodnim. Zdołano zachować przez Rumunię połączenie z sojusznikami na Zachodzie. Broniąc się przed Niemcami armia polska dotrwała do daty uzgodnionej francuskiej ofensywy. Nie było jej winą, że tej ofensywy nie było.
 

Wojsko Polskie poniosło duże straty (porównywalne ze stratami w wojnie z bolszewikami 1919-21) 66,3 tys. zabitych, 133,7 tys. rannych. O bohaterstwie i odwadze polskich dowódców świadczą wysokie straty wśród wyższych oficerów – ginęli dowódcy batalionów, pułków, brygad, dywizji, zginęło pięciu generałów (czterech w walkach z Niemcami, jeden zamordowany przez wojska sowieckie). Ponadto 716 tys. polskich żołnierzy trafiło do niewoli (w tym 242 tys. u Sowieta). Utracono prawie całe uzbrojenie, chociaż sporo samolotów i czołgów przedostało się na tereny Rumunii i Węgier, np. w Rumunii wylądowało 230 samolotów różnych typów w tym 119 bojowych.
 

Nie ma pewnych danych na temat strat sowieckiego agresora. W zasadzie siły polskie podejmowały walkę z wojskami sowieckim jeśli były atakowane. Mimo to szacuje się, że Sowieci stracili w Polsce do 20 tys. ludzi i, ponad 470 czołgów (tyle wg źródeł rosyjskich zabrakło na stanie jednostek po zakończeniu działań we Polsce) oraz kilkadziesiąt samolotów.
 

Na temat strat niemieckich są ciągle rozbieżne dane: od 14 tys. do 40 tys. zabitych i od 30 tys. do 100 tys. rannych. W październiku 1939 r. prasa państw neutralnych, powołując się na „poufną statystykę strat Wehrmachtu”, podawała straty niemieckie : 91  270 poległych, 148  355 rannych, to by oznaczało straty w ludziach łącznie 239  625. Z niewiadomych powodów historycy do dziś nie ustalili jakie straty osobowe poniosły wojska niemieckie w Polsce.
 

Wiadomo natomiast, że Niemcy ponieśli duże straty w sprzęcie: 933 czołgi i 319 samochodów pancernych (30% stanu wyjściowego), 370 dział i moździerzy, ok. 6000 samochodów oraz 5500 innych pojazdów, głównie motocykli. Polska obrona strąciła też ponad 560 samolotów. Ogółem Luftwaffe notowała ubytek 1265 samolotów – poza strąconymi przez Polaków drugie tyle samolotów nie nadawało się do służby ze względu na techniczne zużycie w wyniku intensywności działań w Polsce .Historycy zgodnie podkreślają, że wyeksploatowanie dużej ilości uzbrojenia osiągnęło stopień, przy którym dalsze jego użytkowanie było niemożliwe, w najlepszym razie wymagało generalnych remontów.

 

Pod względem długości, kampania polska trwała zaledwie tydzień krócej od kampanii francuskiej w 1940 r., mimo że wojska koalicji francusko-angielskiej, inaczej niż Wojsko Polskie, nie ustępowały liczebnością w sprzęcie i ludziach wojskom niemieckim. Francja była atakowane tylko z jednego wschodniego kierunku - jak długo trwałaby francuska obrona, gdyby w 1940 r. do Francji wdarły się od południa armie Mussoliniego, a z zachodu wojska gen. Franco.


Reasumując: W 1939 r. obrona Polski w ramach przyjętej strategii osiągnęła założony cel – wybuch wojny światowej. Natomiast armia polska poniosła klęskę na polach bitewnych w obliczu ogromnej przewagi wroga, zdradzieckiej napaści Sowietów i… braku ofensywy sojuszników. Wojsko Polskie broniło się bohatersko i zadało napastnikom poważne straty. Opinia jakoby przegrana z potężnymi armiami dwu mocarstw była haniebną klęską marszałka Śmigłego i jego żołnierzy jest niesprawiedliwa.


Inny wariant obrony
 

Dziedzinę wiedzy zajmująca się działaniami zbrojnymi określa się mianem „sztuki wojennej”. W historii wojen są przykłady dowódców i ich armii odnoszących zwycięstwa mimo materialnej przewagi przeciwnika. Na tym właśnie polega sztuka prowadzenia wojny – zwyciężyć mimo przewagi wroga. Decydująca jest umiejętność wykorzystania wszystkiego co posłuży zwycięstwu za sprawą przygotowanej właściwej strategii.
 

W 1921 r. Polska zawarła sojusz wojskowy z Francją. Polska zobowiązała się wówczas do utrzymywania dużej armii (30 dywizji piechoty, 9 brygad kawalerii z jednostkami lotnictwa, artylerii, czołgów). W rezultacie ponad 60% z wydatkowanych na wojsko 20 mld zł trzeba było przeznaczyć na utrzymanie pokojowych stanów armii. To oznacza, że na uzbrojenie pozostało ledwie 8 mld.
 

Sojusznik wymuszał też strukturę sił zbrojnych RP. Francuzi żądali, aby Polacy dysponowali wojskami operacyjnymi do przeprowadzenia interwencji zbrojnej, gdyby Niemcy naruszyły postanowienia traktatu pokojowego z Wersalu. W 1923 r. uzgodniono plany wspólnych działań noszących po polskiej stronie nazwy „Bałtyk”, „Prusy Wschodnie”, „Śląsk”.
 

Później, mimo porzucenia przez Francję zamiarów „dyscyplinowania” Niemiec, Polska nie mogła zredukować swojej armii i więcej środków przeznaczyć na uzbrojenie. W Warszawie obawiano się, że takie działanie zostanie uznane przez Paryż za zmiana postanowień umowy i może być pretekstem do zerwania sojuszu. A w polskim planowaniu obronnym wsparcie francuskie przyjmowano niezmiennie jako podstawowy warunek powodzenia w wojnie z Niemcami. Nie zmieniono też struktury armii uznając wojska operacyjne za najważniejszy element w systemie obronności państwa.
 

W dowództwie WP przyjęto jako metodę obrony działania manewrowe wojskami operacyjnymi. Zaniedbano budowę umocnień i sił obrony terytorialnej. Przyjęto rozwiązania nie odpowiadające polskim warunkom i możliwościom militarnym. Obrona manewrowa wojskami operacyjnymi prowadziła do katastrofy.
 

Sytuacja mogłaby być korzystniejsza, gdyby wojska niemieckie „ugrzęzły” w walkach na co najmniej kilka miesięcy i nie byłoby „wojny błyskawicznej”. Jak wspomniano wyżej Niemcy w 1939 r. były w stanie prowadzić krótkie błyskawiczne kampanie, nie były w stanie prowadzić dłuższej wojny. Już po dwu tygodniach walk w Polsce ich czołgi stawały z braku paliwa, a np. smarów silnikowych było na 1,5 tygodnia walk. W razie przedłużania się polskiej obrony wojska niemieckie musiałby stanąć. Jak wówczas zachowałby się Stalin, który chciał wojny miedzy „imperialistami”, ale sam zamierzał wkroczyć tylko będąc pewnym sukcesu? Czy można sądzić, że twardy polski opór w starciu z Niemcami powstrzymałby go przed pokusą zajęcia kresów wschodnich RP?
 

W planie wojny 1939 r. należało postawić na obronę w przestrzeni, a nie na kolejnych liniach oporu, które miały opóźniać niemieckie natarcie. Nie wolno było oddawać terenu Niemcom. Rejonami naturalnie obronnymi, gdzie można było zatrzymać na długo niemieckie natarcie były tereny zurbanizowane. Warszawa i Lwów skutecznie broniły się  w 1939 r. Także przeszkody naturalne, wzniesienia, kompleksy leśne, rzeki mogły zatrzymać wroga, jeśli tylko przygotowano by tam obronę. Należało obsadzić takie miejsca odpowiednimi załogami. Ponadto, gdyby na tyłach wojsk niemieckich podjęto działania nieregularne atakując ich linie zaopatrzenia, łączności, dowództwa, to atak wroga uległby osłabieniu. Dopiero w takich warunkach polskie wojska operacyjne, zwłaszcza jednostki pancerno-motorowe i kawaleryjskie, uzyskałyby swobodę działania i mogłyby stosować kontruderzenia na zgrupowania wojsk wroga.
 

Wykonanie takiego wariantu obrony było jednak w 1939 r. trudne/niemożliwe ze względu na strukturę i wielkość mobilizowanej armii. Planowano wystawienie 1,35 mln żołnierzy w 39 dywizjach, 11 brygadach kawalerii i 2 brygadach pancerno-motorowych, łącznie 52 tzw. wielkie jednostki. Dla miejscowego obronnego obsadzenia wielu ośrodków na terenie kraju wojska było za mało. Zadania obrony miejscowej mogłyby wykonać siły terytorialne, gdyby one zostały wcześniej utworzone. W 1937 r. rozpoczęto formowanie wojsk terytorialnych pod nazwą Obrona Narodowa, ale w 1939 r. liczyły one ledwie 52 tys. żołnierzy. Tymczasem Polska miała 2,4 mln przeszkolonych rezerwistów i 600 tys. bez przeszkolenia, czyli 3 mln ludzi zdolnych do noszenia broni. Przyjęte plany mobilizacyjne wykazywały, że większość rezerwistów nie weźmie udziału w walkach!

 

Formowanie dodatkowych jednostek ON było możliwe. Można było na ten cele znaleźć środki. Zgodnie z planem mobilizacyjnym wystawiono 9 dywizji rezerwowych piechoty. Koszt sformowania takiej dywizji – 30 mln zł. Natomiast koszt wystawienia dywizji ON  - 7 mln; za takie same pieniądze można było wystawić około 40 dywizji ON. Tym samym w obronie byłoby nie kilkadziesiąt tysięcy, a milion żołnierzy ON. Byłaby to liczba wystarczająca do obrony przestrzennej kraju. Wraz z wojskami operacyjnymi Polska dysponowałaby armią liczącą 2,4 mln żołnierzy. Wszyscy rezerwiści broniliby Polski.
 

Ważnym elementem w obronie mogłyby być działania nieregularne. Odwołując się do byłych powstańców śląskich i wielkopolskich, peowiaków (w 1939 r. to byli ludzie w sile wieku) i uwzględniając tzw. dywersję pozafrontową organizowaną przez II Oddziału SG można było stworzyć sieć zdolną do działań nieregularnych na terenach zajętych przez Niemców. Taką strukturę utworzono po klęsce w 1939 r. Polacy musieli podjąć walkę „nieregularną” tyle, że improwizując ją, bez  broni i wyposażenia. Podziemne wojsko zostało w konspiracji stworzone, co było wielkim osiągnięciem, ale można je było przygotować wcześniej, przed wybuchem wojny i należało podjąć działania przy pomocy takiej formacji już we wrześniu 1939 r.
 

Oczywiście problemem było, czy II RP dysponowałaby środkami na utworzenie takiej armii.

 

Rzecz w tym jednak, że rozpatrujemy kwestię takiej obrony odwołując się do wiedzy,  której nie mogły mieć polskie elity w okresie II RP. Nie wolno robić im z tego zarzutu, że nie wiedziały tego, co my dziś wiemy. Wtedy sądzono, że dysponujemy silną armią i mamy wsparcie potężnych sojuszników. 
 

Cóż jednak wspominać lata II RP, gdy także dziś, w III RP, tworzymy armię „odgadując” oczekiwania sojuszników. I podobnie jak przed 1939 r. nie rozumie się czym powinna być obrona terytorialna - mamy zresztą mieć znowu 17 brygad i 50 tysięcy wojsk OT. Ponownie w razie wojny do obrony mają wystarczyć sprawnie manewrujące wojska operacyjne. Szczęśliwie dziś lepsze jest położenie geostrategiczne Polski. Za jej wschodnią granicą są państwa nadbałtyckie, należące do NATO i jest niepodległa Ukraina. Na zachodzie są Niemcy, które tak jak Polska też są członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego.


Tylko w miejscu dawnych Prus Wschodnich jest najeżona rakietami „kaliningardzkaja obłast’.”


#REKLAMA_POZIOMA#

Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?
Tygodnik

Opinie

Popkultura