Nie bójmy się iść na "Smoleńsk". Recenzja filmu

Na „Smoleńsk" wybierałam się ze świadomością, iż obejrzę film, który prawdopodobnie nie powstałby, gdyby nie niezłomna wola jego twórców. Oni, wbrew atakom mainstreamowych mediów, środowiskowych krytyków i zwykłych internetowych hejterów, nieugięcie robili swoje. Ostatecznie, mimo wielu przeszkód, powstał obraz, który mimo niewątpliwych słabości, obejrzeć warto.
M. Żegliński
M. Żegliński / Tygodnik Solidarność
Dlaczego? Choćby ze zwykłej ciekawości – czy rzeczywiście zasłużył na falę krytyki, która przelewa się dziś po internecie. Innymi słowy – na temat tak głośnego filmu po prostu trzeba mieć własne zdanie. Poza tym obraz Antoniego Krauzego ma też wiele atutów. Dostrzeżemy je bez trudu, o ile jesteśmy w stanie oczyścić umysł z uprzedzeń i opinii tych, którzy filmu wprawdzie nie widzieli, ale już zdążyli się dowiedzieć, co o nim myśleć „wypada”. I mam tu na myśli opinie z obu stron barykady.

„Smoleńsk” to fuzja filmu dokumentalnego z fabularnym. Zapewne spodoba się tym, którzy cenią różnego rodzaju retrospekcje. Sprawnie skonstruowana fabuła umożliwia ujrzenie wielu aspektów tego, co działo się po tragedii – od działań mediów, na polityczne zamówienie sprzedających widzom „prawdę” o katastrofie, przez spolaryzowane, czasem histeryczne wręcz reakcje społeczne, aż po to, jak śledztwo zostało odebrane za oceanem. To zdecydowanie mocne strony „Smoleńska”, sprawiające, że film śmiało można pokazać widzom zagranicznym, jako dokumentujący to, co wydarzyło się w Polsce w związku z jedną z największych polskich tragedii od czasów II wojny światowej.

Dobry pomysł, zła realizacja

Fikcyjny wątek fabularny, którego główną postacią jest dziennikarka jednej z wiodących stacji telewizyjnych, niewątpliwie spaja całość i nadaje jej pewien kierunek. Sam pomysł, by przedstawić wewnętrzną przemianę bohaterki, dokonującą się pod wpływem obserwowanych przez nią zdarzeń, był na pewno dobry.

Niestety, rola Niny mogła zostać zagrana przez Beatę Fido zdecydowanie lepiej. Niewielki zestaw cynicznych uśmiechów to zbyt mało, by przedstawić gamę emocji, z którymi musiała zmagać się dziennikarka. Bez względu na to, w jakiej sytuacji ją widzimy – czy to spotkanie z wdową po generale Błasiku, rodzinami smoleńskimi, krzyczącym tłumem na ulicy – aktorka wciąż stosuje te same środki wyrazu. Szkoda, gdyż rola Niny miała duży potencjał, by pociągnąć fabularny wątek filmu i tym samym uczynić go ciekawszym. Nie udało się.
Słabością filmu jest także chaos, który zapanował w scenariuszu. Niektóre sceny wydają się być wyjęte z kontekstu, urwane i zupełnie przypadkowe. Być może wpływ na to miał fakt, iż za scenariusz odpowiadało aż czterech autorów. Nie posłużyło to realizacji, choć zdaję sobie sprawę, iż niedociągnięcia mogły wynikać z pośpiechu czy stanu zdrowia reżysera, który na długo przed premierą zapowiadał, iż „Smoleńsk” będzie jego ostatnim filmem. Mogę tylko zgadywać, że te okoliczności nie pozostały bez wpływu na pracę nad scenariuszem.

Dokument
Duża liczba oryginalnych archiwalnych scen nakręconych po tragedii smoleńskiej na warszawskich ulicach może sprawić, że na nowo poczujemy wzruszenia tamtych dramatycznych kwietniowych dni. To nadaje filmowi dużą wartość dokumentalną, jednak z punktu widzenia widza poszukującego raczej wciągającej fabuły można zauważyć, iż jest tych scen zbyt wiele.
Wydaje się, że to na ich rzecz twórcy musieli zredukować inne, niewątpliwie zasługujące na większą uwagę wątki. Należy do nich choćby sprawa tajemniczych śmierci świadków katastrofy, prywatne śledztwo Niny, kwestia działań służb specjalnych czy wątek rodzin ofiar tragedii smoleńskiej.

Ten ostatni, choć mógł być bardziej rozbudowany, stanowi mimo wszystko mocną stronę obrazu. Znane już ze zwiastunów „Smoleńska” sceny przedstawiające spawanie trumien, rozpoznawanie ofiar, a także ogrom niejasności i bałagan, za który odpowiedzialni byli w znacznej mierze Rosjanie, robią niemałe wrażenie. Twórcom udało się oddać atmosferę grozy, bezduszności procedur identyfikacji zwłok i chłód panujący w ponurych wnętrzach rosyjskich prosektoriów. Dobra gra aktorska Dominiki Figurskiej, wcielającej się w żonę jednej z ofiar, ukazuje, jak ogromnym dramatem musiał być dla rodzin smoleńskich wyjazd do Rosji. Trudno tu uniknąć skojarzeń z pamiętnymi scenami z „Czarnego Czwartku” przedstawiającymi pogrzeb Brunona Drywy. Za to wszystko plus.

Film jest też pewnego rodzaju zbiorem faktów w „sprawie smoleńskiej’ – takich, które znać powinien każdy, kto deklaruje wolę obiektywnego spojrzenia na przyczyny katastrofy, a zwłaszcza na sposób, w jaki została ona zbadana. Zaniedbania ze strony rządu, poważne błędy proceduralne, które można traktować już w kategoriach przestępstw, przemilczanie przez media istotnych szczegółów, posługiwanie się insynuacjami i pomówieniami – to zostało odnotowane w filmie i tym samym zwiększa jego znaczenie również jako świadectwa współpracy mediów głównego nurtu i sił politycznych. Reakcje na te wszystkie fakty pomysłowo zostają ukazane w „Smoleńsku” dzięki wprowadzeniu doń postaci amerykańskiego dziennikarza, obserwującego pracę polskiego rządu i telewizyjnych redaktorów. Tego typu sprytne zabiegi fabularne należą zresztą do głównych plusów obrazu.

Dwa plemiona
„Smoleńsk” dobrze pokazuje również to, jak katastrofa wpłynęła na nas jako społeczeństwo. Jasno przedstawia podział na „dwa plemiona, niczym Hutu i Tutsi” – jak określił to Antoni Krauze, z którym miałam przyjemność rozmawiać kilka tygodni temu. Ten rozdźwięk widoczny jest nawet wewnątrz rodzin, co możemy dostrzec choćby w scenach ukazujących prywatne relacje głównej bohaterki. Widzimy więc ludzi żyjących razem, jednak różniących się w poglądach – i dzielących się na tych, którzy chodzą na miesięcznice, i tych, którzy trzymają się od Smoleńska z daleka. Co ciekawe, podział ten ma zupełnie inny obraz w świecie amerykańskiej Polonii, gdzie wstydem jest raczej wierzyć w „ruską propagandę” (cytując jedną z postaci) niż w ewentualny zamach. Ten „odwrócony” układ sił może skłonić do przemyśleń.

Generałowa
Do atutów filmu należy również sposób, w jaki przedstawia on jedną z ważniejszych bohaterek zdarzeń, które nastąpiły po tragedii smoleńskiej. To postać wdowy po generale Błasiku, świetnie zagrana przez Aldonę Struzik. Sposób, w jaki ukazała niezłomność, siłę charakteru, ogromną wiarę w niewinność męża i wolę, by ją udowodnić, robi wrażenie. Kolejny punkt dla twórców „Smoleńska”.

Na uwagę zasługują także role Redbada Klynstry, który wcielił się w cynicznego szefa Niny; Lecha Łotockiego, świetnego jako prezydent Lech Kaczyński – zwłaszcza w scenie poruszającej przemowy na placu w Tbilisi; czy Anny Samusionek, bardzo wiarygodnej w roli prawicowej dziennikarki. Ogromna szkoda, że tak mało na ekranie Pierwszej Damy, zagranej przez Ewę Dałkowską.

Film dla „sekty smoleńskiej”? Wręcz przeciwnie!
Do mocnych stron filmu należy też piękna muzyka Michała Lorenca. Zaskoczyły mnie natomiast niespodziewanie sprawnie zrealizowane efekty specjalne. Mogliśmy mieć pewne obawy co do ich jakości po tym, jak problemy z nimi związane spowodowały opóźnienie premiery filmu. Jednak z pewnością sceny, w której samolot spada, ścinając czubki drzew smoleńskiego lasu, twórcy nie powinni się wstydzić, także ze względu na to, z jak wieloma trudnościami musieli się zmierzyć, również w kwestiach finansowania filmu. Niestety, limity budżetowe to standardowy już problem, na który narzekają polscy filmowcy.

Podsumowując – „Smoleńsk” to film przeciętny, obarczony niewątpliwymi słabościami. Nie zasłużył jednak na tak miażdżącą krytykę, jaką możemy znaleźć w popularnych mediach. Nie zasłużył ze względu na wyżej wymienione atuty, ale też choćby jeszcze z jednego powodu – to próba pokazania prawdy – niekoniecznie prawdy rozpatrywanej w kategoriach „zamach czy katastrofa”, lecz raczej świadectwa, jak wiele można zrobić, byśmy my, jako społeczeństwo, prawdy mieli się nigdy nie dowiedzieć. I choćby dlatego nie uważam dwóch godzin spędzonych w kinie za zmarnowane.

Anna Brzeska

 

POLECANE
Byłem na obchodach wyzwolenia Auschwitz. Karol Nawrocki stanął na wysokości zadania tylko u nas
Byłem na obchodach "wyzwolenia" Auschwitz. Karol Nawrocki stanął na wysokości zadania

Jak co roku 27 stycznia, pragniemy uczcić pamięć naszych Przodków w Muzeum Auschwitz-Birkenau. Jak co roku, towarzyszą nam te same procedury. Nikt bez zgody muzeum nie zostaje wpuszczony, by oddać hołd wszystkim ofiarom niemieckich zbrodni, w tym także Polakom. Świadczy temu szereg procedur, które działają tam od dłuższego już czasu. Procedur, które w żadnym innym byłym obozie czy to w Polsce czy na zachodzie, nie są praktykowane.

Mjr Rocco Spencer o zarzutach dla żołnierza: Wojsko musi stanąć i dać tym kretynom znać, że to oni dowodzą tylko u nas
Mjr Rocco Spencer o zarzutach dla żołnierza: Wojsko musi stanąć i dać tym kretynom znać, że to oni dowodzą

„Jeśli podążał za ROE (zasady użycia siły), to potknięcie się nie ma z tym nic wspólnego. Jeśli takie ściganie zostanie dopuszczone, podważy to morale żołnierzy i poczucie obowiązku” - skomentował mjr Rocco Spencer, były oficer US Army, zarzuty wobec broniącego granicy żołnierza, który od prokuratury Waldemara Żurka usłyszał zarzuty.

Opóźnienie startu telewizji Kanału Zero na ostatniej prostej. Jest komunikat Krzysztofa Stanowskiego Wiadomości
Opóźnienie startu telewizji Kanału Zero na ostatniej prostej. Jest komunikat Krzysztofa Stanowskiego

Zaplanowany na 1 lutego start telewizji Kanału Zero nie dojdzie do skutku. O opóźnieniu projektu poinformował Krzysztof Stanowski, zaznaczając, że decyzja wynika z powodów niezależnych od zespołu redakcyjnego.

Ukrainka ukradła z Kościoła Ewangeliarz i go spaliła z ostatniej chwili
Ukrainka ukradła z Kościoła Ewangeliarz i go spaliła

Jak poinformował portal epoznan.pl w połowie stycznia z Kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nowym Tomyślu skradziono Ewangeliarz. Po przeanalizowaniu nagrań z monitoringu okazało się, że sprawcą była kobieta.

Awaria w policyjnej sieci. Jest oficjalny komunikat Wiadomości
Awaria w policyjnej sieci. Jest oficjalny komunikat

Doszło do awarii urządzeń policyjnej sieci transmisji danych – poinformowała w piątek policja. Dodała, że serwery, na których działają systemy policyjne, funkcjonują normalnie, a komunikacja między jednostkami a KGP odbywa się na bieżąco. Wstępnie wykluczono zewnętrzną ingerencję.

Znany dziennikarz Gazety Wyborczej dołącza do Kanału Zero Wiadomości
Znany dziennikarz Gazety Wyborczej dołącza do Kanału Zero

Grzegorz Sroczyński zdecydował się na istotną zmianę w swojej karierze medialnej. Po kilku latach współpracy żegna się z portalem Gazeta.pl oraz radiem Tok FM i dołącza do grupy Zero, projektu stworzonego przez Krzysztofa Stanowskiego. Jednocześnie nie znika z anteny RMF FM, z którym nadal pozostaje związany.

Fico w poufnej rozmowie z Macronem wsparł projekt niepodległej UE gorące
Fico w poufnej rozmowie z Macronem wsparł projekt niepodległej UE

Premier Republiki Słowackiej Robert Fico (Smer-SD) spotkał się w czwartek w Paryżu z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem. Poinformował, że odbyli poufną rozmowę, która trwała prawie dwie godziny. Rozmawiano o energetyce jądrowej, obronności, konkurencyjności UE i Ukrainie. Premier Słowacji uchylił rąbka tajemnicy w poście na portalu społecznościowym.

Raport na temat migracji: czas, by państwa członkowskie UE odzyskały kontrolę gorące
Raport na temat migracji: czas, by państwa członkowskie UE odzyskały kontrolę

Zgodnie z zasadą pomocniczości Unia Europejska powinna działać tylko wtedy, gdy może to zrobić skuteczniej niż państwa członkowskie, aby osiągnąć określony cel. Czy to nie powinno dotyczyć również migracji i azylu? Trzydzieści lat po ustanowieniu wspólnej polityki migracyjnej czy można rzeczywiście stwierdzić, że Unia jest lepiej przygotowana do kontrolowania granic, odsyłania nielegalnych migrantów, zawierania umów o readmisji oraz prowadzenia polityki azylowej?

Bawarska policja zdetonowała groźny ładunek przy autostradzie z ostatniej chwili
Bawarska policja zdetonowała groźny ładunek przy autostradzie

W nocy z 29 na 30 stycznia 2026 roku policja na autostradzie A3 w Bawarii (okolice Wiesent, powiat Regensburg) zatrzymała czarny BMW. Za kierownicą siedziała kobieta, a na fotelu pasażera mężczyzna. Tuż przed zjazdem Wiesent/Wörth an der Donau, około godziny 2:00 w nocy, funkcjonariusze odkryli w samochodzie przedmioty, które wyglądały na materiały wybuchowe.

Nowe wytyczne UE umożliwiają przyznanie azylu terrorystom z ISIS z ostatniej chwili
Nowe wytyczne UE umożliwiają przyznanie azylu terrorystom z ISIS

Unia Europejska wydała nowe wytyczne mające wpływ na decyzje azylowe w Szwecji i w całym bloku, szczególnie w odniesieniu do osób ubiegających się o azyl mających powiązania z grupami terrorystycznymi, takimi jak ISIS.

REKLAMA

Nie bójmy się iść na "Smoleńsk". Recenzja filmu

Na „Smoleńsk" wybierałam się ze świadomością, iż obejrzę film, który prawdopodobnie nie powstałby, gdyby nie niezłomna wola jego twórców. Oni, wbrew atakom mainstreamowych mediów, środowiskowych krytyków i zwykłych internetowych hejterów, nieugięcie robili swoje. Ostatecznie, mimo wielu przeszkód, powstał obraz, który mimo niewątpliwych słabości, obejrzeć warto.
M. Żegliński
M. Żegliński / Tygodnik Solidarność
Dlaczego? Choćby ze zwykłej ciekawości – czy rzeczywiście zasłużył na falę krytyki, która przelewa się dziś po internecie. Innymi słowy – na temat tak głośnego filmu po prostu trzeba mieć własne zdanie. Poza tym obraz Antoniego Krauzego ma też wiele atutów. Dostrzeżemy je bez trudu, o ile jesteśmy w stanie oczyścić umysł z uprzedzeń i opinii tych, którzy filmu wprawdzie nie widzieli, ale już zdążyli się dowiedzieć, co o nim myśleć „wypada”. I mam tu na myśli opinie z obu stron barykady.

„Smoleńsk” to fuzja filmu dokumentalnego z fabularnym. Zapewne spodoba się tym, którzy cenią różnego rodzaju retrospekcje. Sprawnie skonstruowana fabuła umożliwia ujrzenie wielu aspektów tego, co działo się po tragedii – od działań mediów, na polityczne zamówienie sprzedających widzom „prawdę” o katastrofie, przez spolaryzowane, czasem histeryczne wręcz reakcje społeczne, aż po to, jak śledztwo zostało odebrane za oceanem. To zdecydowanie mocne strony „Smoleńska”, sprawiające, że film śmiało można pokazać widzom zagranicznym, jako dokumentujący to, co wydarzyło się w Polsce w związku z jedną z największych polskich tragedii od czasów II wojny światowej.

Dobry pomysł, zła realizacja

Fikcyjny wątek fabularny, którego główną postacią jest dziennikarka jednej z wiodących stacji telewizyjnych, niewątpliwie spaja całość i nadaje jej pewien kierunek. Sam pomysł, by przedstawić wewnętrzną przemianę bohaterki, dokonującą się pod wpływem obserwowanych przez nią zdarzeń, był na pewno dobry.

Niestety, rola Niny mogła zostać zagrana przez Beatę Fido zdecydowanie lepiej. Niewielki zestaw cynicznych uśmiechów to zbyt mało, by przedstawić gamę emocji, z którymi musiała zmagać się dziennikarka. Bez względu na to, w jakiej sytuacji ją widzimy – czy to spotkanie z wdową po generale Błasiku, rodzinami smoleńskimi, krzyczącym tłumem na ulicy – aktorka wciąż stosuje te same środki wyrazu. Szkoda, gdyż rola Niny miała duży potencjał, by pociągnąć fabularny wątek filmu i tym samym uczynić go ciekawszym. Nie udało się.
Słabością filmu jest także chaos, który zapanował w scenariuszu. Niektóre sceny wydają się być wyjęte z kontekstu, urwane i zupełnie przypadkowe. Być może wpływ na to miał fakt, iż za scenariusz odpowiadało aż czterech autorów. Nie posłużyło to realizacji, choć zdaję sobie sprawę, iż niedociągnięcia mogły wynikać z pośpiechu czy stanu zdrowia reżysera, który na długo przed premierą zapowiadał, iż „Smoleńsk” będzie jego ostatnim filmem. Mogę tylko zgadywać, że te okoliczności nie pozostały bez wpływu na pracę nad scenariuszem.

Dokument
Duża liczba oryginalnych archiwalnych scen nakręconych po tragedii smoleńskiej na warszawskich ulicach może sprawić, że na nowo poczujemy wzruszenia tamtych dramatycznych kwietniowych dni. To nadaje filmowi dużą wartość dokumentalną, jednak z punktu widzenia widza poszukującego raczej wciągającej fabuły można zauważyć, iż jest tych scen zbyt wiele.
Wydaje się, że to na ich rzecz twórcy musieli zredukować inne, niewątpliwie zasługujące na większą uwagę wątki. Należy do nich choćby sprawa tajemniczych śmierci świadków katastrofy, prywatne śledztwo Niny, kwestia działań służb specjalnych czy wątek rodzin ofiar tragedii smoleńskiej.

Ten ostatni, choć mógł być bardziej rozbudowany, stanowi mimo wszystko mocną stronę obrazu. Znane już ze zwiastunów „Smoleńska” sceny przedstawiające spawanie trumien, rozpoznawanie ofiar, a także ogrom niejasności i bałagan, za który odpowiedzialni byli w znacznej mierze Rosjanie, robią niemałe wrażenie. Twórcom udało się oddać atmosferę grozy, bezduszności procedur identyfikacji zwłok i chłód panujący w ponurych wnętrzach rosyjskich prosektoriów. Dobra gra aktorska Dominiki Figurskiej, wcielającej się w żonę jednej z ofiar, ukazuje, jak ogromnym dramatem musiał być dla rodzin smoleńskich wyjazd do Rosji. Trudno tu uniknąć skojarzeń z pamiętnymi scenami z „Czarnego Czwartku” przedstawiającymi pogrzeb Brunona Drywy. Za to wszystko plus.

Film jest też pewnego rodzaju zbiorem faktów w „sprawie smoleńskiej’ – takich, które znać powinien każdy, kto deklaruje wolę obiektywnego spojrzenia na przyczyny katastrofy, a zwłaszcza na sposób, w jaki została ona zbadana. Zaniedbania ze strony rządu, poważne błędy proceduralne, które można traktować już w kategoriach przestępstw, przemilczanie przez media istotnych szczegółów, posługiwanie się insynuacjami i pomówieniami – to zostało odnotowane w filmie i tym samym zwiększa jego znaczenie również jako świadectwa współpracy mediów głównego nurtu i sił politycznych. Reakcje na te wszystkie fakty pomysłowo zostają ukazane w „Smoleńsku” dzięki wprowadzeniu doń postaci amerykańskiego dziennikarza, obserwującego pracę polskiego rządu i telewizyjnych redaktorów. Tego typu sprytne zabiegi fabularne należą zresztą do głównych plusów obrazu.

Dwa plemiona
„Smoleńsk” dobrze pokazuje również to, jak katastrofa wpłynęła na nas jako społeczeństwo. Jasno przedstawia podział na „dwa plemiona, niczym Hutu i Tutsi” – jak określił to Antoni Krauze, z którym miałam przyjemność rozmawiać kilka tygodni temu. Ten rozdźwięk widoczny jest nawet wewnątrz rodzin, co możemy dostrzec choćby w scenach ukazujących prywatne relacje głównej bohaterki. Widzimy więc ludzi żyjących razem, jednak różniących się w poglądach – i dzielących się na tych, którzy chodzą na miesięcznice, i tych, którzy trzymają się od Smoleńska z daleka. Co ciekawe, podział ten ma zupełnie inny obraz w świecie amerykańskiej Polonii, gdzie wstydem jest raczej wierzyć w „ruską propagandę” (cytując jedną z postaci) niż w ewentualny zamach. Ten „odwrócony” układ sił może skłonić do przemyśleń.

Generałowa
Do atutów filmu należy również sposób, w jaki przedstawia on jedną z ważniejszych bohaterek zdarzeń, które nastąpiły po tragedii smoleńskiej. To postać wdowy po generale Błasiku, świetnie zagrana przez Aldonę Struzik. Sposób, w jaki ukazała niezłomność, siłę charakteru, ogromną wiarę w niewinność męża i wolę, by ją udowodnić, robi wrażenie. Kolejny punkt dla twórców „Smoleńska”.

Na uwagę zasługują także role Redbada Klynstry, który wcielił się w cynicznego szefa Niny; Lecha Łotockiego, świetnego jako prezydent Lech Kaczyński – zwłaszcza w scenie poruszającej przemowy na placu w Tbilisi; czy Anny Samusionek, bardzo wiarygodnej w roli prawicowej dziennikarki. Ogromna szkoda, że tak mało na ekranie Pierwszej Damy, zagranej przez Ewę Dałkowską.

Film dla „sekty smoleńskiej”? Wręcz przeciwnie!
Do mocnych stron filmu należy też piękna muzyka Michała Lorenca. Zaskoczyły mnie natomiast niespodziewanie sprawnie zrealizowane efekty specjalne. Mogliśmy mieć pewne obawy co do ich jakości po tym, jak problemy z nimi związane spowodowały opóźnienie premiery filmu. Jednak z pewnością sceny, w której samolot spada, ścinając czubki drzew smoleńskiego lasu, twórcy nie powinni się wstydzić, także ze względu na to, z jak wieloma trudnościami musieli się zmierzyć, również w kwestiach finansowania filmu. Niestety, limity budżetowe to standardowy już problem, na który narzekają polscy filmowcy.

Podsumowując – „Smoleńsk” to film przeciętny, obarczony niewątpliwymi słabościami. Nie zasłużył jednak na tak miażdżącą krytykę, jaką możemy znaleźć w popularnych mediach. Nie zasłużył ze względu na wyżej wymienione atuty, ale też choćby jeszcze z jednego powodu – to próba pokazania prawdy – niekoniecznie prawdy rozpatrywanej w kategoriach „zamach czy katastrofa”, lecz raczej świadectwa, jak wiele można zrobić, byśmy my, jako społeczeństwo, prawdy mieli się nigdy nie dowiedzieć. I choćby dlatego nie uważam dwóch godzin spędzonych w kinie za zmarnowane.

Anna Brzeska


 

Polecane