loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Ryszard Proksa: O zwolnieniach [nauczycieli] nie ma mowy. Przeciwnie, powinny powstać nowe miejsca pracy
Opublikowano dnia 18.01.2017 09:55
- Panika społeczeństwa wobec reformy edukacji jest efektem gry prowadzonej przez polityków i środowiska nieprzyjazne obecnemu rządowi przy mocnym wsparciu mediów – mówi Ryszard Proksa, przewodniczący Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ Solidarność, w rozmowie z Izabelą Kozłowską.

T. Gutry - Tygodnik Solidarność
- Dlaczego oświatowa Solidarność popiera reformę edukacji?
– Przypomnę, że z początku byliśmy przeciwni. Kiedy zaprezentowano założenia do programu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości rozpoczęliśmy rozmowy o tym, jak ta reforma ma przebiegać, jaki jest na nią pomysł. Rozmawialiśmy m.in. z prof. Ryszardem Legutką autorem programu oświatowego PiS. Od początku prowadziliśmy i nadal prowadzimy szereg rozmów m.in. na temat jak najlepszego przeprowadzenia reformy dla uczniów i dla nauczycieli. Jako związek zawodowy toczyliśmy negocjacje, by nauczycieli osłonić przed skutkami tej zmiany. Zgłosiliśmy swoje propozycje osłonowe, czyli wcześniejsze emerytury i wydłużenie stanu nieczynnego. Jednak przywilej odejścia na wcześniejszą emeryturę nie dotyczy w zdecydowanej większości nauczycieli gimnazjów, a z kolei dziesięciomiesięczny stan nieczynny będzie wykorzystywany przez nauczycieli nauczania początkowego. Ponadto w trakcie negocjacji rząd miał asa w postaci obniżenia wieku emerytalnego, bo dzięki temu, sfeminizowany zawód, zyskał 7 lat.

- Przyjęcie ustaw oświatowych i podpisanie ich przez prezydenta kończy Państwa rozmowy z resortem edukacji?
– Cały czas będziemy trzymali rękę na pulsie, o czym doskonale zdają sobie sprawę premier Beata Szydło i minister Anna Zalewska. Naszym zadaniem jest zadbanie o pracowników oświaty. Przeciwnicy wycofania obowiązku szkolnego od 6 roku życia alarmowali, że spowoduje to utratę tysięcy miejsc pracy. Nic takiego się nie stało, a dodatkowo przybyło kilka tysięcy etatów. Patrzymy z większym spokojem niż inne środowiska  na reformę. Panika społeczeństwa jest efektem gry prowadzonej przez polityków i środowiska nieprzyjazne obecnemu rządowi, przy mocnym wsparciu mediów. Odwiedzamy miejsca, gdzie pojawiają się głosy o masowych zwolnieniach. W żadnym z przypadków, które skontrolowaliśmy, informacje się nie potwierdziły. Po dokładnym sprawdzeniu i przeanalizowaniu sytuacji okazało się, że o zwolnieniach nie ma mowy. Wręcz przeciwnie, powinny powstać nowe miejsca pracy.

– Co z nauczycielami przedmiotów takich jak chemia, fizyka, czy biologia?
– Problem z nauczycielami tzw. przedmiotowcami dotyczy przede wszystkim tych z mniejszych miejscowości i tam, gdzie władze samorządowe będą starały się za wszelką cenę połączyć placówki. W ten sposób szukają oszczędności. Lokalne polityczne animozje mogą spowodować, że samorządy zamkną się we własnych granicach i nie dopuszczą nauczycieli z sąsiednich gmin do pracy. Dlatego zależy nam, aby bardziej wzmocnić rolę kuratora, by miał większą kontrolę i władzę w przesuwaniu etatów. Kurator patrzący z zewnątrz na rozmieszczenie nauczycieli i mający większe kompetencje, przynajmniej w pierwszych latach wdrażania reformy, będzie mógł takim zjawiskom zapobiec. Na ten temat prowadzimy rozmowy z Ministerstwem Edukacji Narodowej.

- Prezydent Andrzej Duda, premier Beata Szydło i minister edukacji narodowej Anna Zalewska w ostatnich dniach apelowali o współpracę przy wdrażaniu reformy…
– Jest ona bardzo ważnym elementem w realizacji tych zmian. Najwięcej krzyku wokół reformy robią samorządy skupione w korporacji. Ten hałas po pierwsze ma mocny fundament polityczny. Po drugie ma wywołać niepokój w społeczeństwie. Nikt nie lubi zmian, a przy takiej nagonce medialnej łatwo o manipulacje. Współpraca jest kluczowa. Część korporacji samorządowych szantażuje nas, że nie zamkną szkół pod warunkiem, że zrezygnujemy z Karty nauczyciela. Z drugiej strony reforma ma być wdrażana rok przed wyborami samorządowymi, to dobry czas, żeby włodarze gmin starali się jak najefektywniej zorganizować szkolnictwo. Wszystko po to, aby nie narazić się potężnej grupie zawodowej jaką są nauczyciele i jednocześnie przyszli wyborcy.

– Nowa reforma kojarzy się przede wszystkim z wygaszaniem gimnazjów.
– „Wygaszanie gimnazjów” stało się pewnym sloganem wywołującym silne emocje rodziców, uczniów i nauczycieli. Jednak przekształcenia gimnazjów są efektem całości zmian. Reformę wywołało zniszczenie najważniejszego etapu edukacji, czyli kształcenia w szkołach średnich. Z tego, co się obecnie mówi wynika, że to gimnazja są najważniejsze. Otóż nie. Co z tego, że mamy bardzo dobry wynik kształcenia w gimnazjach, kiedy wszystko przepada w szkole średniej. A to etap najważniejszy w karierze młodego człowieka. To wtedy, a nie w gimnazjach, uczniowie decydują jaki zwód w przyszłości chcą wykonywać.

- Z czego wynika to zatracanie potencjału uczniów wyniesiony z gimnazjów?
– Problem stanowi przede wszystkim podstawa programowa. Ta z gimnazjum dokańczana jest w pierwszej klasie liceum. Potem jest teoretycznie dwa lata a w praktyce 1,5 roku, na kształcenie ogólne uczniów i przygotowywanie ich do matur. Jeśli uczniowie wybiorą technikum, nie mają nawet tej kontynuacji podstawy programowej z gimnazjum. Więc ciągłość edukacji jest przerwana. Niemniej nauka w technikum jest znacznie trudniejsza niż w liceum. Uczniowie oprócz ogólnych przedmiotów mają do opanowania dwa razy więcej przedmiotów. Nowa reforma powoduje, że podstawa programowa kończy się w klasie VIII szkoły podstawowej i w szkołach średnich będzie już nowa. Nie będzie przekładania i urywania, tylko ciągłość.

- W roku szkolnym 2019/2020 o miejsca w szkołach średnich będą rywalizowali uczniowie VIII klas uczący się według nowej reformy oraz ostatni absolwenci gimnazjum. Istnieje ryzyko, że dla wszystkich chętnych zabraknie miejsc w liceach i technikach, co spowoduje, że będą zmuszeni wybrać szkoły branżowe. Później mogą mieć problemy z dostaniem się na studia…
– Jedna kumulacja roczników już jest i nie sparaliżowała szkolnictwa. Roczniki, które razem dojdą do szkoły średniej w roku szkolnym 2019/2020 nie są liczne na tyle, żeby zachwiały systemem edukacji. Do uczelni wyższych roczniki z niżu demograficznego tak naprawdę jeszcze nie dotarły. Kiedy to nastąpi okaże się, że konkurencja na jedno miejsce, pomijając te najbardziej elitarne uczelnie, będzie mała albo żadna.

- Reforma ma odbudować także szkolnictwo zawodowe stąd m.in. dwuetapowe szkoły branżowe.
– Przez ostatnie szesnaście lat wmawiano nam, że najlepszym wyborem jest liceum ogólnokształcące, a później uczeń ma zastanawiać się nad zawodem. W tym samym czasie na Zachodzie np. w Wielkiej Brytanii i Niemczech położono nacisk na kształcenie zawodowe. W Polsce utworzono sztuczną agitację na rzecz liceów ogólnokształcących i doprowadzono do zniszczenia kształcenia zawodowego. Poza tym wyniszczono także samo liceum, które powierzchownie uczy.

- Nie obawia się Pan tego ekspresowego tempa zmian, które narzuca PiS?  
– W naszej ocenie reforma jest dobrze przygotowana i przemyślana. To nie jest tak, że pracowano nad nią tydzień, dwa, czy miesiąc. Już przy założeniach programowych zaczęto tworzyć konkretne propozycje. Widoczny jest jednak pośpiech polityczny. Społeczeństwo nie lubi rewolucyjnych zmian, więc opozycja i przeciwnicy reformy wykorzystują to mówiąc, m.in. że ten pośpiech wynika z tego, że reforma jest źle przygotowana, że potrzeba dłuższego czasu na negocjacje wokół niej. Logiczny natomiast jest argument minister Zalewskiej. Chce ona chociaż jeden etap reformy przeprowadzić w czasie swojej kadencji. W ten sposób może dopilnować jej prawidłowej realizacji. Chciałbym tu zwrócić uwagę, że żadna po II wojnie światowej reforma edukacji przeprowadzona w Polsce nie doczekała się pełnej realizacji, oceny i podsumowania jej skutków, bo w międzyczasie je zmieniano.

– Ustawienie reformy pod kalendarz wyborczy, to jeden z koronnych argumentów przeciwników zmian.
– Od transformacji ustrojowej każdy rząd w mniejszym lub większym stopniu przeprowadzał reformę edukacji. Podobnie zresztą jest we wszystkich krajach postsowieckich. Dzisiaj krzyczą przeciwko zmianom wprowadzonym przez PiS i wychwalają reformę Mirosława Handkego. Przypomnę, że gimnazja miały być połączone z liceami. Stało się jednak odwrotnie. Mamy niż demograficzny, a ilość nowych gimnazjów wzrasta. W założeniach ministra Handkego dla dobrego funkcjonowania gimnazjów miało w nich uczyć się 300 dzieci. Obecnie liczba uczniów wynosi około 175. W związku z niżem demograficznym 60-70 proc. gimnazjów już zostało połączonych ze szkołami podstawowymi. O tym głośno nikt nie mówi, bo jest to dowód, że poprzedni system zawodzi i trzeba go zmienić. Politycy m.in. Platformy Obywatelskiej zapominają, że i oni przyłożyli rękę do doszczętnego zniszczenia reformy Handkego. Jeżeli jej założenia zostałyby zrealizowane, to dzisiaj polska oświata byłaby o wiele lepsza. Jednak poszczególne rządy niszczyły ją krok po kroku doprowadzając do zniszczenia całego systemu i jakości polskiej edukacji. Ci, którzy to zrobili są największymi przeciwnikami nowej reformy.

- Jak uspokoić rodziców?
– Zrozumiałe są obawy rodziców i strach przed zmianami. Największym problemem jest szereg nieprawdziwych, a wywołujących ogromne negatywne emocje informacji. W jednym z samorządów wójt zapowiedział nauczycielom i rodzicom, że zlikwiduje jedno gimnazjum. Okazało się, że w miejscowości tej funkcjonuje jedno samodzielne gimnazjum, w którym uczy się trzy klasy pierwsze. Poza tym istnieją cztery szkoły podstawowe, a pozostałe gimnazja już są połączone z podstawówkami. Mimo że w tych szkołach podstawowych przybywa dziesięć klas VII, to wójt zdecydował się zlikwidować gimnazjum. Mając możliwość utworzenia szkoły podstawowej, wykorzystując zasoby nauczycieli i dodatkowo zatrudniając kolejnych, woli straszyć i ciąć koszta. Dlatego apeluję do rodziców i nauczycieli, aby nie dali się w ciągnąć w manipulacje.

Tekst pochodzi z najnowszego numeru "TS" (02/2017) dostępnego również w wersji cyfrowej tutaj
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Agnieszka Romaszewska: Ukraina postawiła na Niemcy. I się na tym przejedzie
Blogi
avatar
Marek
Budzisz

Marek Budzisz: Putin w Soczi – „My pójdziemy do raju a oni po prostu zdechną”
Wczoraj zakończyło się w Soczi jubileuszowe, bo 15-te, spotkanie Klubu Wałdajskiego. Jego zwieńczeniem było publiczne wystąpienie prezydenta Putina, co nie jest szczególnie oryginalne, bo Putin, będący jednym z twórców tego klubu zrzeszającego najwybitniejszych rosyjskich i międzynarodowych specjalistów spraw międzynarodowych, występuje na spotkaniach Wałdaju, regularnie, co rok. Gdybym wystąpienie rosyjskiego prezydenta miał określić jednym zdaniem, to powiedziałbym, że mamy do czynienia z deklaracją wyczekiwania na ruch rywali.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Co łączy byłego I Sekretarza KC PZPR z dzisiejszym PSL?
Czas płynie, ustrój się zmienił, do polityki weszło od 1980 roku kilka pokoleń polityków, a w PSL (i zapewne nie tylko w tym ugrupowaniu) niechęć do poszerzania wiedzy nadal kwitnie.
avatar
europoseł Zbigniew
Kuźmiuk

Z. Kuźmiuk: Do tej pory tylko się domyślaliśmy, Pawlak mówi jak jest z mediami zagranicznymi w Polsce
Ujawnione wczoraj przez portal TVP Info fragmenty rozmowy pomiędzy Waldemarem Pawlakiem, wtedy wicepremierem i ministrem gospodarki, a jednym z najbogatszych przedsiębiorców w Polsce Michałem Sołowowem, rozwiewa wszelkie wątpliwości dotyczące wpływu mediów o zagranicznym kapitale na polską politykę.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.