Jerzy Bukowski: Deklamator Zandberg
Jeżeli zapytać jednak słuchaczy, jakie treści chcieli im przekazać, odpowiedzią będzie wzruszenie ramion, ponieważ efektowna oracja nie zawierała żadnych konkretów. Błyskotliwi deklamatorzy mogą oczarować publiczność, ale nie są w stanie zainteresować jej niczym merytorycznym.
Klasycznym przykładem takiej frazeologicznej pustoty jest Adrian Zandberg, którego trudno posądzić o posiadanie jakichkolwiek poglądów, skoro najpierw ostro krytykował postkomunistów, by wkrótce potem wejść z nimi w wyborczy sojusz. Tego typu człowieka bez właściwości często nazywa się giętkim politykiem, lecz nie jest to bynajmniej komplement. Pod tym względem przypomina on Jarosława Gowina, który również pójdzie z każdym, kto obieca mu wysoką pozycję na scenie politycznej i jeszcze w przekonujący sposób wyjaśni kolejną karkołomną woltę.
Lubię słuchać i oglądać Zandberga, chociaż wiem, że nie ma on nic twórczego do powiedzenia, epatuje więc wyłącznie elegancką formą swoich wystąpień. Wolę jednak mieć do czynienia z mniej złotoustymi politykami, którzy nie potrafią być aż tak elokwentni, ale mają za to zdecydowane oraz jednoznaczne poglądy, których bronią bez zwracania uwagi na retoryczne niuanse.




![Sensacja w sklepie. Na półce wśród pluszaków schował się prawdziwy opos [nagranie]](https://www.tysol.pl/imgcache/360x250/c/uploads/news/155587/1773950503d843ebf4c056e0e8202bef.jpg)