Marcin Królik: Zdrowie polityczne

Opowiem inną przygodę, dziwniejszą... z pogranicza medycyny i polityki.
 Marcin Królik: Zdrowie polityczne
/ Pixabay
Wracamy z małżonką ze sklepu. Z przeciwka nadciąga pan z plakatem wyborczym czy tam jakimiś innymi papierzyskami w dłoni. Odbija w naszym kierunku.

- Dobry wieczór, przepraszam... zdrówka życzę...

Zatrzymujemy się. We mnie już budzi się coś gombrowiczowskiego. Ach te wszystkie dziwne sytuacje. Dlaczego zawsze to mnie zaczepiają wariaci? Co tym razem?

- Bo nam tu jeszcze podpisów na kandydata brakuje.

- A na kogo? - zaciekawiamy się, odczuwając ulgę, a zarazem mając nadzieję, że chodzi o naszego kandydata.

- Na Małgorzatę Kidawę-Błońską.

Ciśnienie opadło.

- Ale my niestety nie popieramy pani Kidawy - odpowiedzieliśmy jak najuprzejmiej. Bo ludzi, wiadomo, trzeba szanować.

- Rozumiem, przepraszam. Jeszcze raz zdrowia życzę...

Minęliśmy się.

- Politycznego też - warknął już zdecydowanie mniej przyjaźnie, odchodząc w kierunku Tesco.

Na kolację były bułki z sałatą i szynką.

Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe