[Tylko u nas] Dr Brzeski: Musimy się spieszyć. Euromarksiści uruchamiają projekt "republiki europejskiej"
13.05.2020 22:05
![[Tylko u nas] Dr Brzeski: Musimy się spieszyć. Euromarksiści uruchamiają projekt "republiki europejskiej"](https://tysol.pl/storage/files/2026/3/1/f5375e75-ffeb-4439-9223-4eaeed12f321/47971.jpg?p=article_hero_mobile)
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Jeżeli ktoś liczy, że po wyborach I prezesa Sądu Najwyższego i Prezydenta w kraju nastanie polityczny spokój i będzie można zająć się restaurowaniem gospodarki, to jest w błędzie. Lewicowi inżynierowie świata uznali, że na plecach koronawirusa będzie można przebudować Europę i uczynić z niej motor globalnej transformacji. Plany takie snują zarówno miliarder i sponsor „otwartego społeczeństwa” George Soros jak i wyznawcy Altiero Spinelliego, dla których manifest z Ventotene to Biblia, Tora i Koran razem wzięte. Zgodnie uważają, że trzeba działać, bowiem „cywilizacja jest zagrożona”, Unia Europejska rozpada się, nastroje są rewolucyjne i nadszedł „moment, kiedy to, co w normalnych czasach byłoby niemożliwe, a nawet nie do pomyślenia, staje się nie tylko możliwe, ale zapewne absolutnie konieczne”. Tak przynajmniej ocenia Soros w wywiadzie dla brytyjskiego portalu Independent, którego właścicielami są rosyjski oligarcha Aleksandr Lebiediew i jego syn Jewgienij.
Czytaj również: Krysztopa: Co po epidemii szykują nam euromarksiści? Szokujący dokument Grupy Spinelli
Europejscy federaliści chcą "superpaństwa". Prof. David Engels napisał im preambułę do "konstytucji"
W podobnym duchu wypowiadają się Lorenzo Marsili, współtwórca grupy politycznej Europejskie Alternatywy, do której należy m.in. redaktor naczelny Krytyki Politycznej Sławomir Sierakowski, oraz Ulrike Guérot założycielka berlińskiego Laboratorium Europejskiej Demokracji. We wspólnej ocenie opublikowanej w lewicowym dzienniku brytyjskim The Guardian stwierdzają, że w UE "narastają animozje i podziały". Unijny wschód i zachód rozdziela pojmowanie pojęcia praworządności a północ i południe pojęcie solidarności ekonomicznej. Europie brakuje obdarzonych wizją mężów stanu, obecne elity zawiodły i nie odpowiadają potrzebom społecznym a projektowi UE grozi rozpad. "Dezintegracja to nie jednorazowy wyskok, ale proces charakteryzujący się usychaniem więzi, stopniową utratą wiary oraz renacjonalizacją polityki. Projekt Europa może skończyć się nie tyle potężnym BUM co cichym chlipnięciem" - konstatują Guérot i Marsili. Dla uratowania europejskiego płomienia przed zgaśnięciem wzywają oni do powołania Europejskiego Kongresu Obywatelskiego na rzecz Przyszłości Europy. Nowy twór ma być hybrydą ruchu społecznego, ugrupowania politycznego i platformy dyskusyjnej, nowoczesną konstytuantą, której zadaniem byłoby zjednoczenie wszystkich sił postępu i uchronienie Unii Europejskiej przed dezintegracją.
W klimacie hasła "proletariusze wszystkich krajów łączcie się" Guérot i Marsili wzywają tych, którzy czują się pozbawionymi praw obywatelskich do utworzenia "europejskiej republiki, w której wszyscy obywatele są równi i niezależni od narodowych afiliacji", gdzie w obliczu koronawirusa nie ma podziałów na otoczonych troskliwą opieką i pozostawionych w "nędzy przepełnionych szpitali".
Neo-bolszewicy chcą zafundować mieszkańcom Europy geograficzny twór bez narodów, gdyż narodowość to nie pochodzenie etniczne, język, kultura i tożsamość, ale zbiór przepisów, który "tworzy grupę równych szczycących się swoimi uprawnieniami". Rzucony przed laty slogan "polskość to nienormalność" był wstępem do tworzenia republiki, w której "Bułgar, Fin, Niemiec lub Włoch będzie cieszył się tą samą opieką społeczną, korzystał z takiego samego wsparcia ekonomicznego i płacił takie same podatki". Na tak zarządzanym obszarze obowiązywać będą zasady "nowej demokracji" wprowadzonej przez organizacje obywatelskie "wbrew ich rządom narodowym". Każdy mieszkaniec "europejskiej republiki" będzie miał swój numer we wspólnym europejskim systemie opieki społecznej, gwarantującym ponoć "godność ludzką niezależnie od narodowości". Mottem republiki będzie hasło Rewolucji Francuskiej "Liberté, egalité, fraternité", które jest "kulturalną i polityczną spuścizną wszystkich Europejczyków".
Progresiści spod znaku euro-urawniłowki planują "imponujące programy ekologiczne i transformacji ekonomicznej" oraz "utworzenie autentycznych instytucji unii gospodarczej". Zamierzają finansować je w drodze utworzonego od zera "zmodernizowanego systemu podatkowego", dzięki
któremu "uruchomione zostaną niedostępne obecnie źródła" funduszy. Ten neo-bolszewicki program wygląda mgliście. Możliwości finansowania kolejnej lewicowej rewolucji prezentuje natomiast szczegółowo George Soros. Nie znam się na instrumentach finansowych więc nie potrafię ocenić, czy proponowane przez miliardera obligacje są realne. Soros zapewnia, że dadzą biliony potrzebne do rozkręcenia gospodarki "po koronawirusie" i uratowania Unii Europejskiej. Koronawirus uderzył bowiem, kiedy unia jest jeszcze "niekompletna" w zatem jest podatna na siły odśrodkowe i działania autokratów. "Ludzi zdominował strach, a przerażenie często sprawia, że ludzie krzywdzą sami siebie. Dotyczy to również instytucji, narodów, a nawet całej ludzkości" - ocenia Soros ze swego piedestału. Słabością "niekompletnej unii" jest to, że "oparta jest na rządach prawa", a "tryby sprawiedliwości obracają się bardzo wolno natomiast zagrożenia takie jak COVID-19 są bardzo szybkie". Stąd tak niebezpieczne dla Unii Europejskiej jest orzeczenie niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego kwestionujące uprawnienia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Uruchomiło ono polskich polityków, którzy "głoszą wyższość swoich kontrolowanych przez rząd sądów nad prawem europejskim" oraz węgierskiego "dyktatora" Orbana. Jeżeli orzeczenie niemieckiego trybunału powstrzyma Brukselę od likwidacji źródeł nieposłuszeństwa w Warszawie i Budapeszcie, to Unia Europejska się skończy - wieszczy Soros i wzywa: "musimy chronić nasze demokratyczne otwarte społeczeństwo" nawet odwołując się do "środków nadzwyczajnych odpowiednich do wyjątkowych okoliczności, w których się znajdujemy".
Rewolucja, nowa konstytuanta, tworzenie euro-republiki, niebezpieczne rządy prawa, konieczność użycia środków nadzwyczajnych, zagrożenie egzystencjalne projektu UE, obrona otwartego społeczeństwa - slogany podnoszone przez rzeczników i sponsorów świetlanego postępu ludzkości zwiastują Europie i Polsce gorące lato polityczne pełne protestów, manifestacji, obstrukcji, sabotażu i prób obalenia rządów narodowych.
Mieliśmy już okres "demokracji socjalistycznej", teraz zagląda nam w oczy "nowa demokracja". Jeśli nie chcemy zaprzepaścić naszego dorobku od narodzin "Solidarności" do ostatnich lat i chcemy wyjść cało z kryzysu gospodarczego "po koronawirusie", to trzeba się spieszyć. I to bardzo. Nie można zwlekać, dyskutować, konsultować, uzgadniać, bo nigdy się wszystkich nie zadowoli. Większość rządowa musi jak najszybciej przeprowadzić wybór prezydenta, gdyż tylko spójna i sprawna struktura państwa pozwoli Polsce odeprzeć przygotowywane naciski i prowokacje wewnętrznych i zewnętrznych przeciwników "dobrej zmiany".
Rafał Brzeski
Europejscy federaliści chcą "superpaństwa". Prof. David Engels napisał im preambułę do "konstytucji"
W podobnym duchu wypowiadają się Lorenzo Marsili, współtwórca grupy politycznej Europejskie Alternatywy, do której należy m.in. redaktor naczelny Krytyki Politycznej Sławomir Sierakowski, oraz Ulrike Guérot założycielka berlińskiego Laboratorium Europejskiej Demokracji. We wspólnej ocenie opublikowanej w lewicowym dzienniku brytyjskim The Guardian stwierdzają, że w UE "narastają animozje i podziały". Unijny wschód i zachód rozdziela pojmowanie pojęcia praworządności a północ i południe pojęcie solidarności ekonomicznej. Europie brakuje obdarzonych wizją mężów stanu, obecne elity zawiodły i nie odpowiadają potrzebom społecznym a projektowi UE grozi rozpad. "Dezintegracja to nie jednorazowy wyskok, ale proces charakteryzujący się usychaniem więzi, stopniową utratą wiary oraz renacjonalizacją polityki. Projekt Europa może skończyć się nie tyle potężnym BUM co cichym chlipnięciem" - konstatują Guérot i Marsili. Dla uratowania europejskiego płomienia przed zgaśnięciem wzywają oni do powołania Europejskiego Kongresu Obywatelskiego na rzecz Przyszłości Europy. Nowy twór ma być hybrydą ruchu społecznego, ugrupowania politycznego i platformy dyskusyjnej, nowoczesną konstytuantą, której zadaniem byłoby zjednoczenie wszystkich sił postępu i uchronienie Unii Europejskiej przed dezintegracją.
W klimacie hasła "proletariusze wszystkich krajów łączcie się" Guérot i Marsili wzywają tych, którzy czują się pozbawionymi praw obywatelskich do utworzenia "europejskiej republiki, w której wszyscy obywatele są równi i niezależni od narodowych afiliacji", gdzie w obliczu koronawirusa nie ma podziałów na otoczonych troskliwą opieką i pozostawionych w "nędzy przepełnionych szpitali".
Neo-bolszewicy chcą zafundować mieszkańcom Europy geograficzny twór bez narodów, gdyż narodowość to nie pochodzenie etniczne, język, kultura i tożsamość, ale zbiór przepisów, który "tworzy grupę równych szczycących się swoimi uprawnieniami". Rzucony przed laty slogan "polskość to nienormalność" był wstępem do tworzenia republiki, w której "Bułgar, Fin, Niemiec lub Włoch będzie cieszył się tą samą opieką społeczną, korzystał z takiego samego wsparcia ekonomicznego i płacił takie same podatki". Na tak zarządzanym obszarze obowiązywać będą zasady "nowej demokracji" wprowadzonej przez organizacje obywatelskie "wbrew ich rządom narodowym". Każdy mieszkaniec "europejskiej republiki" będzie miał swój numer we wspólnym europejskim systemie opieki społecznej, gwarantującym ponoć "godność ludzką niezależnie od narodowości". Mottem republiki będzie hasło Rewolucji Francuskiej "Liberté, egalité, fraternité", które jest "kulturalną i polityczną spuścizną wszystkich Europejczyków".
Progresiści spod znaku euro-urawniłowki planują "imponujące programy ekologiczne i transformacji ekonomicznej" oraz "utworzenie autentycznych instytucji unii gospodarczej". Zamierzają finansować je w drodze utworzonego od zera "zmodernizowanego systemu podatkowego", dzięki
któremu "uruchomione zostaną niedostępne obecnie źródła" funduszy. Ten neo-bolszewicki program wygląda mgliście. Możliwości finansowania kolejnej lewicowej rewolucji prezentuje natomiast szczegółowo George Soros. Nie znam się na instrumentach finansowych więc nie potrafię ocenić, czy proponowane przez miliardera obligacje są realne. Soros zapewnia, że dadzą biliony potrzebne do rozkręcenia gospodarki "po koronawirusie" i uratowania Unii Europejskiej. Koronawirus uderzył bowiem, kiedy unia jest jeszcze "niekompletna" w zatem jest podatna na siły odśrodkowe i działania autokratów. "Ludzi zdominował strach, a przerażenie często sprawia, że ludzie krzywdzą sami siebie. Dotyczy to również instytucji, narodów, a nawet całej ludzkości" - ocenia Soros ze swego piedestału. Słabością "niekompletnej unii" jest to, że "oparta jest na rządach prawa", a "tryby sprawiedliwości obracają się bardzo wolno natomiast zagrożenia takie jak COVID-19 są bardzo szybkie". Stąd tak niebezpieczne dla Unii Europejskiej jest orzeczenie niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego kwestionujące uprawnienia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Uruchomiło ono polskich polityków, którzy "głoszą wyższość swoich kontrolowanych przez rząd sądów nad prawem europejskim" oraz węgierskiego "dyktatora" Orbana. Jeżeli orzeczenie niemieckiego trybunału powstrzyma Brukselę od likwidacji źródeł nieposłuszeństwa w Warszawie i Budapeszcie, to Unia Europejska się skończy - wieszczy Soros i wzywa: "musimy chronić nasze demokratyczne otwarte społeczeństwo" nawet odwołując się do "środków nadzwyczajnych odpowiednich do wyjątkowych okoliczności, w których się znajdujemy".
Rewolucja, nowa konstytuanta, tworzenie euro-republiki, niebezpieczne rządy prawa, konieczność użycia środków nadzwyczajnych, zagrożenie egzystencjalne projektu UE, obrona otwartego społeczeństwa - slogany podnoszone przez rzeczników i sponsorów świetlanego postępu ludzkości zwiastują Europie i Polsce gorące lato polityczne pełne protestów, manifestacji, obstrukcji, sabotażu i prób obalenia rządów narodowych.
Mieliśmy już okres "demokracji socjalistycznej", teraz zagląda nam w oczy "nowa demokracja". Jeśli nie chcemy zaprzepaścić naszego dorobku od narodzin "Solidarności" do ostatnich lat i chcemy wyjść cało z kryzysu gospodarczego "po koronawirusie", to trzeba się spieszyć. I to bardzo. Nie można zwlekać, dyskutować, konsultować, uzgadniać, bo nigdy się wszystkich nie zadowoli. Większość rządowa musi jak najszybciej przeprowadzić wybór prezydenta, gdyż tylko spójna i sprawna struktura państwa pozwoli Polsce odeprzeć przygotowywane naciski i prowokacje wewnętrznych i zewnętrznych przeciwników "dobrej zmiany".
Rafał Brzeski

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Tagi
Data publikacji: 13.05.2020 22:05
Pięć propozycji prezydenta na reformę polityki klimatycznej Unii Europejskiej
18.03.2026 07:46

Komentarzy: 0
Wczoraj prezydencki minister Karol Rabenda oraz doradca głowy państwa Wanda Buk mówili na konferencji prasowej o kosztach systemu ETS dla Polski. Prezydent Karol Nawrocki chciałby całkowitego wycofania się Polski z systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2, ale w dzisiejszej konfiguracji politycznej jest to mało prawdopodobne. Dlatego Pałac Prezydencki przygotował pięć propozycji dotyczących reformy unijnej polityki klimatycznej.
Czytaj więcej
Cena bezpieczeństwa. Co naprawdę kryje się za programem SAFE
17.03.2026 12:34

Komentarzy: 0
Dyskusja na temat SAFE rozgrywa się w huku spadających bomb. I choć dzieje się to w przenośni, politycy bardzo chcą wytworzyć wrażenie, że decyzję naprawdę podejmujemy pod lufami karabinów. – Panowie, wokół jest wojna – mówi do prezydenta i szefa NBP premier. Choć nie pada to historyczne porównanie, kreowane jest poczucie, jakbyśmy obserwowali właśnie odrzucenie przez dawny Sejm z wykorzystaniem liberum veto wydatków państwa na wojsko w sytuacji przygotowywanego przez sąsiadów ataku. A przecież pieniądze nie są jedyną, a nawet nie najważniejszą rzeczą, o którą chodzi w tym sporze.
Czytaj więcej
Czarnek odpowiedział Tuskowi. Nie przebierał w słowach
15.03.2026 15:24
Niebezpieczny SAFE
05.03.2026 14:13

Komentarzy: 0
Unijny program SAFE brzmi jak coś, z czym nie sposób polemizować. Kto normalny sprzeciwia się bezpieczeństwu? Już sama nazwa ustawia dyskusję: jesteś za SAFE – jesteś odpowiedzialny. Masz wątpliwości – pewnie nie rozumiesz powagi sytuacji za naszą wschodnią granicą. To klasyczny zabieg polityczny: nadać projektowi nazwę, która moralnie rozbraja krytykę. Tymczasem im bardziej górnolotna etykieta, tym częściej warto zajrzeć pod spód i sprawdzić, jakie mechanizmy naprawdę się tam kryją.
Czytaj więcej
Konflikt w Iranie może wywołać nowy kryzys migracyjny w Europie
05.03.2026 11:07

