REKLAMA

Dr Łysakowski:Potężne środowiska medialne i polityczne stały się zakładnikami przeszłości swoich dziadków

"Kilkunastu bandytów opanowało także posterunek [...] Łączniczka >>Żelaznego>Inka dobiła ich z pistoletu - To fragmenty fałszującej obraz Polski z roku 1945 / 1946 i lat późniejszych książki „Towarzyszom walki MO – W XV rocznicę Milicji Obywatelskiej” redagowanej przez ppłk MSW PRL Henryka Gutowskiego. Jak widać z wyżej przytoczonego tekstu, „Żołnierzom Wyklętym” takim jak: „Żelazny”, „Łupaszko”, „Zagończyk”, bohaterska „Inka”, odbierano w Polsce Ludowej nie tylko życie ale usiłowano też odebrać honor przedstawiając jako bandytów, zwykłych przestępców
 Dr Łysakowski:Potężne środowiska medialne i polityczne stały się zakładnikami przeszłości swoich dziadków
/ screen YouTube

„[…] Kujak chciał coś jeszcze powiedzieć, ale w tym momencie jak spod ziemi wyrosło przed nimi kilku bandytów. […] Kilkunastu bandytów opanowało także posterunek MO. Fajera i Mastalerza zawlekli do budynku Urzędu i zaczęli torturować. Na widok zbliżającego się wolno >>Mercedesa<< zakneblowali im usta. Sindin i Szafian wpadli w zasadzkę. Wszystkich […] wyprowadzili przed budynek, ustawili obok samochodu i rozstrzelali. Łączniczka >>Żelaznego<< - >>Inka<<[1] dobiła ich z pistoletu, […] Wkrótce potem bandę >>Łupaszki<< dosięgła ręka sprawiedliwości. >>Żelaznego<<[2] rozerwał granat dobrze wymierzony przez milicjanta z Komendy Powiatowej w Sztumie. >>Inka<< i drugi łącznik, bandy >>Zagończyk<<[3], stanęli przed sądem w Gdańsku, który skazał ich na karę śmierci. […] Wpadł wreszcie i sam >>Łupaszko<<[4] - rotmistrz kawalerii z Wilna. Otrzymał najwyższy wymiar kary.”[5 ]


To fragmenty fałszującej  obraz Polski z roku 1945 / 1946 i lat późniejszych książki „Towarzyszom walki MO – W XV rocznicę Milicji Obywatelskiej” redagowanej  przez ppłk MSW PRL Henryka Gutowskiego. Jak widać z wyżej przytoczonego tekstu, „Żołnierzom Wyklętym” takim jak: „Żelazny”, „Łupaszko”, „Zagończyk”, bohaterska „Inka”, odbierano w Polsce Ludowej nie tylko życie ale usiłowano też odebrać honor[6]  przedstawiając jako bandytów, zwykłych przestępców, wrogów Polski współpracujących przeciwko Niej, ręka w rękę z Niemcami. Jak skuteczna była to propaganda pokazują wpisy anonimowych (jak zwykle w takich przypadkach) internautów pod tekstem dotyczącym „Żołnierzy Wyklętych” zamieszczonym na portalu „Wirtualna Polska” w dniu 1.12.11 jeden z nich powtarzający wprost komunistyczne brednie i kłamstwa brzmiał:

„ Są to "żołnierze przeklęci".Mordowali Polaków w imię czego-że wrócą hrabiowie.Polska hrabiów się skończyła. Ci co chcieli pracować i żyć byli mordowani. Sanitariuszka od "Łupaszki" mordowała rannych milicjantów. Chłopi, którzy brali ziemię z reformy rolnej byli mordowani. O to walczyli "żołnierze przeklęci",


drugi zaś :

”Zwyczajni bandyci którzy grabili i mordowali bezbronnych Polaków!”[7].


Mimo precyzyjnych ustaleń historyków podobne brednie pojawiają się w przestrzeni publicznej jeszcze i dzisiaj powtarzane przez niedouczonych studentów i manipulujących opinią publiczną polityków. W pewnej kontrze do powyższych cytatów nie od rzeczy będzie tu przytoczyć też relację jaką przekazał mi mój Ojciec Tadeusz Łysakowski opowiadając jak przewożono go (w drugiej połowie lat czterdziestych ubiegłego stulecia) z więzienia na ulicy 11 / go Listopada w Warszawie do Wronek w transporcie, o którym ludność na mijanych stacjach informowano, że jest to transport niemieckich morderców i volksdeutschów mających na rękach polską krew. Co charakterystyczne, zarazem prawdziwi zdrajcy Narodu Polskiego, współpracownicy Gestapo i równocześnie komunistów, mający właśnie na rękach krew konspiratorów (nawet tych z najwyższych szczebli wtajemniczenia –zainteresowanych odsyłam do uważnej lektury uzasadnień wyroków sądowych na Ludwika Kalksteina i Blankę Kaczorowską odpowiedzialnych za wydanie i późniejsze aresztowanie przez Gestapo Generała Stefana „Grota” Roweckiego) i ocalałych z „Zagłady” Żydów [8], a także pospolite przestępstwa kryminalne [9] – ci mogli liczyć się z pełną przychylnością UB a potem SB i a w ostatecznym rozrachunku także i sądów „Polski Ludowej” [10]. Za „wsypanie” Niemcom całej siatki konspiracyjnej (Mazowsze / okolice Ostrołęki) - co w konkretnym przypadku skończyło się, co najmniej, kilkunastoma ofiarami śmiertelnymi wśród żołnierzy podziemia, wymordowanymi przez niemieckie siły bezpieczeństwa - jeden z ich bezpośrednich dowódców dostał zaledwie rok więzienia.

#NOWA_STRONA#

W tym przypadku okolicznością łagodzącą były stosowane przez Niemców wobec zdrajcy bicie i tortury [11]. Dodajmy przy tym, że innych wypadkach zaistnienie tego typu przesłanek wcale nie dawało podstaw do tak łagodnego wyroku, a niejednokrotnie działało się wręcz przeciwnie – słabość podczas gestapowskich przesłuchań była elementem zdecydowanie obciążającym oskarżanych tam gdzie chodziło na przykład o zdradę wobec podziemia komunistycznego. W takich przypadkach nie było litości.

Część ze skazywanych próbowała heroicznie, ale nieskutecznie wobec wszechogarniającego bezprawia i wszechwładzy bezpieki, bronić dobrego imienia swoich kolegów , struktur Państwa Podziemnego i swojego własnego [12] . Ich opór opierał się na fałszywej, jak się okazywało, wierze w istnienie prawdy obiektywnej  odnoszącej się do rzeczywistości, w której działali w czasie okupacji, jak i w to, że bronili swoją działalnością i pracą wolnej i suwerennej Polski.

Prawda obiektywna, niestety, w rozumieniu „sprawiedliwości ludowej” uzewnętrzniającej się w wyrokach sądów, znajdujących się w sferze silnego oddziaływania komunistów, ferowanych w odniesieniu do polskich bohaterów nie istniała. Bo jak mogła istnieć kiedy podstawowym argumentem za czyjąś uczciwością lub jej brakiem był, na przykład, argument przynależności do PPR i AL „[…] Nie jest również prawdą, by ludzie aresztowani przez oskarżonego […] byli pospolitymi przestępcami. Należeli oni bowiem do P.P.R. i A.L. […]” [13], a za skazaniem na ciężki wyrok,  na przykład to, że było się winnym mordu na miejscowym komuniście bo znajdowało się w chwili jego popełnienia w odległości stu metrów od miejsca zdarzenia [14]. Niejednokrotnie więc, wobec wszechobecnej ofensywy kłamstwa, której byli celem i trudów życia więziennego nie udawało im się wytrwać w swej niezłomnej postawie [15].

Nie zmienia to faktu bohaterskiego przejścia przez dramatycznie trudne chwile śledztwa. Część (nie tak duża – zresztą jeśli brać pod uwagę sposoby „wydobywania” z nich zeznań obciążających) ulegała i składała zeznania zgodne z życzeniami oprawców z UB jeszcze w trakcie przesłuchań, lub później ratując życie ewentualnie prosząc o darowanie reszty zasądzonej, z naruszeniem prawa kary. Nie nam ich oceniać.

#NOWA_STRONA#

Należy o tym jednak przypominać pokazując jak „system” potrafił niszczyć najuczciwszych i najszlachetniejszych ludzi. W tym wszystkim uczestniczyli też oprócz śledczych, prokuratorów, sędziów niejednokrotnie także i obrońcy oskarżonych, którzy chcąc bronić swoich klientów (niejednokrotnie ulegając komunistycznej propagandzie , a może bojąc się o własne życie adwokaci niejednokrotnie sprzeniewierzali się swoim zawodowym obowiązkom i honorowemu kodeksowi korporacji – te zdarzenia należałoby opisać)  przyjmowali optykę oprawców – system domykał się w pełni. Kłamstwo o przedwojennej Polsce i podziemiu w czasie wojny tak potrzebne dla uzasadniania własnych przestępstw święciło tryumf:

[…] Wysoki Sądzie ? (tak w stenogramie – P.Ł.) Są dni, kiedy echa kroków przeszłości rozbrzmiewają ze szczególną mocą […]. Są dni kiedy przerażenie rozszerza źrenice patrzące na potworność dokonanych zbrodni […] Czyje to są kroki – to są kroki granatowych policjantów zbliżających się do drzwi, za którymi się toczy walka prowadzona przez najlepszych ludzi narodu. To są echa kopyt końskich, które na Placu Teatralnym kląskają, wdzierając się przeciwko demonstrującym tłumom. I to są te – o zgrozo kroki podkutych buciorów gestapowców, […] to są ciche echa skradających się kroków na korytarzach, prowadzących do dwójkarskich labiryntów i to są również kroki bronionego przeze mnie oskarżonego Pajora. […] Wysoki Sądzie myśmy byli tutaj w tej sprawie wstrząsani tym zjawiskiem, jak to kroki defensywniaków, kroki policjantów przemieszały się w jednym jazgocie z krokami gestapo i myśmy byli w tej sprawie wstrząśnięci kiedyśmy słyszeli odgłos kroków Pajora idącego miękkimi dywanami po korytarzach w Alei Szucha do kapitana Spielkera […] [16].


Z punktu widzenia sięgających wówczas, z pomocą ościennego mocarstwa, po władzę nie można było inaczej. Musieli i chcieli bić, wymuszać, nie mogli reagować na protesty przeciwko łamaniu prawa i ludzkich charakterów byli bowiem z innego świata niż ci przesłuchiwani, poniewierani i bici przez nich żołnierze podziemia. Byli bowiem  „z nieprawego łoża” i mieli pełną tego świadomość, że u podstaw ich politycznych karier stało „kłamstwo katyńskie” i „sowieckie bagnety”, „Jałta” i jak już wyżej wspomniałem niejednokrotnie także zwykłe przestępstwa kryminalne. Trafnie oceniali ich wtedy, gdy rozpoczynali swe polityczne „kariery” Niemcy:

„[…] 3) PPR – to znów przywołana do życia przed rokiem na rozkaz Moskwy KPP […] – Pracuje ona przede wszystkim z elementami kryminalnymi uciekinierami – jeńcami bolszewickimi -  Prowadzona przez Żydów, elementy te są używane do celów sabotażowych. W społeczeństwie polskim PPR napotyka głęboką niechęć dzięki doświadczeniom okupacji bolszewickiej […] Swoją reputację zawdzięcza ona przede wszystkim aktom sabotażowym i różnym napadom bandyckim […]” [17]. W innym zaś dokumencie wspominano o licznych elementach aspołecznych dla których komunizm stanowił doskonałą okazję, by:”[…] dać upust swoim przestępczym skłonnościom” [18].


Potwierdzały prawdziwość tych niemieckich opinii także polskie opracowania wydawane w podziemiu, które potem „lądowały” w rękach bezpieki stając się materiałem obciążającym wobec chwytanych i sądzonych żołnierzy podziemia [19]. Tak więc ich wizerunek musiał, w otaczającej ich rzeczywistości, przegrywać z obrazem walczących o Polskę bohaterów podziemia, nie wytrzymywał tej „konkurencji”, bo w normalnych warunkach demokracji nie mógł jej wytrzymać.

„Narodziny Systemu Władzy” [20] czyli powstanie „Polski Ludowej” poprzedzone potężnym wysiłkiem organizacyjnym i propagandowym organizowanym przez Rosję rządzoną przez Józefa Stalina były procesem długim. Warto przy tym postawić pytanie na ile opisywane zdarzenia były efektem własnych, inicjatywą „polskich” komunistów , na ile zaś były dyktowane przez Generalissimusa i jego tajne służby. Nie rozwiążemy w tym miejscu tego problemu, warto jednak zastanowić się na nim [21].

Wspomniane wyżej działania „organizacyjne i propagandowe” polegające na „uprzątnięciu” istotnych z punktu widzenia komunistów i wrogich im (obiektywnie lub subiektywnie) jednostek, grup społecznych, struktur mogących utrudniać im lub w ogóle uniemożliwić przeprowadzenie planów skomunizowania / kolonizowania Polski, kumulowały się w „zbrodni katyńskiej” [22], „aktywnej bierności” [23] wobec dramatu walczącej w sierpniu 1944 roku Warszawy i agresywnej (ukazanej krótko wyżej) działalności propagandowej wobec „wrogów ludu” czyli tych, którzy chcieli Polski wolnej, suwerennej.

#NOWA_STRONA#

Realizacja tych, przestępczych wobec Polski i Polaków planów, jak się okazało, nie gwarantowała od razu, w pełni oczekiwanego sukcesu. Już wczesny okres instalowania „nowej władzy” w Polsce pokazał, że będą z tym poważne problemy. Trzeba było więc przedsięwziąć kroki, które komplikacje te miały w znaczny sposób ograniczyć i w sposób istotny wzmocnić powstające struktury państwowe i równocześnie zohydzić i ośmieszyć wroga. Czyniono to wielopłaszczyznowo.

Pierwszym ruchem mającym zapewnić sukcesy w budowie „socjalistycznej ojczyzny” była podjęta dość szybko po „wstępnej” instalacji nowej władzy wymiana kadr w wymiarze sprawiedliwości. Nie dało się tego zrobić całościowo ale uderzenia w „kapitalistyczne złogi” były na tyle silne, że ci pracownicy wymiaru sprawiedliwości, którzy nie zostali wyrzuceni z pracy albo zamknięci do więzień dość szybko przystosowali się do „nowych warunków” pracy. Sędzia Aleksander Rysiński pisał o potrzebie zmian w aparacie wymiaru sprawiedliwości co następuje:

[…] Chodzi o to aby zerwać opaskę z oczu naszej Temidy, aby wiedziała kogo sądzi robotnika czy chłopa , bogacza miejskiego czy spekulanta, wroga klasowego czy jednostkę światopoglądowo przynależną do klasy robotniczej. Chodzi o to, by >>miecz<< naszej sprawiedliwości nie działał na oślep w myśl jakichś abstrakcyjnych i oderwanych od życia zasad, lecz potrafił w wirze ścierających się sił uderzyć całym swoim ostrzem we wroga klasowego. […] [24].  


Wiceminister sprawiedliwości w latach 1945 – 1949 Leon Chajn (były członek KPP i najwyższych władz państwowych PRL) mówił zaś o „niepokornych” pracownikach sądów i prokuratur w sposób następujący:

„[…] Ci muszą odejść z naszego z szeregów sądownictwa, bo w naszej Polsce prawo może stosować ten, kto rozumie i odczuwa potrzebę przewrotu. Zastąpią ich nowe młode kadry, które wyjdą ze zreformowanych uniwersytetów, ze specjalnych szkół prawniczych przygotowujących w trybie przyspieszonym młody narybek prawniczy.[…]” [25]. Operacja niewątpliwie powiodła się bo w latach pięćdziesiątych odwoływano się w wyrokach „sierpniówkowych” (co generalnie było kuriozalne i podkreślające w sposób nie budzący jakichkolwiek wątpliwości brak suwerenności polskiego wymiaru sprawiedliwości i Państwa Polskiego od Sowietów) wprost do orzecznictwa sądów ZSRR: „[…] W tym stanie rzeczy kierując się zasadami wymiaru sprawiedliwości w Z.S.R.R., gdzie przy wymierzaniu kary śmierci, najbardziej ze wszystkich państw świata sędziowie szczegółowo i dokładnie rozważają każdą okoliczność łagodzącą (to w aspekcie zasądzania kary śmierci w państwie rządzonym przez Józefa Stalina wyjątkowo cyniczna konstatacja i jakże odległa od materialnej prawdy – P.Ł.) – […] Sąd doszedł do przekonania, że w świetle materiału zebranego […] odstąpi od kary śmierci. […]”[26].


Zamiary artykułowane (w miarę oględnie) w wypowiedziach urzędników „aparatu sprawiedliwości” były jeszcze bardziej widoczne w publicystyce. Na marginesie procesu i wyroku kary śmierci Josefa Buehlera zastępcy Hansa Franka i szefa Rządu Generalnego Gubernatorstwa anonimowy (podpisujący się literkami st. g) publicysta „Życia Warszawy” pisał we „wstępniaku” co następuje:

„[...] Po raz pierwszy w Polsce postawiony został przed sąd i skazany nie wykonawca lecz jeden z szefów hitlerowskiego aparatu GG […]. Ten fakt nabiera szczególnej wymowy w zestawieniu z procesami przestępców wojennych odbywających się na terenie zachodnich Niemiec […]. Sądy angielskie i amerykańskie skazują od czasu do czasu pomniejszych przestępców lecz sprawiedliwość anglosaska nie potrafi zawyrokować o winie tych, którzy przestępcom wydawali rozkazy.[...] Angielscy i amerykańscy prokuratorowie nie potrafią zdobyć się na słowa oskarżenia dla niemieckich przemysłowców i polityków. Nie mogą bowiem potępiać czynów, które ich świat nie stawia poza granicami prawa. […] Oskarżyciel polski i sędzia polski są wolni od takich oporów psychicznych. […].” [27].


Ten pozornie niezwiązany z przedmiotem „sierpniówek” fragment publicystyki z 1948 roku pokazuje odrywanie się „polskiego wymiaru sprawiedliwości” od rzymskich korzeni prawa. Zrobiono wszystko, by przestępcę skazać, a wyrok wydany był faktycznie już przed rozprawą – dlatego, że prowadzący proces i oskarżający w nim „ […] są wolni [...]” od jakichkolwiek oporów w kwestii orzekania o winie oskarżonego. I nie ma tu znaczenia to, że Buehler był rzeczywistym przestępcą. W lipcu 1948 roku był to on później (i wcześniej też) polscy patrioci – żołnierze podziemia wobec , których tez orzekano „bez oporów” nie bacząc na brak winy.

#NOWA_STRONA#

Równolegle do zastraszenia i „czyszczenia” struktur sądownictwa przystąpiono do „modyfikowania” obowiązującego prawa - jednym z głównych i podstawowych kierunków tej działalności było dostosowanie go do potrzeb chwili. Uchwalono więc dekret zwany sierpniowym 31 VIII 1944 r. „O wymiarze kary dla faszystowsko – hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz zdrajców Narodu Polskiego”. W artykule 1. tego aktu prawnego pisano co następuje: 

„Kto, działając na rękę władzy okupacyjnej niemieckiej 

a) brał udział w dokonywaniu zabójstw osób spośród ludności cywilnej lub jeńców wojennych, w znęcaniu się nad nimi albo w ich prześladowaniu

b) działał lub działa na szkodę osób przebywających na obszarze Państwa Polskiego w szczególności przez ujęcie lub wywożenie osób poszukiwanych albo prześladowanych przez władzę okupacyjną z jakichkolwiek przyczyn (z wyłączeniem ścigania za dokonanie przestępstw pospolitych), podlega karze śmierci”.


Jak zwykle w przypadku prawnych konstrukcji „produkowanych” przez komunistów lub prawników od nich całkowicie zależnych, budowa i struktura tych zapisów była szczególna. Z jednej bowiem strony, wychodziła ona naprzeciw ogólnemu i w pełni uzasadnionemu wojennymi okrucieństwami okupantów, społecznemu, zapotrzebowaniu zemsty na kolaborantach i niemieckich zbrodniarzach i zaspakajała je, z drugiej zaś, w sposób oczywisty naruszała obecne w zachodnim systemie prawnym niezmienne zasady. W tym szczególnie tę o nie działaniu prawa wstecz [28].

Obserwując tę komunistyczną aktywność zadajmy pytanie czy  Polskie Państwo Podziemne nie „wyczyściły” kwestii kolaborujących i „uprawiających bandytyzm” w czasie wojny – tak więc czy były obiektywne podstawy (abstrahujemy to od konieczności i prawdy etapu, na które to okoliczności komuniści bardzo często się powoływali) do tak drastycznych działań [29].

Wracając jednak do samego „dekretu” to naruszał on też w sposób jednoznaczny jeszcze jedną, kardynalną, zasadę prawa rzymskiego: „nullum crimen sine lege” zgodnie z którą każdy czyn uznany po jego dokonaniu za przestępstwo powinien być w sposób wyraźny określony wcześniej przez prawo stanowione. Tak więc de facto karanym śmiercią lub wieloletnim więzieniem działaniem na szkodę osób przebywających na obszarze Państwa Polskiego mogło być cokolwiek, co oskarżyciele, i skład sędziowski, zechcieli na podstawie przedkładanych przez UB materiałów śledczych za takie działanie uznać [30].

#NOWA_STRONA#

Wskazana wyżej elastyczność punktu (b) art. 1 „prawa sierpniowego” została zdefiniowana, przez rządzących, jako niewłaściwa. Pokazywały to zmiany dekretu z dni 16 II, a następnie 10 XII 1946 r. Wtedy to właśnie została uchwalona jego ostateczna wersja , która obowiązuje do dziś  „Dekret o wymiarze kary dla faszystowsko – hitlerowskich zbrodniarzy” nie był nigdy „de facto” unieważniony [31]. Według „nowej sierpniówki” można było wymierzyć karę więzienia od lat 3 do 15 lub więzienia dożywotniego tym wszystkim, których działania polegały na denuncjowaniu, chwytaniu i wywożeniu osób narażonych na prześladowania ze strony Niemców, lub – na udziale w zabójstwach oraz znęcaniu się nad ofiarami Niemców.

Zakres czynów określanych jako bezprawne i narażone na sankcję  został przez wspomnianą nowelizację znacznie poszerzony. Wymierzano kary nie tylko za działanie na szkodę konkretnych osób (początkowa wersja prawa , o którym tu piszemy – P.Ł.) ale też za występki przeciwko i na szkodę Państwa Polskiego i (tym samym) polskiej osoby prawnej. Zaznaczyć też należy, że możliwość karania śmiercią za tego rodzaju czyny wciąż pozostawała w mocy. „Sierpniówka”, jak już wyżej zauważyłem, gwałciła w sposób, niespotykany do tej pory, podstawowe zasady prawa nie działającego wstecz obowiązujące w cywilizowanych krajach [32].

Dramatem doskonale wpisującym się we wspomniane wyżej działanie na społeczną świadomość i „demolowanie” obrazu bohaterów podziemia był fakt, iż z  „dekretu sierpniowego” sądzeni i karani byli niemieccy zbrodniarze – tacy np., jak pierwszy komendant obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu Rudolf Hoess, Juergen Stroop i inni. Diabelskim pomysłem, wpisującym się we wspomniane wyżej niszczenie obrazu bohaterów podziemia, było  wykorzystanie dekretu bezpośrednio przeciwko żołnierzom Podziemia Niepodległościowego, a w szczególności Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych z których uprawiana w latach 40 i 50 komunistyczna propaganda usiłowała zrobić, nie tylko, niemieckich kolaborantów [33] ale i pospolitych kryminalnych przestępców, wspominałem już o tym zresztą wyżej.

Paradoksalne jest w tej sprawie to, ze dziś ludzie wywodzący się ze środowisk, które w latach 40 i 50/tych odpowiadały za prowadzeniem takiej właśnie polityki” biorą się” za „prostowanie i rewizję” polskiej historii [34]. Pewnie właśnie , między innymi, z tej przyczyny karanie stalinowskich oprawców idzie w Polsce tak opieszale, a do wcielenia w życie właściwego kierunku działań „w tej sprawie” , który wyobrażał sobie Edward Kemnitz [35] :


„ [...] następnie powiedział, że my się jeszcze doczekamy drugiej Norymbergi. Sądzeni będą nie tylko sprawcy wynaradawiania wielu tysięcy Polaków – a będzie ich niestety bardzo dużo – którzy donosili do wrogów na własnych braci, wykorzystując zaufanie do siebie swych ofiar. To będzie ukarane tak przykładnie – jak tego wymaga honor Polski. Jeżeli Polska chce być państwem samodzielnym musi raz na zawsze wyplenić z Polaków zaszczepione przez obu okupantów donosicielstwo. To musi być wyplenione bez względu na ilość ofiar [...]. „ [36] 


Było do tego tym dalej , że swoje przemyślenia Edward Kemnitz przedstawiał właśnie tajnemu współpracownikowi SB noszącemu pseudonim „Adam” [37], który natychmiast (co wyżej widać) meldował o przemyśleniach swego rozmówcy swojemu oficerowi prowadzącemu.

#NOWA_STRONA#

Wracając jednak do rzeczy -spektakularnym przykładem takiego właśnie wykorzystania  „dekretu sierpniowego” była sprawa gen. Augusta Emila Fieldorfa. W roku 1952 skazano go na podstawie art. 1 pkt. 1 wspomnianego aktu prawnego na karę śmierci [38], a następnie (24 II 1953 r.) zamordowano w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Podczas procesu uznano go winnym wydania AK rozkazów likwidowania partyzantów radzieckich.

Zarzuty te były nieprawdziwe, a cały proces był klasycznym „justitzmordem – mordem sądowym”. Tego typu wypadków było więcej. I nimi (choć nie wszystkie były tak drastyczne [39]) będę starał zająć się w niżej prezentowanym tekście. Według Tomasza Szaroty skazywani z „dekretu sierpniowego” dzielili się na kilka grup [40] :

„ […] Pierwszą stanowili zbrodniarze niemieccy sądzeni po ich ekstradycji do Polski, drugą - "granatowi" policjanci, trzecią - o zgrozo! - członkowie "ugrupowań faszystowskich (NSZ, AK, ZWZ) współpracujący z gestapo", czwartą - konfidenci i agenci gestapo oraz żandarmi, piątą - osoby winne przestępstw popełnionych w obozach koncentracyjnych (n p. znęcający się nad współwięźniami funkcyjni) i wreszcie grupę szóstą, najliczniejszą - chłopi, biorący udział w obławach lub wydający w ręce okupanta ukrywających się Żydów lub uczestników ruchu oporu. […]” [41].


Od siebie dodam jeszcze, że wśród skazanych wcale niemałą grupę stanowili żołnierze podziemia niepodległościowego, których sądzono za przedwojenne działania skierowane przeciwko antypaństwowej komunistycznej konspiracji, mordowanie żołnierzy i partyzantów sowieckich (tak jak we wspominanym już wyżej przypadku „Nila” / Fieldorfa) oraz żydowskich uciekinierów z gett oraz ukrywających się po lasach ocaleńców z „Holocaustu”.

#NOWA_STRONA#

Przy okazji można tu wspomnieć, że owi mordowani żołnierze sowieccy byli w licznych przypadkach (będziemy o tym wspominać niżej) po prostu zwykłymi bandytami rabującymi miejscową ludność przed którymi Armia Krajowa i w ogóle podziemie niepodległościowe, w szerokim tego pojęcia rozumieniu, usiłowała tę ludność, właśnie, chronić wypełniając swoje podstawowe obowiązki gospodarza terenu, na którym działała w danym momencie.

Zdarzały się też owym „biednym Sowietom” prześladowanym przez „prawicowe podziemie” także i przypadki wyłapywania uciekających z transportów do Treblinki Żydów i późniejszego oddawania ich w ręce niemieckich oprawców – oczywiście po uprzednim obrabowaniu [42].  Kwestie te definiowały po latach od wydania wyroków skazujących na polskich patriotów Sądy niepodległej Rzeczpospolitej [43].

Jednym z takich klasycznych przykładów działania prawa wstecz skierowanego przeciwko późniejszym żołnierzom podziemia może być sprawa przedwojennego funkcjonariusza Policji Państwowej Tadeusza Markiewicza, któremu w dokumencie stanowiącym o tymczasowym aresztowaniu wpisano następująca sentencję:

„ […] jako inspektor policji państwowej idąc na rękę ruchowi faszystowskiemu działał w zakresie rozstrzygania w sprawach publicznych na szkodę Narodu, przyjęto, że wydawał zarządzenia o ściganiu działaczy lewicowych tj o przestępstwo […]” [44].


O wiele poważniejszych zbrodni dopuścił się według funkcjonariuszy UB i sądu wybitny polski oficer linii i sztabów Józef Szostak, który miał czelność bronić Polski przed sowieckim najazdem:

„[…] W kwietniu 1919 oskarżony Szostak będąc adiutantem dcy – pułku Orlicz Dreszera wraz z tym pułkiem brał czynny udział w walkach skierowanych przeciwko Rosyjskiej Federac. Socj. Republice Radzieckiej. […] Następnie w 1920 r. w ramach […] pułku ułanów jako dowódca plutonu osk. Szostak brał udział w interwencji zbrojnej mającej na celu obalenie młodej Republiki Radzieckiej, […]” [45].


Tak więc jak widać „polskie” sądy musiały (a może same chciały) zajmować się obroną „niepodległości” ZSRS zagrożonej wcześniej przez polskich imperialistów. Przy okazji zupełnie zarówno władze bezpieczeństwa jak i wymiar sprawiedliwości nowego polskiego państwa „robotników i chłopów” tworzyły pełen „matrix” kreując dzieje naszego kraju, których, jako żywo, szukać nam przychodzi dziś, w powstających w oparciu o stan faktyczny zdarzeń, porządnych podręcznikach historii ojczystej, ze świecą. I gdyby nie to, że to o czym piszę kończyło się w wielu przypadkach niemierzalnymi ludzkimi dramatami można by cytowane przeze mnie fragmenty dokumentów i zwarte w nich opinie uznać za fragmenty z „latającego cyrku Monty Pythona” [46].

#NOWA_STRONA#

W związku z tym ale także zupełnie na marginesie rozważań o roli „sierpniówek” w „utrwalaniu władzy ludowej” dobrze byłoby przemyśleć tu kwestię na ile to karanie za służbę niepodległej Polsce i walka z jej realnymi wrogami wpłynęły na późniejszą słabość aparatu państwowego PRL, a wraz z powstaniem III RP, która ten aparat w znacznym stopniu przejęła na działanie tej formy państwowości polskiej – to interesujący problem badawczy.

Wracając jednak do meritum problemu wypada przypomnieć, że Szarota zastanawia się analizując „realizację sierpniówki” nad tym, czy przypadkiem nie był to początkowo pomysł mający na celu tylko realne „wyczyszczenie Polski” z niemieckich kolaborantów [47]. Otóż (jak zresztą sam Szarota zauważa to w dalszej części swego tekstu) było to de facto niewykonalne. Sowieci i służący im komuniści „przyszli” do Polski z określonym zamiarami wykorzystując do ich realizacji wszelkie najgorszy element społeczny i wszelkie, najpodlejsze nawet, metody [48]. Wiemy to ponad wszelką wątpliwość, a ich głównym celem nie było (na pewno) wymierzanie sprawiedliwości tylko i wyłącznie niemieckim kolaborantom (patrz przypisy 7 i 8). Szło o rzeczy, z ich punktu widzenia, ważniejsze - o podporządkowanie sobie Polski i uczynienie z niej trampoliny do „skoku na zachód”. Chęć panowania nad światem kamuflowana ideami „rewolucji światowej” zmuszała ich do najwyższego wysiłku i „kreatywności”. Na fuszerkę „w tej robocie” nie było miejsca – stawka była niezmiernie wysoka.

Bito więc, wymuszano zeznania przy pomocy presji psychicznej kiedy trzeba było mordowano „normalnie” i „przy pomocy” wyroków sądowych wydawanych „na zamówienie” władzy. Oskarżano o wszystkie możliwe i niemożliwe, do pojęcia dla ludzi walczących o wolną Polskę grzechy wobec tejże właśnie. Na przykład oprócz wyżej wspomnianych „karygodnych” bo godzących we „władzę ludową” postępków” przestępstwem mogło stać się zabicie lub ranienie przygodnego rabusia czasami nawet w obronie własnej, który okazywał się później „żołnierzem AL” lub jakimś ważnym działaczem miejscowej jaczejki komunistycznej [49].

Karygodne były też „tylko” zamiary i plany jakichkolwiek działań skierowanych przeciwko rządzącym w danym momencie komunistom – dodajmy przy tym , że w tych przypadkach wiek „przestępców” nie odgrywał jakiejkolwiek roli mogły być to osoby „wiekowe” mogły być też i nastoletnie nie stanowiące faktycznie i w danym momencie jakiegokolwiek zagrożenia dla systemu [50]. Z wysokości stawki wtedy zdawali sobie sprawę i wiedzieli o niej „tak naprawdę” jak to się teraz mówi tylko komuniści mający ze względu na swoje polityczne usytuowanie pełny ogląd sytuacji politycznej i militarnej wokół Polski.

#NOWA_STRONA#

Chciałbym w tym tekście opartym na dziesiątkach akt związanych z wyrokami z dekretu sierpniowego pokazać cierpliwemu czytelnikowi mechanizm komunistycznego kłamstwa. Widać je w wyrokach jakie zapadały na bohaterów podziemia i w ich uzasadnieniach, gdzie dożywocie określano jako „stosunkowo łagodny” wyrok [51]. Trzeba też pokazać (bo to obowiązek uczciwego historyka) osobiste tragedie ludzi oddanych swej Ojczyźnie a po zakończeniu wojny skazywanych (także na śmierć – wyrok nieodwracalny - mimo późniejszych prób i aktów rehabilitacji [52]), na podstawie fałszywych zeznań dowodów, a czasami przy całkowitym lekceważeniu tych świadczących na rzecz skazywanych i przy ewidentnie złej woli tych, którzy mieli w „Polsce Ludowej” stać na straży praworządności za to, że mieli być niemieckimi sługusami.

Chciałbym także zwrócić uwagę zainteresowanego czytelnika na ich bohaterstwo a także i (czasami) słabość w starciu z komunistycznym bezprawiem i dramaty ich rodzin często pozostawionych samym sobie bez środków do życia z piętnem zdrajców Polski. Opracowując ten tekst oparłem się na dokumentach znajdujących się w archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w większości pochodzących z „podporządkowanego nam” archiwum byłej Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce”. Dokumenty te to głównie akta sądowe z przeprowadzanych przeciwko żołnierzom podziemia niepodległościowego procesów i poprzedzające je (a znajdujące się „w zestawach”) akta śledcze „Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego” stanowiące każdorazowo podstawę do wszczęcia sprawy przeciwko konkretnej osobie. Dostęp do tych a nie innych jednostek archiwalnych to efekt prowadzonej przez ponad dwa lata kwerendy.

To co miałem okazję przejrzeć w prawie 99 % jako pierwszy po „naszych” archiwistach - to (co jasne) ułamek całej dramatycznej historii skazywania z „sierpniówki”. Da nam jednak, jak sądzę, ogólny i prawdziwy obraz Polski po roku 1945. Pokaże jak generowano strach i próbowano modelować rzeczywistość na potrzebne w danym momencie „kopyto” ideologiczne. Myślę też – ba jestem tego pewien, że wiele wydarzeń tamtych lat leży też u podstaw dzisiejszej zapaści moralnej polskiej polityki i życia społecznego w tym także lekceważenia żywotnych, i definiowanych dzisiaj, interesów Polski. Odwracając bowiem znaczenie słów czyniąc z patriotów zdrajców, ze służby Ojczyźnie służbę okupantowi, z prawdy kłamstwo zburzono podstawy (i tak wątłe po okresie okupacji i wymordowaniu przez Niemców i Rosjan znacznej części polskich elit) formowania i funkcjonowania normalnego ładu społecznego.

W tym kontekście łatwo było wydobywać z trzymanych pod kluczem i potwornie męczonych [53] więźniach każde potrzebne zeznanie i przyznanie się do każdej, choćby nie popełnionej winy  (a także i zamiaru popełnienia jej) nawet tej , że służyło się Polsce w podziemiu: „[…] Przyznaję się, że byłem członkiem Delegatury na kraj w komórce informacji od sierpnia (data zakreślona fioletowym ołówkiem – P.Ł.) zawerbowany przez >>Zbyszka<< Zbigniewa Sadkowskiego […]” zeznawał w kolejnym przesłuchaniu przed oficerem śledczym MBP Jan Jałbrzykowski [54].

#NOWA_STRONA#

Akta wybierane według „sierpniowego klucza” z IPN /owskiego archiwum, które przeglądałem dotyczyły w zasadniczym swoim zrębie żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych. Pojawiające się często w dokumentach odniesienia do spenetrowanej przez Gestapo i sowieckie służby specjalne organizacji Miecz i Pług i działaczy komunistycznych służących podziemiu jako informatorzy, ukazują nam jeszcze ostrzej manipulacje komunistów, którym oskarżanie członków wspomnianej struktury miało służyć jak się zdaje między innymi partyjnej dintojrze [55] i pozorowaniu obiektywizmu, jako swoistego kontrapunktu, wymiaru „sprawiedliwości” pozostającego w rękach komunistów wobec innych struktur podziemia oraz osób „cywilnych” skazywanych z paragrafów „dekretu” [56].

Przy okazji można też zwrócić uwagę na to, że wspomniani komuniści broniąc się później przed wyrokami więzienia ferowanymi przez ich własnych towarzyszy odkrywali, prosząc o darowanie kar i rehabilitację prawdziwe oblicze ruchu komunistycznego w okupowanej Polsce, oblicze sowieckiej agentury:

„[…] Oskarżony wyjaśnił ponadto na rozprawie, że informował nawet przedstawiciela NKWD na Polskę Karwackiego o kontaktach z Erdellim […]”, który to Karwacki: „[…] legitymował się […] mandatem Komisji Likwidacyjnej Kominternu oraz jako pełnomocnik NKGB […]”


i dalej:

”[…] O kontakcie z Ardellim zeznawałem w 1945 r. Moskwie, na Łubiance przed ST. Oficerem śledczym do spraw szczególnej wagi mjr. Tichonowym.[…]”


- pisał do Sądu Najwyższego PRL  prosząc o rehabilitację i zatarcie wyroku Stanisław Szczot, działacz komunistyczny (KPP, MOPR) i równocześnie podejrzewany przez UB o to, że był niejawnym informatorem PKB [57].

#NOWA_STRONA#

Przedstawiając zainteresowanemu czytelnikowi losy poszczególnych skazywanych będę starał się (w miarę istniejących możliwości) „grupować” ich historie według klucza chronologicznego i „organizacyjnego”  nie zaś konkretnego zapisu dekretowego, z którego otrzymywali swe wyroki. Mam też nadzieję, że ta skromna praca i jej odbiór pozwoli na szersze i dokładniejsze opisanie procesu przejmowania władzy przez „komunę” w Polsce po 1945 i późniejszą jej degenerację – z mojego punktu widzenia bowiem nie ulega wątpliwości , że nieprawości jakich dopuszczali się w latach czterdziestych i pięćdziesiątych ubiegłego stulecia ubecy i nieuczciwi prokuratorzy , sędziowie i ławnicy stanowiły (oprócz innych elementów destrukcji) o tym , że system jeszcze dobrze nie „zainstalowany” w Polsce już zaczynał „gnić” i „rozkładać się” pozostawiając nam, niestety, do dziś te elementy sprzyjające rozkładowi.

Pamiętać należy też (co niby oczywiste – ale jak się okazuje dziś niekoniecznie dla wszystkich) powtarzając za Piotrem Gontarczykiem , że

”[…]  Nie ma znaku równości pomiędzy działaczami polskiego podziemia walczącymi o niepodległość a zwalczającymi ich funkcjonariuszami UB i ludźmi formatu Jaruzelskiego. Ci pierwsi pozostaną bohaterami. Ci drudzy – działającymi na szkodę Polski budowniczymi komunistycznego systemu.[…]” [58].


Pozostaje więc postawić przy okazji pracy nad „sierpniówkami” postawić podstawowe pytanie. Z jakiego powodu (abstrahując od rozległości materiału i ograniczanej poprzednio, za Polski Ludowej, dostępności źródeł) nie zajęto się w sposób pełny w okresie ostatnich dwudziestu lat analizowaniem interesującej nas problematyki. Wydaje się, że częściowo odpowiedzi na tak postawione pytanie udzielił nam w artykule zamieszczony w „Naszym Dzienniku” Filip Musiał [59]. Nie wyjaśnia on wszystkich problemów i pytań stojących dziś przed nami zwracając uwagę na rolę „postmodernizmu” w naukach humanistycznych, a pomijając istotną w tym procesie (wydaje mi się , że rozumiem dla czego – częściowo „lukę” tę zapełnił Antoni Z. Kamiński – patrz przypis 21 niniejszego tekstu) rolę potężnych środowisk medialnych i politycznych wywodzących, de facto, korzenie swych politycznych i biznesowych karier z obrzydliwości i naruszeń prawa okresu stalinowskiego.

Stały się one pewnego rodzaju zakładnikami przeszłości swoich rodziców, dziadków, krewnych i mimo (odnosi się to do części establishmentu) niejednokrotnie późniejszych pięknych opozycyjnych życiorysów „zmusiły” do uczestniczenia w tym spektaklu kłamstwa i zamulania prawdy o polskiej historii. Łatwiej bowiem przy posiadanych środkach wpływać na jej temat , niż przyznać się do nieprawości popełnianych przez swoich bliskich i faktycznego działania przeciwko polskiemu interesowi narodowemu.

#NOWA_STRONA#

Mimo tych zastrzeżeń zda się jednak, że Pan Doktor Musiał trafnie dotyka istoty problemu, o którym wspomniałem. Przy okazji chciałbym tu też zwrócić uwagę czytelnika na fakt, że z dekretu sierpniowego skazywano także oprócz „żołnierzy wyklętych” także i „normalnych” obywateli Polski powojennej. Tymi przypadkami się nie zajmowałem. Nadal czekają one na „swojego” historyka, który zajmie się nimi szczegółowo.

Ważny jest też w całej historii „sierpniówek” wątek „żydowski” – wiele z osób, których akta przeglądałem oskarżane było o prowadzenie w czasie wojny działalności skierowanej przeciwko ich żydowskim współobywatelom. Oskarżenia te dotyczyły i mordów popełnionych na żydowskich współbraciach, wydawaniu ich w ręce niemieckie czy w końcu czerpania zysków z ich „okupacyjnego nieszczęścia” i skutków Holokaustu. Od razu zaznaczam, że nie „drążyłem” tego problemu – trzeba jednak stwierdzić, że żaden „z moich bohaterów” nie został skazany za zarzucane mu w tym zakresie czyny. Ba można nawet powiedzieć, że większa część oskarżanych o okrutny i aktywny antysemityzm mogła podczas rozpraw sądowych przedstawić dowody i świadków swojej niewinności:

”[…] Wstępując do organizacji podziemnej miałem na celu walkę z okupantem Na terenie Kobyłki w czasie okupacji przebywali Żydzi, którzy byli prześladowani […] jako pracownik Zarządu Gminy wydawałem żydom (zachowana oryginalna pisownia – P.Ł.) dowody osobiste. Za wystawianie dowodów żadnego wynagrodzenia nie brałem […]” [60].


Sądy zaś nie zawsze były w stanie wobec istniejących świadectw udowodnić winę sugerowaną przez śledczych [61]. Jednym z uderzających przykładów, o których tu wspominam był przypadek Edwarda Kemnitza „Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata” oskarżanego przez stalinowskich śledczych o najgorsze antysemickie ekscesy [62], i wielu innych, których bronili potem ocaleni przez nich Żydzi.

#NOWA_STRONA#

Dramatyczne okoliczności wojenne sprawiały też, że oglądamy żydowskie ofiary w zupełnie innym świetle niż chcielibyśmy je wiedzieć lub innym od tego w jakim przedstawiają je koncesjonowani badacze problematyki stosunków polsko – żydowskich.  W wielu przypadkach ukazują to analizowane dokumenty:

”[…] W Zalesiu przy ulicy Poniatowskiego w willi Jaworskiego od 5 – 6 […] r. zamieszkiwał Edward Zbrzyński, lecz okazało się iż istotnie nazwisko jego brzmi Marcin (Marian ? P.Ł.) Goldberg […] szantażował rodziców Jaworskiego […] w następnym przypadku szantażu do syna Janusza Jaworskiego […] , że jeżeli nie będzie mu pomagać materialnie wyda tajemnicę, że syn ich należy do organizacji wojskowej. […] dopuścił się kradzieży na sumę 2500 zł. […]. Widząc Goldberg , iż rodzina Tęczyńskich […] jest bojaźliwa począł stosować inne presje […] dopuścił się gwałtu płciowego na osobie Tęczyńskiej. […] Ja wybitnie zburzony tym faktem zapytałem Goldberga […] żeby istotnie stwierdzić prawdę żony. Goldberg w sposób cyniczny odezwał się iż tym jej nic złego nie zrobił jak wyręczał tylko spracowanego męża?[…]”63.


Powyższy fragment pokazuje tylko jak skomplikowane były podczas okupacji stosunki między mieszkającymi obok siebie, od stuleci narodami i jak trudno z perspektywy komunistycznych akt sądowych je oceniać. Te kwestie też czekają na uczciwego i odważnego historyka.  Wydaje się, że dobrym wstępem do zasadniczej części tekstu, który przedstawię zainteresowanemu czytelnikowi po przeprowadzeniu pełnej kwerendy w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej (niestety będzie to musiało jakiś czas potrwać)  może być następująca konstatacja. Polscy Komuniści złożyli zgodnie z sowieckimi instrukcjami, że  wszystko i wszyscy, którzy „nie z nami” ci są „przeciwko nam” i to niezależnie od czasu, w którym „nie byli z nami”. Każda okoliczność jaka mogła i powinna pogrążyć „wroga” była korzystna niezależnie od tego czy była logicznie uzasadniona, czy też nie była. Nie baczono tu na zgodność z faktami, wspomnianą logiką, w końcu zaś prawdą obiektywną, wspominałem już o tym zresztą wyżej.

#NOWA_STRONA#

Wykładnię całego myślenia o Polsce przedwojennej i ludziach stanowiących bazę podziemia niepodległościowego i wizji ich „przestępstw” zawarto i ukazano precyzyjnie w  uzasadnieniu aktu oskarżeniu czołówki wybitnych konspiratorów i żołnierzy (AK / NSZ / Delegatury Rządu na Kraj) Wacława Iwaszkiewicza, Tadeusza Myślińskiego, Stefana Rysia, Antoniego Szperlicha [64], Bernarda Zakrzewskiego i Jana Zborowskiego.  Czterech z nich (Iwaszkiewicz, Myśliński, Szperlich, Zborowski) otrzymało w pierwszej instancji wyroki dożywotniego więzienia pozostali dwaj (Ryś, Zakrzewski) kilkuletnie. Liczący 42 strony maszynopisu dokument / akt oskarżenia, zamkniętego dnia 28 sierpnia 1953 roku, śledztwa przeciwko wyżej wymienionym bohaterom sporządzony przez oficera śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego Jerzego Walczaka, a zatwierdzony przez podpułkownika Wiktora Leszkowicza 4 września 1953 roku, wskazywał między innymi na takie ogólne (o szczegółowych będziemy wspominać niżej) przesłanki winy oskarżonych jak:

„Zdradziecka , antynarodowa polityka sanacji w okresie międzywojennym dyktowana przez imperializm anglo – amerykański zmierzała do rozbicia ruchu postępowego w Polsce oraz przygotowaniu z hitleryzmem ekspansji przeciwko Związkowi Radzieckiemu. […] Dwójka sanacyjna organizowała wespół z Niemcami hitlerowskimi i pod ich komendą sieci szpiegowskie wywiadu antyradzieckiego. Najazd […] Niemiec na Polskę stanowił kolejne ogniwo w zbrodniczym planie bandyckiej agresji, realizowanej przez imper. [ializm] Hitlerowski przy bezpośrednim wsparciu imperial. [izmu] […] z USA i Wielką Brytanią na czele, agresji której głównym i dalszym celem  był atak na ZSRR. Katastrofalne załamanie się faszystowsko – sanacyjnego państwa we wrześniu 1939 r., […] jego całkowity rozkład, którego świadectwem była haniebna ucieczka zdradzieckich sanacyjnych władców – były w pierwszym rzędzie wynikiem współdziałania rządu sanacyjnego w przygotowaniu planów agresji hitlerowskiej na Z.S.R.R. […]. Zerwana na krótko w 1939 r. współpraca z hitleryzmem została szybko ponownie nawiązana […]. Dwójkarze wraz z Abwehrą (zachowana oryginalna pisownia dokumentu – P.Ł.) i gestapo podjęli swą tradycyjną akcję akcje zorganizowania sieci szpiegowskich wewnątrz tworzących się  […] organizacji lewicowych […]. Klika zdrajców emigracyjnych, płatnych agentów […] zorganizowała w Polsce t.zw. ośrodki konspiracyjne, a w rzeczywistości ośrodki wywiadowcze i kontrwywiadowcze, zadaniem których było prowadzenie bezwzględnej walki z ugrupowaniami lewicowymi […]. Już w październiku 1939 r. na rozkaz anglosaskich ośrodków dyspozycyjnych przy udziale sanacyjnych oficerów jak gen. Romla, Tokarzewskiego, płk. Albrechta […] utworzona została organizacja konspiracyjna Z.W.Z […], która zasięgiem swym w szczególności obejmowała tereny Zw. Radzieckiego […]. ” [65].


Tak więc proszę zainteresowanych, by potraktowali przedstawiany tekst jako początek / wstęp do większej pracy pokazującej bezmiar komunistycznego bezprawia i krzywd jakie „polski” aparat bezpieczeństwa wraz z „przewodnią siłą narodu” zaserwowali bohaterom podziemia i walki o prawdziwie wolną Polskę w latach czterdziestych i pięćdziesiątych ubiegłego stulecia, za co większość z oprawców i twórców systemu po dzień dzisiejszy nie poniosła nawet symbolicznej kary.

dr Piotr Łysakowski

Przypisy cz. 1
Przypisy cz. 2
 


Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?
Tygodnik

Opinie

Popkultura