REKLAMA

[Tylko u nas] Michał Bruszewski: Meczet Hagia Sofia i restauracja Imperium Osmańskiego

To były pierwsze piątkowe modły muzułmanów zgromadzonych w Hagia Sofia od czasu gdy turecka Rada Stanu anulowała decyzję z 1934 roku, która wówczas przekształcała dawną świątynię w muzeum. Obóz polityczny „sułtana” Erdoğana przywrócił mu status meczetu, tak jak było to w czasach osmańskich. Kazanie muzułmańskiego kleryka transmitowano na cały świat – wysyłając sygnał, że ostrą klamrą zamkniętą pewną epokę, do której nie ma powrotu. Ukradkiem na modlących się muzułmanów przez szczelne zasłony patrzył poczet chrześcijańskich świętych uwieczniony na starożytnych i średniowiecznych mozaikach.
 [Tylko u nas] Michał Bruszewski: Meczet Hagia Sofia i restauracja Imperium Osmańskiego
/ screen YouTube Diyanet TV
Każdy kto stanie pod kopułą majestatycznej świątyni Mądrości Bożej nabiera pokory. Oto Hagia Sofia symbol potęgi i upadku wiary. W oddających chłód murach czuć zarówno orientalną potęgę Bizancjum i jego kres. Ten kres tak dobitnie zaznaczono 10 lipca, gdy tureckie władze wyrzuciły do kosza kompromis zaproponowany w latach trzydziestych przez Mustafę Kemala Paszę zwanego Atatürkiem, czyli „ojcem Turków”. Kemalistowska rewolucja, która z upadającego Imperium Osmańskiego starała się wykroić nowoczesne narodowe państwo także stanęła u progu Hagii Sofii, a prezydent Mustafa Kemal zdecydował, że zamieni je w muzeum. To była cezura czasowa, która dawała Turkom jasny sygnał, że państwo przechodzi na świeckie tory, a chrześcijanom przyzwalała później dyskretnie pomodlić się w gmachu ich dawnej świetności. Jak każda rewolucja, także kemalistowska pożerała własne dzieci, o czym świadczą tysiące mogił zamordowanych Ormian we wcześniejszym danse macabre ruchu młodotureckiego. Historycy wszelako rozgrzeszają Atatürka, iż jest w gronie tych tureckich nacjonalistów, którzy nie uczestniczyli w czystkach antychrześcijańskich z lat 1914-1917. Hagia Sofia w latach trzydziestych pozostała, więc w zasadzie jedną jedyną ostoja dla wyznawców Chrystusa, symbol tego, że nie wszystko w państwie tureckim utracili – zostały muzealne wnętrza Mądrości Bożej. 

Sułtan XXI w. Recep Tayyip Erdoğan nie planuje iść drogą Atatürka, chociaż idea kemalistowska jest kamieniem węgielnym współczesnej Turcji. Obecny prezydent tego kraju chce najwidoczniej zmian, aż po całe fundamenty. Jego polityczne zdolności – tak często kwestionowane przez zachodnich ekspertów – mogliśmy zaobserwować na przykładzie podejścia do samego kemalizmu. Restauracja Imperium Osmańskiego, którą od lat obserwujemy odbywała się w duchu narracyjnego i retorycznego poszanowania dla dorobku kemalizmu. Z Atatürkiem na ustach, rokrocznie usuwano jednak cegły, na których Mustafa Kemal Pasza budował turecki współczesny gmach. Z pewnością obecny prezydent odrobił lekcję swoich poprzedników, którzy z kolejnymi islamskimi partyjkami nawet wygrywając wybory lądowali w więzieniu – sam Erdoğan trafił za kraty w 2001 roku. Perorował wówczas za tureckim poetą, iż: „nasze meczety są naszymi koszarami, nasze kopuły są naszymi hełmami, a nasze minarety są naszymi bagnetami”. Erdoğan już wtedy uwielbiał strzeliste freskowe słowa i efektywne polityczne zagrania z islamem w tle. Od lat kłębią się w nim dwie tureckie dusze – nowoczesna władza silnej ręki „ojca Turków” oraz islamistyczny osmański magnetyzm sułtana.

Na straży kemalistowskiej laickości stały Tureckie Siły Zbrojne (TSK) będące niczym wentyl bezpieczeństwa, który dopuszczał demokrację, o ile nie dawała ona upust religijnym muzułmańskim emocjom. O ile odrzucała islamistów i komunistów, którzy na kursie kolizyjnym z armią przedzierzgnęli się na demokratów. Erdoğan rządzi Turcją od 2003 roku a prezydentem jest od 2014 roku, w tym czasie kemalizm został przez niego umiejętnie rozdrobniony, rozmyty, powstała gigantyczna nadbudowa nawiązująca żywcem do Imperium Osmanów. Sam „sułtan” rządzi dłużej niż Mustafa Kemal. Najciekawsze, że przez lata owa ideowa zmiana miała formułę nowoczesnego gospodarczego rozwoju, a nawet próby akcesji Turcji do Unii Europejskiej i tylko o kiepskim warsztacie zachodnich ekspertów świadczy to, że dzisiaj z zaskoczeniem odnotowują kolejne posunięcia współczesnego „sułtana”. Erdoğan potrzebował siedemnastu lat na osmanizację ideologii kemalistowskiej, a po tym eksperymencie politycznym dysponuje obecnie atutami obu idei – po pierwsze stara się przywrócić osmańską strefę wpływów (terytorium etnicznej Turcji, strefy turkmeńskie i dawne tereny podboju Imperium Osmańskiego), a po drugie kemalizm wychował mu turecki ruch narodowy, który mimo ewidentnego demontażu nauk Atatürka stoi w większości po jego stronie. Do dwóch filarów polityki Erdoğana dodałbym także trzeci, zbliżony i spokrewniony z ideą osmanizacji, który polega na powrocie do przedstawiania Turków jako nacji roztaczającej parasol ochronny nad wszystkimi sunnickimi muzułmanami – tym właśnie spoiwem grał historyczny sułtanat na podbitych terenach. Tak aby serce „Ummy” [wspólnoty muzułmańskiej – przyp.red] biło w tureckim pałacu prezydenckim. Wraz z erupcją nacjonalizmów w regionie – choćby arabskim – to atut pewnie najsłabszy, ale dwa poprzednie trudno bagatelizować. Turcja mimo zamachu stanu w 2016 roku, kiedy pogoniono ostatnie nie-erdoganistyczne czynniki w wojsku i administracji wciąż jest demokracją, a przegrane przez AKP [Partia Sprawiedliwości i Rozwoju – przyp.red] wybory w Stambule, Ankarze oraz Izmirze pewnie jeszcze bardziej utwierdziły „sułtana”, iż jeśli chce przetrwać musi maszerować w osmańskiej ścieżce wydeptanej przez janczarów i ulemów. W tym znaczeniu, stał się więźniem własnej imperialnej retoryki, a Hagia Sofia stała się zakładnikiem tej politycznej pułapki. Erdoğan jeśli chce wygrywać musi się wciąż odwoływać do Anatolii, biedniejszej części Turcji hołdującej osmańskiemu imperializmowi i kemalistowskiemu nacjonalizmowi – bo tak naucza ich tamtejszy imam. Zamieniając Hagię Sofię z powrotem w meczet (to uznanie wyższości decyzji z 1453 roku) „sułtan” składa im bakszysz. Potwierdza to tylko zapomniany fakt, iż mniejszości etniczno-religijne na Bliskim Wschodzie dostają rykoszetem przy każdej radykalizacji wśród muzułmanów – bo robienie z kościoła muzeum jest upokarzające ale pozwala chociaż przetrwać chrześcijańskiej tradycji, w meczecie nie ma już na nią miejsca bo byłoby to świętokradztwo z islamskiego punktu widzenia. Piątkowe modły muzułmanów z Erdoğanem klęczącym w pierwszym rzędzie były multimedialnym pokazem siły, transmitowanym na całym świecie – zwłaszcza w kręgu islamu. 

Hagia Sofia, gdzie dzisiaj mahometanie będą regularnie bili pokłony, była budowana na wzór Świątyni Jerozolimskiej. Pracę koncepcyjną nad świątynią Mądrości Bożej rozpoczęto w IV wieku za czasów Konstantyna Wielkiego, pierwszego chrześcijańskiego cesarza. „Ze zbawiennych więc i słusznych powodów postanowiliśmy powziąć uchwałę, że nikomu nie można zabronić swobody decyzji, czy myśl swą skłoni do wyznania chrześcijańskiego, czy do innej religii” – pisał ten władca w edykcie mediolańskim w 313 roku. Świątynia Mądrości Bożej była miejscem koronacji cesarzy. Swój dzisiejszy kształt świątynia zawdzięcza cesarzowi Justynianowi i w przewrotny sposób zdobywcy Konstantynopola Mehmedowi II, który od razu kazał Hagię Sofię przerobić na meczet, okoliły go więc minarety i zakryto chrześcijańskie mozaiki. Upadek bizantyńskiej stolicy był poprzedzony oblężeniem i heroiczną śmiercią w boju ostatniego władcy Konstantyna XI. Upadek miasta oznaczał definitywny koniec słabnącego Bizancjum i kres pewnej epoki, nie tylko zmian w ekspansji islamu, ale też sztuki wojennej - Mehmed II pokazał, że artyleria będzie odgrywała kluczowe znaczenie na polu bitwy. W 1453 roku upadło opuszczone chrześcijańskie państwo wciśnięte na Bliskim Wschodzie, pokonane przez muzułmańską armię. Jego stolicę przemianowano na Istambuł. W okresie I wojny światowej Mustafa Kemal, nieopodal, pod Galippoli stoczył zwycięską bitwę z korpusem desantowym Wielkiej Brytanii i Francji. Późniejszy Atatürk był jedynym osmańskim dowódcą, którego nie pokonano w boju. Z takim autorytetem i w grozie upadku Imperium Osmańskiego udało mu się uniknąć rozczłonkowania na wzór Austro-Węgier, obalić traktat z Sèvres, zreformować kraj, zlikwidować sułtanat i feudalne układy, znieść szariat, przejąć kontrolę nad imamami i ograniczyć zasłanianie twarzy przez kobiety. Radykalna europeizacja kraju (od zmiany alfabetu na łaciński, po forsowanie noszenia kapeluszy) w sposób zaskakujący zbudowała silne tureckie państwo narodowe. Erdoganizm i historyczna ekspansja osmańskich Turków, w piątek, podały sobie ręce nad głową Mustafy Kemala Paszy. Nowy „sułtan” jeszcze nie raz skorzysta z dorobku Atatürka, wyciągając z kemalizmu to co przydatne dla jego polityki. Kemalizm stał pod znakiem sekularyzacji, erdoganizm niesie na sztandarach osmanizację Turcji. Pod kopułą świątyni Mądrości Bożej słychać echo nie tylko głosów Mehmeda II, Atatürka czy Erdoğana. Cichym echem cały czasy od ścian odbijać się będzie głos Justyniana Wielkiego, który widząc dzieło życia podczas pierwszego nabożeństwa na chwałę Chrystusa miał krzyknąć „Salomonie, prześcignąłem Cię!”.

Michał Bruszewski
 

Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?
Tygodnik

Opinie

Popkultura