[Tylko u nas] Marcin Bąk: My Polacy mamy opinię romantyków…

Minęło prawie 80 lat od wielkiego i tragicznego zrywu Warszawy a w sferze emocji Powstanie wciąż trwa. Odchodzą na Wieczną Wartę ostatni uczestnicy walk lecz uczucia, które towarzyszyły im 1 sierpnia 1944 nie umierają.
/ Powstanie Warszawskie. Zdjęcie archiwalne
Dzisiejszy mój tekst jest bardziej osobisty niż inne a to ze względu na rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Powie ktoś – człowieku, co ty wygadujesz, jaki osobisty tekst, przecież urodziłeś się trzydzieści lat po wojnie, jakie mogą być twoje osobiste relacje do Powstania? Ano mogą. Istnieje coś takiego jak pamięć rodzinna, pamięć pokoleniowa, przekazywana w najważniejszym dla rozwoju człowieka gronie, jakim jest rodzina. Nie chodzi tylko o suchą relację, zestawienie faktów wspominanych przez starszych członków rodziny. Wspomnienia to także przekaz emocji, uczuć jakie towarzyszyły naszym dziadkom przed laty. To jest  jeden z fenomenów, dla których wciąż dyskutuje się żywo o Powstaniu, ocenia szanse i oceny te wywołują nie raz prawdziwą burzę publicystyczną.

W Decyzji o wybuchu Powstania oraz w jego przebiegu skupiła się cała dotychczasowa historia Polski, ze szczególną siłą ostatnich dwu stuleci. Walki zbrojne o odzyskanie utraconej niepodległości, nieudane powstania, romantyzm każący szukać triumfu w sferze ducha, wszystko to zaważyło na decyzjach, podjętych przez dowódców Armii Krajowej jak i na postawach żołnierzy i oficerów powstańczej armii. Zaważyło również na postawie ludności Warszawy, bez której Powstanie nie trwało by dłużej niż kilka godzin.

Ocena decyzji o wybuchu Powstania prowadzona wyłącznie w oparciu o kryteria polityczne i militarne pozostaje surowa. Mój nieżyjący mistrz akademicki, profesor Paweł Wieczorkiewicz, analizując wszystkie racjonalne czynniki , był zawsze bardzo krytyczny w stosunku do ludzi na najwyższym szczeblu decyzyjnym w AK. W jego i nie tylko jego ocenie, Powstanie nie mogło się po prostu udać. Nie mogło się udać z powodów politycznych, Polska była już sprzedana Stalinowi przez aliantów a chytry Gruzin nie pozwoliłby powstać w swojej sferze wpływów żadnej formie polskiej, niezależnej  państwowości. Nawet, gdyby Polakom udało się jakimś cudem oswobodzić Warszawę od Niemców zatrzymał by swoją ofensywę i czekał spokojnie na zrównanie miasta z ziemią przez Luftwaffe. Albo zajął miasto i zrobiłby to, co robił w innych miejscach, Wilnie, Lwowie, Lublinie czyli wyaresztował polskich przywódców, wyaresztował AK i wywiózł na Sybir. Nikt na Zachodzie nie kiwnąłby na to palcem w bucie…

Powstanie nie mogło się udać z powodów czysto militarnych. Rzut oka na mapę operacyjną z lipca 1944 i dyslokację wojsk niemieckich  nie pozostawia w tej materii żadnych złudzeń. Niemcy nie mogli tolerować żadnego niekontrolowanego obszaru i to zajmującego węzeł komunikacyjny w bezpośrednim zapleczu frontu.  Mieli wystarczającą ilość środków do zdławienia każdego powstania.

Powstanie nie mogło się też udać z powodu bardzo prozaicznego i zasadniczego zarazem. Powstańcy prawie nie mieli broni.  Wszystkie źródła historyczne są w tym jednym punkcie całkowicie zgodne. Zarówno raporty dowództwa  poszczególnych oddziałów jak i wspomnienia samych uczestników Powstania powtarzają jeden wątek – bardzo mało broni i brak amunicji do tej nielicznej broni, jaka była w powstańczych rękach. Wedle niektórych szacunków co dziesiąty żołnierz polski 1 sierpnia ruszając do walki miał broń.  Wedle innych nawet tylko co dwunasty…

O tych wszystkich sprawach rozmawiali moi Dziadkowie ze swoimi znajomymi i przyjaciółmi z przedwojennej Warszawy. Pamiętam te rozmowy, którym przysłuchiwałem się jako mały chłopiec. Tak w domu rodzinnym kształtował się stosunek do Powstania. Z jednej strony obraz ogromnej dysproporcji sił – mój Dziadek 1 sierpnia miał pistolet kieszonkowy Browning kalibru 6,5 mm, dobry do samoobrony ale zdecydowanie niewystarczający do szturmowania umocnień fortu Bema.  Znajomi Babci ze Zgrupowania „Żywiciel”  mówili o ogromnych stratach, jakie ponieśli ich towarzysze w atakach na Dworzec Gdański. No i wspomnienia mojego Taty, czterolatka w 1944 roku,  gdy oddziały własowców wypędzały ludność cywilną z warszawskich Bielan.

Z drugiej strony nie da się mówić o tych wszystkich ludziach bez uczucia autentycznego podziwu . We wspomnieniach pokolenia moich Dziadków i we wszystkich opracowaniach historycznych mamy do czynienia z postawą niesamowitego heroizmu. Szeregowi powstańcy, dowódcy plutonów i kompanii, cywilna ludność wreszcie, stanęli przed zadaniem, które praktycznie nie było do wykonania a jednak starali się je rzetelnie wykonywać.  

Wszędzie tam, gdzie udało się opanować chociażby skrawek Warszawy, wybuchał niesamowity entuzjazm, wywieszano flagi, organizowano namiastkę polskiego państwa. Lata pedagogiki wstydu nauczyły nas, że Polacy podobno są gnuśni, kłótliwi i niezdolni do samoorganizacji. To, co działo się na wyzwolonych w 1944 roku skrawkach powstańczej Warszawy jest tej pedagogiki jawnym zaprzeczeniem. Warszawiacy wykazywali się wyjątkową solidarnością i samodyscypliną, potrafili organizować dla siebie pomoc i podporządkowywać swe życie zarządzeniom władz cywilnych i wojskowych. A działania zbrojne to jest w ogóle oddzielna epopeja.  Przez dwa miesiące oddziały złożone z samych ochotników, niedozbrojone, zdobywające amunicje na wrogu, walczące od początku w okrążeniu, były w stanie dokonywać czynów, na które nie zdobyła by się niejedna regularna, dobrze uzbrojona armia. Zgrupowanie pułkownika Radosława walczące od Woli, przez Starówkę po Czerniaków i ostatnie walki na Mokotowie dokonywało cudów waleczności. Żołnierze tego zgrupowania zdobyli między innymi dwa czołgi Pantera, używane później skutecznie w walce. Wyzwolili kilkuset więźniów żydowskich w obozie na Gęsiówce. Ogromną odwagą i skutecznością w walce wykazywali się obrońcy powstańczych redut – PWPW na Starówce, Szkoły Pożarniczej na Żoliborzu czy niezdobytego do końca Powstania Domu Kolejarza w Śródmieściu. Niesamowite były losy żoliborskiego plutonu 227 – „szczurów kanałowych”, formacji harcerskich łączników, którzy utrzymywali kontakt pomiędzy odseparowanymi dzielnicami miasta, poruszając się kanałami, pod ziemią…

Co mamy zatem myśleć o Powstaniu? Serce i Rozum są tutaj w konflikcie. Rozum przypomina mądre wywody profesora Wieczorkiewicza i wszystkie argumenty przemawiające przeciwko decyzji o wybuchu. Myślę, że politycy i mężowie stany powinni rozważać wszelkie rozumowe argumenty bardzo poważnie. Gdy jednak do głosu dochodzi Serce to budzi się w nas całe dziedzictwo polskiego Romantyzmu. Przed oczami stają natychmiast postacie tych wspaniałych chłopaków i dziewczyn, którzy dokonywali niesamowitych czynów, bo bardzo pragnęli być wolni i wolność zawdzięczać sobie tylko. Gdy myślę o Powstaniu, to przypomina mi się wzruszenie, z jakim o swoich przeżyciach opowiadali jego uczestnicy, w uszach dźwięczą mi powstańcze piosenki, w których smutek miesza się z warszawską fantazją. Ciężko oddzielić Serce od Rozumu, jesteśmy złożonymi istotami.

Dzisiaj, jak co roku, udałem się na Plac Wilsona, gdzie  z inspiracji żoliborskich kibiców Legii, uczciliśmy wydarzenia sprzed 76 lat. Stanął ruch miejski, zawyły syreny, rozwinięte zostały banery z symboliką patriotyczną. Ja przypominałem sobie opowieści Dziadka, który kilkaset metrów od placu, spiesząc się z pracy na miejsce koncentracji, był świadkiem pierwszej walki Powstania u zbiegu Krasińskiego i Suzina. Wielki tłum ludzi, starych i młodych krzyknął na koniec kilkakrotnie hasło „Cześć i chwała bohaterom”. To samo hasło powtórzone zostało w tym samym czasie w wielu miejscach w Warszawie, w Polsce i na całym świecie. Poczucie wspólnoty z moimi rodakami jest jednak czymś niesamowitym. Taka jest nasza historia, innej nie mamy i mieć nie będziemy.

Pozostaje tylko powtórzyć – „Cześć i Chwała Bohaterom!!!”    

Marcin Bąk

 

POLECANE
Pierwsze ułaskawienie. Prezydent ujawnił, kogo może dotyczyć z ostatniej chwili
Pierwsze ułaskawienie. Prezydent ujawnił, kogo może dotyczyć

Prezydent Karol Nawrocki został zapytany w środę o kwestię ułaskawienia legendarnego działacza Solidarności Adama Borowskiego. – Jestem przygotowany do podjęcia decyzji w sprawie pana Adama Borowskiego w tym pierwszym pakiecie moich ułaskawień – poinformował.

Karol Nawrocki zabrał głos po spotkaniu z Donaldem Trumpem z ostatniej chwili
Karol Nawrocki zabrał głos po spotkaniu z Donaldem Trumpem

Prezydent Karol Nawrocki przekazał, że jego środowe spotkanie z prezydentem USA Donaldem Trumpem w Davos dotyczyło m.in. kwestii bezpieczeństwa, Rady Pokoju, potwierdzenia obecności amerykańskich żołnierzy w Polsce.

Nie nałożę ceł. Trump zmienia zdanie z ostatniej chwili
"Nie nałożę ceł". Trump zmienia zdanie

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że nie nałoży ceł, które miały wejść w życie 1 lutego.

Samuel Pereira: Krzyk „ciamciaramci” z ostatniej chwili
Samuel Pereira: Krzyk „ciamciaramci”

To, co zobaczyliśmy w siedzibie Krajowej Rady Sądownictwa, nie jest pokazem siły rządu Donalda Tuska – to demonstracja jego słabości.

Żałoba w rodzinie królewskiej. Pilny komunikat z ostatniej chwili
Żałoba w rodzinie królewskiej. Pilny komunikat

Smutna wiadomość ze szwedzkiego dworu królewskiego. Nie żyje Dezyderia Bernadotte. Król Karol XVI Gustaw opublikował pilne oświadczenie.

Burza w Niemczech po decyzji ws. Mercosur: Katastrofa z ostatniej chwili
Burza w Niemczech po decyzji ws. Mercosur: "Katastrofa"

Europarlament w środę poparł wniosek o skierowanie do TSUE umowy handlowej z państwami Mercosuru. Decyzja PE wywołała falę komentarzy niemieckich polityków.

Doda ostro do Owsiaka: To mi się w głowie nie mieści z ostatniej chwili
Doda ostro do Owsiaka: "To mi się w głowie nie mieści"

Doda opublikowała nagranie, w którym zaapelowała do Jerzego Owsiaka. – Jurek, pomagałam ci przez 20 lat, od 13. roku życia, aż nam się drogi rozeszły i się poróżniliśmy wiadomo w jakiej kwestii… – powiedziała.

Norwegia alarmuje: Rosja koncentruje kluczowe siły wojskowe na strategicznym Półwyspie Kolskim z ostatniej chwili
Norwegia alarmuje: Rosja koncentruje kluczowe siły wojskowe na strategicznym Półwyspie Kolskim

Rosja kontynuuje wzmacnianie swojej siły militarnej na arktycznym Półwyspie Kolskim, mimo znacznych strat na froncie oraz problemów gospodarczych – ostrzegł w środę norweski minister obrony Tore Sandvik podczas rozmowy z mediami.

Karol Nawrocki spotkał się z Donaldem Trumpem z ostatniej chwili
Karol Nawrocki spotkał się z Donaldem Trumpem

Prezydent USA Donald Trump spotkał się z prezydentem Karolem Nawrockim w szwajcarskim Davos. Informację przekazała w środę po godz. 17 rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt.

IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach z ostatniej chwili
IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach

W czwartek oraz piątek mróz, miejscami mgły i szadź, lokalnie słaby śnieg. W części kraju możliwa marznąca mżawka i gołoledź – informuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

REKLAMA

[Tylko u nas] Marcin Bąk: My Polacy mamy opinię romantyków…

Minęło prawie 80 lat od wielkiego i tragicznego zrywu Warszawy a w sferze emocji Powstanie wciąż trwa. Odchodzą na Wieczną Wartę ostatni uczestnicy walk lecz uczucia, które towarzyszyły im 1 sierpnia 1944 nie umierają.
/ Powstanie Warszawskie. Zdjęcie archiwalne
Dzisiejszy mój tekst jest bardziej osobisty niż inne a to ze względu na rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Powie ktoś – człowieku, co ty wygadujesz, jaki osobisty tekst, przecież urodziłeś się trzydzieści lat po wojnie, jakie mogą być twoje osobiste relacje do Powstania? Ano mogą. Istnieje coś takiego jak pamięć rodzinna, pamięć pokoleniowa, przekazywana w najważniejszym dla rozwoju człowieka gronie, jakim jest rodzina. Nie chodzi tylko o suchą relację, zestawienie faktów wspominanych przez starszych członków rodziny. Wspomnienia to także przekaz emocji, uczuć jakie towarzyszyły naszym dziadkom przed laty. To jest  jeden z fenomenów, dla których wciąż dyskutuje się żywo o Powstaniu, ocenia szanse i oceny te wywołują nie raz prawdziwą burzę publicystyczną.

W Decyzji o wybuchu Powstania oraz w jego przebiegu skupiła się cała dotychczasowa historia Polski, ze szczególną siłą ostatnich dwu stuleci. Walki zbrojne o odzyskanie utraconej niepodległości, nieudane powstania, romantyzm każący szukać triumfu w sferze ducha, wszystko to zaważyło na decyzjach, podjętych przez dowódców Armii Krajowej jak i na postawach żołnierzy i oficerów powstańczej armii. Zaważyło również na postawie ludności Warszawy, bez której Powstanie nie trwało by dłużej niż kilka godzin.

Ocena decyzji o wybuchu Powstania prowadzona wyłącznie w oparciu o kryteria polityczne i militarne pozostaje surowa. Mój nieżyjący mistrz akademicki, profesor Paweł Wieczorkiewicz, analizując wszystkie racjonalne czynniki , był zawsze bardzo krytyczny w stosunku do ludzi na najwyższym szczeblu decyzyjnym w AK. W jego i nie tylko jego ocenie, Powstanie nie mogło się po prostu udać. Nie mogło się udać z powodów politycznych, Polska była już sprzedana Stalinowi przez aliantów a chytry Gruzin nie pozwoliłby powstać w swojej sferze wpływów żadnej formie polskiej, niezależnej  państwowości. Nawet, gdyby Polakom udało się jakimś cudem oswobodzić Warszawę od Niemców zatrzymał by swoją ofensywę i czekał spokojnie na zrównanie miasta z ziemią przez Luftwaffe. Albo zajął miasto i zrobiłby to, co robił w innych miejscach, Wilnie, Lwowie, Lublinie czyli wyaresztował polskich przywódców, wyaresztował AK i wywiózł na Sybir. Nikt na Zachodzie nie kiwnąłby na to palcem w bucie…

Powstanie nie mogło się udać z powodów czysto militarnych. Rzut oka na mapę operacyjną z lipca 1944 i dyslokację wojsk niemieckich  nie pozostawia w tej materii żadnych złudzeń. Niemcy nie mogli tolerować żadnego niekontrolowanego obszaru i to zajmującego węzeł komunikacyjny w bezpośrednim zapleczu frontu.  Mieli wystarczającą ilość środków do zdławienia każdego powstania.

Powstanie nie mogło się też udać z powodu bardzo prozaicznego i zasadniczego zarazem. Powstańcy prawie nie mieli broni.  Wszystkie źródła historyczne są w tym jednym punkcie całkowicie zgodne. Zarówno raporty dowództwa  poszczególnych oddziałów jak i wspomnienia samych uczestników Powstania powtarzają jeden wątek – bardzo mało broni i brak amunicji do tej nielicznej broni, jaka była w powstańczych rękach. Wedle niektórych szacunków co dziesiąty żołnierz polski 1 sierpnia ruszając do walki miał broń.  Wedle innych nawet tylko co dwunasty…

O tych wszystkich sprawach rozmawiali moi Dziadkowie ze swoimi znajomymi i przyjaciółmi z przedwojennej Warszawy. Pamiętam te rozmowy, którym przysłuchiwałem się jako mały chłopiec. Tak w domu rodzinnym kształtował się stosunek do Powstania. Z jednej strony obraz ogromnej dysproporcji sił – mój Dziadek 1 sierpnia miał pistolet kieszonkowy Browning kalibru 6,5 mm, dobry do samoobrony ale zdecydowanie niewystarczający do szturmowania umocnień fortu Bema.  Znajomi Babci ze Zgrupowania „Żywiciel”  mówili o ogromnych stratach, jakie ponieśli ich towarzysze w atakach na Dworzec Gdański. No i wspomnienia mojego Taty, czterolatka w 1944 roku,  gdy oddziały własowców wypędzały ludność cywilną z warszawskich Bielan.

Z drugiej strony nie da się mówić o tych wszystkich ludziach bez uczucia autentycznego podziwu . We wspomnieniach pokolenia moich Dziadków i we wszystkich opracowaniach historycznych mamy do czynienia z postawą niesamowitego heroizmu. Szeregowi powstańcy, dowódcy plutonów i kompanii, cywilna ludność wreszcie, stanęli przed zadaniem, które praktycznie nie było do wykonania a jednak starali się je rzetelnie wykonywać.  

Wszędzie tam, gdzie udało się opanować chociażby skrawek Warszawy, wybuchał niesamowity entuzjazm, wywieszano flagi, organizowano namiastkę polskiego państwa. Lata pedagogiki wstydu nauczyły nas, że Polacy podobno są gnuśni, kłótliwi i niezdolni do samoorganizacji. To, co działo się na wyzwolonych w 1944 roku skrawkach powstańczej Warszawy jest tej pedagogiki jawnym zaprzeczeniem. Warszawiacy wykazywali się wyjątkową solidarnością i samodyscypliną, potrafili organizować dla siebie pomoc i podporządkowywać swe życie zarządzeniom władz cywilnych i wojskowych. A działania zbrojne to jest w ogóle oddzielna epopeja.  Przez dwa miesiące oddziały złożone z samych ochotników, niedozbrojone, zdobywające amunicje na wrogu, walczące od początku w okrążeniu, były w stanie dokonywać czynów, na które nie zdobyła by się niejedna regularna, dobrze uzbrojona armia. Zgrupowanie pułkownika Radosława walczące od Woli, przez Starówkę po Czerniaków i ostatnie walki na Mokotowie dokonywało cudów waleczności. Żołnierze tego zgrupowania zdobyli między innymi dwa czołgi Pantera, używane później skutecznie w walce. Wyzwolili kilkuset więźniów żydowskich w obozie na Gęsiówce. Ogromną odwagą i skutecznością w walce wykazywali się obrońcy powstańczych redut – PWPW na Starówce, Szkoły Pożarniczej na Żoliborzu czy niezdobytego do końca Powstania Domu Kolejarza w Śródmieściu. Niesamowite były losy żoliborskiego plutonu 227 – „szczurów kanałowych”, formacji harcerskich łączników, którzy utrzymywali kontakt pomiędzy odseparowanymi dzielnicami miasta, poruszając się kanałami, pod ziemią…

Co mamy zatem myśleć o Powstaniu? Serce i Rozum są tutaj w konflikcie. Rozum przypomina mądre wywody profesora Wieczorkiewicza i wszystkie argumenty przemawiające przeciwko decyzji o wybuchu. Myślę, że politycy i mężowie stany powinni rozważać wszelkie rozumowe argumenty bardzo poważnie. Gdy jednak do głosu dochodzi Serce to budzi się w nas całe dziedzictwo polskiego Romantyzmu. Przed oczami stają natychmiast postacie tych wspaniałych chłopaków i dziewczyn, którzy dokonywali niesamowitych czynów, bo bardzo pragnęli być wolni i wolność zawdzięczać sobie tylko. Gdy myślę o Powstaniu, to przypomina mi się wzruszenie, z jakim o swoich przeżyciach opowiadali jego uczestnicy, w uszach dźwięczą mi powstańcze piosenki, w których smutek miesza się z warszawską fantazją. Ciężko oddzielić Serce od Rozumu, jesteśmy złożonymi istotami.

Dzisiaj, jak co roku, udałem się na Plac Wilsona, gdzie  z inspiracji żoliborskich kibiców Legii, uczciliśmy wydarzenia sprzed 76 lat. Stanął ruch miejski, zawyły syreny, rozwinięte zostały banery z symboliką patriotyczną. Ja przypominałem sobie opowieści Dziadka, który kilkaset metrów od placu, spiesząc się z pracy na miejsce koncentracji, był świadkiem pierwszej walki Powstania u zbiegu Krasińskiego i Suzina. Wielki tłum ludzi, starych i młodych krzyknął na koniec kilkakrotnie hasło „Cześć i chwała bohaterom”. To samo hasło powtórzone zostało w tym samym czasie w wielu miejscach w Warszawie, w Polsce i na całym świecie. Poczucie wspólnoty z moimi rodakami jest jednak czymś niesamowitym. Taka jest nasza historia, innej nie mamy i mieć nie będziemy.

Pozostaje tylko powtórzyć – „Cześć i Chwała Bohaterom!!!”    

Marcin Bąk


 

Polecane