[Tylko u nas] Prof. David Engels: Kryzys koronawirusowy jako test

Angielscy biskupi zalecają szczepionki sporządzane z użyciem materiałów pozyskiwanych z pomordowanych dzieci
 [Tylko u nas] Prof. David Engels: Kryzys koronawirusowy jako test
morguefile.com
W całym tym kryzysie spowodowanym koronawirusem można dostrzec przynajmniej jedną pozytywną stronę; stanowi on mianowicie swoisty test jakości: ukazuje niejawne cele i ukryte słabości naszego nowoczesnego społeczeństwa, działając jednocześnie jak swoisty katalizator przyspieszający wiele z obecnych już procesów rozkładu, które bez tego ciągnąć mogłyby się jeszcze długo. Obywatel stał się bardziej niż kiedykolwiek masą dyspozycyjną dla rządów i grup opozycyjnych, instrumentalizujących w sposób celowy i ukierunkowany zarówno samą kwarantannę jak i powszechną panikę w celu zwalczania swoich przeciwników politycznych (widać to najlepiej na przykładzie USA); również wielkie grupy farmaceutyczne i informatyczne prześcigają się dziś w nieludzkich futurystycznych propozycjach, aby przy pomocy aplikacji śledzących, szczepień nanocząsteczkowych czy inżynierii genetycznej ułatwić drogę nacierającemu transhumanizmowi. Widzimy też wyraźnie, jak rzekomo liberalne rządy, na czele z francuskim czy niemieckim, z dnia na dzień są w stanie zawiesić podstawowe prawa demokratyczne i poddać swoich obywateli całkowitej kontroli, podczas gdy rzekomo autorytarne reżimy, takie jak Węgry, już dawno zrezygnowały ze swych specjalnych upoważnień. Zwłaszcza więc na Zachodzie cały ten kryzys pandemiczny przypomina co nieco przeprowadzanie w sposób kontrolowany detonacji, która ma doprowadzić do ostatecznej likwidacji konający już, ultra-liberalny, oparty na zadłużeniu system gospodarczo-finansowy, zastępując go opartym na pieniądzu podatników „socjalizmem miliarderów” (kapitalizm dla bogatych, socjalizm dla szerokich mas) - i to przy aplauzie samych obywateli dziękującym swoim rządom za rzekome „wyprowadzenie z kryzysu”. A to, że cały ten europejski „mechanizm ratunkowy” obejmuje również finansowanie projektów, które ze skutkami koronawirusa nie mają absolutnie nic wspólnego (gender studies, zielony ład, digitalizacja itp.) i przewiduje ponadto przykręcenie śruby niekochanym konserwatywnym krajom Europy Środkowo-Wschodniej, zwłaszcza Polsce i Węgrom, stawiając ich pod silną presję finansową, pokazuje jeszcze wyraźniej, że ów obecny kryzys trafił się lewicowo-liberalnemu establishmentowi niczym ślepej kurze ziarno i że najprawdopodobniej trwać to będzie jeszcze przez wiele następnych miesięcy, a może i lat, i to pomimo iż pomiędzy właściwym wyzwalaczem a jego dramatycznymi konsekwencjami nie widać już praktycznie żadnego racjonalnego związku.

Jednak do najsmutniejszych lekcji płynących z kryzysu pandemicznego należy niemal całkowite zglajchszaltowanie zachodnioeuropejskich kościołów i ich kapitulacja wobec panującej ideologii. Zwłaszcza zaś Kościół katolicki w Niemczech, pomimo iż od lat konfrontowany jest z bezprecedensową skalą masowych odchodzeń wiernych, zdaje się być zupełnie niezdolny do jakiejkolwiek refleksji na temat swoich rzeczywistych zadań. Zamiast tego intensyfikuje jeszcze to swe podlizywanie się politykom i duchowi czasu; czy to gdy chodzi o przejmowanie ideologii LGBT (przez szeroko pojętą madiatyzację), permanentną agitację przeciwko największej niemieckiej partii opozycyjnej, pełne poparcie dla „Willkommenskultur” Angeli Merkel (która, nawiasem mówiąc, wpłaca do kościelnych skarbców olbrzymie sumy), czy wreszcie przez wybór owej, idącej zbyt daleko nawet dla samego papieża Franciszka „synodalnej ścieżki specjalnej”, prowadzącej do protestantyzacji katolicyzmu (małżeństwo kapłańskie, zgoda na rozwód, kobiety w stanie kapłańskim, zadania przywódcze świeckich itp.) - wszystko to pokazuje, że Kościół na Zachodzie ma już niewiele wspólnego z tą wiarą, która przez stulecia chroniona była dzięki ścisłemu przestrzeganiu nauk ojców kultury europejskiej. Ta niemal entuzjastyczna gotowość, z jaką po raz pierwszy od czasu chrystianizacji Niemiec zamknięto w tym roku kościoły i „odwołano” nawet Wielkanoc - podczas gdy w tym samym czasie duże domy towarowe pozostawały otwarte, a muzułmanie w sposób masowy i niezakłócony odprawiali na ulicach Ramadan - mówi nam bardzo wiele, zwłaszcza, że odważny opór pewnych niewielkich społeczności tradycjonalistycznych - takich jak Instytut św. Filipa Neri w Berlinie - pokazały, że da się jednak inaczej.

Niestety, Kościół niemiecki nie stanowi wyjątku; przeciwnie jest raczej regułą na Zachodzie. Ostatni bodaj najbardziej niepokojący przypadek takiej dobrowolnej samodestrukcji pochodzi akurat z Wysp Brytyjskich. Kilka dni temu konferencja biskupów angielskiego kościoła katolickiego uczyniła bowiem niemal obowiązkiem moralnym dla wszystkich pobożnych katolików zaszczepienie się przeciwko koronawirusowi (gdy szczepionki te zostaną klinicznie przetestowane i zalecane) - i to pomimo iż niektóre użyte do ich produkcji substancje wyhodowane zostały na bazie komórek pochodzących z abortowanych płodów, czyli - mówiąc otwarcie - z zamordowanych nienarodzonych dzieci. Chyba nie da się bardziej obrazowo wyrazić skali deprawacji dzisiejszego Kościoła: oto konferencja biskupów katolickich akceptuje użycie na masową skalę części ciała zabitych w łonie matki niemowląt, o ile ma to rzekomo służyć wyższemu celowi - demoralizacja nie mająca sobie równych, sprawiająca, że ​​człowieka przechodzą dreszcze gdy się zastanawia, jak ów moralnie wypatroszony miałby w przyszłości nadal wyznaczać owe czerwone linie, których przekraczać nie wolno, jeśli sam legitymizuje zabijanie nienarodzonych dzieci, powołując się na rzekomą „ogólną korzyść medyczną” - argumentacja mniej więcej na tym samym poziomie, co u doktora Mengele i innych niemieckich „lekarzy” przeprowadzających przerażające eksperymenty na ludziach w obozach koncentracyjnych.

Niestety, historia ostatnich kilku dziesięcioleci jest pełna tego rodzaju „pierwszych kroków”, po których w sposób naturalny następowały (gdyż następować musiały) te kolejne. Każde pierwsze „odstępstwo” od reguł jest bowiem z natury rzeczy dość ułatwione: daje się go sprzedać jako coś w zasadzie „ludzkiego”. A że w ten sposób powstają precedensy, za którymi nieuchronnie następują dalsze - tak, że na koniec nie pozostaje już żadna klarowna reguła - o tym obywatele często zapominają, a to z kolei wykorzystywane jest z premedytacją przez lewicowo-liberalną klasę polityczną. Czy to gdy chodzi o aborcję, ideologię LGBTQ, prawodawstwo muzułmańskie, kazirodztwo, (antychrześcijańskie) bluźnierstwo, okaleczanie genitaliów, adopcję dzieci przez pary homoseksualne, poligamię, mowę nienawiści, niszczenie dóbr kulturowych w imię „antyrasizmu”, czy wreszcie eutanazję: wszystkim tym zjawiskom na samym początku zawsze towarzyszyła debata odnośnie kilku, mniej lub bardziej sympatycznie opisywanych „indywidualnych przypadków” lub (zwłaszcza dzisiaj) legalizacja obcego prawa w celu „ochrony” imigrantów. A gdy drzwi do odrzucenia pryncypiów zostają już otwarte, wówczas ów „indywidualny przypadek” szybko staje się ruchem masowym, co doprowadza do całkowitej relatywizacji prawa, a co za tym idzie: do normalizacji praktyk nienaturalnych, kulturowo obcych lub autodestrukcyjnych.

Jest bardziej niż smutne, że akurat spora część kościoła katolickiego zdaje się nie wyciągać żadnej nauki z tych nieustannie toczących się procesów. Wręcz przeciwnie, sami dobrowolnie (po części wiedzeni zapewne dobrą wolą) popadli w tę iście szatańską pułapkę, aby dzięki takiej wyprzedzającej uległości wobec ducha czasu zachować przychylność władzy i zyskać aplauz ze strony mediów głównego nurtu. To poważny znak ostrzegawczy wobec ponuro rysującej się przyszłości, jaka pisana jest tym instytucjom. Należy mieć chociaż nadzieję, że przynajmniej kościoły Europy Środkowo-Wschodniej, które dzięki doświadczeniu oporu wobec komunizmu i świetlanym przykładom swoich ludzi kościoła (takich jak kardynał Stefan Wyszyński) utrwalały się coraz mocniej w wierze, podczas gdy ich zachodni koledzy coraz bardziej zarażali się duchem liberalizmu i relatywizmu - wykażą się większą odpornością. Pierwsi chrześcijanie byli prześladowani przez państwo rzymskie i dobrowolnie znosili męczeństwo i śmierć odmawiając publicznego wylewania niewielkiego kielicha wina na ołtarzu ofiarnym lub zapalania kadzidła ku czci boskiej władzy państwowej. Tymczasem spora część dzisiejszego kościoła na Zachodzie Europy wydaje się być gotowa do wyrzeczenia się swej wiary, a wraz z nią do wyrzucenia za burtę tożsamościowej kotwicy europejskiej kultury, degradując się dobrowolnie do roli moralnego ramienia lewicowo-liberalnych elit - po to, aby móc nadal obficie korzystać z darowizn materialnych płynących ze strony tego głęboko antychrześcijańskiego systemu politycznego. Jak więc długo ma jeszcze potrwać ta zdrada, zanim ostatni prawdziwi wierzący na Zachodzie nie wyciągną wreszcie niezbędnych wniosków?

David Engels

z niemieckiego tłumaczył Marian Panic

Ankieta
Czy Amy Coney Barrett powstrzyma neomarksistów?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy Amy Coney Barrett powstrzyma neomarksistów?
Tygodnik

Opinie

Popkultura