Szukaj
Konto

[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Nie lubię jesieni

29.10.2020 21:50
[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Nie lubię jesieni
Źródło: Twitter
Komentarzy: 0
Nie lubię jesieni. No nie lubię. Jesień jest takim przedsionkiem zimy, dla której jako dziecko może miałem nieco więcej ciepłych uczuć. Były to oczywiście trochę inne zimy niż obecnie, bardziej mroźne, ale też i dzięki temu, że dzieci spędzały więcej czasu na podwórku, bardziej wypełnione zabawą i śmiechem niż „problemami” i narzekaniem. Dziś, jako że już od paru ładnych lat, co być może niektórych zaskoczy, jestem dorosły, aspekt zimowej zabawy stracił dla mnie na znaczeniu. W dodatku ogólna atmosfera pośród ludzi, którzy się strasznie „uwrażliwili”, nie nastraja pozytywnie. Kiedy zimy są lekkie, wszechobecne błoto, brud i grypa są być może dla utyskiwań jakimś usprawiedliwieniem, ale kiedy zimy są nieco bardziej mroźne i ludzie zaczynają „umierać”, bo jest 10 stopni mrozu, to już mnie to nieco irytuje. Tak, irytuje mnie również własne przewrażliwienie i własna irytacja.

Jesień jest tym okresem, w którym jeszcze nie wypada odliczać do końca zimy, ale już wiadomo, że zima będzie i nic się z tym nie da zrobić, a nawet, że dzień, w którym się ten cały armagedon zacznie, jest coraz bliżej. W dodatku jesień nie ma nawet szansy, żeby być "mroźną". Cała jakby składa się z błota, grypy i depresji.

No dobrze, jest jeszcze instytucja "Polskiej Złotej Jesieni", ale jakoś nie w każdym roku chce występować, w tym roku nie chce jakoś szczególnie, a i tak zwykle nie trwa długo. Jesień Szarobura i Mokra szybko zajmuje miejsce ładniejszej siostry.
Szybko robi się ciemno. Biorąc pod uwagę to, że dużo pracuję w nocy, ze względu na to, że pracuję w domu i, szczególnie w okresie koronawirusowego home office, niektóre rzeczy mogę zrobić dopiero, kiedy wszyscy pójdą spać, wstaję również późno. A potem ciach i po wcale niedługim czasie dzień się kończy i nie wiedzieć kiedy zapada zmierzch. Stresuje mnie to, mam poczucie bycia w wiecznym "niedoczasie", mam poczucie straty, a jedyną, którą mogę za to winić, jest jesień jako taka.

Kumple swego czasu mnie pytali: "Cezary, jesieni nie lubisz, no bo wiadomo, lata nie lubisz, bo nie lubisz upałów, zimy też już jakby nie lubisz, to co ty lubisz?". Oczywiście wiosnę. Wiosną też jest czasem, a nawet całkiem często, mokro, ale wiosna daje nadzieję na to, że jesień i zimę mamy już za sobą, że będzie cieplej, że będzie ładniej. Wiosna, co pamiętam z lat wcześniejszych, bo z racji wieloletniego kataru w zasadzie straciłem węch, po prostu pachnie nowym życiem i świeżością.

A na razie trzeba wyciągać swetry, ciężkie buty, grube kurtki, wcześniej wołać dzieci z podwórka, a ostatnio jeszcze martwić się przeziębieniami bardziej niż zwykle. Tegoroczna jesień w szczególny sposób wydaje się być uosobieniem stresu związanego z epidemią.
A nie mogłaby wziąć przykładu z wiosny? No chociaż trochę…

Komentarzy: 0
Data publikacji: 29.10.2020 21:50
Źródło: Tygodnik Solidarność