Dr Adriana Bartnik dla TS: Pokolenie 40-latków zostało oszukane. To oni najczęściej doświadczają mobbingu

- O dwudziestolatkach mówi się, że są roszczeniowi i bezczelni. Współcześni 40-latkowie są zawiedzeni i zdziwieni, że młodzi nie chcą poświęcać wolnego czasu dla pracy za darmo, na rzecz idei wyznawanych przez międzynarodowe korporacje, że nie chcą pracować dla idei, tylko za pieniądze – mówi w rozmowie z Maciejem Chudkiewiczem dr Adriana Bartnik, prawnik i socjolog z Wydziału Administracji i Nauk Społecznych Politechniki Warszawskiej.
M. Żegliński
M. Żegliński / Tygodnik Solidarność
– Drapieżny kapitalizm odrzucany przez roszczeniowych 20-latków. Takich, którzy chcą dużo, a nie mogą znaleźć. To popularna opinia o polskim rynku pracy.

– Polski współczesny rynek pracy nie jest ani rynkiem pracownika, ani rynkiem polskiego pracodawcy. Przepisy Kodeksu pracy tylko iluzorycznie chronią pracownika. Warto pamiętać, że o ile małym pracodawcom, małym przedsiębiorcom nie opłaca się łamać prawa, o tyle dużym korporacjom może już nie opłacać się przestrzegać praw pracowniczych. Wysokość nakładanych i orzekanych kar małego pracodawcę może doprowadzić do bankructwa, ale dla międzynarodowych konsorcjów może być zupełnie nieodczuwalna. Moje badania prawno-socjologiczne poświęcone są zjawiskom patologicznym występującym na polskim rynku pracy i do nich będę się odwoływała. Jako naukowiec muszę powiedzieć, że nie każdy pracodawca jest potworem – bo znam też firmy, w tym korporacje międzynarodowe, których prezesi przyznają, że czynnikiem decydującym o poszanowaniu praw pracowniczych jest nie tylko prawo, nie strach przed karą, ale np. wstyd. Pozwolę sobie zacytować jednego z badanych przeze mnie prezesów: „Jesteśmy tak bogaci, że nam po prostu nie wypada ludziom mało płacić czy oszczędzać na prawach pracowniczych”.

– Powiedziała pani niedawno: „To pokolenie 40-latków zinstytucjonalizowało wyzysk, masowe naruszanie godności pracowniczej”. Czy rzeczywiście tak jest? Czy to właśnie nie to pokolenie stanęło oko w oko z nowym dla siebie kapitalizmem i położyło na szali całych siebie? I teraz, nie znając innych metod, oczekuje od pokolenia swoich dzieci tego samego?

– 40-latkowie to najbardziej poranione polskie pokolenie, oczywiście zaraz po tych, którzy doświadczyli holokaustu, Powstania Warszawskiego czy terroru stalinowskiego. Trauma doświadczana w momencie wchodzenia w dorosłe życie może być najtrudniejsza do uchwycenia i uświadomienia. To jest czas, gdy kształtujemy naszą świadomość jednostki dorosłej. O ile we wcześniejszych fazach życia socjalizacja często przybierała formę urabiania wychowanka, jak pisał prof. Florian Znaniecki, o tyle z człowiekiem po studiach jest inaczej. Osoba wkraczająca na rynek pracy myśli, że jest wykształcona, że jest mądra, ma wiedzę i ma rację, a tak naprawdę ma głowę nabitą marzeniami i zasadami. Jest romantyczna. Wierzy we wszystkie idee i zasady, których była uczona. Tymczasem okazuje się, że partnerzy interakcji stosują inne zasady, inne reguły gry. Można powiedzieć, że pierwsze lata pracy to albo partyzantka albo kolaboracja. Bo mimo że wszyscy deklarują te same zasady – przecież wszystkich obowiązują przepisy prawa, regulaminy wewnętrzne – to nie zawsze tak samo je rozumiemy. Poza tym różne czynniki – zazwyczaj miejsce w strukturze firmy – decydują o tym, których reguł się przestrzega, a których nie. I tacy byli też dzisiejsi 40-latkowie. To pokolenie, gdy dojrzewało, gdy wkraczało na rynek pracy, było uczone zasad i wartości, których nikt w ich późniejszym życiu nie przestrzegał. Z moich badań wynika, że nawet mentorzy współczesnych 40-latków, gdy deklarowali partnerskie relacje w miejscu pracy, tak naprawdę wymagali jedynie posłuchu. Bardzo pasuje do nich tekst piosenki zespołu Turbo z 1982 r.

– Zatem 40-latkowie sami sobie zgotowali ten los?

– Pokolenie 40-latków zostało oszukane. Dostosowało się do narzuconych im zasad, reguł gry „w życie”, jakiego nie chcą, jakiego nie akceptują. Chociaż tych reguł i zasad też nie znoszą. Dzisiaj sami są wypaleni. Z moich badań wynika, że jeśli możemy mówić o jakiejkolwiek cesze osobowościowej, dotyczącej ulegania mobbingowi, to jest nią wiek, a nie płeć – ta wpływa raczej na styl komunikacji w mobbingu. Jednak to 40-latkowie najczęściej doświadczają mobbingu. I co ciekawe, bywają najczęściej i sprawcami, i ofiarami. Za późno reagują na to, co im przeszkadza, dostosowują się do tego, co im nie pasuje, co ich wyniszcza, a później okazuje się, że nikt nie docenia, że zostali wyssani. Dostosowali się do reguł, które im nie pasowały, które ich wyniszczały. Dostosowali się w zamian za obietnice kariery, możliwość spłaty kredytu. A teraz widzą, że jakieś młodziaki buntują się przeciw tym regułom. W mojej opinii najgorsze dla tych 40-latków jest to, że także firmy nie trzymają w tym starciu ich strony. Ci, których badałam, ale również ci, których sprawy prowadzę w sądach pracy, czują się podwójnie zdradzeni. Mają żal do pracodawcy o nieposzanowanie reguł i o brak lojalności. To się później przekłada na brak zaufania i utrudniony powrót na rynek pracy. W mojej opinii 40-latkowie są często ofiarami rynku.

– Czy dzisiejsi dwudziestolatkowie są, tak jak często się słyszy, gorsi od 30- czy 40-latków? Bardziej roszczeniowi?

– Nie umiem ocenić, co to znaczy lepsi czy gorsi. Można powiedzieć, że są inni, ale przecież każde pokolenie ma swoje specyficzne cechy. Takie, których nie ma to poprzednie. I chyba od zarania dziejów starsze pokolenia zarzucają młodszym, że są bardziej leniwe, że są roszczeniowe, niekulturalne, słuchają głupiej muzyki… Ale chyba nienaturalne byłoby, gdyby starsze pokolenia nie krytykowały młodszych i gdyby te młodsze nie buntowały się w stosunku do tych starszych. Jest to naturalne w rodzinie, w pracy i w polityce – brak protestów, brak opozycji, brak demonstracji powinien zaniepokoić socjologa. Niewątpliwie jeśli chodzi o polską współczesną młodzież, to jest ona różnorodna. I mam wrażenie, że mniej daje się wpuszczać w maliny. Nie wierzą już w obietnice i w święto Dygdy (czyli nigdy).
Poza tym proszę zobaczyć, jak wyglądają ogłoszenia o pracę. Ich analiza jest naprawdę interesująca. W większości ogłoszeń o pracę rekruterzy wypisują bezrefleksyjnie zestaw cech pożądanych na danym stanowisku. I jak o tym rozmawiam ze studentami, to mamy niezły ubaw. Pracodawca pisze np., że oczekuje od kandydata komunikatywności, odwagi czy kreatywności. Ale co to oznacza? Deklaruje, że poszukuje osoby aktywnej i przebojowej, która będzie potrafiła walczyć o siebie, o firmę, i która będzie innowacyjna. A później na szeregowe stanowisko przyjmujemy osobę o takich cechach. I konflikt jest nieuchronny. Przełożony takiej osoby jest oburzony, że jego podwładny z nim dyskutuje, że się dopytuje, że próbuje realizować zadania innymi sposobami. To czasami przypomina bareizmy czy witkiewiczowskie wykwity najdzikszego obłędu.
##NOWA_STRONA#

– Może pani podać przykłady?

– W moich badaniach najczęściej spotykam się z oczekiwaniem „realizacji 200% normy”. Działy sprzedaży, marketingu, handlowcy otrzymują wytyczne dotyczące zrealizowania planu na przyszły rok. Co do zasady oczekuje się wzrostu obrotów, sprzedaży o ok 2-3%, ale są też sytuacje, gdy oczekiwania wzrastają do 15%. Czasami jest to możliwe, a czasami nie. Niemożliwe jest wtedy, gdy w związku z kryzysem zwalnia się 10-20% pracowników, a jednocześnie oczekuje takiego wzrostu dochodów czy też obrotu. Mnie ciekawi badawczo, czy wiek determinuje dostosowywanie się pracownika do nierealnych zadań. I okazuje się, że tak – przykładowo 40-latkowie nawet gdy protestują, starają się realizować niemożliwe plany. Zaś odważny, przebojowy 20-latek mówi szefowi, że tego się nie da zrealizować. Natomiast 30-latek zakłada, że to taka gra – ty mówisz co innego, ja co innego słyszę i robię swoje. Wracając do 40-latków – poczucie obowiązku, lojalność wobec wszystkich przekłada się na próbę realizowania niemożliwych zadań. Tyle że 40-latkowie przypłacają to zawałem, udarem, poronieniem, czasem psychiatrą bądź „tylko” wypaleniem. 40-latków urabiano na myślenie efektywe tzn.: masz zrealizować cel – środki, sposoby, metody sam dobierz, ale cel musisz osiągnąć; cena którą ty zapłacisz, nie jest ważna, ale firmy nie możesz narażać na koszty.

– Czyli lepszym pracownikiem będzie ten starszy?

– Nie chcę generalizować, ale nie dziwi mnie zapotrzebowanie na ludzi wykształconych i w średnim wieku, bo to naprawdę świetni pracownicy. Świetni z punktu widzenia korporacji i pracodawcy. Poza tym władze w tych zakładach pracy dzierżą właśnie 40-latkowie lub starsi. Komunikacyjnie tym ludziom do siebie bliżej. A wartości też są ważne w życiu codziennym. I oczywiście dla tych szefów 40-latkowie są grzeczni, zaś styl komunikacyjny 20-latków razi, odbierany jest jako roszczeniowy. A 40-latkowie są dokładni, przestrzegają ładu korporacyjnego, zasad etycznych i lubią się do nich odwoływać. Dzisiejsi 20-latkowie i nieco starsi zazwyczaj nie czytają regulaminów. Zgadzają się na przeciążenie pracą, na nadgodziny, ale za pieniądze albo wówczas, gdy w czasie pracy może posiedzieć sobie na Facebooku, skserować książkę czy zrobić zakupy w Internecie. Z drugiej strony – dlaczego mieliby robić coś, za co pracodawca może im nie zapłacić? Ja lubię to młode pokolenie, bo uczę się od nich, że ideowość na rzecz korporacji to frajerstwo, że pomagać warto bliskim i że wolontariat to umycie szyb sąsiadce, a nie podawanie kawy w korporacji czy fotografowanie akt dla kancelarii. Obligatoryjne uczestnictwo w konferencjach naukowych opłacane z własnych pieniędzy to głupota. Mądre jest wydanie swoich własnych pieniędzy na życie towarzyskie, czyli nawet na posiadówki w hipsterskich miejscach. Lubię młodych ludzi, bo oni też sami lubią siebie.
Tyle o deklaracjach co do zasad. Bo nawet te osoby, które potępiają zachowanie dotyczące wyzysku, przyznają równocześnie, że wykonały bezpośrednie zadanie nie należące do nich (69 proc. badanych). 57 proc. zrezygnowało z przerwy, żeby być bardziej efektywnym, ale jednocześnie taki sam procent Polaków przyznaje, ze nie jest to właściwe. 37% potępia prace po godzinach, ale 39 proc. wykonuje pracę po godzinach. Czyli nie jesteśmy konsekwentni. Nawet jeśli czegoś nie aprobujemy, nie znaczy to, że tego nie robimy. Może tylko powinniśmy się częściej z tego – i z samych siebie – śmiać, bo to polskie bycie na serio w każdej sytuacji ułatwia przechodzenie konfliktom w mobbing. A mobbing zazwyczaj nie pojawia się, gdy go sobie zaplanujemy, ale gdy bariery komunikacyjne będą mogły karmić się przepracowaniem, przymusem, stresem, wypaleniem i brakiem poczucia humoru. W Polsce ok 19 proc. pracowników doświadcza szykan w miejscu pracy.

– Na czym one polegają?

– To najczęściej bezzasadna krytyka, czepialstwo, podważanie autorytetu i ośmieszanie, a także tworzenie wrogiej atmosfery.

– A kto ma najgorzej w pracy? Jak to jest z tym mobbinigiem?

– To zjawisko jest bardzo złożone. Prawdą jest, że skutki odczuwają prawdziwi ludzie – rodziny, żony, mężowie, dzieci, sąsiedzi. Skutki mobbingu ekonomicznie i społecznie odczuwamy my wszyscy. Osoby doświadczające mobbingu czasami dopiero w trakcie hospitalizacji czy rozwodu uświadamiały sobie, że to, co ich wyniszczyło, to był mobbing. Badałam przypadki, w których momentem zwrotnym było założenie niebieskiej karty.

– Niebieską kartę zakłada się przecież sprawcom przemocy domowej…

– Ofiara w innym środowisku może odgrywać inną rolę. Zdaniem klinicystów jest to naturalna potrzeba przy doświadczeniu traumy. Badacze norwescy dowodzą, iż wychodzenie z mobbingu jest dłuższe, kosztowniejsze niż nawet specjalistyczne leczenie powypadkowe. Warto też pamiętać, że im dłużej trwa mobbing, tym bardziej i mocniej przypisuje się ofierze konfliktowy charakter. Czasami pracodawcy nawet na sali sądowej próbują z pracownika-ofiary zrobić sprawcę mobbingu.
O szykanowaniu przez pracodawców najwięcej mówią pracownicy dużych firm, zatrudniających ponad 100 osób.

– Jakieś rady?

– Mówmy sobie więcej żartów i miłych słów. Personifikujmy pochwały – zamiast bezosobowego dziękuję – dziękuję ci serdecznie. I jeszcze o dwudziestoletnich – musimy pamiętać, parafrazując Marka Hłaskę, że oni są zawsze piękni i zawsze dwudziestoletni. I każde pokolenie 20-latkom zazdrości…

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (12/2017) dostępnego także w wersji cyfrowej tutaj.

#REKLAMA_POZIOMA#

 

 

POLECANE
Ile zarabia prok. Ewa Wrzosek w ministerstwie sprawiedliwości? Podano kwotę z ostatniej chwili
Ile zarabia prok. Ewa Wrzosek w ministerstwie sprawiedliwości? Podano kwotę

Ujawniono składniki wynagrodzenia prok. Ewy Wrzosek po delegacji do Ministerstwa Sprawiedliwości. "Dostaliśmy odpowiedź z Prokuratury Okręgowej w Warszawie i kwota robi wrażenie" – informuje niezalezna.pl.

Podwyżka akcyzy na alkohol. Jest projekt ustawy z ostatniej chwili
Podwyżka akcyzy na alkohol. Jest projekt ustawy

Polska 2050 wyjdzie z projektem ustawy podwyższającym akcyzę na napoje alkoholowe – wynika z ustaleń serwisu Wirtualna Polska.

Prezydent Częstochowy został doprowadzony do prokuratury z ostatniej chwili
Prezydent Częstochowy został doprowadzony do prokuratury

Zatrzymany przez CBA prezydent Częstochowy Krzysztof M. został w środę wieczorem doprowadzony do śląskiego wydziału Prokuratury Krajowej w Katowicach, gdzie ma usłyszeć zarzuty. Chodzi o śledztwo ws. korupcji, w którym podejrzanych jest już kilkanaście osób, w tym inni samorządowcy z tego miasta.

ZUS wydał pilny komunikat z ostatniej chwili
ZUS wydał pilny komunikat

Do końca lutego wcześniejsi emeryci i renciści dorabiający do świadczeń muszą rozliczyć z ZUS dodatkowe przychody za 2025 rok – przypomina ZUS.

Tusk wręczył Prince Polo premier Islandii. Od razu skomentowała z ostatniej chwili
Tusk wręczył Prince Polo premier Islandii. Od razu skomentowała

Donald Tusk zaskoczył na koniec konferencji z premier Islandii. Wręczył jej Prince Polo.

Nagły zwrot ws. właściciela TVN. Jest komunikat Warner Bros. Discovery z ostatniej chwili
Nagły zwrot ws. właściciela TVN. Jest komunikat Warner Bros. Discovery

Warner Bros. Discovery potwierdził, że Paramount Skydance złożył ulepszoną ofertę przejęcia całej spółki i że może ona być lepsza od tej złożonej przez Netflixa.

Policjant zatrzymany. W tle poważne zarzuty z ostatniej chwili
Policjant zatrzymany. W tle poważne zarzuty

Funkcjonariusz Komendy Powiatowej Policji w Wołowie został zatrzymany – poinformowała w środę Dolnośląska Policja. Decyzję podjęto w związku ze zgłoszeniem policjantki z tej samej komendy.

Makabryczne odkrycie w Siemianowicach Śląskich. Policja bada sprawę Wiadomości
Makabryczne odkrycie w Siemianowicach Śląskich. Policja bada sprawę

Trwa wyjaśnianie okoliczności śmierci trzech osób, których ciała odnaleziono w jednym z mieszkań w Siemianowicach Śląskich. Sprawa jest na bardzo wczesnym etapie, a śledczy nie podają na razie przyczyny zgonów.

Gratka dla miłośników astronomii. Nie przegap tego zjawiska Wiadomości
Gratka dla miłośników astronomii. Nie przegap tego zjawiska

Nocne niebo pod koniec lutego przyniesie w Polsce niezwykłe widowisko astronomiczne. W tym czasie Księżyc znajdzie się w pobliżu jasnego Jowisza i gwiazd Kastor oraz Polluks z konstelacji Bliźniąt. Odległość między planetą a satelitą wyniesie około 4 stopni kątowych, co sprawi, że zjawisko będzie dobrze widoczne gołym okiem.

Były szef SKW z zarzutami. Gen. Materka wydał oświadczenie z ostatniej chwili
Były szef SKW z zarzutami. Gen. Materka wydał oświadczenie

Były szef SKW gen. Maciej Materka odniósł się do zarzutów przedstawionych przez prokuraturę w śledztwie dotyczącym Pegasusa. Generał nie przyznał się do zarzucanych mu czynów.

REKLAMA

Dr Adriana Bartnik dla TS: Pokolenie 40-latków zostało oszukane. To oni najczęściej doświadczają mobbingu

- O dwudziestolatkach mówi się, że są roszczeniowi i bezczelni. Współcześni 40-latkowie są zawiedzeni i zdziwieni, że młodzi nie chcą poświęcać wolnego czasu dla pracy za darmo, na rzecz idei wyznawanych przez międzynarodowe korporacje, że nie chcą pracować dla idei, tylko za pieniądze – mówi w rozmowie z Maciejem Chudkiewiczem dr Adriana Bartnik, prawnik i socjolog z Wydziału Administracji i Nauk Społecznych Politechniki Warszawskiej.
M. Żegliński
M. Żegliński / Tygodnik Solidarność
– Drapieżny kapitalizm odrzucany przez roszczeniowych 20-latków. Takich, którzy chcą dużo, a nie mogą znaleźć. To popularna opinia o polskim rynku pracy.

– Polski współczesny rynek pracy nie jest ani rynkiem pracownika, ani rynkiem polskiego pracodawcy. Przepisy Kodeksu pracy tylko iluzorycznie chronią pracownika. Warto pamiętać, że o ile małym pracodawcom, małym przedsiębiorcom nie opłaca się łamać prawa, o tyle dużym korporacjom może już nie opłacać się przestrzegać praw pracowniczych. Wysokość nakładanych i orzekanych kar małego pracodawcę może doprowadzić do bankructwa, ale dla międzynarodowych konsorcjów może być zupełnie nieodczuwalna. Moje badania prawno-socjologiczne poświęcone są zjawiskom patologicznym występującym na polskim rynku pracy i do nich będę się odwoływała. Jako naukowiec muszę powiedzieć, że nie każdy pracodawca jest potworem – bo znam też firmy, w tym korporacje międzynarodowe, których prezesi przyznają, że czynnikiem decydującym o poszanowaniu praw pracowniczych jest nie tylko prawo, nie strach przed karą, ale np. wstyd. Pozwolę sobie zacytować jednego z badanych przeze mnie prezesów: „Jesteśmy tak bogaci, że nam po prostu nie wypada ludziom mało płacić czy oszczędzać na prawach pracowniczych”.

– Powiedziała pani niedawno: „To pokolenie 40-latków zinstytucjonalizowało wyzysk, masowe naruszanie godności pracowniczej”. Czy rzeczywiście tak jest? Czy to właśnie nie to pokolenie stanęło oko w oko z nowym dla siebie kapitalizmem i położyło na szali całych siebie? I teraz, nie znając innych metod, oczekuje od pokolenia swoich dzieci tego samego?

– 40-latkowie to najbardziej poranione polskie pokolenie, oczywiście zaraz po tych, którzy doświadczyli holokaustu, Powstania Warszawskiego czy terroru stalinowskiego. Trauma doświadczana w momencie wchodzenia w dorosłe życie może być najtrudniejsza do uchwycenia i uświadomienia. To jest czas, gdy kształtujemy naszą świadomość jednostki dorosłej. O ile we wcześniejszych fazach życia socjalizacja często przybierała formę urabiania wychowanka, jak pisał prof. Florian Znaniecki, o tyle z człowiekiem po studiach jest inaczej. Osoba wkraczająca na rynek pracy myśli, że jest wykształcona, że jest mądra, ma wiedzę i ma rację, a tak naprawdę ma głowę nabitą marzeniami i zasadami. Jest romantyczna. Wierzy we wszystkie idee i zasady, których była uczona. Tymczasem okazuje się, że partnerzy interakcji stosują inne zasady, inne reguły gry. Można powiedzieć, że pierwsze lata pracy to albo partyzantka albo kolaboracja. Bo mimo że wszyscy deklarują te same zasady – przecież wszystkich obowiązują przepisy prawa, regulaminy wewnętrzne – to nie zawsze tak samo je rozumiemy. Poza tym różne czynniki – zazwyczaj miejsce w strukturze firmy – decydują o tym, których reguł się przestrzega, a których nie. I tacy byli też dzisiejsi 40-latkowie. To pokolenie, gdy dojrzewało, gdy wkraczało na rynek pracy, było uczone zasad i wartości, których nikt w ich późniejszym życiu nie przestrzegał. Z moich badań wynika, że nawet mentorzy współczesnych 40-latków, gdy deklarowali partnerskie relacje w miejscu pracy, tak naprawdę wymagali jedynie posłuchu. Bardzo pasuje do nich tekst piosenki zespołu Turbo z 1982 r.

– Zatem 40-latkowie sami sobie zgotowali ten los?

– Pokolenie 40-latków zostało oszukane. Dostosowało się do narzuconych im zasad, reguł gry „w życie”, jakiego nie chcą, jakiego nie akceptują. Chociaż tych reguł i zasad też nie znoszą. Dzisiaj sami są wypaleni. Z moich badań wynika, że jeśli możemy mówić o jakiejkolwiek cesze osobowościowej, dotyczącej ulegania mobbingowi, to jest nią wiek, a nie płeć – ta wpływa raczej na styl komunikacji w mobbingu. Jednak to 40-latkowie najczęściej doświadczają mobbingu. I co ciekawe, bywają najczęściej i sprawcami, i ofiarami. Za późno reagują na to, co im przeszkadza, dostosowują się do tego, co im nie pasuje, co ich wyniszcza, a później okazuje się, że nikt nie docenia, że zostali wyssani. Dostosowali się do reguł, które im nie pasowały, które ich wyniszczały. Dostosowali się w zamian za obietnice kariery, możliwość spłaty kredytu. A teraz widzą, że jakieś młodziaki buntują się przeciw tym regułom. W mojej opinii najgorsze dla tych 40-latków jest to, że także firmy nie trzymają w tym starciu ich strony. Ci, których badałam, ale również ci, których sprawy prowadzę w sądach pracy, czują się podwójnie zdradzeni. Mają żal do pracodawcy o nieposzanowanie reguł i o brak lojalności. To się później przekłada na brak zaufania i utrudniony powrót na rynek pracy. W mojej opinii 40-latkowie są często ofiarami rynku.

– Czy dzisiejsi dwudziestolatkowie są, tak jak często się słyszy, gorsi od 30- czy 40-latków? Bardziej roszczeniowi?

– Nie umiem ocenić, co to znaczy lepsi czy gorsi. Można powiedzieć, że są inni, ale przecież każde pokolenie ma swoje specyficzne cechy. Takie, których nie ma to poprzednie. I chyba od zarania dziejów starsze pokolenia zarzucają młodszym, że są bardziej leniwe, że są roszczeniowe, niekulturalne, słuchają głupiej muzyki… Ale chyba nienaturalne byłoby, gdyby starsze pokolenia nie krytykowały młodszych i gdyby te młodsze nie buntowały się w stosunku do tych starszych. Jest to naturalne w rodzinie, w pracy i w polityce – brak protestów, brak opozycji, brak demonstracji powinien zaniepokoić socjologa. Niewątpliwie jeśli chodzi o polską współczesną młodzież, to jest ona różnorodna. I mam wrażenie, że mniej daje się wpuszczać w maliny. Nie wierzą już w obietnice i w święto Dygdy (czyli nigdy).
Poza tym proszę zobaczyć, jak wyglądają ogłoszenia o pracę. Ich analiza jest naprawdę interesująca. W większości ogłoszeń o pracę rekruterzy wypisują bezrefleksyjnie zestaw cech pożądanych na danym stanowisku. I jak o tym rozmawiam ze studentami, to mamy niezły ubaw. Pracodawca pisze np., że oczekuje od kandydata komunikatywności, odwagi czy kreatywności. Ale co to oznacza? Deklaruje, że poszukuje osoby aktywnej i przebojowej, która będzie potrafiła walczyć o siebie, o firmę, i która będzie innowacyjna. A później na szeregowe stanowisko przyjmujemy osobę o takich cechach. I konflikt jest nieuchronny. Przełożony takiej osoby jest oburzony, że jego podwładny z nim dyskutuje, że się dopytuje, że próbuje realizować zadania innymi sposobami. To czasami przypomina bareizmy czy witkiewiczowskie wykwity najdzikszego obłędu.
##NOWA_STRONA#

– Może pani podać przykłady?

– W moich badaniach najczęściej spotykam się z oczekiwaniem „realizacji 200% normy”. Działy sprzedaży, marketingu, handlowcy otrzymują wytyczne dotyczące zrealizowania planu na przyszły rok. Co do zasady oczekuje się wzrostu obrotów, sprzedaży o ok 2-3%, ale są też sytuacje, gdy oczekiwania wzrastają do 15%. Czasami jest to możliwe, a czasami nie. Niemożliwe jest wtedy, gdy w związku z kryzysem zwalnia się 10-20% pracowników, a jednocześnie oczekuje takiego wzrostu dochodów czy też obrotu. Mnie ciekawi badawczo, czy wiek determinuje dostosowywanie się pracownika do nierealnych zadań. I okazuje się, że tak – przykładowo 40-latkowie nawet gdy protestują, starają się realizować niemożliwe plany. Zaś odważny, przebojowy 20-latek mówi szefowi, że tego się nie da zrealizować. Natomiast 30-latek zakłada, że to taka gra – ty mówisz co innego, ja co innego słyszę i robię swoje. Wracając do 40-latków – poczucie obowiązku, lojalność wobec wszystkich przekłada się na próbę realizowania niemożliwych zadań. Tyle że 40-latkowie przypłacają to zawałem, udarem, poronieniem, czasem psychiatrą bądź „tylko” wypaleniem. 40-latków urabiano na myślenie efektywe tzn.: masz zrealizować cel – środki, sposoby, metody sam dobierz, ale cel musisz osiągnąć; cena którą ty zapłacisz, nie jest ważna, ale firmy nie możesz narażać na koszty.

– Czyli lepszym pracownikiem będzie ten starszy?

– Nie chcę generalizować, ale nie dziwi mnie zapotrzebowanie na ludzi wykształconych i w średnim wieku, bo to naprawdę świetni pracownicy. Świetni z punktu widzenia korporacji i pracodawcy. Poza tym władze w tych zakładach pracy dzierżą właśnie 40-latkowie lub starsi. Komunikacyjnie tym ludziom do siebie bliżej. A wartości też są ważne w życiu codziennym. I oczywiście dla tych szefów 40-latkowie są grzeczni, zaś styl komunikacyjny 20-latków razi, odbierany jest jako roszczeniowy. A 40-latkowie są dokładni, przestrzegają ładu korporacyjnego, zasad etycznych i lubią się do nich odwoływać. Dzisiejsi 20-latkowie i nieco starsi zazwyczaj nie czytają regulaminów. Zgadzają się na przeciążenie pracą, na nadgodziny, ale za pieniądze albo wówczas, gdy w czasie pracy może posiedzieć sobie na Facebooku, skserować książkę czy zrobić zakupy w Internecie. Z drugiej strony – dlaczego mieliby robić coś, za co pracodawca może im nie zapłacić? Ja lubię to młode pokolenie, bo uczę się od nich, że ideowość na rzecz korporacji to frajerstwo, że pomagać warto bliskim i że wolontariat to umycie szyb sąsiadce, a nie podawanie kawy w korporacji czy fotografowanie akt dla kancelarii. Obligatoryjne uczestnictwo w konferencjach naukowych opłacane z własnych pieniędzy to głupota. Mądre jest wydanie swoich własnych pieniędzy na życie towarzyskie, czyli nawet na posiadówki w hipsterskich miejscach. Lubię młodych ludzi, bo oni też sami lubią siebie.
Tyle o deklaracjach co do zasad. Bo nawet te osoby, które potępiają zachowanie dotyczące wyzysku, przyznają równocześnie, że wykonały bezpośrednie zadanie nie należące do nich (69 proc. badanych). 57 proc. zrezygnowało z przerwy, żeby być bardziej efektywnym, ale jednocześnie taki sam procent Polaków przyznaje, ze nie jest to właściwe. 37% potępia prace po godzinach, ale 39 proc. wykonuje pracę po godzinach. Czyli nie jesteśmy konsekwentni. Nawet jeśli czegoś nie aprobujemy, nie znaczy to, że tego nie robimy. Może tylko powinniśmy się częściej z tego – i z samych siebie – śmiać, bo to polskie bycie na serio w każdej sytuacji ułatwia przechodzenie konfliktom w mobbing. A mobbing zazwyczaj nie pojawia się, gdy go sobie zaplanujemy, ale gdy bariery komunikacyjne będą mogły karmić się przepracowaniem, przymusem, stresem, wypaleniem i brakiem poczucia humoru. W Polsce ok 19 proc. pracowników doświadcza szykan w miejscu pracy.

– Na czym one polegają?

– To najczęściej bezzasadna krytyka, czepialstwo, podważanie autorytetu i ośmieszanie, a także tworzenie wrogiej atmosfery.

– A kto ma najgorzej w pracy? Jak to jest z tym mobbinigiem?

– To zjawisko jest bardzo złożone. Prawdą jest, że skutki odczuwają prawdziwi ludzie – rodziny, żony, mężowie, dzieci, sąsiedzi. Skutki mobbingu ekonomicznie i społecznie odczuwamy my wszyscy. Osoby doświadczające mobbingu czasami dopiero w trakcie hospitalizacji czy rozwodu uświadamiały sobie, że to, co ich wyniszczyło, to był mobbing. Badałam przypadki, w których momentem zwrotnym było założenie niebieskiej karty.

– Niebieską kartę zakłada się przecież sprawcom przemocy domowej…

– Ofiara w innym środowisku może odgrywać inną rolę. Zdaniem klinicystów jest to naturalna potrzeba przy doświadczeniu traumy. Badacze norwescy dowodzą, iż wychodzenie z mobbingu jest dłuższe, kosztowniejsze niż nawet specjalistyczne leczenie powypadkowe. Warto też pamiętać, że im dłużej trwa mobbing, tym bardziej i mocniej przypisuje się ofierze konfliktowy charakter. Czasami pracodawcy nawet na sali sądowej próbują z pracownika-ofiary zrobić sprawcę mobbingu.
O szykanowaniu przez pracodawców najwięcej mówią pracownicy dużych firm, zatrudniających ponad 100 osób.

– Jakieś rady?

– Mówmy sobie więcej żartów i miłych słów. Personifikujmy pochwały – zamiast bezosobowego dziękuję – dziękuję ci serdecznie. I jeszcze o dwudziestoletnich – musimy pamiętać, parafrazując Marka Hłaskę, że oni są zawsze piękni i zawsze dwudziestoletni. I każde pokolenie 20-latkom zazdrości…

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (12/2017) dostępnego także w wersji cyfrowej tutaj.

#REKLAMA_POZIOMA#

 


 

Polecane