Waldemar Żyszkiewicz: Dekonstruowanie chaosu: Wirus tak – Plandemia nie!

Czy można dekonstruować chaos? – zapyta ktoś zdziwiony. Tak, można, a nawet należy to robić wtedy, gdy chaos aksjologiczny, gospodarczy, polityczny czy społeczny został zaplanowany i jest z chłodną precyzją realizowany.
lekarz Waldemar Żyszkiewicz: Dekonstruowanie chaosu: Wirus tak – Plandemia nie!
lekarz
morguefile.com

Karmieni popkulturowymi narracjami o fenomenach w rodzaju Czarnego łabędzia czy Efektu motyla, odbiorcy mediów głównego nurtu, zwykle zapominają o tym, że oprócz pseudowiedzy oraz naukowców-celebrytów gotowych do promowania dowolnych „naukawych”, często nawet wzajemnie sprzecznych tez, wciąż jeszcze istnieje sprawdzalna, twarda nauka, której ustalenia nie zależą od politycznych zapotrzebowań aktualnej ekipy rządzącej mniejszą czy większą częścią świata. I że reprezentujący ją uczeni doczekali się swoich nieprzekupnych uczniów oraz następców.

 

Efekt ćmy trupiej główki

Wrażliwość systemu o wysokim stopniu komplikacji na nieznaczną nawet wahliwość warunków brzegowych – bo o tym w istocie traktuje odkrycie Edwarda Lorenza, nazywane Efektem motyla – nie ma nic wspólnego z podatnością na ideologię, nawet tę najmodniejszą, usilnie wdrażaną przez chorych z ambicji czy pozbawionych sumienia doktrynerów, dziś chętnie nie wiedzieć czemu zwanych w mediach filantropami, innowatorami społecznymi lub kreatorami przyszłości.

Nie wiedzieć czemu? Ależ wręcz przeciwnie: tu już nawet nie idzie o to, że nie gryzie się ręki, która karmi... Lecz raczej o to, że z poziomu reportera, dziennikarza, komentatora, a nawet redaktora naczelnego nie sposób wystąpić przeciwko właścicielowi tytułu, portalu, stacji telewizyjnej czy rozgłośni radiowej. Epoka mediów, które prezentują realne i nieskrępowane poglądy autorów podpisanych pod tekstem, reportażem radiowym czy filmowym, skończyła się mniej więcej wtedy, gdy założony w połowie XIX wieku londyński tygodnik The Economist przestał podpisywać zamieszczane na swych łamach materiały nazwiskiem autora. Dlaczego? Pewnie dlatego, że w XXI stuleciu media o światowym zasięgu, czyli globalne, publikują już wyłącznie produkty kolektywne o wysokim stopniu przetworzenia, ale to temat na inną okazję.

Chaos deterministyczny, konserwatywny albo dyssypatywny, atraktory, bifurkacje... Porzućmy pokusę wchodzenia w swoisty język kapłański współczesnej nauki, dla naszych potrzeb wystarczy bardzo podstawowe określenie chaosu jako nieporządku oraz bezładu. Dla starożytnych Greków, chaos był pierwotnym nieuporządkowaniem:  bezkierunkową otchłanią, pierwszą (meta)rzeczą i źródłem wszystkich innych rzeczy. Z tego wstępnego bezładu, dzięki Logosowi, który jedni utożsamiają z Rozumem, natomiast inni z Chrystusem wyłonił się Kosmos... Tak, modelem rzeczywistości kreowanej w cywilizacji łacińskiej – jej trzy filary to grecka myśl spekulatywna, rzymskie prawo oraz chrześcijańska aksjologia – wciąż jeszcze pozostaje Ład/Porządek, który właśnie dzięki Słowu nadaje rozumny kształt i sens ludzkiej egzystencji.

Porównanie stopnia uporządkowania naszego świata przed szarżą wirusa SARS-CoV-2 z jego stanem dzisiejszym nie nastręcza wielkich trudności: niebo wolne od samolotów, przypisanie do określonego miejsca na ziemskim globie, redukcja kontaktów międzyludzkich, swoiste ograniczenie potrzeb... Ale pozornie szlachetnemu, niby dla naszego dobra, oktrojowaniu przez władze sanitarne rozbuchanego konsumpcjonizmu, może nawet częściowo hedonizmu, coraz wyraźniej towarzyszy narastające poczucie utraty sensu istnienia, coraz bardziej dojmujący brak bezpieczeństwa ekonomicznego, także w wymiarze wspólnotowym, oraz nadziei na pomyślną przyszłość dla dzieci, wnuków. Efekt motyla? Czy raczej ćmy trupiej główki?

 

Gotowa przed terminem szczepionka z lodówki

W Polsce przez pierwsze pół roku nominalnej pandemii na czele frontowego resortu do walki z wirusem SARS-CoV-2 stał kardiolog prof. dr med. Łukasz Szumowski, który gdzieś na przełomie maja i  czerwca próbował znokautować intelektualnie piosenkarkę Edytę Górniak za to, że ośmieliła się wyrazić opinię odmienną od oficjalnej resortowej wykładni zagrożenia, zdystansować się wobec planowanej szczepionki i wyznać, że wątpi w naturalne pochodzenie tego nowego patogenu. Łukasz Szumowski, wówczas minister zdrowia, powiedział wtedy w Polsacie:

– To brzmi trochę tak, jak spisek dwunastu mędrców, którzy sterują gospodarką światową i kryzysami. Nie bardzo wiem, jak ci globaliści mieli tego maleńkiego wirusa skonstruować w jakimś tajnym laboratorium.

Kardiolog i elektrofizjolog nie musi być wprowadzony w aktualny stan osiągnięć eksperymentalnej wirusologii, ale powinien pamiętać, że żyjemy w epoce globalnej sieci elektronicznej, z której korzystają nie tylko osoby wykształcone w niezbyt dawno zlikwidowanych gimnazjach. Wystarczy zderzyć niefortunną, podyktowaną słabo kontrolowanymi emocjami wypowiedź Szumowskiego z takim np. fragmentem tekstu o pracach nad faktycznie skuteczną szczepionką przeciwko infekcji CoViD-19, by zrozumieć, dlaczego opinia publiczna może nie podzielać zachwytów oficjalnych mediów nad ministrem-żeglarzem oraz kawalerem maltańskim.

Dr David Kennedy w czasopiśmie PLOS Biology proponuje dość wyrafinowane podejście do próby stworzenia szczepionki przeciwko nękającej właśnie świat zarazie, która mimo ewoluowania wirusa nie traciłaby skuteczności nawet przez dłuższy czas. Dr Kennedy m.in. pisze: „Można zaprojektować szczepionki tak, aby wywoływały silniejszą reakcję układu immunologicznego, lub aby zachęcały układ do atakowania wielu miejsc, konkretnie epitopów na powierzchni wirusa. Wtedy wirus musiałby nabyć kilka mutacji, a nie tylko jedną, aby przeżyć atak układu odpornościowego gospodarza”. Pomijając fakt, że dr Kennedy i współpracujący z nim Andrew Reed, chcą dość chytrze i bezceremonialnie poczynać sobie z tym malutkim wirusem, w sposób zdecydowanie przekraczający wyobrażenia eksministra Szumowskiego, to w dodatku ich propozycja pojawiła się w związku z informacją o mającej ponoć 90 proc. skuteczności szczepionce firmy Pfizer. Szczepionka jeszcze nie weszła, jeszcze jest w fazie testów, a tu już naukowcy kombinują, jak ją udoskonalić, bo nie jest dość dobra. A to wszystko dzieje się w medialnym matriksie, który jedynej szansy ratunku upatruje w „wyszczepieniu całej globalnej populacji”. 

Nasz rząd szczepionkę Pfizera już podobno zakupił. Wprawdzie sam premier, podobnie jak wcześniej prezydent Duda, wspaniałomyślnie decyzję o jej ewentualnym przyjęciu pozostawił obywatelom, ale minister-ekonomista Niedzielski wprost mówi o zaszczepieniu 31 milionów dorosłych Polaków. Szczepionką, której jeszcze nie ma. Szczepionką, którą testuje się zaledwie od kilku miesięcy. Preparatem  firmy Pfizer, która swoimi produktami okaleczyła niejedno dziecko w Afryce. Co więcej, szczepionką, która według niezależnych znawców przedmiotu nie może być remedium na wciąż mutującego wirusa. I o której całkiem niedawno mówiono, że najwcześniej – jeśli ma być bezpieczna – może powstać dopiero za dwa-trzy lata.

Dezorganizacja, kakofonia, rozgardiasz, zamęt, galimatias, kociokwik, mętlik, meksyk, obłęd, sajgon, koniec świata. To według Wikipedii.pl tylko niektóre synonimy terminu „chaos”.

 

Opór przeciwko producentom chaosu

Maski niezdrowe i niepotrzebne – deklarowały oficjalnie tuzy polskiej medycyny, z ministrem Szumowskim włącznie. Co nie przeszkodziło zresztą rządzącym uciec się później do nielegalnych (w świetle obowiązującego prawa) restrykcji za ich brak. Producent szczepionek zwolniony z jakiejkolwiek odpowiedzialności za skutki uboczne. Bezkarność mają też mieć zapewnioną urzędnicy walczący z tzw. pandemią, której istotnych przejawów szczerze mówiąc brak. Owszem, wirus jest nieprzyjemny i zaraźliwy, a w październiku br. zmarło w Polsce około blisko 50 tys. osób, czyli o 13 tys. osób więcej niż przed rokiem. Ale szczodrze liczone ofiary wirusa (na covid i z covidem) to zaledwie niewiele ponad 3 tys. Z czego prosty wniosek, że około 10 tys. osób to ofiary przestawienia systemu lecznictwa na niemal wyłączną walkę z zadekretowaną przez WHO na życzenie globalistów bezobjawową pandemią.

„Te liczby pokazują dobitnie, że mamy do czynienia ze znacznym wzrostem śmiertelności z powodu przerwanych lub zaniechanych terapii onkologicznych, zawałów, udarów i powikłań innych, dotychczas normalnie leczonych chorób. Jak już wielokrotnie mówiłem, terapia okazała się gorsza niż choroba” – brzmi komentarz fachowca, dr. n. med. Zbigniewa Martyki, ordynatora oddziału obserwacyjno-zakaźnego szpitala w Dąbrowie Tarnowskiej, który już u progu rozpełzania się obecnej infekcji krytykował podjęte przez MZ środki zaradcze, w tym obligatoryjne noszenie masek.   

Obostrzenia, lockdowny, ogólnoświatowa panika, choć bardzo wpłynęły na uproszczenie i pozorną przejrzystość form ludzkiego bytowania, nie przyniosły jednak światu większego porządku, lecz wręcz przeciwnie mocno podniosły poczucie zagubienia, niepewności i desperacji, a więc wyprodukowały uczucia towarzyszące zwykle kataklizmom lub katastrofom. Najistotniejsze wydaje się to, że coraz więcej ludzi – nie tylko naukowców wirusologów, epidemiologów oraz lekarzy klinicystów, ale i zwykłych obdarzonych rozsądkiem osób – dostrzega, że dotychczasowe rozpoznania są fundamentalnie nietrafne, a przyjęte metody walki z zagrożeniem przynoszą więcej szkody niż pożytku.

Trójka wybitnych profesorów nauk medycznych z uniwersytetów Harvarda, Stanforda oraz Oksfordzkiego w swej deklaracji z Great Barrington, z początków października br., formułuje krytyczne uwagi m.in. tak:

„Aktualna polityka lockdownu powoduje dewastujące, krótko- i długoterminowe następstwa w dziedzinie zdrowia publicznego. Przykładowe konsekwencje obejmują obniżoną częstotliwość szczepienia dzieci, coraz gorsze skutki chorób układu krążenia, mniej badań przesiewowych w kierunku nowotworów i pogarszające się zdrowie psychiczne, co prowadzi do jeszcze większego wzrostu śmiertelności w najbliższych latach, przy czym największy ciężar będą musieli udźwignąć przedstawiciele klasy pracującej oraz młodszej części społeczeństwa. Trzymanie uczniów poza szkołami to ogromna niesprawiedliwość.

Utrzymywanie wspomnianych środków do czasu wynalezienia szczepionki spowoduje nieodwracalne szkody, nieproporcjonalnie krzywdząc tych, którzy są najmniej uprzywilejowani społecznie”.

Pora zapomnieć o producentach chaosu i miłośnikach szczepionek, o  panach Gatesie oraz jego rzeczniku Ghebreyesusie. Tym bardziej że szef  WHO zaczyna przesuwać akcenty grozy z CoViD-19 na odrę, która podobno w ciągu ostatnich trzech lat zwiększyła liczbę śmiertelnych ofiar o 50 proc. Dlaczego? Bo przez epidemię koronowirusa ludzie mają utrudniony dostęp do służby zdrowia i mocno spadła liczba szczepień. Kakofonia, galimatias, kociokwik? Jak widać, w zideologizowanym świecie bez zmian. Lewica, jak zawsze, bohatersko walczy ze stworzonymi przez siebie problemami.

 

Leczyć trzeba, a nie szczepić!

Sporo czasu zmarnowano, pora pójść drogą wskazywaną przez wielu uczonych, którzy nie służą interesom globalistów. Ogólny kierunek wskazuje deklaracja z Great Barrington, ale przecież w Polsce też mamy się do kogo zwrócić. Przede wszystkim, przez kilka miesięcy praktyki klinicznej dopracowano się skuteczniejszych metod leczenia ciężkoobjawowych form infekcji zwanej CoViD-19. Poprawiono sposoby podawania pacjentom tlenu. Musi jednak zastanawiać fakt konsekwentnego zwalczania dr Włodzimierza Bodnara, z Przemyśla, który odkrył, że tani i od lat stosowany lek m.in. przy zwalczaniu grypy, przynosi szybkie skutki w leczeniu infekcji mianowanej przez WHO dżumą XXI wieku.

Z jakichś tajemniczych powodów nie spodobało się to naukowcom z UJ często zabierającym głos w telewizji. A jeszcze mniej z pewnością przypadło do gustu światowym producentom szczepionek. Powinno jednak dziwić, że krajowe ośrodki badawcze – zamiast przyjrzeć się odkryciu przemyskiego lekarza czy próbom prof. dr. hab. Konrada Rejdaka z lubelskiego Uniwersytetu Medycznego, który również sprawdza działanie chlorowodorku amantadyny przy zakażeniach wirusem SARS-CoV-2 – straszą dr. Bodnara odebraniem licencji, a ostatnio nawet więzieniem, dyskredytując jego metodę w sposób zgoła anegdotyczny. To nie amantadyna pomogła, lecz pacjenci po prostu się wychorowali – twierdzą ci sami, którzy zamiast wobec tego pozwolić wszystkim Polakom „wychorować się na covida”, urządzają rujnujące kraj i społeczeństwo lockdowny.  

Wnioski? Wirus – tak, plandemia – nie. Leczyć – trzeba, szczepić – nie!

 

Waldemar Żyszkiewicz

(14 listopada 2020)

 

pierwodruk: Obywatelska. Gazeta im. Kornela Morawieckiego nr 232, 20 listopada – 3 grudnia 2020


Ankieta
Nowy szef CDU to dla Polski...

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Nowy szef CDU to dla Polski...
Tygodnik

Opinie

Popkultura