Szukaj
Konto

[Tylko u nas] Tadeusz Płużański: Jak sąd III RP podwyższył zbrodniarzowi emeryturę

21.11.2020 00:26
Józef Bik, Józef Bukar, Józef Gawerski
Źródło: zasoby Tadeusza Płużańskiego
Komentarzy: 0
Krwawy ubek, odpowiedzialny za represje wobec wielu żołnierzy AK, w tym Danuty Siedzikówny, „Inki” - Józef Bik, vel Bukar, vel Gawerski - zmarł w grudniu 2008 r. w Szwecji. Za „ciężką pracę” w organach komunistycznej bezpieki nigdy nieosądzony, za to z wywalczoną w III RP podwyższoną emeryturą.

Po 1968 r. uciekł do Szwecji, ale z Polską czuł się nadal - w specyficzny sposób - związany: za pośrednictwem sądu wyżebrał od ZUS podwyżkę emerytury. W sprawie karnej - o zbrodnię komunistyczną - sąd okazał się bezradny.

"Miał ciężką rękę"

A zaczęło się tak. Urodził się jako Józef Bik w rodzinie żydowskiej w Łańcucie. W ankietach osobowych podawał dwie daty: 14 marca 1909 r., a potem 24 kwietnia 1922 r.

W 2003 r. Józef Bik, który zdążył już dwukrotnie zmienić nazwisko: najpierw na Bukar, potem na Gawerski, przysłał do IPN bezczelny list. Prosił w nim o wydanie zaświadczenia, że w latach 1945-1953 pracował w... bezpiece. Było mu potrzebne, aby starać się o wyższą emeryturę. W ten sposób oprawca, po 35 latach, odnalazł się. Wcześniej śledztwo przeciwko Bikowi nie mogło ruszyć z miejsca, bo prokuratorzy Instytutu nie znali miejsca jego zamieszkania.

Akt oskarżenia brzmiał: "Józefowi B. zarzucamy popełnienie zbrodni komunistycznej, której dopuścił się w czasie przesłuchań członków organizacji Polskie Siły Demokratyczne i Polska Tajna Armia Wyzwoleńczo-Demokratyczna. Bił ich, znęcał się i zmuszał w ten sposób do składania zeznań".

Zarzuty dotyczyły lat 1948-49, kiedy Bik był zastępcą naczelnika wydziału śledczego WUBP w Katowicach. Więźniowie zapamiętali, że "miał ciężką rękę". Polskich patriotów okładał nogą od stołka po plecach, gumą po gołych piętach, kopał w jądra i bose stopy.

Ośmieszające brzmienie nazwiska

Z zeznań świadka: "Bik spytał mnie, co to jest demokracja. Odpowiedziałem, że to musi być coś dobrego, bo o tym w gazetach piszą. Wtedy on z całej siły uderzył mnie pięścią w zęby wybijając mi obie górne jedynki". Inny więzień omal nie stracił życia wskutek pobicia. Po wyjściu na wolność nie odzyskał zdrowia i wkrótce zmarł.

Bik nie tylko sam znęcał się fizycznie i psychicznie nad osadzonymi, ale namawiał do przemocy swoich podwładnych. Ciągnęła się za nim "sława" oprawcy. Czy dlatego zmienił nazwisko?

On sam podawał inny powód: "Melduję, że w związku z ośmieszającym brzmieniem mego dotychczasowego nazwiska, decyzją władz administracyjnych zmieniłem dotychczasowe jego brzmienie na Bukar Józef [...]. Jednocześnie melduję, że w dniu 4 marca 1950 r., na podstawie zezwolenia Departamentu Kadr MBP, zawarłem związek małżeński z [...], na co przedkładam odpis aktu ślubu".

Natłok spraw

W 1953 r. został wyrzucony z bezpieki. Mogły się do tego przyczynić kontakty z gen. Wacławem Komarem (Mendlem Kossojem, funkcjonariuszem MBP i KBW, weteranem wojny w Hiszpanii, oczywiście po "słusznej" stronie), oskarżonym o "odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne".

Nie wiadomo, co Józef Bukar robił później, ale znów zmienił nazwisko i stał się Józefem Gawerskim, po czym wyjechał z Polski - jak wielu innych stalinowców - na fali pomarcowej emigracji 1968 r. Schronił się w Szwecji.

Katowicki IPN skierował co prawda do sądu akt oskarżenia przeciwko Bikowi-Bukarowi-Gawerskiemu, ale przez dłuższy czas nie wyznaczono terminu procesu, z powodu - jak oficjalnie tłumaczono - natłoku spraw. Akta wędrowały między sądami, w międzyczasie były sezony urlopowe. Potem postępowanie blokował adwokat, wnosząc o jego zawieszenie - oczywiście ze względu na stan zdrowia jego klienta. Sędzia musiał prosić Szwedów o przeprowadzenie badań lekarskich oskarżonego, a gdy wreszcie przyjechały do Polski, trzeba je było przetłumaczyć. Tak mijały kolejne miesiące.

"Inka" w trybie doraźnym

Sam Gawerski utrzymywał przez swojego obrońcę, że chce uczestniczyć w procesie. Ale tak chciał, że nie stawiał się na wezwania. Nie zgodził się również na prowadzenie sprawy bez jego obecności.

Nazwisko Bika pojawia się także w związku ze śledztwem IPN w sprawie sądowego mordu na Danucie Siedzikównie "Ince", bohaterskiej sanitariuszce Brygady Wileńskiej AK Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki".

Bik był wówczas naczelnikiem wydziału śledczego WUBP w Gdańsku. Drugiego sierpnia 1946 r. w piśmie do tamtejszej prokuratury wojskowej informował: "Przesyłam akta sprawy przeciwko Siedzikównie Danucie, ps. Inka, w celu przekazania do Wojskowego Sądu Rejonowego w trybie postępowania doraźnego". Za ten okres "pracy" też chciał wyższą emeryturę.

Wyrównanie za zbrodnie

A więc przed Katowicami był Gdańsk. Po drodze była jeszcze Warszawa. Sześć dni po egzekucji "Inki" (w nagrodę?) Bik został oficerem śledczym w centrali MBP. W Katowicach wylądował ostatecznie rok później, jako porucznik, odznaczony Srebrnym i Złotym Krzyżem Zasługi oraz Orderem Odrodzenia Polski.

W Polsce po 1989 r. ten stalinowski oprawca medali już nie dostawał. Ale wyższą emeryturę, i owszem! W tej kwestii - chory dla organów ścigania - był wyjątkowo energiczny. Kiedy sąd niższej instancji odmówił mu, odwołał się i wygrał. Nie tylko lepiej wyliczane bieżące uposażenie, ale także wyrównanie za ubeckie zbrodnie lat 1945-53 (jako Bik, a po 1950 r. jako Bukar), ale i okres późniejszy - aż do wyjazdu z Polski w 1968 r. (jako Gawerski).

Komentarzy: 0
Data publikacji: 21.11.2020 00:26
Źródło: Tysol.pl