[Tylko u nas] Agnieszka Żurek: Zakopane i absurdy lockdownu

To nie będzie tekst z serii: „No i znowu te durne Janusze wszędzie łażo!”. Sama jestem Grażyną, lubię nadmorskie gofry, góralskie oscypki i popularne szlaki tatrzańskie, a latem z dumą rozbijam nad Bałtykiem PARAWAN.
Pierogi w Zakopanem
Pierogi w Zakopanem / Beata Rojek

Ten weekend był do "łażenia" trudny. W Tatrach sakramencko wiało. Halny roztopił śnieg, zamknął wyciągi narciarskie i kolejkę na Kasprowy. Turyści przemieszczali się po Krupówkach niewielkimi grupkami, nieliczne dzieciaki próbowały zjeżdżać na jabłuszkach na niewielkich płatach śniegu oszczędzonych przez żywioł. Tylko w Dolinie Kościeliskiej ruch był mimo ogromnego wiatru większy – tęsknota za widokiem Tatr bywa silniejsza niż warunki pogodowe.

 

 


W Zakopanem pustki. W niedzielę na hotelowym parkingu przed „Hyrnym” stoi tylko jeden samochód – mój. Kupuję w Biedrze bułki i jogurt. Jestem jednym z trzech klientów. Duje wicher, jest ciemno, gdzieniegdzie mrok rozjaśniają już przedświąteczne iluminacje domów i restauracji. „Dla kogo to wszystko?” – zastanawiamy się. Opustoszałe miejscowości turystyczne robią przygnębiające wrażenie. „Nie sądziłam, że zatęsknię kiedyś za tłumem na Krupówkach” – mówię do koleżanki.

 


Kupujemy na ulicy oscypki i miód malinowy. Pełna profeska – można płacić kartą. „Pani serwowała jedzenie na wynos zanim było to modne” – śmiejemy się. „Tak, mi jeszcze wolno sprzedawać. Ale jak długo?” – smuci się góralka. „Nie wiem, co to będzie w ferie, jak wszyscy się tu zjadą. Powinni jednak to rozłożyć w czasie, bo będzie wariactwo” – stwierdza. „Chyba że będą kontrole na drogach dojazdowych i w ogóle ferii nie będzie” – zastanawiamy się. Żegnając się z sympatyczną sprzedawczynią życzymy jej już spokojnych i zdrowych Świąt Bożego Narodzenia. „I dlo Wos syćkiego dobrego!” – odpowiada.

 

 

Wchodzimy do restauracji. Wita nas miła pani w góralskim stroju. Podaje karty. „Wszystko serwujemy na wynos, do posiłków dodajemy jednorazowe sztućce, muszą panie niestety zjeść na zewnątrz”. Czas oczekiwania na pierogi skracamy sobie rozmową z obsługą. Patrzymy tęsknie na pięknie rzeźbione drewniane krzesła i stoły. „Przykro nam, że nie mogą panie usiąść, ale musimy stosować się do zaleceń, mamy tu częste kontrole” – mówi nam chłopak pracujący w restauracji. „Słyszałem o karze w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych” – dodaje.


Co sądzi o całej sytuacji? „Ja już sam nie wiem, co myśleć, mi się wydaje, że już przeszliśmy tego wirusa, był taki moment, kiedy dużo ludzi miało charakterystyczne objawy, ale to już chyba za nami. Teraz nie ma tłumów, ale np. w Boże Ciało to był jakiś total, w wakacje podobnie. Chyba powinna być jednak jakaś równowaga. Moim zdaniem można by było na jakichś rozsądnych zasadach pozwolić ludziom zjeść w restauracji przy stole, z zachowaniem koniecznej odległości między gośćmi. Jeszcze jak jest w miarę ciepło, to ludzie wezmą jedzenie na wynos. Ale przy dwudziestostopniowym mrozie?” – pyta. „Sam bałem się wirusa panicznie przez pierwsze dwa tygodnie, teraz boję się o moją babcię, ale jednocześnie myślę, że ludzie są zmęczeni tymi zakazami i niektórzy już machają na nie ręką i stwierdzają, że chcą sobie choć przez chwilę pożyć normalnie” – dodaje.


Dostajemy paczkę z pierogami. Pytamy jeszcze o piwo – witryna kusi szeroką ofertą regionalnych produktów. „Bezalkoholowego niestety nie mamy”. „A alkoholowe?”. „Alkoholu nie możemy sprzedawać na wynos, czekamy na koncesję”. „Jak to?”. „Tak, posiadamy jako restauracja koncesję pozwalającą na sprzedaż alkoholu na miejscu, ale nie możemy tego robić z uwagi na obostrzenia. Musieliśmy zatem wystąpić o inną koncesję umożliwiającą sprzedać alkoholu na wynos”.

„Monty Python” – myślimy zasiadając z naszymi pierogami i herbatą zimową do "stolika restauracyjnego" z dwoma miejscami – za kierownicą i w fotelu pasażera. Robimy pamiątkowe zdjęcia z nadzieją, że „jak to się wszystko skończy”, będziemy się z tego śmiać. Współczujemy jednak pracownikom gastronomii i branży turystycznej. Ci, którzy uczciwie przestrzegają obostrzeń (słowo roku 2020!), mają najtrudniej. Ci, którzy próbują obchodzić zakazy, chcąc jakoś związać koniec z końcem, narażają się na ogromne kary.

Nieżyczliwych osób nie brakuje. Nie ma prostszego sposobu na wykończenie konkurencji niż „obywatelski donos”, że ktoś usiłuje obchodzić obostrzenia. Seria często mało konsekwentnych i mało logicznych zakazów i nakazów  wymierzona jest w zwykłych ludzi zmuszając ich do tego, aby zachowywali się jak chorzy - mimo że są zdrowi. W dzisiejszych czasach, kiedy kogoś nie lubimy, mamy sporo pretekstów, aby uprzykrzyć mu życie. W końcu każdy z nas złamie któreś z covidowych obostrzeń – a to zapali papierosa na ulicy, a to zje sobie wafelka albo napije się gorącej kawy bądź wytrze nos. „Przestępczość” kwitnie dziś na szeroką skalę.


W to wszystko wchodzi rząd ze swoim Mikołajkowym „prezentem” dla Polaków ogłaszając 6 grudnia niedzielą handlową. Czy naprawdę potrzebne jest otwieranie kolejnego pola konfliktu, tym razem z „Solidarnością”, która z takim trudem wywalczyła wolne niedziele dla pracowników handlu? (Dotyczy to zresztą w przeważającej mierze sprzedawców pracujących w wielkopowierzchniowych sklepach o kapitale zagranicznym, i tak umęczonych na co dzień ponad miarę pracą w trudnych – bo covidowych – warunkach). Poza zyskami dla najbogatszych trudno mówić tu o szczególnych dobrodziejstwach takiej decyzji. Kłuje ona w oczy tym bardziej, że pracownicy innych sektorów są ściśle kontrolowani i karani za nieprzestrzeganie obostrzeń.


Chaos i brak logiki w decyzjach co do kolejnych zakazów bądź chwilowego ich luzowania powoduje utratę poczucia bezpieczeństwa i frustrację, a także skutkuje brakiem zaufania do rządzących. Co najsmutniejsze, agresję wywołaną lękiem najłatwiej skierować w stronę drugiego człowieka. W ten sposób do konfliktów światopoglądowych i politycznych dochodzą „spory covidowe” – zaczynamy mieć pretensje do staruszki, że robi zakupy między 10 a 12, kiedy my nie możemy wejść do sklepu, denerwujemy się na sąsiada, który chodzi po korytarzu bez maseczki albo odwrotnie – na spotkaną na spacerze w lesie panią, która widząc nasze nieosłonięte twarze uważa nas za „siewców śmierci”, młodzi uważają, że „to wszystko przez to, że mohery chodzą do kościołów”, starsi – że to Julki i ich uliczne manifestacje itd., itp. Gubimy w tym wszystkim człowieczeństwo, stając się sobie wzajemnie wrodzy.

Covid determinuje nasze codzienne życie niczym nowy bożek. Nie należę do tzw. „antycovidowców” i nie przyszło mi do głowy negowanie istnienia wirusa. Bardzo współczuję osobom, którym choroba ta odebrała ich bliskich – podobnie jak współczuję tym, którzy w wyniku chaosu w służbie zdrowia nie otrzymali na czas pomocy lekarskiej cierpiąc na zawał, udar czy zapalenie wyrostka robaczkowego. Środki ostrożności w walce z wirusem są oczywiście konieczne, podobnie jak w walce z innymi groźnymi zarazkami. Sedno sprawy leży jednak w tym, aby we wszystkim zachować zdrowy rozsądek i aby lekarstwo nie okazało się szkodliwsze od choroby.

 

Agnieszka Żurek


 

POLECANE
Trump przemawia w Davos. Kocham Europę, ale zmierza ona w złym kierunku z ostatniej chwili
Trump przemawia w Davos. "Kocham Europę, ale zmierza ona w złym kierunku"

Kocham Europę, ale zmierza ona w złym kierunku - powiedział w środę prezydent USA Donald Trump podczas wystąpienia na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Ogłosił też, że udowodnił, iż krytycy jego planów mylili się, podczas gdy „wiele części świata ulega zniszczeniu”.

Dantejskie sceny w siedzibie KRS. Prokuratura przejęła budynek z ostatniej chwili
Dantejskie sceny w siedzibie KRS. "Prokuratura przejęła budynek"

"Sceny w budynku KRS. Nie pozwalają na wejście. Policja przejęła siedzibę" – informuje na platformie X szefowa KRS Dagmara Pawełczyk-Woicka.

Kanclerz Merz nie zgadza się z decyzją PE ws. umowy UE-Mercosur: Jest godna ubolewania z ostatniej chwili
Kanclerz Merz nie zgadza się z decyzją PE ws. umowy UE-Mercosur: Jest godna ubolewania

„Decyzja Parlamentu Europejskiego w sprawie umowy z Mercosurem jest godna ubolewania” – napisał na platformie X kanclerz Niemiec Friedrich Merz.

Prokuratura zabiera głos ws. przeszukania budynku KRS z ostatniej chwili
Prokuratura zabiera głos ws. przeszukania budynku KRS

– Czynności policji są adresowane do Biura Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych. Nie pozostają one w żadnym związku z funkcjonowaniem ani działalnością Krajowej Rady Sądownictwa – poinformowała na środowej konferencji prasowej rzecznik PK, prok. Anna Adamiak.

KE broni umowy UE–Mercosur: Pytania PE do TSUE są nieuzasadnione z ostatniej chwili
KE broni umowy UE–Mercosur: Pytania PE do TSUE są nieuzasadnione

Pytania podniesione przez Parlament Europejski w jego wniosku do Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie umowy handlowej z blokiem państw Mercosur są nieuzasadnione, ponieważ Komisja Europejska już wcześniej bardzo dogłębnie omówiła je z PE – uznał rzecznik KE Olof Gill.

Joanna Scheuring-Wielgus chce budować alternatywę dla X Elona Muska tylko u nas
Joanna Scheuring-Wielgus chce budować alternatywę dla "X" Elona Muska

W Brukseli narasta burza wokół platformy X, dawniej Twitter,, należącej do Elona Muska. W dniu 19 stycznia 2026 roku grupa europosłów skierowała list otwarty do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, wzywając ją do zdecydowanych działań przeciwko "X". List podpisała również europoseł Joanna Scheuring-Wielgus.

Adam Borowski: Wytrzymam wszystko tylko u nas
Adam Borowski: Wytrzymam wszystko

– Ja nie mogę przeprosić Romana Giertycha, bo on jest przestępcą – powiedział portalowi Tysol.pl Adam Borowski, legendarny działacz Solidarności.

Ważny komunikat dla mieszkańców Wrocławia z ostatniej chwili
Ważny komunikat dla mieszkańców Wrocławia

Ważna informacja dla mieszkańców Wrocławia i osób dojeżdżających z północy aglomeracji. Już od 1 lutego pasażerowie muszą przygotować się na duże zmiany w kursowaniu pociągów na popularnej trasie do Trzebnicy. Przez kilka miesięcy kolej zostanie zastąpiona autobusami.

PE poparł wniosek o skierowanie umowy UE-Mercosur do TSUE pilne
PE poparł wniosek o skierowanie umowy UE-Mercosur do TSUE

Parlament Europejski w środę poparł wniosek o skierowanie umowy handlowej między Unią Europejską a krajami Mercosuru do Trybunału Sprawiedliwości UE, aby sprawdzić zgodność porozumienia z unijnymi traktatami. Za głosowało 334 europosłów, przeciw 324, a 10 wstrzymało się od głosu.

„To przekracza granice absurdu”. PiS ostro o „ustawie praworządnościowej” z ostatniej chwili
„To przekracza granice absurdu”. PiS ostro o „ustawie praworządnościowej”

Posłowie PiS uważają, że projekt tzw. ustawy praworządnościowej przekracza granice absurdu, jest „gwałtem na sprawiedliwości i karykaturą prowarządności”, złożyli więc wniosek o jego odrzucenie w pierwszym czytaniu. – Nie da się przywrócić praworządności, łamiąc prawo – powiedział Krzysztof Szczucki.

REKLAMA

[Tylko u nas] Agnieszka Żurek: Zakopane i absurdy lockdownu

To nie będzie tekst z serii: „No i znowu te durne Janusze wszędzie łażo!”. Sama jestem Grażyną, lubię nadmorskie gofry, góralskie oscypki i popularne szlaki tatrzańskie, a latem z dumą rozbijam nad Bałtykiem PARAWAN.
Pierogi w Zakopanem
Pierogi w Zakopanem / Beata Rojek

Ten weekend był do "łażenia" trudny. W Tatrach sakramencko wiało. Halny roztopił śnieg, zamknął wyciągi narciarskie i kolejkę na Kasprowy. Turyści przemieszczali się po Krupówkach niewielkimi grupkami, nieliczne dzieciaki próbowały zjeżdżać na jabłuszkach na niewielkich płatach śniegu oszczędzonych przez żywioł. Tylko w Dolinie Kościeliskiej ruch był mimo ogromnego wiatru większy – tęsknota za widokiem Tatr bywa silniejsza niż warunki pogodowe.

 

 


W Zakopanem pustki. W niedzielę na hotelowym parkingu przed „Hyrnym” stoi tylko jeden samochód – mój. Kupuję w Biedrze bułki i jogurt. Jestem jednym z trzech klientów. Duje wicher, jest ciemno, gdzieniegdzie mrok rozjaśniają już przedświąteczne iluminacje domów i restauracji. „Dla kogo to wszystko?” – zastanawiamy się. Opustoszałe miejscowości turystyczne robią przygnębiające wrażenie. „Nie sądziłam, że zatęsknię kiedyś za tłumem na Krupówkach” – mówię do koleżanki.

 


Kupujemy na ulicy oscypki i miód malinowy. Pełna profeska – można płacić kartą. „Pani serwowała jedzenie na wynos zanim było to modne” – śmiejemy się. „Tak, mi jeszcze wolno sprzedawać. Ale jak długo?” – smuci się góralka. „Nie wiem, co to będzie w ferie, jak wszyscy się tu zjadą. Powinni jednak to rozłożyć w czasie, bo będzie wariactwo” – stwierdza. „Chyba że będą kontrole na drogach dojazdowych i w ogóle ferii nie będzie” – zastanawiamy się. Żegnając się z sympatyczną sprzedawczynią życzymy jej już spokojnych i zdrowych Świąt Bożego Narodzenia. „I dlo Wos syćkiego dobrego!” – odpowiada.

 

 

Wchodzimy do restauracji. Wita nas miła pani w góralskim stroju. Podaje karty. „Wszystko serwujemy na wynos, do posiłków dodajemy jednorazowe sztućce, muszą panie niestety zjeść na zewnątrz”. Czas oczekiwania na pierogi skracamy sobie rozmową z obsługą. Patrzymy tęsknie na pięknie rzeźbione drewniane krzesła i stoły. „Przykro nam, że nie mogą panie usiąść, ale musimy stosować się do zaleceń, mamy tu częste kontrole” – mówi nam chłopak pracujący w restauracji. „Słyszałem o karze w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych” – dodaje.


Co sądzi o całej sytuacji? „Ja już sam nie wiem, co myśleć, mi się wydaje, że już przeszliśmy tego wirusa, był taki moment, kiedy dużo ludzi miało charakterystyczne objawy, ale to już chyba za nami. Teraz nie ma tłumów, ale np. w Boże Ciało to był jakiś total, w wakacje podobnie. Chyba powinna być jednak jakaś równowaga. Moim zdaniem można by było na jakichś rozsądnych zasadach pozwolić ludziom zjeść w restauracji przy stole, z zachowaniem koniecznej odległości między gośćmi. Jeszcze jak jest w miarę ciepło, to ludzie wezmą jedzenie na wynos. Ale przy dwudziestostopniowym mrozie?” – pyta. „Sam bałem się wirusa panicznie przez pierwsze dwa tygodnie, teraz boję się o moją babcię, ale jednocześnie myślę, że ludzie są zmęczeni tymi zakazami i niektórzy już machają na nie ręką i stwierdzają, że chcą sobie choć przez chwilę pożyć normalnie” – dodaje.


Dostajemy paczkę z pierogami. Pytamy jeszcze o piwo – witryna kusi szeroką ofertą regionalnych produktów. „Bezalkoholowego niestety nie mamy”. „A alkoholowe?”. „Alkoholu nie możemy sprzedawać na wynos, czekamy na koncesję”. „Jak to?”. „Tak, posiadamy jako restauracja koncesję pozwalającą na sprzedaż alkoholu na miejscu, ale nie możemy tego robić z uwagi na obostrzenia. Musieliśmy zatem wystąpić o inną koncesję umożliwiającą sprzedać alkoholu na wynos”.

„Monty Python” – myślimy zasiadając z naszymi pierogami i herbatą zimową do "stolika restauracyjnego" z dwoma miejscami – za kierownicą i w fotelu pasażera. Robimy pamiątkowe zdjęcia z nadzieją, że „jak to się wszystko skończy”, będziemy się z tego śmiać. Współczujemy jednak pracownikom gastronomii i branży turystycznej. Ci, którzy uczciwie przestrzegają obostrzeń (słowo roku 2020!), mają najtrudniej. Ci, którzy próbują obchodzić zakazy, chcąc jakoś związać koniec z końcem, narażają się na ogromne kary.

Nieżyczliwych osób nie brakuje. Nie ma prostszego sposobu na wykończenie konkurencji niż „obywatelski donos”, że ktoś usiłuje obchodzić obostrzenia. Seria często mało konsekwentnych i mało logicznych zakazów i nakazów  wymierzona jest w zwykłych ludzi zmuszając ich do tego, aby zachowywali się jak chorzy - mimo że są zdrowi. W dzisiejszych czasach, kiedy kogoś nie lubimy, mamy sporo pretekstów, aby uprzykrzyć mu życie. W końcu każdy z nas złamie któreś z covidowych obostrzeń – a to zapali papierosa na ulicy, a to zje sobie wafelka albo napije się gorącej kawy bądź wytrze nos. „Przestępczość” kwitnie dziś na szeroką skalę.


W to wszystko wchodzi rząd ze swoim Mikołajkowym „prezentem” dla Polaków ogłaszając 6 grudnia niedzielą handlową. Czy naprawdę potrzebne jest otwieranie kolejnego pola konfliktu, tym razem z „Solidarnością”, która z takim trudem wywalczyła wolne niedziele dla pracowników handlu? (Dotyczy to zresztą w przeważającej mierze sprzedawców pracujących w wielkopowierzchniowych sklepach o kapitale zagranicznym, i tak umęczonych na co dzień ponad miarę pracą w trudnych – bo covidowych – warunkach). Poza zyskami dla najbogatszych trudno mówić tu o szczególnych dobrodziejstwach takiej decyzji. Kłuje ona w oczy tym bardziej, że pracownicy innych sektorów są ściśle kontrolowani i karani za nieprzestrzeganie obostrzeń.


Chaos i brak logiki w decyzjach co do kolejnych zakazów bądź chwilowego ich luzowania powoduje utratę poczucia bezpieczeństwa i frustrację, a także skutkuje brakiem zaufania do rządzących. Co najsmutniejsze, agresję wywołaną lękiem najłatwiej skierować w stronę drugiego człowieka. W ten sposób do konfliktów światopoglądowych i politycznych dochodzą „spory covidowe” – zaczynamy mieć pretensje do staruszki, że robi zakupy między 10 a 12, kiedy my nie możemy wejść do sklepu, denerwujemy się na sąsiada, który chodzi po korytarzu bez maseczki albo odwrotnie – na spotkaną na spacerze w lesie panią, która widząc nasze nieosłonięte twarze uważa nas za „siewców śmierci”, młodzi uważają, że „to wszystko przez to, że mohery chodzą do kościołów”, starsi – że to Julki i ich uliczne manifestacje itd., itp. Gubimy w tym wszystkim człowieczeństwo, stając się sobie wzajemnie wrodzy.

Covid determinuje nasze codzienne życie niczym nowy bożek. Nie należę do tzw. „antycovidowców” i nie przyszło mi do głowy negowanie istnienia wirusa. Bardzo współczuję osobom, którym choroba ta odebrała ich bliskich – podobnie jak współczuję tym, którzy w wyniku chaosu w służbie zdrowia nie otrzymali na czas pomocy lekarskiej cierpiąc na zawał, udar czy zapalenie wyrostka robaczkowego. Środki ostrożności w walce z wirusem są oczywiście konieczne, podobnie jak w walce z innymi groźnymi zarazkami. Sedno sprawy leży jednak w tym, aby we wszystkim zachować zdrowy rozsądek i aby lekarstwo nie okazało się szkodliwsze od choroby.

 

Agnieszka Żurek



 

Polecane