REKLAMA

[Tylko u nas] Jakub Pacan: Europejscy sojusznicy Polski

Po wejściu Polski do UE katolicy z Hiszpanii, Włoch czy Niemiec uświadomili sobie, że pierwszy raz po wielu latach ktoś w UE podnosi kwestie wolności chrześcijan w Europie, zakazu aborcji czy obrony rodziny. Wielu konserwatystów uwierzyło, że Polska ma potencjał do odrodzenia autentycznie chadeckiego ruchu politycznego w Europie. Ci cisi sojusznicy na nas liczą.
 [Tylko u nas] Jakub Pacan: Europejscy sojusznicy Polski
/ KPRM

Polska jest dziś nadzieją konserwatystów w Europie Zachodniej. Rewolucja już się tam właściwie udała, chrześcijaństwo zostało zepchnięte do kąta, rodzina jest rozbita, zwyciężył marksizm kulturowy, a resztki autentycznie przeżywających swoja wiarę katolików chcąc nie chcąc żyje jako obywatele drugiej kategorii.

Polska przyciąga
Jednak Altiero Spinelli, Karol Marks i rewolucjoniści 68 roku nie zwyciężyli na zachodzie Europy do końca, nadal są tam grupy osób chcących innego oblicza Europy niż obecnie. Ponadto we wschodniej Europie społeczeństwa doświadczone komunizmem państwowym demonstrowały po 89 roku raczej powrót do wartości tradycyjnych. Kiedy w 2004 roku mocno katolicka wówczas Polska weszła do jednego organizmu polityczno-ekonomicznego z dziewięcioma innymi państwami okazało się, że na wspólnym europejskim rynku idei jest jeszcze miejsce dla prawdziwego konserwatyzmu i żywego chrześcijaństwa.

- Zacznę nietypowo od wspomnienia eventu, który odbył się w 1987 roku w Gdańsku na Zaspie. Przyjechał tam papież Jan Paweł II i odbyło się z nim wielkie spotkanie młodzieży. Prócz Polaków znalazły się tam osoby ze Środkowo-Wschodniej Europy wśród nich trzech młodych ludzi z żonami, László, János i Viktor. Ci Węgrzy, choć nie rozumieli co mówi papież, byli pod tak niesamowitym wrażeniem, że jak wspominali potem zaważyło to na ich życiu. Mówię o prezydencie Węgier Jánosie Áderze, szefie parlamentu węgierskiego László Kövérze i premierze Viktorze Orbánie. Dzisiaj Polska też jest inspiracją i nadzieją nie tylko w Europie, ale i np. w Stanach Zjednoczonych. Świadomie nawiązałem do sytuacji sprzed 33 lat, by pokazać, że ziarno zasiewane przez polskiego papieża procentuje po latach. Przecież to europosłowie z naszej części Europy po wielu latach pierwszy raz w PE podnieśli kwestie wolności chrześcijan w Europie i rożnych częściach świata. To my zaczęliśmy bronić tradycyjnej, czyli normalnej rodziny. Kiedy odważnie zaczęliśmy dawać świadectwo pewnym prawdom, to z różnych krajów zaczęli do nas się zwracać z aprobatą, sympatią. W momencie, kiedy zaczęliśmy odrzucać poprawność polityczną ci konserwatywni politycy sami zaczęli u siebie podnosić głowy – mówi europoseł PiS Ryszard Czarnecki.

Nagle na Zachodzie lewica ze zgorszeniem, ale prawica z nadzieją zaczęły spoglądać na daleką, i w końcu dużą Polskę jako kraj, gdzie katolikom wolno coś jeszcze głośno powiedzieć. Okazało się, że w zjednoczonej Europie można wracać do dyskusji na tematy już dawno wydawałoby się przedyskutowane i zamknięte, jak np. prawo do legalnej i właściwie nieograniczonej aborcji, małżeństw homoseksualnych, miejsca Kościoła katolickiego w życiu społecznym, udziale katolickiego laikatu w kształtowaniu opinii publicznej.

Liczą na nas
Katolicy z Hiszpanii, Włoch, Francji, Belgii czy Niemiec uświadomili sobie, że kraj kojarzony do tej pory raczej z gastarbeiterami ma potencjał do odrodzenia autentycznie chadeckiego ruchu politycznego w Europie. Im dłużej jesteśmy w Unii europejskiej, a nasi europosłowie z prawej strony odważnie przedstawiają swój punkt widzenia, tym większej pewności siebie nabierają zachodni konserwatyści.

Na przykładzie Polski i Węgier widać, że lewicowy dogmat i linearnym postepie wcale nie jest jedynym obowiązującym, można żyć wartościami konserwatywnymi i świat się wcale nie wali. Ba, Polska i Węgry udowadniają, że teza sekularyzacyjna nie musi być żadnym determinantem historycznym.

- Polska stała się nadzieją tych wszystkich środowisk w Europie Zachodniej, które nazywamy konserwatywnymi, religijnymi, tradycjonalistycznymi itp., a które w wszystkich tych krajach znajdowały się przez lata w defensywnie i teraz walczą od odzyskanie gruntu. Z tych środowisk dochodzą do nas głosy, byśmy się nie ugięli przed lewicą, jak to się stało w ich krajach. Oni na nas liczą, oczekują idei i działań na rzecz całej Europy, naszego oddziaływania w świecie zachodnim. Organizowałem kiedyś dyskusję w Poznaniu, w której wziął udział pewien ekspert z francuskiego think tanku. Po tej dyskusji westchnął: „jak to dobrze być w kraju rządzonym przez konserwatystów”. Oni u siebie nie czują się już dobrze, często mają poczucie marginalizacji czy wręcz wyzucia z ojczyzny. Ale 2015 roku siły konserwatywne, stygmatyzowane jako populistyczne, wszędzie w Europie bardzo się wzmocniły. Ważny impuls do tej kontrofensywy wyszedł z Polski. Poprzedni podobny okres zainteresowania – choć oczywiście skala była wtedy o wiele większa i oddziaływanie silniejsze - Polska przeżywała w latach 80., kiedy narodziła się Solidarność. Wielu zachodnich marksistów pod wpływem Solidarność otrzeźwiało i odwróciło od marksizmu. Potem były mniej pozytywne okresy, gdy nasza transformacja odbywała się przez imitację zachodnich wzorców, tak dobrych jak i złych. Teraz znowu trend się odwraca. Znowu dla wielu konserwatywnych środowisk na Zachodzie jesteśmy inspiracją. Trzymają za nas kciuki bardzo różni ludzie od intelektualistów poprzez ruchy społeczne i partie polityczne, aż do zwykłych obywateli. Wbrew pozorom jest ich sporo. Przypomnę tylko, że obronie tradycyjnej rodziny we Francji wyszło 2 mln ludzi - mówi w rozmowie z „Tygodnikiem Solidarność” europoseł PiS prof. Zdzisław Krasnodębski.

Być może teraz za sprawą Polski, Węgier oraz ich cichych sojuszników przed Europą rysuje się szansa na powrót do idei ojców założycieli wspólnej Europy i odrodzenie chrześcijaństwa na starym kontynencie. Mimo lekceważenia z lewej strony nasz kraj naprawdę zaczyna być postrzegany jako miejsce, gdzie jest potencjał do reaktywacji i zmiany myśli konserwatywnej w Europie. Kto wie czy nie jest to ostatnia szansa na wprowadzenie autentycznej prawicy do głównej agendy politycznej w Unii Europejskiej. Następnej okazji może nie być lub przyjdzie na nią czekać kilkadziesiąt lat.

Dlatego obecny spór o weto Polski i Węgier w sprawie budżetu UE jest tak ważny. Niemcy w rękawiczkach Brukseli chcą nas zmusić do podporządkowania się ich wpływom i do przyjęcia koncepcji „pieniądze za ideologię”. Pod płaszczykiem walki o praworządność w Polsce chodzi  niemiecką hegemonię w Europie.

Jarosławie wysyłaj polityków
Polska może w istotny sposób wspierać mocno osłabionych konserwatystów w Europie, jednak nasze władze zdają się bardziej skupiać na odpieraniu ataków europejskiej lewicy niż wspieraniu swoich ideowych sojuszników w poszczególnych krajach. A przecież wzmocnienie środowisk konserwatywnych w Hiszpanii, Włoszech czy nawet Niemczech wzmocni naszą pozycję w Europie i samej Unii. Środowiska tradycjanolistyczne w Europie wręcz czekają na taką pomoc i pytają czego my się tak boimy?

„Rozmawiałem ostatnio z dziennikarzami z Zachodu, którzy czekają, aż powstaną w naszej części Europy wspólne dla Trójmorza media bez liberalno-lewicowych konotacji, np. pod nazwą TVSchuman. Oni u siebie są albo w małych mediach, albo w dużych wciśnięci w kąt. Nie wiem, dlaczego Jarosław Kaczyński nie wysyła do Europy swoich polityków, by rozmawiali ze zwolennikami Europy Schumana i politykami różnych partii, aby integrować ich wokół powrotu do Europy Schumana przez między innymi utworzenie Frakcji Schumana w PE.” - mówił w poprzednim wydaniu „Tygodnika Solidarność” prof. Zbigniew Krysiak z Instytutu Myśli Schumana.

Ofensywa medialna premiera Morawieckiego ws. weta Polski jest przykładem takiego dobrego działania. Szkoda, że tak późno. W gazetach kilkunastu krajów Unii Europejskiej, w wersji online i papierowej ukazał się artykuł Mateusza Morawieckiego na temat zbliżającego się szczytu Rady Europejskiej. Premier wyjaśnia stanowisko Polski w kontekście negocjacji budżetowych oraz mechanizmu warunkującego wydatkowanie środków od tzw. praworządności. Tekst Morawieckiego ukazał się m.in. w w niemieckim „Handelsblatt”, hiszpańskim „El Mundo”, portugalskim „Publico”, austriackim „Wiener Zeitung”, na Litwie na portalu lrt.lt) w rumuńskim „Ziarul Financial” oraz szwedzkim „Dagens Industi”, włoskim „La Stampa” i francuskim „Le Monde”.

Podobne ofensywy medialne moglibyśmy przedstawiać o wiele częściej i długo wcześniej przed trudnymi negocjacjami.

„Sposób, w jaki warunkowość budżetowa w zakresie praworządności ma zostać włączona do rozporządzenia, nie tylko budzi poważne obawy co do podstaw prawnych tego mechanizmu, ale także podważa zasady zaufania oraz lojalnej współpracy pomiędzy państwami członkowskimi i instytucjami Unii” – wskazał polski premier. Zaznaczył też, że obecne działania władz UE omijające unijne traktaty kreują stan niepewności prawa. „Poważnym problemem i paradoksem współczesnej UE jest fakt, że pomimo ustawicznego podkreślania znaczenia różnorodności nie może zaakceptować różnorodności systemów prawnych i konstytucyjnych zakorzenionych w tradycjach różnych państw” - pisze w swoim artykule Mateusz Morawiecki. Aż chce się zapytać ile mamy fundacji w Niemczech czy Francji i jakie kwoty polskie władze przeznaczają na popularyzowanie tam naszego punktu widzenia. W odwrotną stronę wygląda to tak, że pieniądze niemieckich podatników idą w miliardy na urabianie polskiej opinii publicznej zgodnie z interesem Berlina. Dzieje się to przez sieć fundacji, rożnych dotacji oraz grantów.

Niestety życie nie lubi próżni. Niewykorzystany potencjał konserwatystów zauważyła i wykorzystuje Rosja. W Polsce może to brzmieć groteskowo, ale Władymir Putin naprawdę w wielu krajach europejskich postrzegany jest jako ostoja tradycyjnych wartości i przywódca zdolny zatrzymać zgubne lewicowe ideologie. - Jeden z moich kolegów w PE, Francuz, powiedział mi, że wpływy rosyjskie są rezultatem ich osamotnienie i tego, że Polska jest bardzo pasywna we budowie sojuszy i nawiązywania kontaktów w Europie – tłumaczy nam prof. Krasnodębski.

Polskę stać na budowanie swoich aktywów w Europie, im dłużej tego nie robi, tym bardziej osłabia swoja pozycję względem brukselskich elit. Chętnych do naszego wsparcia w starej Unii nie brakuje.

Tekst ukazał się na łamach "Tygodnika Solidarność" (nr 51/2020).


Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?
Tygodnik

Opinie

Popkultura