[Tylko u nas] Piotr Łysakowski: Upadek NRD i msza w Krzyżowej

Historia wycięła tęgiego psikusa i zagrała na nosie wszystkim mędrkom twierdzącym, że się skończyła... W roku 1949 powstała Niemiecka Republika Demokratyczna – los (a właściwie wspomniana historia) zechciał, by prawie dokładnie czterdzieści lat później, w listopadzie 1989, pierwsze niemieckie „...państwo robotników i chłopów...” zaczęło swoją agonię, a postawiony w 1961 roku w Berlinie mur zaczął się rozpadać.
Tadeusz Mazowiecki i Helmut Kohl. Krzyżowa, 12 listopada 1989 [Tylko u nas] Piotr Łysakowski: Upadek NRD i msza w Krzyżowej
Tadeusz Mazowiecki i Helmut Kohl. Krzyżowa, 12 listopada 1989 / PAP/CAF/A. Hawałej

Historia wycięła tęgiego psikusa i zagrała na nosie wszystkim mędrkom twierdzącym, że się skończyła - w roku 1949 powstała Niemiecka Republika Demokratyczna – los (a właściwie wspomniana historia) zechciał, by prawie dokładnie czterdzieści lat później, w listopadzie 1989, pierwsze niemieckie „...państwo robotników i chłopów...” zaczęło swoją agonię, a postawiony w 1961 roku w Berlinie mur zaczął się rozpadać. Tak się akurat złożyło, że ten moment pokrył się z (planowaną początkowo na czerwiec) wizytą w Polsce Helmuta Kohla, który później został określony mianem „Kanclerza Zjednoczenia”. Złożyło się też i tak, że całkiem przypadkowo przebywając wtedy w Berlinie Zachodnim na sesji poświęconej Bismarckowi miałem okazję obserwować „live” to co się akurat „tam” działo. Korzystając z okazji pomyślałem, że warto cofnąć się nieco w czasie i przyjrzeć się jak widzieli te zdarzenia współcześni. A więc do roboty!

Pierwszego września 1989 na Westerplatte Prezydent PRL (przypomnijmy zmiana nazwy z PRL na RP nastąpiła dopiero pod koniec grudnia 1989 roku) Wojciech Jaruzelski wspominał o „...hitlerowcach...”, których pierwszą ofiarą stała się Polska „...była w tej wojnie pierwszym z krajów zbrojnie pokonanych. Zakończyła ją wśród zwycięzców. Naród biologicznie i materialnie wyniszczany, zsyłany na poniewierkę i prześladowany tylko za to, że ośmielał się być narodem – pokrzyżował plany skreślenia swego państwa z mapy kontynentu. ...” (Życie Warszawy 2/3.09.89 – Nigdy więcej wojny, Przemówienie prezydenta PRL, Wojciecha Jaruzelskiego podczas manifestacji antywojennej na Westerplatte). W tym samym czasie w Palmirach spotkała się „młodzież” polska i niemiecka. Niemieckiej delegacji przewodniczył Johannes Rau (późniejszy Prezydent RFN 1999-2004) po stronie polskiej oficjalne funkcje sprawowali: przewodniczący Rady Okręgowej ZSP Wiesław Kaczmarek i sekretarz KC Sławomir Wiatr (obu Panów przedstawiać raczej nie muszę). Toczono dyskusje o przeszłości i przyszłości „...Pamięć musi … służyć przede wszystkim teraźniejszości i przyszłości … Także Niemcy wiele wycierpieli … ale nie wszyscy jeszcze zrozumieli, że dniem, w którym stracili dawną ojczyznę, był nie 8 maja 1945 r., ale właśnie 1 września 1939 r., ...” mówił Rau i ciągnął „...Polska przeżywająca wielkie zmiany nie potrzebuje dobrych rad … . Pomoc i współdziałanie – oto czego potrzebują dziś Polacy i my Niemcy ...Europa zaś potrzebuje współpracy Niemców i Polaków...”. Wiatr dodawał do powyższego stwierdzenie o tym, że „...pełne porozumienie polsko – niemieckie to jeden z fundamentów wspólnego europejskiego domu...” (Życie Warszawy 2/3.89, Wspólna lekcja historii, Spotkanie młodzieży Polski i RFN w Palmirach, Wojciech Pomianowski).

Wkrótce potem w wywiadzie udzielonym tygodnikowi „Polityka” Erich Honecker wspominał o solidarnej pomocy niemieckich demokratów dla polskich jeńców wojennych w 1939 roku i usprawiedliwiał politykę Sowietów wobec Polski, przy okazji faktycznie usprawiedliwiając też częściowo politykę III Rzeszy „...Co się tyczy dyskusji wokół niemiecko radzieckiego układu o nieagresji z 23 sierpnia 1939 r. chciałbym zauważyć, że przykładamy wagę do tego, aby ukazać owe polityczne okoliczności w latach trzydziestych, które koniec końców nie zostawiły Związkowi Radzieckiemu innej drogi niż zawarcie takiego układu. ...”. Chyląc się ku politycznemu upadkowi śledził też z uwagą wydarzenia w naszym kraju kibicując trudnej „...walce polskich komunistów w sojuszu z wszystkimi siłami postępowymi demokratycznymi o obronę i umocnienie socjalizmu w Polsce...” (Polityka, Młot i Cyrkiel, Wywiad z Erichem Honeckerem, sekretarzem generalnym Socjalistycznej Partii jedności Niemiec, przewodniczącym Rady Państwa NRD, Adam Krzemiński, 9.09.89). Z zupełnie innych pozycji ale w podobnym tonie demitologizującym niemieckie (i faktycznie sowieckie) winy wypowiadali się niektórzy polscy publicyści „wybierający europejską przyszłość”, oczekując równocześnie od Polaków wspaniałomyślności „...Święta i straszna dla Polaków data (1.09.39 – P.Ł.) widziana z nieco innej perspektywy najoczywiściej maleje, … to co zrobił wtedy Hitler ze Stalinem (pakt Ribbentrop – Mołotow – P.Ł.) nie jest z tej perspektywy najważniejsze, … jest tylko fragmentem zbrodni dokonanej na Europie. … Z tej perspektywy – zwłaszcza jeśli mówimy o przyszłej Europie – fakt, że wojnę wywołali Niemcy traci na znaczeniu. Jeśli Polacy domagają się od świata, by uznał ich narodowe marzenie, nie wolno im odmawiać tego marzenia Niemcom, których państwowy sen ziszczał się jeszcze rzadziej niż sen polski, a jak się już ziścił w czasach nowożytnych, to jako morderczy upiór pruski. ...” (Tygodnik Powszechny, Porozmawiajmy o Niemczech, Jerzy Surdykowski, 1.10.89) Tymczasem za zachodnią granicą Polski wrzało „...po długotrwałym planowaniu i starannej organizacji w poniedziałek rozpoczęła się w ramach akcji >>noc i mgła<< operacja nielegalnego przerzutu, przy zastosowaniu wyszukanych metod propagandowych, dużej liczby obywateli NRD z Węgier do RFN. Dokonuje się to przy pogwałceniu umów i prawa międzynarodowego, co jest bezprecedensowym zjawiskiem w życiu międzynarodowym...otwartym mieszaniem się w wewnętrzne sprawy NRD i innych państw...Bońskie koła rządowe wykorzystały stanowisko węgierskie do realizacji swych antysocjalistycznych i odwetowych celów...”” (Życie Warszawy, Około 7 tys. uchodźców z NRD przekroczyło w poniedziałek granicę węgiersko – austriacką – Reakcje w NRD, 12.09.89) co nie pozostawało bez echa w naszym kraju i wpływu na wzajemne polsko – nrd/owskie stosunki, które (można zaryzykować to twierdzenie) były bardzo złe. We wrześniu 1989 wizytę w RFN odbył Lech Wałęsa (wtedy opromieniony legendą niezłomnego bojownika z komunizmem), miało to prowadzić do „...przerzucania mostów...” i rozładowaniu niepokojów związanych z kwestiami delimitacji granicznej „...martwią nas też niekiedy głosy w Republice Federalnej o rzekomej otwartej kwestii granicy na Odrze i Nysie...Bardzo dobrze by było gdyby ta sprawa w naszych wzajemnych stosunkach mogła wreszcie zejść z agendy...”. Rozmowy nie były ani łatwe, a przyjęcie nie tak entuzjastyczne jak oczekiwano. Wynikało to z kilku przyczyn, protekcjonalnego (i czysto biznesowego) traktowania naszego kraju przez „sytych Niemców” z zachodu, różnicy między Polską a ZSSR (wcześniej odbyła się wizyta Michaiła Gorbaczowa), słabości gospodarczej i długów jakie miała PRL wobec Niemiec zachodnich, a także i niewielkiej, w rzeczywistości, wiedzy Niemców o naszym kraju i ich braku empatii „...ton przemysłowców pouczających gdańskiego robotnika i przywódcę „Solidarności”, że najpierw trzeba spłacić odsetki, a potem można będzie rozmawiać o interesach na przyszłość...Przemysł niemiecki, aby się zaangażować w Polsce, musi mieć gwarancję, że nie straci, że kredyty będą ubezpieczone przez rząd boński i że kapitał niemiecki będzie chroniony w Polsce, tymczasem wciąż nie ma odpowiednich układów z Polską. … niczego nie da się osiągnąć >>jak za naciśnięciem<< guzika. ...” ( Polityka, Lech Wałęsa w RFN, Górki i pagórki, Adam Krzemiński, 16.09.89).

Wydarzenia rozgrywające się za zachodnią granicą naszego kraju pobudziły też do poważnej dyskusji na temat możliwego zjednoczenia Niemiec. Problem był wyjątkowo skomplikowany i trudno było wtedy przewidzieć jak potoczą się sprawy zarówno wewnątrz niemieckie jak i te, które miały zewnętrzny wpływ na te pierwsze „...Niemcy nie zależą tylko do siebie, a mur berliński – architektonicznie mało pociągający – jest jak dotąd ścianą nośną >>europejskiego domu<< i naruszenie go zachwiałoby statykę całego kontynentu. ...Niemcy, jak wszystkie narody, mają prawo do samostanowienia, którego nie utraciły nawet po tym, co wyrządzili innym. To prawo, jest jednakże podporządkowane wymogom pokoju w Europie. Politykę niemiecką można uprawiać jedynie z pozycji Europejczyków. ...”. Przy okazji pojawiały się też głosy zarzucające Polsce rolę „hamulcowego” w procesie możliwego zjednoczenia Niemiec. „Solidarność” chciała to odium z naszego kraju zdjąć (tak przynajmniej twierdził publicysta „Polityki”) dążąc do zintensyfikowania dialogu między Polską a Niemcami (jakby wtedy tego pojęcia nie rozumieć): „...Niemcy powinny się ponownie zjednoczyć. ... to jednak przede wszystkim sprawa samych Niemców. Sądzę, że Europa wolna przyniesie rozwiązanie sprawy niemieckiej. Musi jednak być rzeczą pewną, że zjednoczone Niemcy nie będą zagrożeniem dla żadnego innego kraju.... Niemcy muszą mieć świadomość, że Polacy nie są zainteresowani utrzymaniem stalinowskiego ładu w NRD. ...” (Polityka, Czy Niemcy się zjednoczą ? Adam Krzemiński, 30.09.89). Wszystko to krok po kroku prowadziło do oswojenia polskiej opinii publicznej ze zbliżającą się wizytą Helmuta Kohla w naszym kraju. Miała być to wizyta przełomowa pozwalająca ustabilizować wzajemne stosunki, a przy okazji oddziaływać pozytywnie na Europę w zmieniającej się wtedy, bardzo szybko politycznej rzeczywistości. Z jednej strony było to wszystko oczywiste, z drugiej zaś odkrywano tę oczywistość jak zupełnie nieznany „ląd” „...Wśród wielu partnerów Polski na Zachodzie, Bonn należało do pierwszych, którzy zrozumieli, iż nowy rząd premiera Mazowieckiego stanowić może punkt zwrotny w naszej powojennej historii … Zrozumienie przez Bonn, iż >>polski eksperyment<< wymaga niezwłocznego wsparcia także przez rząd RFN...” (Przed wizytą Helmuta Kohla w Polsce, Ciernista droga ku pojednaniu, Jerzy Sułek, Polityka 4.10.89).

Przy okazji wobec narastającego na wschodzie kryzysu zwracano też uwagę na obłudę szeroko rozumianego Zachodu, jeszcze do niedawna ręka w rękę z Honeckerem wychwalającego osiągnięcia dyplomatyczne i społeczne NRD, teraz zaś dokonującego rozbioru komunistycznego truchła. Definiowano tę postawę jako „...niesmaczną i niesamowitą...” unikano przy tym ostatecznych stwierdzeń odnoszących się do zjednoczenia. (Czy Niemcy się zjednoczą ? Adam Krzemiński, Polityka 30.09.89) Krok po kroku przebijała się do publiczności prawda o tym, że na obszarze „Zony” nie da się utrzymać status quo. Miara desperacji Niemców z NRD była wielka. Uciekano wszędzie gdzie się dało i gdzie można było uzyskać dostęp do placówek dyplomatycznych RFN w tym w naszym kraju „...w poniedziałek pod ambasadą … pojawiło się ponad sto kolejnych osób. … Większość uciekinierów przyjechała do Polski legalnie ...Inni próbowali uciekać z NRD wielokrotnie; teraz po prostu przepłynęli Odrę.” , „...Uciekinierzy przez >>zieloną granicę<< stanowią … 15 procent …” (Gazeta Wyborcza, „Przepłynęli Odrę, 3.10.89, Warszawa, Praga Bonn, 5.10.89). Demonstrowano też na terenie kraju wyrażając swój stosunek do rzeczywistości: „...Hasło jednej z demonstracji w Berlinie: >>Egon rozbierz ten mur, potrzebujemy każdej cegły<<...” , „...Nie słabną manifestacje uliczne i marsze (w Berlinie milion osób) w dyskusjach i spotkaniach z władzami uczestnicy domagają się daleko idącej reformy systemu politycznego. ...”: (Polityka, Na lewicy, 4.10.89). Władza stosowała represje wobec protestujących wysyłając przeciwko nim siły bezpieczeństwa „Dziesięciotysięczny tłum...w poniedziałek po mszy w katedrze Mikołaja został zaatakowany przez wojska MSW. W odpowiedzi posypały się butelki i kamienie. Zatrzymano blisko 600 uczestników manifestacji....” (Gazeta Wyborcza, Największa manifestacja w od 1953 r., 4.10.98 i Bitwa przed katedrą Mikołaja, Korespondencja z Lipska Mirosława Machnackiego, 4.10.89).

Wraz z narastającym kryzysem wewnętrznym w NRD nasilał się wspomniany wyżej problem uchodźców, którzy znaleźli się w Polsce. Powstawały też istotne (zamilczane, a właściwie falsyfikowane dzisiaj) pytania o zachowanie rządu Mazowieckiego wobec tych nieszczęśników „...władzom NRD przekazywani są tylko co obywatele tego kraju, których zatrzymano w strefie granicznej. Jeśli uda im się przedostać na terytorium Polski, są już wolni. Od 18 września cofnięto 407 osób … Sprawa jest delikatna. Minister Skubiszewski miał obiecać w Nowym Jorku ministrowi Genscherowi, że Niemcy nie będą odsyłani do NRD.” (Gazeta Wyborcza, Wpław przez rzekę przyjaźni, Włodzimierz Słowiński, 9.10.89). Problem z „uchodźcami” musiał być spory, skoro wspomniane wyżej obietnice Skubiszewskiego (będące niewątpliwie także i efektem nacisków z zewnątrz) miały zostać (teoretycznie) spełnione dopiero kilka dni później, kiedy to minister nie wspominał już o tym, że „...Sprawa jest delikatna...”, a on był zdecydowanie „...przeciwny...” wydalaniu „Ossis” z Polski do ich kraju, o czym według Gazety Wyborczej miała poinformować Rzecznik Rządu Małgorzata Niezabitowska: „We wtorek WOP, podlegające MSW, zaprzestały kontroli i tym samym wydalania obywateli NRD z terytorium Polski, niezależnie od tego, którędy się tam dostali...” (Gazeta Wyborcza, Droga wolna, 11.10.98). Pani Rzecznik podane przez dziennik informacje „wyjaśniała” dzień później „...Powiedziałam mianowicie to, że w dniu 10 października polskie służby nie zatrzymały i nie przekazały ani jednego obywatela służbom granicznym Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Zdementowałam także pogłoski o tym, że patrole WOP na ulicach Szczecina zatrzymują samochody, przeszukują, robią kontrolę dokumentów i w wypadku kiedy znajdują się w nich obywatele NRD nie posiadający właściwych dokumentów, zostają oni odstawieni na granicę i przekazani służbom granicznym NRD. … >>Gazeta Wyborcza<< napisała, że WOP zaprzestał kontroli na granicy … tego nie powiedziałam ...powiedziałam, że jest to niemożliwe, ponieważ intencją rządu jest traktowanie w sposób humanitarny przypadków również tych obywateli, którzy przekroczyli granicę w sposób nielegalny, musi się to jednak odbywać zgodnie z polskim prawem,...” (Gazeta Wyborcza, Rzecznik rządu wyjaśnia, 12.10.89, Trybuna Ludu, Małgorzata Niezabitowska zaprzecza rewelacjom „Gazety Wyborczej”, Nie powiedziałam tak, 12.10.89). Z powyższego wyłania się obraz sporego bałaganu kompetencyjnego między poszczególnymi resortami w Polsce, obawa przed zadrażnieniami stosunków między naszym krajem a oboma niemieckimi państwami „Polska nie będzie nikogo deportować...Naszym obowiązkiem jest załatwianie spraw uchodźców w sposób humanitarny i pragmatyczny. Jasne jest na czym polega rozstrzygnięcie humanitarne. Zaś pragmatyzm to utrzymanie dobrych stosunków z NRD i RFN. Nie będę ukrywać, że sprawa uchodźców może te stosunki skomplikować...” (Gazeta Wyborcza, jestem przeciwny deportacjom, rozmowa z Krzysztofem Skubiszewskim, 12.10.89) no i na samym końcu widzimy niekoniecznie właściwe traktowanie uchodźców z NRD. Ostatecznie jednak po chwilowych zawirowaniach można było zakomunikować publicznie, że sprawa jest „załatwiona” co ze sporą ulgą powitano w Bonn i pewną irytacją w Berlinie Wschodnim. Generalnie i przy okazji następujących analiz sytuacji w Niemczech Zachodnich dostrzegano też „pozytywy” ucieczek zakładając, że będą one generowały zwiększenie popytu, a tym samym i produkcji przemysłowej.

Definiowano też obszary zagrożeń, zwiększony „głód” mieszkaniowy, trudności w adaptacji fali uchodźców w nowych dla nich warunkach, zwiększenie kłopotów na rynku pracy „...twierdzicie, że macie społeczeństwo konkurencyjne – powiedział spokojnie młody Niemiec wschodni dziennikarzowi ..., który ostrzegał, że może się tak zdarzyć, że przybysz zabierze pracę Niemcowi zachodniemu – No to właśnie ja jestem tą konkurencją...”, a w końcu wzrost poparcia dla „Republikanów” twierdzących, że „Ossis” powinni pozostawać u „siebie” w domu, by „tam” budować przyszłość Niemiec (Życie Warszawy, Co piszą inni – RFN – Niedyskretne spojrzenie, 16.10.89). W trakcie przygotowań do wizyty Helmuta Kohla w Polsce ni z tego ni z owego przyleciał do Polski (początek listopada 89) nowy Sekretarz Generalny KC NSPJ Egon Krenz (była to Jego druga wizyta zagraniczna – pierwsza oczywiście odbyła się w Moskwie). Oprócz tradycyjnych politpoprawnych zaklęć „...Uważam Krenza za człowieka, którego należy obdarzyć zaufaniem. I jeszcze jedna rzecz, dla nas bardzo ważna – jest on gorącym zwolennikiem ścisłej współpracy z Polską. Zdaje on sobie sprawę z tego, jak wielkie znaczenie ma dla nas istnienie Niemieckiej Republiki Demokratycznej.” (Trybunie Ludu powiedzieli Egon Krenz , Mieczysław F. Rakowski, 3.11.89). Wizyta (zda się) nie przyniosła jednak szczególnych zmian w stosunkach PRL – NRD „...W otwartej rozmowie z premierem poruszaliśmy wszystkie problemy – powiedział Krenz dziennikarzom, a Mazowiecki użył potem tych samych słów. Obaj podkreślali wagę stosunków między Polską a NRD, tak w sferze gospodarczej jak i politycznej. - Nasze stosunki były zawsze dobre i mam nadzieję, że w zmienionej sytuacji będą jeszcze lepsze – mówił Krenz. Zapytany, jakie polskie doświadczenia wykorzysta w NRD, Odrzekł: - Byłem tu tylko kilka godzin i nic konkretnego nie mogę powiedzieć. ...Na pytanie czy gość krytykował sytuację w Polsce, premier odparł krótko: - Nie. ...” (Gazeta Wyborcza, Krenz nie krytykował, 3.11.89, Życie Warszawy, Kilkugodzinna wizyta w Warszawie, Egon Krenz w Belwederze, Spotkanie z T. Mazowieckim, Rozmowy w KC PZPR, 3.11.89) i co oczywiste nie mogła też zmienić sytuacji wewnątrz niemieckiej. Exodus trwał nadal – władze NRD zapowiadały zaś podjęcie reform i ułatwień w podróżach zagranicznych swoich obywateli. Dość szybko zaczęto zresztą te zapowiedzi realizować, władza poszła nawet o krok dalej co we wschodnioniemieckim reżimie było wręcz niebywałe - doszło bowiem do tego, że szef Volkspolizei w Berlinie Wschodnim Friedhelm Rausch przeprosił za stosowanie przemocy wobec demonstrantów, od 1 listopada zniesiono też ograniczenia w ruchu podróżnym między NRD a CSRS, ogłoszono też amnestie dla tych, którzy naruszyli prawo przy „...ubieganiu się o wyjazd...” jak to eufemistycznie określono.

Tymczasem zapowiadana wizyta Helmuta Kohla była coraz bliżej, a im była bliżej tym więcej pojawiało się związanych z nią kontrowersji. Jednym z głównych punktów budzących po stronie polskiej wątpliwości był pomysł, by Kanclerz spotkał się z przedstawicielami mniejszości niemieckiej na Górze Świętej Anny, któremu to pomysłowi miał kibicować i Związek Wypędzonych i wspomniana mniejszość „...kanclerz federalny wprawił swych gospodarzy w zakłopotanie. Jego życzenie, aby niedzielny spacer do kościoła odbyć akurat na górze św. Anny trafił na małe zrozumienie. Również u zwykle bardzo tolerancyjnych polityków katolickich w Polsce. Nawet kompetentna wobec góry św. Anny kuria w Opolu okazała zdziwienie...” (Życie Warszawy. Kohl obstaje przy wyprawie na Górę św. Anny, Cień nad wizytą kanclerza, Od stałego korespondenta Michała Jaranowskiego, 2.11.89). Dziwiono się też odwołaniu („...zmianie...”, która jak pisano nastąpiła ze względów zdrowotnych) Ambasadora RFN w Polsce (Joachima Schoellera – został zastąpiony przez Guenthera Knackstaedta) tuż przed przyjazdem Kohla do Polski. Sprawa była o tyle „smakowita”, że dyplomatę oskarżano w Niemczech o powiązania z międzynarodowym handlem bronią, na którym miał zarabiać krocie, a także o romans z „...pewną francuską księżniczką, która go tak absorbowała, iż nie miał czasu na czynności służbowe w Warszawie...”. Z wiadomości „dobrych” przebijała się ta, że „...81 proc obywateli RFN uznaje granicę na Odrze i Nysie...” (Trybuna Ludu, >>Der Spiegel<< publikuje wyniki ankiety, Daniel Luliński 31/1. 10/11.89, Niedyplomatyczna afera ambasadora S., Bonn , od stałego korespondenta, Daniel Luliński, 8.11.89, Życie Warszawy, Zagadkowa dymisja, Ambasador uwikłany w handel bronią ? 6.11.89). Nad zbliżającą się wizytą ciążyły również obawy przed możliwym zjednoczeniem Niemiec, podnoszono też polskie roszczenia odszkodowawcze nie w tym wymiarze jednak w jakim mówi się o nich dzisiaj. Tak się niestety jednak, dramatycznie składało, że obie te kwestie podnosiły osoby i organizacje mocno skompromitowane co zresztą okazało się dopiero później między innym w związku z „aferą Żelazo” (Trybuna Ludu, Zdziwienie i zaniepokojenie wzrostem dyskusji na temat zjednoczenia Niemiec, Oświadczenie Stowarzyszenia >>Wisła – Odra<<, Nadzieja na uregulowanie sprawy odszkodowań, 2.11.89). Po kilku dniach sporego zamieszania nadeszła „dobra” informacja, o tym że Kanclerz po rozmowach telefonicznych z Tadeuszem Mazowieckim (2.11.89) myśli o zmianie swoich planów i nastąpi wspólne ze stroną polską poszukiwanie miejsca o „...ładunku symbolicznym, ale nie spornym, na którym Helmut Kohl i Tadeusz Mazowiecki będą mogli wnieść swój osobisty wkład w dzieło pojednania polsko – niemieckiego...” (Życie Warszawy, Według wszelkich znaków w Bonn... Kohl zrezygnował z przybycia na Górę Św. Anny, od stałego korespondenta Michała Jaranowskiego, 3.11.89). Sytuacja zmierzała więc ku pozytywnemu rozwiązaniu. Sprawa była na tyle ważna, że Kanclerz skrócił planowaną z Prezydentem Francji Francois Mitterrandem konferencję prasową w oczekiwaniu na kolejny kontakt telefoniczny z Premierem Polski. Po tej rozmowie odbywającej się podobno w fatalnych warunkach technicznych „...rzecznik rządu federalnego, Hans Klein, oświadczył zwołanym na nadzwyczajnej konferencji dziennikarzom, że w czasie podróży do Polski kanclerz wraz z premierem weźmie udział w mszy celebrowanej przez biskupa Nossola i że odbędzie się ona w Krzyżowej (do 1930 roku miejscowość nosiła nazwę Creisau – P.Ł.) … . Znajdował się tam majątek Helmuta Jamesa hrabiego Moltke, duchowego przywódcy >>Kreisauer Kreis<<, czyli ośrodka opozycji anty nazistoweskiej w III Rzeszy. … Na pytanie: msza w Krzyżowej czyja to myśl, rzecznik odparł iż >>rozwinęła się ona w trójkącie Nossol – Kohl – Mazowiecki<<... .” (Życie Warszawy, Krzyżowa zamiast Góry św. Anny, Historii nie można przezwyciężyć gestami, Od stałego korespondenta Michała Jaranowskiego, 4/5.11.89, Trybuna Ludu, Nagła podróż Teltschika do Warszawy, Kohl rezygnuje z odwiedzenia Góry św. Anny, 3.11.89, W programie wizyty kanclerza Kohla Krzyżowa zamiast Góry św. Anny, Kolejna rozmowa telefoniczna z premierem Mazowieckim, 4/5.11.89). Krok po kroku posuwano sprawy do przodu. Zaczęto mówić o „...przełomie...” , „...przestawianiu zwrotnic...”, chęci dokonania zmian większych niż tylko „...retusz...”, pieniądzach jakie Polska może otrzymać na restrukturyzowanie zacofanej planowej gospodarki i infrastruktury, umorzeniach wcześniejszych długów PRL. Krzyżowa zaś zaczęła urastać do rangi symbolu propolskiego nurtu w niemieckiej polityce. Dodajmy symbolu, na którym można było budować „...dzieło pojednania polsko – niemieckiego...” (Rzeczpospolita, Symbolika Krzyżowej, Ryszard Wojna, 6.11.89). Postawę RFN definiowano jako „wyczekującą”, która zmieniał się po wyborach 4 czerwca i późniejszym zaprzysiężeniu rządu Mazowieckiego. Na agendzie stawały kwestie takie jak: opieka nad znajdującymi się w Polsce grobami niemieckich żołnierzy, używanie przez RFN nazewnictwa niemieckiego w odniesieniu do miejscowości położonych na terytorium Polski, upamiętnienia antyhitlerowskiego ruchu oporu w Niemczech i prawa dla obywateli polskich niemieckiego pochodzenia „...Przyjechali z Wrocławia, Chorzowa, Zielonej Góry...spięci, pełni emocji. Mówili o krzywdach wyrządzonych im w ciągu ostatnich 45 lat: o mordach Armii Czerwonej, o >>weryfikacji<< prowadzonej przez władze polskie, o przymusowym polszczeniu nazwisk, o utrzymanym dziś zakazie uczenia niemieckiego w śląskich szkołach, o niszczeniu niemieckiej kultury na Śląsku … Mówili, że jako obywatele polscy narodowości niemieckiej uznają istniejące granice i nie domagają się niczego, poza przyznaniem im praw przysługującym mniejszościom w cywilizowanym świecie. ...” (Gazeta Wyborcza, Moglibyśmy wyjechać do RFN, jesteśmy Ślązakami, chcemy żyć w Ojczyźnie, Polscy Niemcy, 6.11.89). Na marginesie muszę zauważyć, że nie zaobserwowałem (może jestem szczególnie nieuważny) w tym czasie szczególnej troski nie tylko o mniejszościowe prawa Polaków mieszkających w RFN (odebrane dekretem Goeringa w 1940 roku), ale także i tych żyjących na wschód od Polski. Bezustannie wyraźny niepokój strony polskiej budziła natomiast uznania granicy „...polska gotowość do kompromisu kończy się na Odrze i Nysie. Wszystko co mogłoby w jakiejś mierze rzucić cień wątpliwości co do ostatecznego charakteru naszych granic zachodnich, nie znajdzie naszego przyzwolenia. Inaczej mówiąc: polityka porozumienia, a w przyszłości pojednania, czy wręcz przyjaźni z Republiką Federalną nie zakłada rezygnowania z naszych podstawowych pryncypiów politycznych i prawnych ...” (Życie Warszawy, Polska – RFN: przestawianie zwrotnic, W stronę przełomu, Rozmowa z doc. dr. Hab. Jerzym Sułkiem, wicedyrektorem departamentu w MSZ – rozmawiał Zbigniew Ramotowski, 4/5.11.89).

Dla potwierdzenia i wzmocnienia polskiego stanowiska w kwestii granicy „użyto” też wizyty Egona Krenza w Polsce „...wschodnie Niemcy szybko zaakceptowały tę granicę. Podczas gdy w Niemczech Zachodnich jest ona wciąż przedmiotem dysputy. Politycy skrajnej prawicy w RFN w dalszym ciągu zdobywają głosy wzywając do powrotu >>ziem niemieckich<<. … Krenz podkreślał specjalnie silnie, że socjalistyczne wschodnie Niemcy są w tej sprawie partnerem na którym można polegać.” (Trybuna Ludu, Absolutna nienaruszalność granicy Odra – Nysa, >>Washington Post<< o wizycie przywódcy NRD w Warszawie, Waszyngton od stałego korespondenta, 4/5.11.89). Dyskusji o „kwestiach granicznych” nie wiązano, w Polsce, bezpośrednio z kwestią zjednoczenia Niemiec, ba z licznych publikacji i głosów dyskutujących problemy niemieckie nie wynikało wprost, by z taką możliwością liczono się realnie w tym czasie. Wobec zbliżającej się coraz szybciej wizyty Kohla zaczęto zadawać pytania o możliwe efekty tejże. Pytano zarówno w Polsce jak i RFN. Skoncentrujmy się w tym miejscu na opiniach niemieckich polityków. Są one charakterystyczne, i jak sądzę, oddające ducha epoki. Generalnie wyrażano opinie, że Polska i RFN mogą (muszą) pełnić w procesie europejskiego pojednania rolę wiodącą. Przy okazji stawiano mocno na porządku dziennym to czego nie zauważała w sposób wyraźny (nie chciała, nie mogła, nie potrafiła !?) strona polska „...Europa będzie mogła także dać rozwiązanie otwartej kwestii niemieckiej, ponieważ zjednoczona Europa, w której odmawiano by samostanowienia części narodu niemieckiego, byłaby dziwolągiem...”, zauważano też, że Polska zmieniająca swój system polityczny przyczynia się w sposób wyraźny do europejskiego doprężenia i tworzenia nowych europejskich możliwości (Trybuna Ludu, Wybitni politycy RFN dla >>Trybuny Ludu<<, Czego spodziewamy się po wizycie kanclerza Kohla w Polsce ?, Karl Heinz Hornhues, wiceprzewodniczący frakcji stronnictw chadeckiej Unii CDU / CSU w Bundestagu, przewodniczący Towarzystwa Niemiecko, – Polskiego Bonn - Kolonia, Wolfgang Boetsch przewodniczący grupy CSU w Bundestagu, 6.11.89 i 7.11.89). Wspominano o odszkodowaniach dla polskich robotników przymusowych. Traktacie pokojowym „...w którym ostatecznie i zobowiązująco zostanie traktatowo uznana polska granica zachodnia oraz istnienie dwóch państw niemieckich...” (Antje Vollmer, rzeczniczka frakcji >>Zielonych<< w Bundestagu). Wejściu Polski do Europy z „...kulturalnym dziedzictwem...” (Torsten Wolfgramm, sekretarz wykonawczy frakcji Partii Wolnych Demokratów /FDP/ w Bundestagu). Nikt jednak nie zająknął się o odszkodowaniach za zniszczenia wojenne w Polsce z lat 1949 – 1945, warto to dzisiaj zauważyć. We wspomnianej kwestii jedności Niemiec zajmowano po polskiej stronie stanowisko następujące „...właściwie wszyscy współodpowiedzialni za losy kraju (Polski – P.Ł.) - czy to spod znaku >>Solidarności<<, czy PZPR – nie odmawiają dzisiaj Niemcom prawa do samostanowienia. ...realizacja prawa do samostanowienia nie może nastąpić kosztem praw innych narodów …” wiązano to ściśle (co wydaje się świadczyć o ty, że raczej nie spodziewano się aż tak szybkiego upadku reżimu w Berlinie Wschodnim) „...Demokratyzacja życia w NRD nie musi oznaczać, jak sądzę, automatycznie osłabienia odrębności państwowej tego kraju. Przeciwnie, może tę odrębność suwerenność NRD umocnić. ...” (Życie Warszawy, Polska – RFN: przestawianie zwrotnic 2, Pod znakiem kooperacji, Rozmowa z doc. dr. Hab. Jerzym Sułkiem … Zbigniew Ramotowski, 6.11.89). Po stronie polskiej wyrażano po raz kolejny nadzieję, że wizyta Kanclerza przysłuży się pojednaniu, a uroczyste nabożeństwo w Krzyżowej będzie symbolem pokoju między Polakami i Niemcami, modły miały być poświęcone milionom ofiar wojny i równocześnie miały wrażać wolę pojednania „...wszystkich ludzi dobrej woli...”. Przy okazji powtórzono też, że polska granica zachodnia „...ma charakter ostateczny...”, a kwestia mniejszości niemieckiej jest wyolbrzymiana jako problem „...przez tych, którzy mają na uwadze swój interes ekonomiczny. ….”. Wspominano też o możliwej pikiecie podczas wizyty, miała być prowadzona pod hasłem „Nie ma pojednania bez odszkodowania” i dotyczyła protestu przeciw niskim odszkodowaniom za pracę przymusową Polaków w Niemczech (Gazeta Wyborcza, Przed wizytą kanclerza, 6.11.89). Jeśli patrzymy na oceny nadchodzącej wizyty Kohla w Polsce, a także zjednoczenia Niemiec jakie artykułowali prominentni niemieccy politycy i osoby ze świata kultury to Mocno (przynajmniej według polskich mediów) zabrzmiał głos Guenthera Grassa przebywającego w Gdańsku z promocją swoich książek. Noblista, o którego niekoniecznie chlubnej przeszłości wtedy jeszcze nie wiedziano (albo tę wiedzę ukrywano) mówił „...My Niemcy jesteśmy przyzwyczajeni, że kanclerz czasami w złym miejscu i w złym czasie mówi coś niewłaściwego. Dlatego cieszę się, że różne koła w Polsce – od PZPR po >>Solidarność<< - zaprotestowały przeciwko uroczystościom na Górze św. Anny. ...Jestem zadowolony, że dobędą się uroczystości w Krzyżowej – miejscu symbolicznym. … Zjednoczenie Niemiec uważam za fałszywe pojęcie. Nasi sąsiedzi mają uzasadnione obawy przed silnymi, zmilitaryzowanymi Niemcami. Jest jednak wbrew naturze istnienie w środkowej Europie państwo podzielonych murem, ...” (Życie Warszawy, Guenther Grass w Gdańsku, 7.11.89). W tym samym czasie kruszyły się (i tak do cna przegniłe) fundamenty NRD. Pod naciskiem ulicy i w efekcie narastającej słabości i niewydolności systemu 7.11.89 roku do dymisji podał się rząd tego państwa kierowany przez Willi Stopha (został zastąpiony przez Hansa Modrowa). Wybrano też nowe kierownictwo NSPJ (SED). W Berlinie Wschodnim jednak nadal zaklinano rzeczywistość Egon Krenz nowy „gensek” twierdził, że „...Rozpoczął się społeczny proces odnowy socjalizmu...” (Trybuna Ludu, 8.11.89). Niemcy ze wschodu oczekiwali od rządzących krajem komunistów rachunku sumienia i i głębokiej refleksji. W Polsce zaś zastanawiano się nad tym co może przynieść nadchodząca wizyta Helmuta Kohla. Słusznie przy okazji (jak to dziś można stwierdzić) zauważano, że oprócz pozytywnych zmian jakie może (ma) przynieść pozostaną pewne obszary, które w przyszłości mogą generować konflikty. Obszarem tym była (i niewątpliwie jest nadal) przeszłość. Tu widziano konieczność wykazywania się przez stronę niemiecką „...szczególną wrażliwością moralną...” co już wtedy wydawało się sztuką trudną (Trybuna Ludu, Potrzeba i trudność współżycia, 8.11.89, Życie Warszawy, Odpowiedź Wojciecha Jaruzelskiego na posłanie Richarda von Weizsaeckera, 8.11.89, Rzeczpospolita, Odpowiedź prezydenta PRL na posłanie prezydenta RFN, 8.11.89). Wobec niejednoznacznej postawy niemieckich polityków w dyskursie wewnętrznym dalej emocje budziła kwestia uznania przez Niemcy Zachodnie polskiej granicy na Odrze i Nysie „...Zdaniem przewodniczącego SPD Hansa Jochena Vogla dyskusja na temat polskiej granicy rzuca cień na rozpoczynającą się w czwartek wizytę kanclerza …. w Polsce. Vogel wezwał ponownie kanclerza, aby w Warszawie wypowiedział się na temat granicy … tak jak uczynił to minister Hans Dietrich Genscher … . Przewodniczący OKP Bronisława Geremek powiedział ...Nie dopuścimy i pozwolić nie możemy, by jakiekolwiek pretensje terytorialne padały stamtąd. I dobrze byłoby, aby ten rozdział dotyczący całości naszych granic został jednoznacznie określony. ...” (Rzeczpospolita, Przed wizytą kanclerza H. Kohla, Sprawa nienaruszalności granicy na Odrze i Nysie, 8.11.89). Nie odnosząc się bezpośrednio do wyżej postawionego problemu w wywiadzie udzielonym Gazecie Wyborczej kanclerz przedstawił swoją wizję polsko – niemieckiego pojednania porównując ten proces z analogicznym jakie miały miejsce między Niemcami Zachodnimi a Francją czy Izraelem. Prezentował w nim też swoją wizję tego jak ma (powinna) wyglądać Europa w przyszłości „...Bez zrozumienia niemiecko – polskiego, czy wręcz bez przyjaźni niemiecko – polskiej nie ma szans na Europę, w której nie ma murów i drutów kolczastych, nienawiści i wrogości. Przyszłej Europie będzie chodziło przede wszystkim o samostanowienie i prawa człowieka, o suwerenność narodów, a nie o granice i terytoria państwowe … to nie suwerenne państwa, lecz suwerenne narody dokończą budowę Europy. ...” . Kanclerz uspokajał też i rozwiewał obawy przed trwałością „żelaznej kurtyny” ta miała się rozpaść w efekcie demokratycznych procesów zachodzących w Europie. Dodajmy też, że nie padły w wywiadzie pytania trudne, takie na przykład jak te o odszkodowania wojenne (Gazeta Wyborcza, Wywiad z Helmutem Kohlem, Bez porozumienia niemiecko – polskiego nie ma szans na Europę bez nienawiści i wrogości, Janusz Reiter, 9.11.89). W kolejnej rozmowie przeprowadzonej tym razem z TVP kanclerz już precyzyjnie (w przeciwieństwie do tego artykułowanego w Gazecie Wyborczej) wyłożył swoje stanowisko w kwestii granicy polsko niemieckiej „...Mówiąc o granicach trzeba uczciwie powiedzieć – a dyskusje te mają w ogóle sens tylko wtedy, kiedy prowadzone są szczerze – że my Niemcy nie mamy układu pokojowego. Pragnę również podkreślić, że jako kanclerz Republiki Federalnej Niemiec nie jestem upoważniony do składania oświadczeń w imieniu Niemiec (jako całości – P.Ł.)...” Kohl zwracał też uwagę na zapoznawany fakt, że stosunki polsko – niemieckie bardzo długo kształtowały się jako przyjazne. Odniósł się również do planowanej w Krzyżowej mszy i spotkania z Premierem Mazowieckim „...Można powiedzieć, że znakiem obecnych czasów jest pokój, a w moim przekonaniu również wolność w całej Europie i pojednanie. Z całym przekonaniem udam się wraz z polskim premierem do Krzyżowej. Odnajdą się tam Niemcy i Polacy. W miejscu, które bardziej niż jakiekolwiek inne, symbolizuje właśnie inne Niemcy i walkę z panowaniem faszyzmu … .”(Rzeczpospolita, Powinniśmy być wobec siebie uczciwi, Wywiad Helmuta Kohla dla TVP, 9.11.89). Wagę Krzyżowej, jako miejsca spotkania, podkreślała też „strona” polska, a właściwie Katolicy świeccy zebrani wokół Klubów Inteligencji Katolickiej mające w sferze „nieoficjalnej” monopol na stosunki z Niemcami (Rzeczpospolita, Dlaczego Krzyżowa ? Ewa Unger, 9.11.89). Tego samego dnia polska prasa doniosła o uznaniu przez Bundestag polskie granicy zachodniej (Rzeczpospolita, Rezolucja Bundestagu w sprawie granicy polskiej, Z Brukseli od stałej korespondentki Marii Wągrowskiej, Gazeta Wyborcza, Bundestag uznał granicę, RFN – Polska Korespondencja Krystyny Grzybowskiej z Bonn, 9.11.89, Życie Warszawy, Bundestag uchwalił rezolucję o polskiej granicy zachodniej, Od stałego korespondenta Michała Jaranowskiego, 9.11.89). Wizyta miała więc rozpocząć się optymistycznie (9 listopada 1989 roku), a do rangi symbolu miało urosnąć spotkanie kanclerza chadeka z „...pierwszym po wojnie katolickim premierem...” (Życie Warszawy, Szansa i zobowiązanie, 9.11.89), nim się jednak rozpoczęła na dobre mogła się skończyć. „...Podjęliśmy dzisiaj decyzję. Każdy z obywateli może wyjechać przez dowolne przejście graniczne … Decyzja wchodzi w życie natychmiast...” (Gazeta Wyborcza, Europa bez muru, 10/12.11.89) powiedział , a właściwie przeczytał z kartki (jak twierdzą niektórzy przez pomyłkę, albo z inspiracji Sowietów) Guenther Schabowski członek Biura Politycznego SED (NSPJ). Ludzie, którzy usłyszeli ten komunikat ruszyli masowo w kierunku „muru”.

Po przepychankach, pod presją tłumów, wobec wyraźnych rozkazów „nicht schiessen” o 23.30 ostatecznie otworzono przejście graniczne „Bornholmer Starsse - Boesenbruecke” w Berlinie. Lawina ruszyła – widziałem to zresztą 10.11.89 na własne oczy. W tej sytuacji i o tej właśnie godzinie przebywający od niedawna w stolicy Polski Helmut Kohl powiedział dziennikarzom „... Z powodu dramatycznej sytuacji na granicy wewnątrzniemieckiej czuję się zmuszony do przeanalizowania możliwości przerwania wizyty w Polsce...” (Gazeta Wyborcza, 10/12.11.89, NRD, Mur runął 10/12.1189, Trybuna Ludu, W nocy agencje zachodnie poinformowały, Kanclerz nie wyklucza skrócenia wizyty w Polsce, 10/12.11.89, Życie Warszawy, Z ostatniej chwili, Wcześnie do Bonn ? 10/11/12. 89, Rzeczpospolita, Po decyzji władz NRD, Granice puściły, Z Berlina od stałego korespondenta Jerzego Wierzcholskiego, 10/12.11.89). Kilka dni po „otwarciu” granic kiedy liczba uchodźców zaczęła maleć. Minister Obrony NRD Heinz Kessler podjął decyzję o odwołaniu rozkazu otwierania ognia do nielegalnie przekraczających granicę państwową NRD. Wracając bezpośrednio do wizyty kanclerza Kohla w Polsce była ona niewątpliwie jedną z najtrudniejszych w Jego karierze politycznej „...A tym jest ta wizyta ważniejsza, bo klucz do oczekiwanego z taką nadzieją wspólnego domu europejskiego znajduje się w rękach Polaków i Niemców - już choćby z racji ich położenia....” (Życie Warszawy, Najtrudniejsza podróż kanclerza, Michał Jaranowski, 10/11/12.11.89). Przy okazji strona niemiecka podkreślała dobrą wolę Kohla, który pojawiając się w Warszawie w skomplikowanej sytuacji dawał Polakom nadzieję na nowe i dobre sąsiedztwo polsko – niemieckie. Wyjazd z Polski i pojawienie się w Bonn i pod Bramą Brandenburską 10.11. były dla kanclerza 27/mio godzinnym, smutnym antraktem przed powrotem nad Wisłę „...Kohl się pokazał i przeżył chyba największe rozczarowanie swego życia. Gdy zjawił się na trybunie przed ratuszem obok Willy Brandta, Waltera Mompera, Hansa Dietricha Genschera i innych polityków, został wygwizdany. ...” (Polityka, Wizyta kanclerza Helmuta Kohla, Rozbieranie murów, Adam Krzemiński, 18.11.89). „...Symboliczne znaczenie, zwłaszcza dla Niemców, miała niedzielna msza polowa w Krzyżowej koło Świdnicy, na dziedzińcu dworu należącego niegdyś do rodziny von Moltke, Kanclerz RFN Helmut Kohl i premier Tadeusz Mazowiecki przekazali sobie znak pokoju obejmując się i podając sobie ręce, przyjęli także komunię świętą. ...Wierni (według różnych źródeł od pięciu do kilkunastu tysięcy) przybyli ze sztandarami niemieckich kół przyjaźni z Pomorza, Śląska, a także transparentami, głównie po niemiecku >>Chcemy niemieckich szkół i niemieckich mszy<<, >>Danzig i Elbing<< pozdrawiają Helmuta Kohla<< … . Choć przed mszą jeden z biskupów apelował, by był to dzień modlitwy, a nie demonstracji, głośne grupy skandowały >>Helmut nie zapomnij o nas<<, ale także po prostu >>Helmut<< i >>Mazowiecki<<. ...” (Gazeta Wyborcza, Znak Pokoju, 13.11.89, Trybuna Ludu, Z kanclerzem w Krzyżowej, 13.11.89). Tego samego dnia co msza w Krzyżowej i wizyta w Częstochowie odbyło się spotkanie Prezydenta PRL Jaruzelskiego z kanclerzem i wcześniej z szefem Solidarności Wałęsą. Podczas swojej „Polenreise” Kohl apelował o odrzucenie „...brzemienia przeszłości...”, „...narodowi polskiemu wyrządzono ogromne krzywdy w imieniu Niemiec i z rąk Niemców. Prawdą jest także, że po wojnie ponad dwa miliony Niemców straciło życie podczas ucieczki i wypędzenia...”, zaznaczał też i to, że tylko wolne narody będą mogły tworzyć wolną i wspólną Europę (Gazeta Wyborcza, Odrzućmy brzemię przeszłości, 14.11.89, Rzeczpospolita, Europa potrzebuje wolnych narodów, 14.11.89). Na trasie podróży niemieckiej delegacji znalazł się też obóz w Auschwitz. Tam demonstrowali robotnicy przymusowi oczkujący od Niemiec odszkodowań za swoje cierpienia. Kanclerz jednak nie reagował na wykrzykiwane przez nich hasła „...Rozgoryczony uczestnik demonstracji nie mógł powstrzymać się od gorzkiej uwagi, że dla odwiedzających RFN i Berlin Zachodni mieszkańców NRD wydaje się po 100 marek na głowę. …. Na propagandę idei zjednoczenia Niemiec rząd boński nie żałuje pieniędzy, natomiast na pojednanie z polskimi robotnikami przymusowymi i na ofiary III Rzeszy nie ma ani pieniędzy, ani nawet chwili czasu na rozmowę. ...” (Trybuna Ludu, Nieprzyjemny zgrzyt, Z kanclerzem w Oświęcimiu, 15.11.89). Generalnie, po stronie polskiej, wizytę oceniano pozytywnie wyrażając. Unikano jednak (w opinii komentatorów) słowa „...przełom...” (Życie Warszawy, Bliżej i więcej, Wojciech Pomianowski, 15.11.89) choć twierdzono, że jest ona solidnym fundamentem na przyszłość i jest „...obiecującym krokiem naprzód...”. W Niemczech oceny były rozbieżne Michał Jaranowski korespondent Życia Warszawy donosił z Bonn „>> W Warszawie przeważa negatywne echo wizyty Kohla<<. Jest to tytuł czwartkowej korespondencji w konserwatywnej >>Frankfurter Allgemeine Zeitung<<. ...Biegunowo odmienne oceny dowodzą w każdym razie trudności w komunikowaniu się. Sam kanclerz wyraził przekonanie, że dokonało się coś wielkiego...” (Życie Warszawy, W centrum uwagi jednak NRD, Raport z podróży do Polski, 17.19). W związku z powyższym zaczęto zastanawiać się w Warszawie co nastąpi po „...geście pojednania...” wymienionym przez obu polityków (abstrahuję tu od zwartych podczas wizyty kanclerza porozumień gospodarczych).

Nie było jednak mądrych, którzy potrafiliby celnie przewidzieć rozwój wypadków zarówno we wzajemnych stosunkach Warszawy z Bonn jak i tych wewnątrz niemieckich. Żeby nie skłamać trzeba jednak odnotować to co mówił Mieczysław F. Rakowski „...Moi niemieccy przyjaciele wiedzą, że przewidywałem taki bieg zdarzeń. Była to w moim przekonaniu tylko kwestia wcale nieodległego czasu. … Cała logika wydarzeń w świecie socjalistycznym, w stosunkach Wschód – Zachód i w Europie, prowadziła zresztą do tego nieodwołalnie. ...” (Trybuna Ludu, Europa – Niemcy – Polska, Rozmowa z I sekretarzem KC PZPR Mieczysławem F. Rakowskim,18/19.11.89). Nie do końca wierzę temu co mówił wtedy polski „pierwszy”, który może i wyrażał nieoficjalnie podobne opinie ale w rzeczywistości oddając władzę pozostawił Polskę zupełnie nieprzygotowaną na taki właśnie (jaki nastąpił) rozwój wypadków. Nie przypadkowo więc zastanawiano się właśnie wtedy, biorąc pod uwagę ówczesne geopolityczne realia, nad rozwiązaniem „kwestii niemieckiej” „...Przyjaciele z demokratycznej opozycji w NRD mówią, że interesuje ich ewentualna przyszła federacja obu państw niemieckich. Nie chcieliby jednak >>anschlussu<<. ...” (Rzeczpospolita, Niemcy i Europa, 13.11.89). Nawet tak „tęgie głowy” jak Kissinger i Margaret Thatcher nie przewidywały wtedy zjednoczenia, a jeśli już to bardzo się go (w rzeczywistości) bały (Rzeczpospolita, Wobec perspektywy zjednoczenia Niemiec, Pani Thatcher i dr Kissinger pełni rezerwy, 15.11.89, Trybuna Ludu, Zbyt wcześnie, by mówić o zjednoczeniu Niemiec, 14.11.89). Wówczas jednym z nielicznych publicystów, którzy potrafili artykułować głębszą analizę tego co się działo wokół Polski w związku ze „sprawami niemieckimi” i w samych Niemczech był Adam Krzemiński „...Perspektywy polsko – niemieckie wyglądają tak, jak ta wizyta – nie są ciągłę i nie są jednoznaczne. Z jednej strony jest dobra wola wielu ludzi, z drugiej strony stosunki z Polską dla wielu nie mają wartości autonomicznej, są tylko funkcją pewnych konieczności. ...”. Patrząc na nasze polsko – niemieckie „dziś” odnoszę wrażenie, że po stronie niemieckiej tak jak wtedy „...stosunki z Polską … nie mają wartości autonomicznej...” (Polityka, Wizyta kanclerza Helmuta Kohla, Rozbieranie murów, Adam Krzemiński, 18.11.89), a po polskiej nie ma wyraźnej i dobrze zdefiniowanej wizji tego co i jak ma Polska robić „na kierunku niemieckim”. Piszę to z prawdziwym smutkiem.


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe