REKLAMA

[Tylko u nas] Prof. David Engels: Niemcy ratują demokrację

Trudno wyjść ze zdumienia. Oto Niemcy, które mając w pamięci bankructwo moralne z czasów narodowo-socjalistycznego terroru, przez wiele lat starały się raczej koncentrować na swoich wewnętrznych, przede wszystkim gospodarczych sprawach, zachowując przy tym wielką powściągliwość we wszystkich innych kwestiach, zwłaszcza w polityce zagranicznej, nagle postanowiły stanąć na czele „wielkiej idei”. A chodzi o nic mniejszego, jak o „obronę demokracji”, której - wedle owych tak dumnych z wyciągnięcia „nauki” z historii niemieckich polityków - zagrozić może wyłącznie „prawica”. I już tak od kilku lat, z iście niemiecką gruntownością, wszystko, co choć trochę trąci konserwatyzmem, odwołuje się do konserwatywnych ideałów i wartości, jest bezwzględnie piętnowane jako coś antydemokratycznego, i zwalczane z takim zapałem, że należałoby zadać pytanie, czy demokracja w ogóle potrzebuje jeszcze wrogów, skoro ma takich obrońców…
Angela Merkel [Tylko u nas] Prof. David Engels: Niemcy ratują demokrację
Angela Merkel / Wikipedia CC BY 2,0 FinnishGovernment

Fakt, że akurat „chadecka” partia Angeli Merkel stanęła na czele owego wybitnie lewicowo-zielonego programu, nie jest pozbawiony ironii i powinien w Polsce dać do myślenia wszystkim tym, którzy jeszcze wierzą, że znajdą w nich idealnego partnera do współpracy na forum europejskim: promowanie masowej imigracji, trywializowanie aborcji i eutanazji, nieprzemyślana transformacja energetyczna, ustawy o cenzurze w mediach społecznościowych, paniczna ochrona klimatu, ustawy przeciwdziałające islamofobii, promowanie programu LGBT, rujnowanie własnego przemysłu samochodowego, uzależnienie energetyczne od Rosji, niszczenie klasy średniej, a do tego hojne finansowanie przez państwo czołowych mediów  - wprost trudno uwierzyć, jak bardzo CDU przesunęła się już na lewo, a wraz z nią duża część niemieckiego społeczeństwa obywatelskiego. A jeśli weźmiemy pod uwagę to, że wiele z tych kroków ociera się o nielegalność konstytucyjną lub są zgoła sprzeczne z ustawą zasadniczą (np. odwołanie szefa Urzędu Ochrony Konstytucji, permanentne represjonowanie AfD, powtarzanie demokratycznych wyborów jeśli nie wybrano tego kogo należało, sprawowana przez sam urząd kanclerski kontrola polityczna czołowych mediów czy wreszcie motywowana politycznie daleko idąca instrumentalizacja wymiaru sprawiedliwości), cóż, niemiecka krytyka wobec Polski i Węgier za rzekome „zagrożenia demokracji” może się w tym kontekście wydawać co najmniej absurdalna.

Tymczasem wydarzenia w USA z ostatnich dni jedynie nasiliły owe tendencje i należy się obawiać, że najbliższe miesiące - jesteśmy wszak w roku „superwyborczym” - jeszcze spotęgują to przesunięcie w lewo i zaostrzą walkę ze wszystkimi przedsięwzięciami o charakterze konserwatywnym w kraju i za granicą. Trudno wyrazić słowami zniesmaczenie wypowiedzią byłego ministra sprawiedliwości, a obecnie ministra spraw zagranicznych, Heiko Maasa, który 9 stycznia 2021 r. w swoim wpisie na twitterze buńczucznie zapewniał nowego prezydenta USA Joe Bidena (cytuję): „Jesteśmy gotowi wraz z USA do pracy nad wspólnym planem Marshalla na rzecz demokracji” (1). Przesłanie wydaje się tu oczywiste: po drugiej wojnie światowej Stany Zjednoczone pomogły zniszczonym Niemcom w powrocie do cywilizowanego świata, teraz więc, w roku 2021, Niemcy z Angelą Merkel, którą Obama obwołał „przywódczynią wolnego świata”, czują się w obowiązku reedukowania USA, aby te powróciły na drogę demokracji - zapewne zgodnie z mottem: „teraz już będziemy kwita!”. Zaś dwa dni po tej niebywale aroganckiej wypowiedzi, którą skrytykowano nawet w niemieckich mediach, Heiko Mass poszedł jeszcze dalej i porównał zdewastowaną przez Hitlera i jego pomocników Europę z sytuacją w USA po odsunięciu Donalda Trumpa od władzy, wrzucając na twittera taki oto tekst: „Joe Biden będzie miał pełne ręce roboty przy sprzątaniu ruin pozostawionych przez Trumpa. Jest również w interesie Europy, aby się to powiodło. Jesteśmy gotowi do aktywnego wsparcia.” (2)

Te i wiele podobnych wypowiedzi, jakie niemiecki establishment polityczny wygłosił w ostatnich latach, mogłyby się wydawać raczej komiczne aniżeli tragiczne, gdyby nie miało to bezpośredniego przełożenia na rzeczywistość polityczną;  nie tylko w Europie, a w szczególności w Polsce i na Węgrzech, gdzie to niemieckie pouczanie i jawna  ingerencja w sprawy wewnętrzne osiągnęła chyba swój najbardziej ponury punkt kulminacyjny od zakończenia drugiej wojny światowej. Nie, bowiem nawet w samych Niemczech mamy obecnie  do czynienia z masowym ograniczaniem możliwości swobodnego wyrażania opinii i to nie tylko za sprawą lewicowo-zielonej dominacji w mediach i pełnej kontroli nad tzw. „Qualitätspresse” (prasą jakościową), poprzez coraz większe uzależnienie od rządowych dotacji,  ale także przez wprowadzanie niespotykanych od czasu upadku NRD przepisów umożliwiających cenzurę i denuncjację. Również w tym przypadku dobrym przykładem zaświecił Heiko Maas, ze swoją zainicjowaną w 2017 r. tzw „Netzwerkdurchsetzungsgesetz” (ustawa o egzekwowaniu przestrzegania prawa w sieci), na mocy której operatorzy mediów społecznościowych pod groźbą bajońskich kar zobowiązani zostali do walki z rzekomą „mową nienawiści”, czyli po prostu do masowego usuwania niepopularnych i niepoprawnych politycznie wypowiedzi na swoich platformach (co w praktyce oznacza, że islamistyczne i radykalnie lewicowe posty pozostają niemal nietknięte, natomiast treści prawicowe lub nawet umiarkowanie konserwatywne są bezwzględnie i systematycznie kasowane).

A teraz ustawa ta ma być jeszcze zaostrzona: owe „nienawistne komentarze” mają być bowiem nie tylko usuwane, ale również automatycznie przekazywane do Federalnego Urzędu Kryminalnego, który będzie mieć następnie możliwość i prawo do wykorzystywania prywatnych danych autorów tych komentarzy w celu podjęcia przeciwko nim postępowania karnego. Co prawda ustawa o denuncjacji, pomimo przyjęcia jej przez Bundestag latem 2020, została tymczasowo zawieszona ze względu na poważne wątpliwości Federalnego Trybunału Konstytucyjnego (3), ale  grupy parlamentarne CDU i SPD forsują obecnie tezę, że w obliczu „szturmu na Kapitol w Stanach Zjednoczonych” jej przyjęcie stało się sprawą niecierpiącą zwłoki, gdyż chodzi o obronę niemieckiej demokracji (4). Wszelkie zaś zastrzeżenia  konstytucyjne mogłyby być ewentualnie rozstrzygnięte „w późniejszym terminie” (najlepiej po wyborach) poprzez odpowiednie dodatkowe ustawy...

A co rozumie się pod pojęciem „mowy nienawiści” we współczesnych Niemczech - to nietrudno odgadnąć. Rozumie się tu wszelkie polityczne stanowiska i postawy będące choćby tylko lekko na prawo od obecnej lewicowo-zielonej linii ideologicznej, w dużej mierze reprezentowanej także przez CDU Angeli Merkel. A to, jak daleko posunęła się już banalizacja lewicowego ekstremizmu w kraju na zachód od Odry, pokazuje choćby inne wydarzenie z ostatnich kilku dni. Otóż „Bundeszentrale für Politische Bildung” (Federalna Centrala Edukacji Politycznej), jawiąca się przez wiele lat jako niemalże opoka obywatelsko-demokratycznej solidności, obwieściła niedawno co następuje: „Lewicowy ekstremizm: kryje się za tym bogactwo częściowo sprzecznych ze sobą stanowisk i postaw. W przeciwieństwie jednak do prawicowego ekstremizmu ruchy socjalistyczne i komunistyczne podzielają liberalne idee wolności, równości i braterstwa - jakkolwiek interpretują je na swój własny sposób” (5). Nic dodać, nic ująć. Czyli, innymi słowy: Lenin i Stalin byli w głębi duszy pełnokrwistymi liberałami, zaś realne zagrożenie dla praw człowieka może pochodzić wyłącznie z „prawej strony”. Nic więc dziwnego, że rząd federalny przeznacza obecnie 1 miliard euro (!) na „walkę z prawicą”(6) i na próżno byłoby szukać choćby porównywalnej kwoty przeznaczonej na „walkę z ekstremizmem lewicowym”.

A jeśli weźmie się pod uwagę, że również Francja eksperymentuje obecnie z zaostrzeniem przepisów dotyczących wolności słowa - co po raz pierwszy sformułowano w niesławnym i mocno krytykowanym „Loi Avia” latem 2020 r. (7) - a także to, że i Komisja Europejska z zadowoleniem - a jakże! - przyjmuje owe „ustawy o walce z nienawiścią” jako ważny aspekt obrony demokracji (8), to przyszłość wolności słowa w Europie, gdzie władze UE, rządy państw narodowych oraz media społecznościowe ramię w ramię nie tylko tłumią, ale nawet kryminalizują konserwatywne wypowiedzi, należy widzieć raczej bardzo pesymistycznie.

A tymczasem  polski rząd już zapowiedział, że nieuprawnione usuwanie komentarzy w mediach społecznościowych traktowane będzie  jako przestępstwo, jako ograniczanie swobody wypowiedzi  i utworzy własny sąd ds. wolności słowa (9). Cóż to za zbuntowane, antydemokratyczne państwo zbójeckie...

Z niemieckiego tłumaczył Marian Panic

-------------------------------

(1) https://twitter.com/HeikoMaas/status/1347827743484948480

(2) https://twitter.com/HeikoMaas/status/1348558768955674631

(3) https://www.tagesschau.de/.../hasskriminalitaet-gesetz...

(4) https://www.tagesschau.de/.../deutschland-hass...

(5) https://www.bpb.de/politik/extremismus/linksextremismus/

(6) https://www.bundesregierung.de/.../kabinett...

(7) https://www.vie-publique.fr/.../268070-loi-avia-lutte...

(8) https://www.heise.de/.../Netz-DG-EU-Kommission-begruesst...

(9) https://polandin.com/.../justice-minister-announces...


Ankieta
Czy wziąłbyś udział w Powstaniu Warszawskim?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy wziąłbyś udział w Powstaniu Warszawskim?
Tygodnik

Opinie

Popkultura