Szukaj
Konto

[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Co jest z tymi kotami?

05.02.2021 21:50
[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Co jest z tymi kotami?
Źródło: pxhere.com/
Komentarzy: 0
Zawsze miałem psy. Najpierw Atosa, pięknego puszystego szczeniaka, który niestety uciekł. Potem Pimpę, którą jako małego szczeniaczka na śmietniku znalazła Siostra. Pimpa mieszkała z nami kilkanaście lat. Była bardzo urodziwa, psy za nią szalały, sierść ciągnęła się za nią jak sukienka. Ten mały piesek przez wiele lat biegał ze mną po 20 kilometrów dziennie. Dopiero na starość, kiedy nakładałem dres, Pimpa chowała się pod fotel. A kiedy któregoś razu byłem na uczelni, potrącił ją samochód, doczołgała się do domu, zawinęła się w moją koszulę i zdechła. 

Potem wiele lat był jeszcze syn Pimpy - Kiler - kompletny szajbus, który będąc tylko niewiele większy od matki, rzucał się do gardła owczarkom niemieckim i łapał przejeżdżające samochody zębami za opony. Absolutnie nie przeszkadzało mu, że jak złapał, koło kilka razy go obracało. Robił to z uporem osła. To był już bardziej pies śp. Taty, dotrzymywali sobie towarzystwa na starość. Jak to było? "Dwóch zgryźliwych tetryków".


Wszystkie swoje psy uwielbiałem. Oczywiście nieraz wyprowadziły mnie z równowagi. Czy to, kiedy pogryzły mi buty, czy projekt, który mozolnie przygotowywałem na zaliczenie na Wydziale Architektury. Nigdy nie prowadzałem ich na smyczy, na wsi nie musiałem, znała je i dokarmiała cała okolica. Czasem narozrabiały, ale generalnie były członkami Rodziny, w całej jej ówczesnej złożoności.

Za to kotów nie cierpiałem. Nie to, że zrobiłbym im jakąś krzywdę. Nic z tych rzeczy, ale fałszywość, taki jakiś egocentryzm, samolubność, wyniosłość, oziębłość, a nade wszystko dźwięki, które z siebie wydają. Irytujące, drażniące, a najbardziej te, które imitują płacz dziecka. Pewnie nie wiecie, o czym piszę, możliwe, że jestem przewrażliwiony, natomiast suma tych cech kotów, ze szczególnym uwzględnieniem dźwięków, składa się na stworzenie, zupełnie niekompatybilne z czymkolwiek, co mógłbym lubić.
Możecie mi więc wytłumaczyć dlaczego mam w domu kota? No fakty znam, Żona przyniosła go do domu jako małego kotka, bo ktoś chciał kotki utopić i ludzie mu zabrali, podzielili się kotkami i zanieśli do domów. Jasne. Ale tak generalnie ciągle nam się jakieś koty przytrafiają.


Tak jak wtedy, kiedy przyplątał się kociak na mrozie, siedząc na drzewie przy trasie, którą biegam. Nikt w okolicy się do niego nie przyznawał, a wył na tym mrozie niemiłosiernie. To co miałem zrobić? Zabrałem do domu, ryzykując, że nas Żona razem z chaty wygoni. Nie wygoniła. Znaleźliśmy mu dom.


Albo teraz znowu. Kociak przylazł na taras. Znowu mróz. I znowu wyje. No nie nasz, może ktoś go szuka, ale wył tak chyba ze dwie godziny. No to wpuściliśmy i zaraz poczuł się jak u siebie w domu, co naszemu staremu Puszkowi niezupełnie się podobało i w końcu musieliśmy zamknąć koty w oddzielnych pokojach. Nakarmiliśmy, pogłaskaliśmy i był nasz.


Niestety niedługo później przyszła po niego zrozpaczona właścicielka.


Czy ja napisałem "niestety"?!

Komentarzy: 0
Data publikacji: 05.02.2021 21:50
Źródło: Tygodnik Solidarność