[Tylko u nas] Tadeusz Płużański: Stalinowskiego sędziego ochronił... immunitet

Kiedy w październiku 2003 roku akt oskarżenia przeciwko Nizielskiemu wpłynął do Wojskowego Sądu Garnizonowego w Szczecinie, sędziowie... odmówili rozpatrywania sprawy. Powód? Strażnicy sprawiedliwości III RP uzasadniali, że oskarżony jest wiekowy, w związku z tym musi być chory, a zatem nie może przyjeżdżać na rozprawy do Szczecina. Jak taką argumentację nazwać? Przecież to czystej wody logika grubej kreski, przypieczętowana przy okrągłym stole abolicja dla komunistycznych zbrodniarzy.
Z byłym sędzią prawo wolnej Polski nie obeszło się jednak całkiem po macoszemu. Wojskowy Sąd Garnizonowy - tym razem w Warszawie - okazał się bardziej "bezwzględny" od szczecińskiego i skazał Tadeusza Nizielskiego - w innej sprawie - na dwa lata więzienia. Dodajmy, że po 13 latach wolnej Polski, był to pierwszy wyrok wobec komunistycznego sędziego: funkcjonariusza stalinowskiego bezprawia sądowego. Od razu dodajmy - wyrok ostatni.
Co było podstawą początkowego skazania Tadeusza Nizielskiego? W 1950 roku, przed tym samym Wojskowym Sądem Rejonowym w Szczecinie Nizielski przewodniczył rozprawie przeciwko młodemu szczecinianinowi Marianowi Daraszowi i bezprawnie skazał go na sześć lat więzienia. Uzasadnienie sprzed 50 lat brzmiało: "przygotowanie do usiłowania przemocą obalenia ustroju państwa oraz rozpowszechnianie fałszywych wiadomości, które mogły wyrządzić istotną szkodę interesom państwa". W jaki sposób oskarżony miał usiłować? Kolegom z pracy mówił: "w polskich gazetach piszą kłamstwa jakoby Amerykanie rozpętali wojnę w Korei, jednak powszechnie wiadomo, iż sprowokowali ją koreańscy komuniści". Darasz nie krył również swojego stosunku do ZSRS, podważając polskość "marszałka" Rokossowskiego. Za dowód w sprawie sąd uznał znalezioną u oskarżonego... karteczkę z ręcznie przepisaną "przepowiednią Wernyhory". Ową kartkę Nizielski potraktował jako źródło fałszywych informacji, które zagrażają bezpieczeństwu państwa.
Analizując sprawę Darasza sąd III RP uznał Tadeusza Nizielskiego winnym "nadużycia władzy i pozbawienia wolności połączonego ze szczególnym udręczeniem".
Oskarżycielem był prokurator Dariusz Wituszko, który dowodził, że Wojskowe Sądy Rejonowe zostały powołane nielegalnie i były narzędziem represji w rękach funkcjonariuszy UB [ich spadkobiercą były po 1989 r. sądy wojskowe].
Obrońca oskarżonego domagał się uniewinnienia swojego klienta. Powoływał się na wcześniejsze orzecznictwo sądów III RP w sprawach stalinowskich, które nie pociągały do odpowiedzialności funkcjonariuszy ówczesnego systemu bezprawia.
Sąd uznał jednak, że Nizielski stosował przepisy "mające stłamsić myślenie inne niż oficjalne, nie mające nic wspólnego z prawami człowieka". Sędziowie szczególnie potępili fakt, że złamał on życie niewinnemu człowiekowi: - Nie można więc mówić tu o błędzie, pomyłce lub wypaczeniu. Nawet jeśli należy się do grupy sprawującej władzę, należy zachowywać się przyzwoicie i zgodnie z prawem.
- Ukrzyżowaliście mnie w ten Wielki Piątek - stwierdził Nizielski po usłyszeniu wyroku.
"Ukrzyżowany" - emerytowany płk w stanie spoczynku, rocznik 1913 - przed wojną ukończył prawo na uniwersytecie w Poznaniu. Sędzią wojskowym został w 1946 roku, najpierw w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Szczecinie, potem w Sądzie Wojsk Lotniczych w Poznaniu (przez pewien czas był jego szefem, miał władzę porównywalną z wpływami płk Józefa Goldberga-Różańskiego w Warszawie). Za wybitne zasługi awansował na sędziego Sądu Najwyższego w Izbie Wojskowej.
Wkrótce okazało się jednak, że owo "ukrzyżowanie" miało charakter symboliczny, gdyż wyższa instancja - Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie umorzył sprawę twierdząc, że Tadeusza Nizielskiego chroni... immunitet sędziowski.
W nekrologu od rodziny można było przeczytać: "Dnia 12 grudnia 2012 roku w wieku 99 lat zmarł śp. płk w st. spocz. Tadeusz Nizielski, prawnik, absolwent Uniwersytetu Poznańskiego rocz. 1938, sędzia Sądu Najwyższego. Człowiek niezwykłej prawości. O czym zawiadamiają pogrążeni w smutku córka, syn, wnuki i prawnuki".
Tadeusz Płużański: Ubecki kat Zamojszczyzny nigdy nie wyraził skruchy

Tadeusz Płużański: Gdzie zakopali Doboszyńskiego?
[Felieton „TS”] Tadeusz Płużański: „Wykonaliśmy Doboszyńskiego”

Tadeusz Płużański: Hejterom „Ognia” do sztambucha
Badacze bardzo krytycznie o publikacji “GW” nt. kard. Adama Sapiehy

![Proces Adama Doboszyńskiego [po lewej]](https://tysol.pl/storage/files/2026/2/28/4b9dc92d-a1c2-4768-bf08-31480384aab0/doboszynski_1949.jpg?p=article_hero_mobile)
