REKLAMA

[Nasz wywiad] Mieczysław Gomółka: Park narodowy to marka kraju, same nas promują

- Przez lata parki narodowe były trochę niechcianym dzieckiem. Niestabilność jest dla nas bardzo stresująca i przeszkadza w długotrwałym i pewnym planowaniu ochrony przyrody, bo mamy problem ze stałym finansowaniem. Wydaje mi się, że od początku nie było pomysłu na parki narodowe i teraz też nie wygląda to lepiej - mówi w rozmowie z Jakubem Pacanem Mieczysław Gomółka, Leśniczy Obwodu Ochronnego Turbacz Przewodniczący KZ NSZZ "Solidarność" przy Gorczańskim Parku Narodowym.
 [Nasz wywiad] Mieczysław Gomółka: Park narodowy to marka kraju, same nas promują
pixabay.com/FreePhoto

– Gorczański Parku Narodowy kończy 40 lat. Pamięta Pan ten moment?
– Tak, choć w parku pracuje od marca 1985 roku więc kiedy przyszedłem do pracy GPN już  funkcjonował. Ale to były pionierskie czasy, wszystko było w powijakach, dyrekcja znajdowała się w wynajętej od Nadleśnictwa Limanowa leśniczówce, organizacja działów merytorycznych  była na etapie wstępnym. Dzisiaj to zupełnie inna bajka. Przez te wszystkie lata pracowałem w większości obwodów  ochronnych  parku, teraz jestem leśniczym Obwodu Ochronnego Turbacz. Przez 36 lat pracy jedynie cztery pracowałem w dyrekcji jako specjalista do spraw ekosystemów leśnych, a tak tylko w terenie.

– Ja też wolał bym pracować w terenie niż a biurze.
– Tutaj się zgadzam. Powrót w teren po tych czterech latach to była dla mnie sama radość.

– Zazdroszczę Panu możliwości podglądania gatunków, które trudno spotkać: głuszce, puchacze, orły, rysie, żbiki, wilki, wydry.
– Widziałem większość tych zwierzęta wielokrotnie. Puchacz to ogromna sowa o rozpiętości skrzydeł do ok 1,8 m i robi wrażenie. Raz podczas inwentaryzacji sów metodą wabienia zaatakował nas puszczyk uralski. Prawdopodobnie dla tego, że puszczaliśmy głos puszczyka zwyczajnego i puszczyk uralski uznał, że na jego terytorium wszedł inny gatunek. Nie tak dawno obserwowałem kotkę  rysia z młodymi, gdy przechodziły przez drogę. Oceniamy, że mamy też około ośmiu wilków, tylko nie wiemy czy to jedna rodzina, czy dwie. Oczywiście ich terytorium jest o wiele większe i wykracza poza park narodowy. Ocenia się, że jedna rodzina wilcza w górach potrzebuje od 150 km², ale wielkość ta zależy od dostępności pokarmu , park ma powierzchnię ok. 70 km² więc GPN jest tylko częścią ich wilczego terytorium. Podobnie jest  z rysiem, występują na terenie  parku, ale ich areał osobniczy jest o wiele większy niż powierzchnia Gorczańskiego Parku Narodowego.

– Dlatego tak ważna jest troska o otulinę parku.
– Dokładnie i sytuację w otulinie pod względem ochrony przyrody musi być monitorowana.

– Jak na przestrzeni tych 36 lat zmieniło się podejście do ochrony przyrody, widział Pan pewnie różne koncepcje i mody.
– Oprócz samej ochrony sensu stricte, bo tutaj niewiele się  zmieniło, dzisiaj mamy o wiele większy nacisk na edukację ekologiczną i uświadamianie społeczeństwa w kwestii ochrony przyrody. Uczymy empatii dla przyrody szczególnie młodsze pokolenia. Od 2019 roku w GPN działa Ośrodek Edukacyjny, gdzie jest stała ekspozycja, dwie sale edukacyjne, biblioteka. Przed 2019 rokiem jego role pełniło zaplecze edukacyjno- konferencyjne w budynku Dyrekcji GPN. Mamy także terenową bazę edukacyjno-wystawienniczą Gajówka Mikołaja, salę edukacyjną w budynku dawnej  Owczarni na Hali Długiej oraz  wiatę edukacyjną na polanie Żubrowisko. W parku zbudowaliśmy ponadto dziesięć ścieżek edukacyjnych. Organizowane są terenowe imprezy edukacyjne, niestety koronawirus mocno nas ograniczył w tym zakresie.

– A właśnie, turystyka w Gorczańskim Parku Narodowym w ogóle jest  dobrze rozwinięta.
– Mamy prawie 67 km górskich szlaków pieszych, około 44 km szlaków spacerowych a  rowerowych jest 60.5 km, do tego dochodzi turystyka konna prawie 67 km i narciarska zimą. Turyści mogą korzystać z dwóch pól biwakowych i 98 miejsc odpoczynku. Jak na park tej wielkości to bardzo dobra infrastruktura. Dominuje u nas turystyka jednodniowa. Większość ludzi przyjeżdża rano i wieczorem wraca do domu. To dobrze, bo w nocy wiele zwierząt wychodzi na żer i muszą mieć spokój.

– Problem z crossami i quadami dalej jest duży?
– To nadal jest zmora, pomagają nam już nawet policja i Straż Graniczna i ciągle jest problem. W zimie dochodzą skutery śnieżne. Ciężko z nimi walczyć, bo trudno złapać ich na gorącym uczynku, ale park tutaj nie będzie odpuszczał.

– Jak przez te wszystkie lata patrzy Pan na podejście władz do parków narodowych?
– O podejściu władz do parków narodowych najlepiej świadczy sama struktura organizacyjna. Gdy zaczynałem pracę parki podlegały ministerstwu leśnictwa i przemysłu drzewnego, później ministerstwu rolnictwa leśnictwa i gospodarki żywnościowej, później ministerstwu ochrony środowiska zasobów naturalnych i  leśnictwa, następnie w ministerstwie środowiska, jakiś czas potem ministerstwu klimatu , następnie ministerstwu środowiska a obecnie ministerstwu klimatu i środowiska no i przez jakiś czas funkcjonowała w ministerstwie struktura pośrednia jak krajowy zarząd parków narodowych .

– Trzeba mieć dobrą pamięć, żeby to spamiętać.
- Niestety przez wszystkie te lata i przemiany byliśmy trochę niechcianym dzieckiem. Ta niestabilność jest dla nas bardzo stresująca i przeszkadza w długotrwałym i pewnym planowaniu ochrony przyrody, bo mamy problem ze stałym finansowaniem. Wydaje mi się, że od początku nie było pomysłu na parki narodowe i teraz też nie wygląda to lepiej. Nie ma pomysłu co z tymi parkami zrobić. Był plan utworzenia Generalnej Dyrekcji Parków Narodowych, ale na planach się skończyło. Nie jestem przekonany jednak czy tworzenie dodatkowej struktury organizacyjnej coś pomoże jeżeli problemem jest brak środków finansowych.

– A kolejni politycy mówią, że ochrona przyrody w Polsce oparta jest o Lasy Państwowe, nikt nie mówi o parkach narodowych. Tymczasem mnóstwo prac naukowych dotyczących ochrony przyrody opiera się właśnie o badania w parkach.
– Z przykrością stwierdzam, że część  polityków w ogóle nie odróżnia parków narodowych od Lasów Państwowych. Dlatego gdy mówimy o naszych słabych zarobkach to reagują zdziwieniem twierdząc że przecież w lasach się dobrze zarabia. Nie chodzi o antagonizowanie lasów z parkami, bo współpracujemy ze sobą i zawsze tak było. Jednak lasy i parki narodowe to dwa różne byty.

– Spotkał się Pan kiedyś w ministerialnych korytarzach z koncepcją, że parki narodowe to marka Polski? Sam wielokrotnie widziałem w Warszawie ludzi chodzących w bluzach Yellowstone, większość z nas kojarzy co to Serengeti.
– Nigdy się z takim podejściem nie spotkałem, co mnie dziwi, bo nasze parki odwiedzają miliony turystów rocznie w tym spora grupa obcokrajowców i to dosłownie z całego świata. Bardzo brakuje promowania parków, ale jako całości. Wielu zagranicznych turystów odwiedza tylko Tatry i Białowieżę, bo nie mają pojęcia, że Polska ma jeszcze 21 innych parków narodowych też pięknych i wartych zobaczenia. Nie wiem dlaczego władze nie traktują parków jako marki kraju, odnoszę wrażenie, że parki narodowe w Polsce, same promują nasz kraj. Aż się prosi o odpowiedni marketing w tym temacie.

– Trudno nie odnieść wrażenia, że parki narodowe są przez kolejne rządy traktowane trochę po macoszemu.
– Nie wiem na ile to jest brak wiedzy i świadomości co do roli parków narodowych w ochronie przyrody, a na ile brak woli ze strony polityków. Na 23 parki narodowe budżet państwa przeznacza  około 90 mln zł rocznie, pozostałe środki parki muszą sobie zdobywać same. Zwiększenie kwoty dotacji dwukrotnie mogło by uzdrowić sytuację, to naprawdę nie są duże pieniądze. Nie może być tak, że park za wszelką cenę szuka  pieniędzy u siebie. Co my możemy zrobić? Brać pieniądze z biletów wstępu i sprzedawać martwe drewno, czyli tzw. posusz.

– Wśród parkowców znana jest smutna anegdota, że waszym sponsorem jest kornik drukarz, bo z drzewa zniszczonego przez kornika łatacie podstawowy budżet.
– Dokładnie, ale czy o to chodzi? To jest chora sytuacja. Na szczęście obecnie mamy coraz mniej kornika, bo skutecznie z nim walczymy, ale z drugiej strony mamy w związku z tym coraz mniej pieniędzy ze sprzedaży drewna na ochronę przyrody. To błędne koło i absurd. W 2019 roku GPN otrzymał z budżetu dotację celową w wysokości około 3.500 tyś zł a wynagrodzenia z pochodnymi potrzeba było ponad 3.550 tyś zł, czyli zabrakło nawet na wynagrodzenia, a gdzie pieniądze na finansowanie bieżącej działalności. W opisanym roku GPN miał  straty około 450 tys. zł. Fakt, że w  roku 2020 budżet wsparł parki najbiedniejsze, ale to wsparcie było jednorazowe w związku z pandemią. Nie wiem co będzie w roku przyszłym. Nie wspomnę już o naszych bardzo słabych zarobkach.

– Zarobki w parkach narodowych są niemal połowę mniejsze niż w LP. Jako związkowcy z NSZZ „Solidarność” alarmowaliście o tym wielokrotnie.
– Tak i nawet  zagrożone mogą być  te skromne podwyżki, które zagwarantowano nam w ustawie budżetowej na 2020 rok. Jako związkowcy z NSZZ „Solidarność” wciąż wzywamy rząd o zwiększanie zarobków o 10 proc. co rok, by równać do zarobków w LP.

– „Solidarność” ostrzega, że przez niskie zarobki za kilka lat nie będzie komu pracować w parkach narodowych.
– Ten problem jest coraz bardziej realny. My w GPN jesteśmy pasjonatami, którzy kochają swoją pracę, mamy dobrze zgrany zespół, ale za kilka lat na emeryturę odejdzie duża grupa obecnych  pięćdziesięciokilkulatków i luki będą naprawdę duże. Teraz kiedy mamy nabór na stanowisko w terenie to zgłaszają się dwie osoby spełniające wymogi formalne. Tak to wygląda. Są parki, gdzie ktoś po przepracowaniu kilku lat w parku narodowym idzie do nadleśnictwa na niższe stanowisko, bo i tak więcej zarobi.

– Trudno realizować w całości plan ochrony przyrody przy ciągłych niedomaganiach finansowych?
– Wykonanie zadań zatwierdzonych przez ministerstwo bez wsparcia np. z Funduszu Leśnego lub środków z NFOŚiGW nie byłoby możliwe, korzystamy z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. Paradoks polega na tym, że minister ustanawia nam zadania ochronne, a my musimy sobie szukać pieniędzy na ich wykonanie, bo jak wspomniałem pieniędzy z budżetu nigdy nie starcza. Bez sponsorów czyli  Funduszu Leśnego, NFOŚiGW byłoby źle.

– Kopuła szczytowa Turbacza to własność GPN, ale okoliczne gminy nie zgadzają się na włączenie tego obszaru w granice parku. To w soczewce pokazuje trudności parków narodowych w relacjach z ludnością lokalną?
– Park zakupił grunty kopuły Turbacza, ale ten teren nie jest de facto parkiem. Przygotowujemy odpowiednie rozporządzenie, które obejmie w końcu ten kawałek parkiem narodowym. Zapotrzebowanie na wykup gruntów ciągle jest i w miarę możliwości dokonujemy kolejnych zakupów, ostatnio dzięki środkom z NFOŚiGW zwiększyliśmy powierzchnie gruntów skarbu państwa w granicach  parku. Problemy z samorządami bądź inwestycjami na terenach chronionych dotyczą niemal wszystkich parków narodowych. My mamy konflikty z właścicielem  ośrodka wypoczynkowego i wyciągu narciarskim w Porębie Wielkiej Koninkach, który korzysta z trasy narciarskiej będącej własnością GPN w sposób bezumowny. Poza tym nie ma większych problemów. Kiedyś były tarcia z ludnością miejscową w związku z zakazem zbioru owoców borówki czarnej , teraz zbiór dopuszczalny jest na polanach.

– Samorządy nie godzą się na powstanie parku narodowego w obawie o utratę miejsc pracy?
– Kiedyś tak było, ludzie nie chcieli parku, bo obawiali się o utratę zatrudnienia przy pracach z zakresu pozyskania drewna jakie mieli gdy nie było parku tylko  nadleśnictwo. Wszystko się jednak zmienia, ludzie się przebranżowili. Teraz ciężko znaleźć robotnika do pracy w lesie. Zakłady Usług Leśnych działające od lat mają problem z pozyskiwaniem młodych pracowników.

– GPN ma w swoim obszarze kawałki pierwotnej puszczy karpackiej. W Europie niewiele takich lasów zostało.
– Tak, ale gradacja zasnui i kornika drukarza trochę tych drzewostanów zniszczyła, choć w sumie to też czynnik naturalny. Na terenie GPN  mamy znaczną ilość lasów o charakterze naturalnym oraz  fragmenty lasów o charakterze pierwotnym, gdzie  człowiek nie ingerował w sposób bezpośredni.

– Są jeszcze chętni górale do wypasu owiec na polanach reglowych?
– Na szczęście mamy w Gorcach jeszcze kilku baców, choć to zawód coraz bardziej rzadki. Obecnie w GPN wypas jest prowadzony na Hali Wzorowej, Hali Długiej i na Hali Turbacz. Dla celów wypasu park udostępnia swoja bacówkę na Hali Wzorowej. To prawdopodobnie najwyżej położony wypas  owiec w Karpatach polskich. Nasz park znany jest z polan reglowych mamy ich 114,  stanowią one doskonałe punkty widokowe. Zresztą jednym z naszych zadań jest dbanie o zachowania dziedzictwa kulturowego na terenie parku.

Wywiad ukazał się w numerze 4/2021 "Tygodnika Solidarność".


Ankieta
Czy Donald Tusk dzieli Polaków?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy Donald Tusk dzieli Polaków?
Tygodnik

Opinie

Popkultura