REKLAMA

"Tracił przytomność. Z minuty na minutę było coraz gorzej". Wstrząsające szczegóły ws. śmierci Krawczyka

Wiadomość o śmierci legandy polskiej piosenki - Krzysztofa Krawczyka - przekazał w poniedziałek na Facebooku jego przyjaciel i menadżer Andrzej Kosmala.
/ PAP/Krzysztof Świderski

Gwiazdor w sobotę opuścił szpital.

„Kochani! Jestem w domu! Do mojej sypialni wpadają dwa promyki słońca: wiosenny przez okno i Ewunia przez drzwi. Dziękuję za modlitwę i życzenia! Zdrowia wszystkim życzę, nie dajmy się wirusowi!” – napisał wówczas na swoim Facebooku wokalista.

Czuł się bardzo dobrze. Razem z żoną cieszyli się wspólnymi świętami, podzielili się jajkiem. Zarówno w sobotę jak i w niedzielę był w dobrej formie

– mówi w rozmowie z se.pl menedżer artysty Andrzej Kosmala.

Niestety w poniedziałek rano artysta nagle zaczął słabnąć.

Krzysztof tracił przytomność. Z minuty na minutę było coraz gorzej. Na koniec nie było z nim kontaktu, był nieświadomy 

– dodaje Kosmala.

Żona słynnego piosenkarza, natychmiast zadzwoniła po pogotowie. Z racji tego, że Krzysztof nie miał już koronawirusa, pogotowie zabrało go do szpitala Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi 

- wyjaśnia Kosmala.

Niestety chwilę później żona otrzymała telefon z informacją, że mąż nie żyje.

Krawczyk miał kilka chorób współistniejących. Od pewnego czasu miał problemy z sercem, a dokładnie migotanie przedsionków. Miał również problemy z płucami i oddychaniem 

– wylicza menadżer artysty.

 


Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?
Tygodnik

Opinie

Popkultura