"Tracił przytomność. Z minuty na minutę było coraz gorzej". Wstrząsające szczegóły ws. śmierci Krawczyka

Gwiazdor w sobotę opuścił szpital.
"Kochani! Jestem w domu! Do mojej sypialni wpadają dwa promyki słońca: wiosenny przez okno i Ewunia przez drzwi. Dziękuję za modlitwę i życzenia! Zdrowia wszystkim życzę, nie dajmy się wirusowi!" - napisał wówczas na swoim Facebooku wokalista.
Czuł się bardzo dobrze. Razem z żoną cieszyli się wspólnymi świętami, podzielili się jajkiem. Zarówno w sobotę jak i w niedzielę był w dobrej formie
- mówi w rozmowie z se.pl menedżer artysty Andrzej Kosmala.
Niestety w poniedziałek rano artysta nagle zaczął słabnąć.
Krzysztof tracił przytomność. Z minuty na minutę było coraz gorzej. Na koniec nie było z nim kontaktu, był nieświadomy
- dodaje Kosmala.
Żona słynnego piosenkarza, natychmiast zadzwoniła po pogotowie. Z racji tego, że Krzysztof nie miał już koronawirusa, pogotowie zabrało go do szpitala Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi
- wyjaśnia Kosmala.
Niestety chwilę później żona otrzymała telefon z informacją, że mąż nie żyje.
Krawczyk miał kilka chorób współistniejących. Od pewnego czasu miał problemy z sercem, a dokładnie migotanie przedsionków. Miał również problemy z płucami i oddychaniem
- wylicza menadżer artysty.
Putin reaguje na śmierć irańskiego przywódcy: „Cyniczne morderstwo”
Nie żyje wybitny polski sportowiec. "Olbrzym z Rzeszowa" miał 73 lata




