REKLAMA

[Tylko u nas] Prof. David Engels: Czy Niemcy są państwem prawa?

W ostatnich dniach w Niemczech zapadło kilka przełomowych decyzji, o których, jak to zwykle bywa, niewiele lub absolutnie nic nie można było przeczytać w prasie zagranicznej. Wszelako Niemcy, w przeciwieństwie do Polski czy Węgier, nie znajdują się pod lupą niezliczonych organizacji pozarządowych, korespondentów zagranicznych czy powiązanych w sieć środowisk opozycyjnych, którzy wszyscy razem tylko czekają, aby wyciągnąć znów na światło dzienne jakieś kolejne, rzeczywiste lub domniemane przykłady „naruszania praworządności” i wykorzystać to do poparcia tezy, iż oto kraj znajduje się na najlepszej drodze do „dyktatorskiego” państwa zbójeckiego.
Brama Brandenburska [Tylko u nas] Prof. David Engels: Czy Niemcy są państwem prawa?
Brama Brandenburska / Pixabay.com

Pierwszą tego rodzaju decyzją o dalekosiężnych skutkach jest postanowienie Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji (Bundesverfassungsschutz), na którego czele stoi dziś lojalny wobec Angeli Merkel, Thomas Haldenwang (CDU), o utworzeniu z dniem 29.04.2021 nowego obszaru działania o eufemistycznej nazwie „Verfassungsschutzrelevante Delegitimierung des Staates“ (Istotne z punktu widzenia Ochrony Konstytucji działania zmierzające do delegitymizacji państwa), który ma obejmować wszelkie „zjawiska, ugrupowania i jednostki” dążące jakoby do „unieważnienia podstawowych zasad konstytucyjnych lub znacznego osłabienia funkcjonalności państwa lub jego instytucji” (1).

Decyzja ta, chociaż wymierzona jest głównie z działalność przeciwników polityki rządu w zwalczaniu koronawirusa, implikuje jednak o wiele szerszy obszar tematyczny i oznacza ni mniej, ni więcej, tylko możliwość objęcia nadzorem konstytucyjnym wszystkich, którzy z tego czy innego powodu otwarcie sprzeciwiają się bieżącej polityce rządu federalnego i potraktowania ich jako wrogów publicznych. A ponieważ Federalny Urząd Ochrony Konstytucji - instytucja prawdopodobnie unikalna w Europie - jako wewnętrzna służba wywiadowcza posiada kompetencje nie tylko do monitorowania owych „wrogów konstytucyjnych”, ale także do instalowania w ich szeregach własnych agentów, by w ten sposób rozbijać je niejako od wewnątrz, wydaje się to szczególnie niepokojące, gdyż za kadencji Angeli Merkel i tak istniała już tendencja do interpretowania decyzji politycznych nie jako w pewnym sensie tymczasowych, wymagających ciągłego potwierdzania wolą elektoratu i kształtowanych poprzez stałą konfrontację z kontrpropozycjami opozycji, lecz jako „pozbawione wszelkiej alternatywy” wydarzenia o charakterze ostatecznym, w stosunku do których nie może istnieć jakikolwiek „rozsądny” sprzeciw. Ponieważ jednak rząd i państwo w oczach opinii publicznej coraz bardziej się zlewają – co jest celowym, wspieranym przez media i politykę pomieszaniem pojęć - wszelką krytykę rządu można szybko potraktować jako „delegitymizację państwa” i poddać zmasowanej inwigilacji tajnych służb, dezintegracji oraz zwyczajnym represjom ze strony aparatu ucisku.

Drugim, równie niepokojącym wydarzeniem była opublikowana w tym samym dniu, czyli 29 kwietnia 2021, decyzja Federalnego Trybunału Konstytucyjnego (również kontrolowanego przez lojalnego wobec Angeli Merkel polityka CDU, Stephana Harbartha) dotycząca konieczności „zrównoważenia” realnie istniejącej „dzisiejszej wolności” z (oczywiście hipotetyczną) „wolnością przyszłych pokoleń”, przy jednoczesnym, całkowitym przyjęciu lewicowo-zielonego scenariusza katastrofy, jaką ma być spowodowane rzekomo przez człowieka ocieplenie ziemskiego klimatu. Rezultatem jest uchwała, zgodnie z którą „jedno pokolenie przy stosunkowo niewielkim obciążeniu koniecznością redukcji CO2 nie może pochłonąć dużej części przeznaczonego na ten cel budżetu, jeśli spowodowałoby to radykalne obciążenie ową koniecznością pokoleń następnych i naraziłoby ich życie na daleko idącą utratę wolności. W przyszłości zatem, nawet poważne ograniczenie wolności osobistych w celu ochrony klimatu, może być w proporcjonalnym wymiarze konstytucyjnie uzasadnione”. (2)

Czyli, innymi słowy, w niemieckim prawie konstytucyjnym została oto zapisana nie tylko owa wciąż wątpliwa z punktu widzenia nauki teoria ocieplenia klimatu zawinionego przez człowieka, czyniąc tym samym „ochronę klimatu” jednym z głównych celów państwa niemieckiego, ale uzasadnia to nawet „poważne ograniczanie wolności” w celu ratowania „wolności przyszłych pokoleń". Jest to nic innego, jak tylko podstawa prawna do całkowitego podporządkowania państwa prymatowi polityki klimatycznej z niemal dyktatorską władzą, która świadomie akceptuje odbieranie nawet praw podstawowych o ile byłoby to „z korzyścią dla przyszłych pokoleń”. Z przerażeniem można tylko pomyśleć o konsekwencjach takiej decyzji po mających się odbyć we wrześniu tego roku wyborach do Bundestagu, kiedy to, jak można się spodziewać, partia Zielonych zdominuje rząd federalny.

Zresztą obawa ta dotyczyć powinna nie tylko Niemiec, ale także ich europejskich sąsiadów i partnerów, gdyż Federalny Trybunał Konstytucyjny nie tylko upoważnił niemiecki rząd federalny do wewnętrznego działania w interesie polityki klimatycznej, ale także w sposób nader wyraźny zobowiązał do narzucenia tejże polityki wszystkim sąsiadom, i to wszelkimi sposobami, łącznie z wymuszeniem. Czytamy:

„Zobowiązanie do ochrony klimatu […] nie jest sprzeczne z faktem, że klimat i ocieplenie planety mają charakter globalny, a zatem problemów związanych z tymi zmianami nie da się rozwiązać wyłącznie poprzez wkład w ochronę klimatu jednego tylko państwa. […] Wręcz przeciwnie, szczególne poleganie w tym przypadku na międzynarodowej współpracy państw wspólnoty implikuje konstytucyjną konieczność podjęcia rzeczywistych działań własnym oraz nie zachęcanie innych państw do unikania niezbędnej na tym polu współpracy”.

Co wynika z obu tych decyzji? Odpowiedź jest bardzo prosta:. Otóż nie tylko w Niemczech, ale także w całej Europie będzie coraz trudniej sprzeciwić się decyzjom rządu w Berlinie, bowiem ten pod osłoną Urzędu Ochrony Konstytucji i Trybunału Konstytucyjnego nie tylko wystawił sobie czek in blanco na rozprawienie się z jakakolwiek wewnętrznej opozycją, traktując jej działania jako dążenie do „delegitymizacji państwa” i pod tym pretekstem do ograniczania praw podstawowych, a nawet ich trwałego zawieszania, jeśli miałoby to sprzyjać „ochronie klimatu”, ale uczynił także priorytetem państwa rozszerzenie tejże polityki na wszystkie państwa sąsiednie. I jeśli wziąć pod uwagę, że walka „z ociepleniem” dawno już przestała ograniczać się jedynie do właściwego obszaru ochrony klimatu (co pokazuje choćby planowany przez Ursulę von der Leyen tzw. „Zielony Ład”), lecz obejmuje już cały szereg politycznie poprawnych, kulturowo-rewolucyjnych reform, to można się doprawdy przerazić na samą myśl o tym, co też w najbliższych latach czeka ten nasz stary kontynent – poczynając od teorii gender i wielokulturowości, poprzez klimatyczny Lockdawn czy tzw. „Energiewende” i związaną z tym dezindustrializacją, a na transhumanizmie, masowych aborcjach, zastępowaniu ludzkich decyzji sztuczną inteligencją i cyfrowym państwie inwigilacyjnym kończąc.

Każdy, kto uważa, że ​​to tylko taktyka zastraszania, powinien przyjrzeć się opublikowanej w 2017 roku na stronie Federalnego Ministerstwa Środowiska tzw. „smart-city-charta”, gdzie wprost reklamuje się takie społeczeństwo, w którym prywatny transport byłby zabroniony, indywidualne decyzje podejmowanie byłoby przez komputery, własność prywatna zostałaby zniesiona, a demokracja miałaby być zastąpiona kolektywną oceną prywatnych preferencji użytkowników (3). A zatem to, co dla wielu ludzi może wydawać się koszmarem wyjętym z orwellowskiego roku 1984, jest teraz otwarcie promowane w dokumentach rządowych jako cel pozytywny. A niepokojąca cisza, z jaką tego rodzaju dystopia przyjmowana jest przez opinię publiczną, mówi wiele o stanie demokracji w Niemczech - a należy się niestety obawiać, że w wielu innych krajach zachodnich bynajmniej nie jest wcale lepiej.

[z niemieckiego tłumaczył Marian Panic]

1) https://www.verfassungsschutz.de/SharedDocs/kurzmeldungen/DE/2021/2021-04-29-querdenker.html?fbclid=IwAR1t3GsIHDB6a5ucx2BPKJ_GaC8cu2GlMNkVo6k0KXXxmGmVVo2IDxkT8Jc

2) https://www.bundesverfassungsgericht.de/SharedDocs/Pressemitteilungen/DE/2021/bvg21-031.html?fbclid=IwAR0ONZvlludgUTEOAqeTH8qHjM3JxdyjxlKBj-VqBjUlfODiRu1_zuOD0rw

3) https://www.bmi.bund.de/SharedDocs/downloads/DE/veroeffentlichungen/themen/bauen/wohnen/smart-city-charta-langfassung.pdf?__blob=publicationFile&v=7&fbclid=IwAR2AG-UW2Vic15cxFoT4Clh5Iil1klSEz91nXTVtwPCU--G-gVRu1G4tsXg

[tekst w wersji niemieckojęzycznej]

Deutschland, ein Rechtsstaat?
David Engels

In den letzten Tagen wurden in Deutschland mehrere bahnbrechende Entscheidungen getroffen, die allerdings, wie so oft, von der ausländischen Presse nicht oder kaum besprochen worden sind – schließlich befindet sich Deutschland nicht, wie Polen oder Ungarn, unter der Lupe zahlloser NGO, Auslandskorrespondenten oder gut vernetzter Oppositioneller, die nur darauf warten, jeglichen echten oder angeblichen „Rechtsbruch“ an das Tageslicht zu zerren und zur Untermauerung der These zu verwenden, man befinde sich auf dem Weg in einen „diktatorischen“ Schurkenstaat.

Die erste, weitreichende Entscheidung war der Entschluß des vom CDU-Mann und Merkel-Getreuen Thomas Haldenwang geleiteten Bundesverfassungsschutzes, ab dem 29.4.2021 einen neuen Aktivitätsbereich mit dem Namen „Verfassungsschutzrelevante Delegitimierung des Staates“ einzurichten, der sich gegen alle „Phänomene, Gruppierungen und Einzelpersonen“ richtet, die angeblich „ wesentliche Verfassungsgrundsätze außer Geltung zu setzen oder die

Funktionsfähigkeit des Staates oder seiner Einrichtungen erheblich zu beeinträchtigen“ suchen.
Diese zwar explizit mit den Gegnern der Coronavirus-Politik der Regierung in Verbindung gebrachte, thematisch aber überaus weit gefaßte Entscheidung impliziert nichts anderes als die Möglichkeit, all jene, die sich aus dem einen oder anderen Grund offen gegen die jeweilige Politik der Bundesregierung wenden, als Staatsfeinde zu überwachen. Denn der Bundesverfassungsschutz – eine in Europa wohl einmalige Einrichtung – ist als Inlandsgeheimdienst mit der Kompetenz ausgestattet, Verfassungsfeinde nicht nur zu überwachen, sondern auch Spitzel in ihre Organisationen einzuschleusen und sie von innen zu zersetzen. Dies ist überaus bedenklich, denn unter der Kanzlerschaft Merkel hat eine Tendenz stattgefunden, politische Entscheidungen eben nicht als gewissermaßen provisorische, immer wieder vom Wählerwillen zu bestätigende Entschlüsse zu interpretieren, die von ihrer Spannung mit den Gegenvorschlägen der Opposition leben, sondern vielmehr als „alternativlose“ Geschehnisse, gegen die es keinen „vernünftigen“ Widerspruch geben kann. Da Regierung und Staat in der öffentlichen Wahrnehmung zunehmend verschmelzen – eine durchaus gewollte, von Medien wie Politik unterstützte Verwechslung –, kann aus jeder Regierungskritik also rasch eine „Delegitimierung des Staates“ konstruiert werden und der geheimdienstliche Überwachungs-, Zersetzungs- und Repressionsapparat in Bewegung gesetzt werden.

Die zweite, ebenfalls überaus bedenkliche Entwicklung war der auch am 29.4.2021 veröffentlichte Beschluß des ebenfalls von einem CDU-Politiker und Merkel-Vertrauten, Stephan Harbarth gesteuerten Bundesverfassungsgerichts, die reale „Freiheit der heutigen“ gegen die (natürlich rein hypothetische) „Freiheit der künftigen“ Generationen abzuwägen, und das auch noch bei gleichzeitiger, vollständiger Übernahme des linksgrünen Katastrophenszenarios der angeblichen menschengemachten Erderwärmung. Resultat ist dabei folgender Beschluß: „Danach darf nicht einer Generation zugestanden werden, unter vergleichsweise milder Reduktionslast große Teile des CO2-Budgets zu verbrauchen, wenn damit zugleich den nachfolgenden Generationen eine radikale Reduktionslast überlassen und deren Leben umfassenden Freiheitseinbußen ausgesetzt würde. Künftig können selbst gravierende Freiheitseinbußen zum Schutz des Klimas verhältnismäßig und verfassungsrechtlich gerechtfertigt sein.“

Nicht nur wird also die wissenschaftlich immer noch fragwürdige Theorie von der menschengemachten Klimaerwärmung gleichsam verfassungsrechtlich festgeschrieben, so daß der „Klimaschutz“ zu den vorrangigsten Zielen des deutschen Staates wird: Er rechtfertigt sogar „gravierende Freiheitsbußen zum Schutz des Klimas“, um somit „künftige Freiheiten“ zu retten. Dies ist nichts weniger als die gesetzliche Grundlage der Unterstellung des gesamten deutschen Staates unter den Primat der Klimapolitik, und zwar mit nahezu diktatorischer Machtfülle, welche eine Aushebelung der Grundrechte „zugunsten künftiger Generationen“ wissentlich in Kauf nimmt. Man kann nur mit Schrecken daran denken, welche Folgen diese Entscheidung ab September 2021 zeitigen wird, wenn, wie zu erwarten ist, die Partei der Grünen die Bundesregierung dominieren wird.
Diese Sorge sollte nicht nur Deutschland betreffen, sondern auch seine europäischen Nachbarn und Partner, denn das Bundesverfassungsgericht hat die deutsche Bundesregierung nicht nur ermächtigt, nach innen im Sinne der Klimapolitik zu wirken, sondern auch explizit verpflichtet, diese Politik mit allen Mitteln, Erpressung inklusive, den Nachbarn aufzuzwingen. So liest man:

„Der Klimaschutzverpflichtung […] steht nicht entgegen, dass Klima und Erderwärmung globale Phänomene sind und die Probleme des Klimawandels daher nicht durch die Klimaschutzbeiträge eines Staates allein gelöst werden können. […] Aus der spezifischen Angewiesenheit auf die internationale Staatengemeinschaft folgt vielmehr umgekehrt die verfassungsrechtliche Notwendigkeit, eigene Maßnahmen zum Klimaschutz tatsächlich zu ergreifen und für andere Staaten keine Anreize zu setzen, das erforderliche Zusammenwirken zu unterlaufen.“
Was folgt aus beiden Beschlüssen? Sehr einfach: Es wird nicht nur in Deutschland, sondern wohl auch in ganz Europa immer schwerer werden, sich den Entschlüssen der Berliner Regierung entgegenzusetzen: Während diese sich selbst durch Verfassungsschutz und Verfassungsgericht einen Blankoscheck ausgestellt hat, jegliche innere Opposition als „Delegitimierung des Staates“ zu verfolgen und sogar dauerhaft Grundrechte einzuschränken, wenn es dem „Klima“ nutzt, hat sie die Ausweitung dieser Politik auf alle Nachbarn ebenfalls zum vorrangigen Staatsziel erhoben. Bedenkt man, daß der Kampf „für das Klima“ schon lange nicht mehr auf den wirklich klimatischen Bereich eingeschränkt ist, sondern, wie der von Ursula von der Leyen geplante „Green Deal“ zeigt, die gesamte Bandbreite politisch korrekter kulturrevolutionärer Reformen einschließt, darf man schaudern, was die nächsten Jahre für den alten Kontinent noch bereithalten – von der Gender-Theorie über Multikulturalismus, Klima-Lockdown, „Energiewende“, Desindustrialisierung, Ersetzung menschlicher Entscheidungen durch künstliche Intelligenz, Transhumanismus und Massenabtreibung bis hin zum digitalen Überwachungsstaat.
Wer glaubt, dies sei bloße Panikmache, sehe sich abschließend die schon 2017 veröffentlichte Smart-City-Charta auf der Seite des Bundesministeriums für Umwelt an, auf dem explizit geworben wird für eine Gesellschaft, in der private Verkehrsmittel verboten, individuelle Entscheidungen von Computern übernommen, Privateigentum abgeschafft und Demokratie durch kollektive Auswertung privater Nutzerpräferenzen ersetzt werden sollen:-Was auf viele Menschen wie ein Alptraum aus Orwells 1984 wirken mag, wird mittlerweile in Regierungsdokumenten ganz offen als positive Zielvorgabe präsentiert. Das dröhnende Schweigen, mit dem eine solche Dystopie von der Öffentlichkeit empfangen wird, sagt viel aus über den Stand der Demokratie in Deutschland – und es steht zu befürchten, daß es in vielen anderen westlichen Ländern nicht besser bestellt ist.


Ankieta
Czy w PE powstanie nowa konserwatywna frakcja?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy w PE powstanie nowa konserwatywna frakcja?
Tygodnik

Opinie

Popkultura