REKLAMA

[Tylko u nas] Dr Piotr Łysakowski: Anatomia "Nocnej Zmiany"

Wieczorem 4.06.92 roku Sejm w głosowaniu wyraził rządowi wotum nieufności (za głosowało 273 posłów 119 było przeciw i 33 wstrzymało się). Dziś wiemy, że był to efekt intrygi przerażonych lustracją i możliwymi jej konsekwencjami grup interesów i osobiście zainteresowanych ukrywaniem swojej przeszłości polityków.
Jan Olszewski [Tylko u nas] Dr Piotr Łysakowski: Anatomia
Jan Olszewski / grafika modyfikowana, źródło: Wikipedia Creative Commons, Foksal.com.pl

Jesienią 1991 roku po pierwszych wolnych (w rzeczywistości) wyborach po 1989 roku podjęto próbę wyłonienia rządu RP. Po nieudanym „podejściu” do tej misji Bronisława Geremka i „spalonej” próbie politycznej gry z Janem Krzysztofem Bieleckim, Sejm RP desygnował do kierowania rządem Jana Olszewskiego (6.12.91). W swoim expose nowo powołany Premier RP powiedział „…Jestem przekonany, że mamy wystarczająco wielu ludzi o czystych rękach i sumieniach, którzy mogą służyć społeczeństwu i państwu na odpowiedzialnych stanowiskach. Dotyczy to również Wojska Polskiego. Proces jego przebudowy organizacyjnej i odbudowy ideowej był dotychczas zbyt powolny i niekonsekwentny. … Poddanie Ministerstwa Obrony Narodowej cywilnemu kierownictwu, dawno już oczekiwane, pozwoli na przemienienie Wojska Polskiego w armię, na której będą mogły polegać naród i władze Rzeczpospolitej. …” (Żołnierz Polski 19/26.01.92). W periodyku prezentowano też sylwetkę nowego Ministra Obrony Jana Parysa. Rozpoczynam ten krótki z konieczności opis funkcjonowania Rządu Premiera Olszewskiego od „wątku wojskowego” on to bowiem oprócz kwestii lustracyjnych stał się jedną z istotnych przyczyn ataku na gabinet. Istotna była w tym przypadku także osoba i bezkompromisowa postawa pierwszego cywilnego ministra kierującego polską armią po 1989 roku.

Zapłacił za tę postawę atakami na swoją osobę i w ostatecznym efekcie dymisją, która miała poprawić stosunki gabinetu z „wrogim otoczeniem”. Po raz kolejny okazało się jednak, ż ustępliwość w polityce prowadzi (w ostatecznym rozrachunku) do klęsk, a prawie nigdy nie poprawia sytuacji strony chcącej poprzez ustępstwa osiągać swoje cele. Wracając jednak do meritum. Zarówno szef rządu jak i nowy szef MON precyzyjnie definiowali położenie Polski i konieczności z tegoż wynikające. „…Jesteśmy samodzielni, ale jesteśmy równocześnie osamotnieni…” mówił Premier. Jan Parys dodawał zaś „…Nie jest prawdą, że Polska jest identycznie zagrożona na wszystkich azymutach. … W tej chwili kraj nasz nie jest związany z żadnym państwem jakimkolwiek sojuszem. Jesteśmy krajem osamotnionym…Jedynym rozwiązaniem dla bezpieczeństwa Polski jest wyjście z militarnej izolacji, zapewnienie naszym siłom zbrojnym wsparcia z zewnątrz. …Nasze ambicja do samodzielności decyzji o losach kraju trzeba połączyć z koniecznością współpracy z krajami Paktu Północnoatlantyckiego. Oznacza to, że siły zbrojne tak jak cały kraj zmienić muszą opcję ze wschodniej lub neutralnej na atlantycką …” (Żołnierz Polski, Posiedzenie Rady Wojskowej MON, 16/23.02.92, Wprost, Konieczna wystarczalność, rozmowa z Janem Parysem, ministrem obrony narodowej, rozmawiał Wiesław Karpusiewicz, 5.04.92). Po raz pierwszy więc, tak wyraźnie, wyartykułowano konieczność przynależności Polski do zachodnich struktur obronnych. Musiało to być dla rosyjskiej agentury uplasowanej w strukturach państwa polskiego, a także dla ludzi ancien regime funkcjonujących w polskim życiu politycznym potężnym szokiem, można chyba założyć, że reakcją na tenże były wypowiedzi Lecha Wałęsy artykułowane podczas wizyty w Niemczech (03.92), dotyczące między innymi „NATO – bis”, które wywołały sporą konsternację w kraju i za granicą.

Było też jasne, że tak wyrażona wola rządzących nie pozostanie bez reakcji. Ich odwaga w forsowaniu ważnych dla Polski rozwiązań politycznych (dziś przecież oczywistych) i personalnych (przeniesienie w stan spoczynku poprzedniego ministra, wiceadmirała Piotra Kołodziejczyka. Decyzję tę podjęto bez konsultacji z prezydentem RP, który chciał powołania powołać Kołodziejczyka na stanowisko Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych, które to stanowisko ostatecznie nie powstało) nie szła w parze z jego realnymi możliwościami koalicyjnymi, a co za tym idzie wykonawczymi. Przypomnijmy w gabinecie znaleźli się przedstawiciele tylko czterech partii PC, ZCHN, PSL-PL i PCHD (114 głosów w Sejmie RP). Zauważyć trzeba też, że rząd miał też mocne poparcie NSZZ Solidarność. Wszystko to było jednak za mało, by móc, w pełni efektywnie i realnie rządzić. Nie dość tego, ci którzy zostali odsunięci od władzy wcale nie pogodzili się ze swoją przegraną i nie bacząc na swoje realne polityczne przewiny  „…Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że ataki na Bieleckiego i liberałów nastąpią … formuła zbijania kapitału politycznego na krytyce rządu Bieleckiego już się wyczerpuje. Kongres odzyskuje swoją naturalną pozycję…” (Wprost, rozmowa z Donaldem Tuskiem, przewodniczącym Kongresu Liberalno – Demokratycznego, rozmawiali Bogusław Mazur, Kazimierz Pytko, 5.04.92) dążyli do zmiany istniejącego status quo i odzyskania możliwości bezpośredniego wpływania na losy kraju, a przez to w sposób oczywisty zapewnienia sobie bezkarności. Twierdzono, przy okazji, że KLD spotyka się z absolutnie niesłuszną krytyką za prowadzoną wcześniej prywatyzację (dziś wiemy jak ona w rzeczywistości wyglądała).

Atmosfera narastających oskarżeń, napięcia na linii „Belweder” rząd RP, słabość (polityczna) gabinetu, rosnące ambicje Lecha Wałęsy wszystko to powodowało spore zamieszanie i bałagan na scenie politycznej. Skłaniały też do zadawania pytań o przyszłość polskiej demokracji i rządu Jana Olszewskiego. Padały pytania o przyszłość systemu politycznego w Polsce, zastanawiano się w sposób oczywisty w związku z postawą Lecha Wałęsy, czy „…jesteśmy skazani na przewrót majowy…”. Z jednej strony był to problem generalnie wydumany (jeśli chodzi o zachowanie Rządu RP), mający przerazić publiczność i tym samym osłabić rządzących i umożliwić „powrót” tych, którzy rządzili, z drugiej zaś oczywisty dowód  idiosynkrazji „elit” III RP. W tle było głębokie przekonanie o swojej nieomylności, niedojrzałości społeczeństwa i ledwo skrywana obawa przed ujawnieniem zasobów archiwalnych MSW, czyli po prostu agentury SB w strukturach „Solidarności” „…Polska nie musi przejść przez drugi zamach majowy. …Wałęsa z pewnością nie ma wymiaru Piłsudskiego, a żadnego Narutowicza we współczesnej Polsce nie zamordowano. Słabość rozproszkowanego Sejmu może doprowadzić do kompromitacji demokratycznych procedur, … Nie czuję się jednak bezpieczny, gdy Lech Wałęsa ciska gromy na >>elity<<, gdy premier Olszewski wynosi na wierzchołki władzy ludzi skrajnie nieodpowiedzialnych i niekompetentnych, gdy akta tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa i milicji znajdują się w rękach ministra Antoniego Macierewicza, który zawsze wydawał mi się bardziej detektywem tropiącym urojone spiski niż historykiem badającym dokumenty źródłowe” (Wprost, 5.04.92,Czy jesteśmy skazani na przewrót majowy, 1926 w 1992 ? – Adam Michnik). Wydaje się, że nie bez związku z powyższym dnia 6 kwietnia Minister Obrony Narodowej Jan Parys podczas spotkania z wyższymi oficerami (Sztabu Generalnego) wspomniał o niekonsultowanych (z kierownictwem MON) próbach wpływania przez polityków na zachowania kadry oficerskiej w zamian za oferowane tymże oficerom wysokie stanowiska w armii „…Minister powiedział na spotkaniu w sztabie, przed kamerami zaproszonej na tę okoliczność telewizji, że niektórzy politycy spiskują z wybranymi oficerami i obiecują im awanse za świadczenie usług politycznych. Nie podał kto spiskuje. … Ale potem nazwiska padały: ludzie z otoczenia prezydenta, z ław poselskich. … Zaczem pojawiły się przecieki: w Belwederze szykowano dokumenty na wypadek stanu wojennego, … Lech Wałęsa zażądał od premiera zdymisjonowania J. Parysa…”. Sytuacja stawała się jasna po pierwsze „…Prezydent– stwierdził Drzycimski - nadal nie widzi możliwości współpracy z Janem Parysem. …” (Gazeta Wyborcza, 16.04.92), a po drugie wrogiem był ten, który sprawę naruszania prawa i prób wciągania WP w doraźną politykę nagłośnił, a Lech Wałęsa będący do tej pory „wrogiem salonu” stawał się doraźnie (nie jest to paradoks albowiem taka sytuacja powtarzała się w najnowszej historii Polski już kilka razy i to całkiem nie tak dawno) mężem opatrznościowym ratującym Polskę i „zagrożoną” demokrację „Opinia publiczna chce wiedzieć, dlaczego jedna z nielicznych stabilnych instytucji państwa, obdarzonych najwyższym zaufaniem we wszystkich sondażach jest osłabiana i wciągana w polityczne przepychanki, a i to w sytuacji możliwych zagrożeń zewnętrznych i w dramatycznie trudnej sytuacji wewnętrznej…To minister Parys rozpoczął wojnę z Najwyższym Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych dokonując posunięć personalnych wbrew prezydentowi i poza jego plecami, …” (Polityka, 18.04.92, Osąd Parysa, Cała sprawa jest nie do zamazania, Jan Bijak). Wśród osób zaangażowanych w intrygi wymieniano Mieczysława Wachowskiego, Jerzego Milewskiego, (co było faktycznie tropem prowadzącym do Lecha Wałęsy). Pojawiło się także nazwisko Bronisława Komorowskiego „…jest pan kandydatem na szefa resortu obrony, możliwym do zaakceptowania przez Jana Olszewskiego i partie koalicyjne. Jan Parys musi wiedzieć zarówno o rozważaniach personalnych, jak i o liście prezydenta, w którym domaga się jego dymisji. Co prawda w swoim wystąpieniu Jan Parys nie wymienia żadnego nazwiska, ale w rankingu >>Nowego Świata<< zajmuje pan drugie miejsce po Mieczysławie Wachowskim. – Co dotyka mnie w sposób bolesny, gdyż dyskredytuje moją wiarygodność jako polityka, posła i członka sejmowej Komisji Obrony Narodowej. Co gorsza - zostałem oskarżony o udział w zamach stanu … wystąpiłem o jak najszybsze udokumentowane wyjaśnienia okoliczności wystąpienia ministra Parysa. …” (Wprost, 19.04.92, Niewypał Parysa, Rozmowa z posłem Bronisławem Komorowskim, byłym wiceministrem obrony narodowej, rozmawiała Ewa Szemplińska).

Rząd słabł z dnia na dzień. Pojawiały się ciągłe sugestie, by zmienić premiera, udzielić poparcia rządowi bez wchodzenia do gabinetu (Jan Krzysztof Bielecki), wejść do niego w zamian za udział we władzy (i obietnicę, że rząd nie będzie udowadniał, iż poprzednie dwa lata były stracone – Donald Tusk) by skutecznie móc przeprowadzać swoje plany polityczne. Dodatkowym warunkiem rekonstrukcji rządu była (wspominana już wyżej) zmiana na stanowisku Ministra Obrony Narodowej „…Prezydent Lech Wałęsa zaproponował mi stanowisko ministra obrony narodowej – ujawnił …>>Gazecie<< pełniący obowiązki szefa resortu obrony Romuald Szeremietiew. … Powiedziałem prezydentowi, że swoją odpowiedź uzależniam od stanowiska premiera – stwierdził Szeremietiew. – Uważam jednak, że mimo niechęci prezydenta do obecnego szefa resortu, min. Parys jest najlepszą osobą do kierowania MON” (Gazeta Wyborcza, Szeremietiew szefem MON ?, 18/20.04.92). Generalnie panował spory bałagan i szum informacyjny, a sytuacja stawała się z dnia na dzień coraz bardziej skomplikowana, a była tym bardziej skomplikowana, że na powrót do władzy w sposób wyraźny liczył Tadeusz Mazowiecki wraz ze swoimi politycznymi sojusznikami. Mam wrażenie jednak, że w sposób wyraźny przeliczył się spodziewając się bezwarunkowego poparcia Wałęsy i społeczeństwa „…Mazowiecki, który rozmawiał z prezydentem ujawnił … , że Wałęsa dał mu do zrozumienia, iż rząd Olszewskiego nie utrzyma się długo. Zdaniem prezydenta sprawa  … Jana Parysa jest przesądzona i zasugerował, że powinien on zostać zwolniony. … O próbach stworzenia wielkiej koalicji Wałęsa powiedział, że Mazowiecki jest jednym z najlepszych … >>zszywaczy sceny politycznej<<. Popełnił jednak błąd: gdy premier Olszewski sprzeciwiał się zmianom w resortach wymagających uzgodnień z prezydentem (MON, MSW, MSZ), Mazowiecki powinien zadzwonić do Belwederu i prezydent przekazałby mu wszelkie kompetencje …” (Gazeta Wyborcza, Wałęsa nie wierzy w rząd Olszewskiego, 24.04.92). Tak więc widać wyraźnie, że nim rząd faktycznie upadł (06.92) czyniono już intensywne podchody z nadziei na jego zniszczenie i odzyskanie dawnych wpływów „…Kategorycznie jednak muszę przeciwstawić się komentarzom, że z naszej strony objawiła się jakaś szczególna zachłanność na stanowiska i niechęć do akceptacji ministrów bezpartyjnych…” pisał Tadeusz Mazowiecki w Polityce charakteryzując atmosferę przygotowywania nowego rządu i zrzucając odpowiedzialność za trudności w jego stworzeniu na Jana Olszewskiego „…zasadniczą przyczyną niepowodzenia był brak zdecydowania ze strony premiera Jana Olszewskiego …” (Polityka, Co tam panie w polityce, Tadeusz Mazowiecki, Przewodniczący Unii Demokratycznej, 25.04.92).

„Do pieca dorzucał” też Władysław Frasyniuk stawiając absurdalne zarzuty „…Premier jest też czynnikiem destabilizującym pracę rządu. Jan Olszewski nie potrafi wyjść z roli adwokata. Na każdej Sali, gdzie przemawia, stara się uzyskać poklask…” (Polityka, opinie, 25.04.92). W sposób oczywisty widać było, że mimo deklaracji o przestrzeganiu i szacunku dla reguł „demokracji” Jan Olszewski był główną i sztucznie kreowaną (ale nie jedyną) „zawadą”. Robiono więc wszystko, by go wyeliminować w imię odzyskania dawnych wpływów i korzyści wynikających z tychże. Każdy pretekst był tu dobry „…Lech Wałęsa kilka razy potwierdził, że bierze pod uwagę czasowe zawieszenie demokracji, czyli okresowe zawieszenie parlamentu…”. Wałkowano więc nadal „sprawę Parysa” traktując ją jako przysłowiowy „znaleziony kij” którym można uderzyć „psa”. Przy okazji używano argumentu (dziwnym trafem stosowanego także często i dziś w walce politycznej) o psuciu „obrazu Polski” za jej granicami. Jedynym poważnym głosem w obronie atakowanego ministra, który nie mógł i nie powinien milczeć w sytuacji realnego zagrożenia demokracji, był głos Czesława Bieleckiego (Maciej Poleski) „…jest jednym z najbardziej kompetentnych ministrów w rządzie … Olszewskiego …Sądzę, że nadinterpretacją roli zwierzchnika sił zbrojnych są wypowiedzi urzędników Kancelarii Prezydenta. Bezpośrednie decyzje dotyczące wojska podejmuje minister …źle się stało, że cywilni dygnitarze zajmujący do niedawna w MON stanowiska wiceministrów – Komorowski i Onyszkiewicz – wdali się w spór polityczny. Ich wystąpienia były podyktowane grą polityczną, a nie interesem obronności kraju …” (Tygodnik Powszechny, Przegląd prasy, Sprawa Parysa, 26.04.92). Toczyły się zakulisowe rozmowy o przyszłości rządu. Jan Olszewski rozmawiał z Prezydentem w Belwederze. Ten ostatni zaś ciągle napomykał o dymisji Premiera. Sytuacja jednak nie ulegała radykalnej zmianie i przynajmniej pozornie była daleka od ostatecznego rozwiązania, a kluczem do tego miała być ostateczna dymisja (urlopowanego na razie) ministra Jana Parysa. Lech Wałęsa (który właśnie wtedy zaoferował byłemu oficerowi wywiadu MSW PRL i późniejszemu szefowi wywiadu IIIRP Henrykowi Jasikowi stanowisko pracy w BBN – później 6.05.92 roku ta informacja była przez BBN dementowana) pytany przez Wolną Europę czy doszedł z premierem do porozumienia w „tej” kwestii odrzekł „…Doszliśmy ale nie doszliśmy…” (Życie Warszawy, Przedłużony urlop ministra obrony, 2/3.05.92). Winnym komplikacji, wspomnianego wyżej bałaganu (oprócz Olszewskiego) i „…utraty kolejnej porcji autorytetu…” przez rząd był Jarosław Kaczyński Tygodnik Powszechny, Spadanie, Henryk Woźniakowski, 3.05.92), który „…nie przewidział Wachowskiego…” i nie zrewidował swojej błędnej wizji sceny politycznej.  

Dość istotne światło na problem konfliktu o MON rzuca opublikowany we Wprost (3.05.92) wywiad przeprowadzony przez Agnieszkę Sowę z Romualdem Szeremietiewem zatytułowany „Chłopcy z placu broni”. Już sam tytuł w założeniu ma dezawuować Jana Parysa i obóz rządowy. Szeremietiew jednak bardzo precyzyjnie definiuje pomysły, reakcje i kierunki myślenia ministra ON o wojsku i otoczeniu politycznym armii. Racjonalnie opisał to co i jak robił jego przełożony, pokazując kto i w jakim wymiarze dążył do wprowadzenia Polski w struktury NATO, kto (w rzeczywistości) się temu i w jaki sposób się przeciwstawiał, kto burzył demokratyczny system cywilnej kontroli nad armią i naruszał wojskową drogę służbową „…Skoro robi to minister, niedwuznacznie ostrzegając o możliwości zamach stanu, rzecz należy wyjaśnić. – Zapewne. Tylko, że minister … nie ostrzegał przed zamachem stanu, ale przed próbami wykorzystywania wojska w grach sprzecznych z regułami demokratycznymi. …Skąd więc taka ostra reakcja prezydenta na przeniesienie do rezerwy … admirała Kołodziejczyka, a później admirała Wawrzyniaka ? – To pytanie należy zadać raczej ministrom Milewskiemu i Wachowskiemu. …Sprawa …Parysa unaoczniła, że wojsko stało się kartą przetargową w rozgrywkach politycznych. – Nie ma żadnej sprawy Parysa. Jest natomiast sprawa uregulowań prawnych i podziału kompetencji w zakresie kierowania siłami zbrojnymi. … Minister powiedział tylko tyle, że nie pozwoli, aby wojsko stało się kartą przetargową w grze politycznej i armia została użyta przeciwko demokracji. … To nie Parys wciąga wojsko w gry polityczne. … Jakie są realne szanse Polski na wejście do NATO ? – Bardzo poważne, jeśli tylko nie zaprzestaniemy naszych starań. …Generał Graczow mówił po powrocie z ostatniej tury negocjacji o możliwości utworzenia mieszanych spółek, których dochody przeznaczone by były na zagospodarowanie dla powracających żołnierzy. – To bardzo niebezpieczny pomysł. Oznacza on de facto pozostawienie wojsk sowieckich, choć tym razem w cywilnych ubraniach.  … to możliwość utworzenia ekspozytur wywiadu rosyjskiego na terenie Polski – i do tego za polskie pieniądze. …”. Pamiętamy - ta ostatnia kwestia poruszona w wywiadzie stanie się jedną z „kości niezgody” w trakcie wizyty prezydenta w Rosji i przyczyni się niewątpliwie (warto przy okazji postawić pytanie dlaczego !?) do kolejnego ataku na rząd Jana Olszewskiego. O tym jednak niżej. 

Do wyjaśnienia „sprawy Parysa” powołano sejmową komisję pod przewodnictwem Aleksandra Bentkowskiego (PSL), której minister zarzucił później, że poszła w swych ocenach „…za daleko…”. Póki co jednak Jan Parys obrony narodowej był chłopcem do bicia. Atakowano go za wszystko, w tym za wezwanie do tworzenia (w obliczu zdefiniowanego zagrożenia demokracji) „komitetów obrony państwa”, krytyka ta szła bardzo daleko i była faktycznie obroną stanowiska prezydenta. Publicyści pytali o „przekraczanie granic tolerancji” i szkodzeniu interesom państwa, co faktycznie było wyrażonym „ezopowym językiem” wezwaniem do akcji przeciwko obozowi rządowemu i niepokornemu ministrowi (Życie Warszawy, Granice tolerancji, Jacek Żakowski 4.05.92). Co interesujące byli to publicyści wcześniej mocno atakujący Lecha Wałęsę, który miał, wkrótce, odnieść się do kwestii bezpieczeństwa państwa i roli MON w systemie jego funkcjonowania w specjalnym orędziu do narodu. Wystąpienie to mogło (i w zamyśle miało) pokrzyżować plany nieudolnego i chcącego ratować twarz rządu idącego „…na zderzenie czołowe…” z prezydentem (Życie Warszawy. Na zderzenie czołowe ?, Tomasz Wołek, 8.05.92). W sumie panował bałagan, a cała polityczna wymiana zdań przypominała „…polityczny magiel…”, w którym (z wyjątkiem Tadeusza Mazowieckiego) nikt nie miał racji (Polityka, Gorączka, Janina Paradowska, 9.05.92). Zmierzając, w sposób wyraźny, w kierunku rozwiązania kłopotliwego problemu działająca komisja, o której wspominałem wyżej stwierdzała w jednym ze swoich komunikatów (oświadczeń) , że „…Oświadczenie ministra Jana Parysa z dnia 6 kwietnia … komisja uznaje za bezzasadne i szkodliwe dla interesów państwa … Członkowie komisji twierdzą, iż dymisja ministra jest konieczna. …” (Życie Warszawy, Szkodliwe wystąpienie Parysa, 16/17.05.92, patrz też w tej samej gazecie Kalendarium sprawy Parysa, 16/17.05.92 i Gazeta Wyborcza, Ustalenia Nadzwyczajnej Komisji Sejmowej, Parys nie miał racji, 16/17.05.92). Cały czas trwały też spekulacje o odwołaniu rządu, zmianach politycznych w jego składzie czy też te dotyczące rekonfiguracji politycznej i zbliżenia z Prezydentem. Warunkiem tej ostatniej było wspomniane zacieśnienie współpracy z Wałęsą i delegowanie przez niego na szefa rządu Tadeusza Mazowieckiego, choć według licznych opinii nie miał ona szans na to, by Sejm przyjął jego kandydaturę. Rozmowy o nowym rządzie, jak twierdził Władysław Frasyniuk (wówczas wiceprzewodniczący Unii Demokratycznej), trzeba było prowadzić ze wszystkimi graczami na scenie politycznej, a ich warunkiem musiała być rezygnacja z „…ideologicznych uprzedzeń…”. Po wahaniach zrezygnowano z forsowania kandydatury Mazowieckiego bo bano się społecznej reakcji, którą można by określić skrótowo „…to już było…”. Tak więc ostatecznie do zmiany rządu w maju nie doszło.

Szukano nadal „…dobrego kandydata na premiera, którego zaakceptowałby jednocześnie prezydent i sejmowa większość, […] Jeśli jednak pojawi się taki polityk, to sądzę, że nowy rząd może powstać bardzo szybko.” (Gazeta Wyborcza, Zbliżyć się do Wałęsy, Rozmawiał Artur Domosławski – z Władysławem Frasyniukiem, 19.05.92). Tego samego dnia prasa poinformowała o rozmowie Premiera Jana Olszewskiego z ministrem Janem Parysem, w trakcie której ten drugi miał poinformować swego szefa o tym, że nie widzi możliwości dalszego sprawowania przez siebie powierzonego mu urzędu. Dymisja (nastąpiła 23 maja, później Sejm 235 głosami za, 18 przeciw i 58 wstrzymującymi się przyjął rezygnację ministra)  przebiegała w nieciekawej atmosferze „…Zapewniam pana – dodał Parys – że w moim ostatnim spotkaniu z premierem nie padło z jego strony ani jedno ciepłe zdanie.” (Gazeta Wyborcza, Parys odchodzi, Jerzy Jachowicz, 19.05.92). Minister dodawał też, że spodziewał się takiego rozwoju sytuacji i równocześnie mocno podkreślał, że „…Pod moim kierownictwem każdy tydzień zbliżał nas do Zachodu, ku przerażeniu ludzi, którzy reprezentują inną opcję…” (Życie Warszawy, Wiedziałem, że zostanę poświęcony, Rozmowa z byłym ministrem obrony narodowej Janem Parysem, 3.06.92). Już wtedy wydawało się, że Premier przeprowadził błędną kalkulację, według której naiwnie liczył na to, że zdymisjonowanie szefa MON uspokoi sytuację na linii rząd prezydent i da rządowi chwilę politycznego oddechu. Problem polegał jedna na tym, że Lech Wałęsa nie chciał silnego ministerstwa obrony narodowej, nie chciał też silnych ludzi w tym ministerstwie, ergo nie chciał suwerennej i silnej armii, narzędzia państwa polskiego. Można snuć spekulacje dlaczego tak było. Dla bystrego obserwatora polskiej sceny politycznej było jasne, że skoro „problem Parysa” spadł z wokandy to bardzo szybko znajdzie się inny pretekst do ataków na rząd i to niezależnie od tego czy będą po temu realne przesłanki. Tuż po dymisji ministra w sposób nieelegancki zajęto się, w mediach, jego karierą dezawuując dokonania, drogę życiową i kwalifikacje „…Na podstawie opinii znajomych Jana Parysa można wnioskować, że jest on przede wszystkim >>mężem swojej żony<< i >>zakładnikiem grona jej przyjaciół<<” (Wprost, Manewry na kanapie, Ewa Szemplińska, 24.05.92). 

Wyżej wspominałem już o „problemach” z zawarciem traktatu państwowego z Rosją. Te właśnie stały się kolejnym narzędziem użytym w ataku na gabinet Jana Olszewskiego. Gdy 22 maja 1992 premier opowiedział się przeciwko zaakceptowaniu w traktacie klauzuli, według której bazy, opuszczane przez armię ZSSR, która wycofywała się z Polski, miały być przekazane w ręce polsko-rosyjskich spółek rozpoczęła się kolejna awantura. Widać ją było na horyzoncie zresztą już na kilka dni przed zapowiadanym parafowaniem układu. Można zaryzykować twierdzenie, że padło hasło „wszystkie ręce na pokład”  w obronie niepodpisanego jeszcze traktatu. Pisano, że rząd chce „Upokorzyć Rosję” bo znajdują się w jego otoczeniu ludzie, którzy chcieliby wpisać do dokumentów konieczność odszukania miejsc eksterminacji Polaków w ZSSR, przeprowadzenia śledztw i później procesów zbrodniarzy, odszkodowań za zbrodnie popełnione na Polakach (Gazeta Wyborcza, Upokorzyć Rosję ? 20.05.92, Leon Bójko). Wyjaśniano też istotę sporu o niepodpisany jeszcze dokument „…Według opinii niektórych obserwatorów, krytyka traktatu ma na celu opóźnienie wizyty Wałęsy w Moskwie bądź całkowite jej uniemożliwienie. Wedle tych opinii, za tą krytyką kryją się dalekosiężne plany Zdzisława Najdera zwolennika sojuszu z Ukrainą skierowanego przeciwko Rosji. …” (Gazeta Wyborcza, O co chodzi w sporze o traktat, 20.05.92, Edward Krzemień). Ten nagły przypływ sympatii do Rosji i aktywna próba obrony jej interesów były zupełnie niespodziewane i obiektywnie nie służyły polskim interesom „W ciągu ostatnich dwóch dni ujawniło się w Polsce bardzo silne lobby polityczne, które jest skłonne stawiać sprawy tak, że interesy obcego mocarstwa są istotniejsze niż interesy kraju – oświadczył w czwartek … Jarosław Kaczyński. Główną siłą tego lobby jest – zdaniem Kaczyńskiego - >>Gazeta Wyborcza<< …Tekst Bójki (patrz wyżej) … bardzo dobrze mieści się w tradycji, którą można określić, jako tradycję SDKPiL, KPP i wszystkich następców - powiedział … - która polskie interesy narodowe miała za nic…” (Gazeta Wyborcza, Jarosław Kaczyński ujawnia: >>Gazeta<< przewodzi prorosyjskiemu lobby, 22.05.92). Każdy kto tak twierdził był natychmiast odsądzany od czci i wiary i terroryzowany twierdzeniami o tym, że sam terroryzuje swoich oponentów „…odpowiedzią jest terror psychiczny i kwalifikujące się do sądu oskarżenia o zdradę narodową. Kaczyński świetnie wie, że >>Gazeta Wyborcza<< nie reprezentuje interesów obcego mocarstwa, ani Leon Bójko nie jest nacjonalistą rosyjskim …Sejm nie jest Targowicą. …” (Gazeta Wyborcza, Interes Polski czy interes Kaczyńskiego, 23/24.05.92, Dominika Wielowieyska).

Przy okazji złośliwie dodam (o ile oczywiście dobrze pamiętam – proszę poprawić jeśli się mylę), że żaden pozew w kwestii „zdrady narodowej” ze strony czasopisma przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu nie wpłynął do jakiegokolwiek sądu. Wróćmy jednak do przygotowywanej wizyty Wałęsy w Moskwie. Prezydent wyjeżdżając z kraju zakomunikował opinii publicznej, że jedzie podpisać traktat, który powinien przyczynić się do poprawy stosunków z Rosją. Informowano też opinię publiczną o tym, że ma całkowite pełnomocnictwa „…najwyższych władz politycznych…” do podpisania traktatu. Tymczasem „…Jeszcze w środę premier Olszewski żądał skreślenia w umowie o wycofywaniu wojsk zgody na tworzenie spółek polsko – rosyjskich, które miałyby prawo do działalności gospodarczej w obiektach po likwidowanych garnizonach radzieckich…” (Gazeta Wyborcza, Traktat mimo sporu, 22.05.92, Leon Bójko). O dramatyzmie sytuacji informowano szczegółowo dopiero po zakończeniu wizyty Wałęsy w Moskwie. Pisano o „…nieodpowiedzialności rządu…”, który w tajnym szyfrogramie wyrażał wątpliwości do wspomnianego już wyżej układu o wycofaniu rosyjskich wojsk z Polski, które to wątpliwości mogły skutkować całkowitym zerwaniem rozmów (Życie Warszawy, Tajny szyfrogram z Warszawy do Moskwy, Wałęsa oskarża rząd, 26.05.92,). Równocześnie Jan Olszewski określał dążenie Wałęsy do podpisania układu w niekorzystnej dla Polski wersji jako „…zdradę stanu…”. Ostatecznie, jak wiemy, traktat został podpisany łącznie z porozumieniem o zasadach wycofywania armii rosyjskiej z Polski jednak bez wspomnianej wyżej „zgody na tworzenie” faktycznych przyczółków dla agenturalnej działalności Rosjan na terenie RP. Niektórzy publicyści naiwnie sądzili wówczas, że w polsko – rosyjskich stosunkach nastąpiła jakościowa zmiana. Historia spleciona z rzeczywistością miała weryfikować też nasze położenie geopolityczne. Rozentuzjazmowani wieszczyli „koniec” historii „…Zamiast między Niemcami i Rosją jesteśmy politycznie w środku kontynentu. … Zyskujemy z Rosją równoprawne stosunki. … Przez co najmniej trzy wieki położenie między Rosją a Niemcami było zmorą Polaków. … dawna polska >>geopolityka<< traci na znaczeniu. … „ (Życie Warszawy, W środku nie między, 23/24.04.92, Kazimierz Wóycicki). Stefan Niesiołowski zaś twierdził, że partie polityczne „…mają prawo i powinny posiadać własne programy …polityki zagranicznej, ale niedopuszczalna jest sytuacja, gdy w walce o władzę wkracza się na obszar relacji Polski z sąsiadami nie oglądając się na konsekwencje…Polska nie chce i nie może pozwolić sobie na złe stosunki z Rosją …” (Życie Warszawy, Egzamin z historycznej szansy, Stefan Niesiołowski, 26.05.92, Gazeta Wyborcza Awantury o traktat ciąg dalszy, Wojciech Mazowiecki, 27.05.92, Polityka, Przeszliśmy rzekę, Krzysztof Mroziewicz, 30.05.92,).

Cytowani wyżej publicyści nie widzieli przy tym, a może nie chcieli widzieć, niezmienności i rosyjskich i niemieckich interesów politycznych, a na pewno się nad tą niezmiennością nie zastanawiali. Widać to z przytaczanych wyżej opinii i z perspektywy czasu. Nie zauważono też szkodliwej, z polskiego punktu widzenia, stwierdzenia Lecha Wałęsy, który dystansował się od dyskutowania kwestii tego czy Rosja jest sukcesorem ZSRR czy też nie jest tymże, bo przecież to nie jest polska sprawa. Dodatkowego smaczku dodawało tej wypowiedzi to, że artykułowana była podczas wizyty Prezydenta w Katyniu. Błyskawicznie natomiast odnotowano pomruki niezadowolenia dochodzące z Belwederu – prezydent po raz kolejny „postulował” szybką wymianę gabinetu (Gazeta Wyborcza, Wycofuję poparcie, 27.05.92). Miał w tym dążeniu kilku sojuszników jednym z nich byłą Unia Demokratyczna, która  „….zdecydowanie dąży do obalenia rządu Olszewskiego…” (Życie Warszawy, Manewr wyprzedzający, Igor Janke, 25.05.92). Wyraźnie było, przy tym wszystkim widać, że poszukiwany od dawna pretekst znajduje się w zasięgu ręki. Jakby tego było mało na agendzie politycznej pojawiła się sprawa lustracji. Krzysztof Wyszkowski zasugerował publicznie, że minister Skubiszewski mógł być był tajnym współpracownikiem SB – działo się to niewątpliwie nie bez związku z „aferą traktatową” i nerwowym poszukiwanie winnych tejże. Natychmiast odezwali się obrońcy niewinności ministra (figurował na „Liście Macierewicza” jako TW „Kosk”) i „…kultury politycznej…”, którą można był zniszczyć „…nieodpowiedzialnymi czynami…” (Życie Warszawy, Wyszkowski agentem SB ?, Kazimierz Wóycicki, 27.05.92). Niestety, w obronie „prawdy i demokracji” żaden z nich nie brał pod uwagę możliwości destrukcji polskiej demokracji (czy wręcz państwowości) przez ukrytą agenturę. W tym kontekście nie było paradoksem, że w dniu (28.05.92), w którym parlament na wniosek Janusza Korwin Mikke przyjął głosami KPN, PC, ZChN, „Solidarności”, PSL-PL, PChD i UPR (186 za, 15 przeciw, 32 wstrzymujące się), UD i KLD zbojkotowały głosowanie (twierdząc, że uchwała jest nielegalna), uchwałę zobowiązującą szefa MSW „do podania do dnia 6 czerwca 1992 pełnej informacji na temat urzędników państwowych od szczebla wojewody wzwyż, a także senatorów, posłów (...), będących współpracownikami Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa w latach 1945–1990”, Gazeta Wyborcza zamieściła tekst „Gra w teczki” uzupełniony komentarzem Ewy Milewicz, w którym próby lustrowania najwyższych urzędników w państwie określono mianem „szaleństwa” i próbą szantażu wobec przeciwników politycznych rządu. W gazecie pisano też o „czystkach” i pytano czy jest to „Oczyszczenie czy unurzanie” (Gazeta Wyborcza, Weronika Kostyrko, 29.05.92).

Gdy wspominano o „Teczkach Pandory” (to samo wydanie Gazety Wyborczej) manipulowano równocześnie prawdą pytając „Ile razy można powtarzać, że wiarygodność ubeckich archiwów jest wątpliwa ? Czesi i Niemcy, którzy postanowili ujawnić ich zawartość gorzko tego żałują ?...”  (Wojciech Maziarski). Przy okazji twierdzono, że Polska wygrała wojnę z komunizmem i nie warto się czymkolwiek co z tymże było związane zajmować bo „…skoro nie ma już wojny, to nie ma też wroga…”. Oprócz tych pogłębionych analiz (ich wartość, prawdziwość  i wagę możemy precyzyjnie ocenić dzisiaj) zastanawiano się jak uniemożliwić lustrację. Wicemarszałek Sejmu Jacek Kurczewski apelował o niepodpisywanie ustawy przez marszałka co miało uniemożliwić jej wejście w życie. Ostrzegał też przed nią Prezydent w słynnej rozmowie z Antonim Macierewiczem. Liczono też i na to, że przeciwko ustawie wypowie się Trybunał Konstytucyjny. Straszono też opinię publiczną liczbą potrzebnych do przeprowadzenia właściwej lustracji sprawdzeń - miało ich być 77 tysięcy – musiało to tworzyć wrażenie niewykonalności całej operacji, którą mieli przeprowadzać „chłopcy Antoniego”, o których rok później Gazeta Polska pisała „Przez kilka miesięcy grupa …dzielnych, godnych zaufania, młodych ludzi zaangażowanych przez …Antoniego Macierewicza prowadziła w specjalnie do tego przeznaczonym zespole analitycznym badania archiwów MSW. W wyniku ich prac ustalono nazwiska tych dygnitarzy … i członków parlamentu, którzy za rządów komunistycznych byli konfidentami bezpieki, to znaczy świadomie donosili na swych przyjaciół, kolegów i informowali oficerów SB o nieprawomyślnych poglądach i patriotycznych działaniach. Lista nazwana została przez autorów - ostrożnie – listą zasobów archiwalnych MSW. … Zamiast zapaść się pod ziemię ze wstydu, zamiast podać się do dymisji konfidenci pozostają nadal na swych stanowiskach. … Niektórzy mają na swych koncie niewątpliwe zasługi dla Polski. Więc nie to jest największym skandalem, że tym ludziom przytrafiło się kiedyś takie nieszczęście …Największym skandalem jest to, że gdy nadeszła godzina prawdy, ważyli się użyć siły i autorytetu państwa, aby ukryć przed narodem swoją przeszłość….” (Gazeta Polska, czerwiec 1993 nr.4/93).

W akcji zohydzania lustracji standardowo sięgano też po opinie „autorytetów naukowych” definiując obawy o bezpieczeństwo państwa jako paranoję, troszczono się przy tym bardziej o SBeków i ich tajnych współpracowników niż ofiary działań tychże „…Jakie będą konsekwencje wejścia w życie uchwały o ujawnieniu teczek byłych agentów SB i UB - …Uchwała zniszczy lub skomplikuje życie wielu ludziom. … Zwolennicy uchwały twierdzą, że teczki trzeba ujawnić, ponieważ agenci mogliby stać się zorganizowaną siłą, która wystąpi przeciwko demokracji – To bzdura. W psychologii tego typu postawę nazywa się reakcją paranoiczną lub kompleksem oblężonej twierdzy. Pomaga ona racjonalizować własne działania lecz nie rozwiązuje rzeczywistych problemów.” (Gazeta Wyborcza, rozmowa z prof. Mirosławą Marody z Instytutu Socjologii UW, Reakcja paranoiczna, Rozmawiała Dominika Wielowieyska, 30/31.05.92).

Paradoksalnie przeciwko lustracji wypowiadali się tez i ci, którzy frondowali wcześnie przeciwko systemowi, a później otrzymali możliwość wejścia do archiwów MSW. W skład „komisji”, która otrzymała to prawo wchodzili Andrzej Ajnenkiel, Jerzy Holzer, Bogdan Kroll i Adam Michnik. „…Istnieje niebezpieczeństwo, że sporo dokumentów zostało zlikwidowanych. … Trudniejsze już jest Fałszowanie, bądź prokurowanie nowych akt, ale dla fachowców nie byłby to problem do pokonania.” Mówił gazecie (Życie Warszawy, Historycy o ujawnianiu agentów SB i UB. Wypowiedzi profesorów Ajnenkiela i Holzera, 30/31.05.92) Jerzy Holzer (zdefiniowany w jednym z telewizyjnych programów „Misja Specjalna” Anity Gargas jako TW). Jednym z ważnych argumentów przeciwko lustracji miało być również i to, że „świat polityki” był sprawdzany przez „służby” zarówno w roku 1989 jak i 1991. W miarę rozkręcania się kwestii lustracyjnych wrócono do pytania jak radzili sobie z rozliczeniami przeszłości nasi sąsiedzi. Wnioski musiały (co oczywiste) być druzgocące dla zwolenników czystości polskiego życia politycznego. Piszącym o tym dziennikarzom nie przyszło do głowy, że w rzeczywistości ich teksty, gdyby chcieć je analizować racjonalnie, pokazywały w pełni konieczność dokonania lustracji, która była (w postkomunistycznym milieu) po prostu koniecznością gwarantującą bezpieczeństwo państwa choćby i z tego powodu, że n.p., STASI nie ograniczało się tylko do inwigilacji „swojej” opozycji „…Inne źródło moralnego kaca dla obywateli byłej NRD to ujawniający się coraz wyraźniej obraz środowiska NRD – owskiej opozycji i wspierającego ją Kościoła ewangelickiego, jako niemal w pełni zinfiltrowanych przez agentów…” (Gazeta Wyborcza, Jak nasi sąsiedzi ujawniali współpracowników służb bezpieczeństwa, Czechosłowacka przestroga, Andrzej Jagodziński, Lekcja niemiecka, Piotr Cegielski, 30/31.05.92), ale także „…Informacje na temat Polaków STASI przekazywała też do moskiewskiego >>banku danych<< …” (Życie Warszawy, Rozmowa z Joachimem Gauckiem, Wojciech Pomianowski, 2/3.0592 i Wprost, Urząd oczyszczenia, Rozmowa z Joachimem Gauckiem, pełnomocnikiem Bundestagu ds. akt Stasi, Rozmawiał Piotr Cywiński, 14.06.92.). szeroką „publiczność” miały przerazić też informacje o planach przeprowadzenia szerokiej dekomunizacji. Według wiadomości przekazywanych przez gazety (Gazeta Wyborcza, Tylko w >>Gazecie<< - przeciek z MSW, Wielkie łowy MSW, 1.06.92)  przygotowano projekt ustawy wykluczającej osoby, które miał sprawować jakiekolwiek funkcje kierownicze w PPR, PZPR, SD, ZSL, ZMP, ZMS, ZSMP, ZSMW, z życia polityczno / społecznego. Rzecznik rządu Tomasz Tywonek określił publikowanie takich wiadomości jako „…dezinformację mającą na celu destabilizację sytuacji politycznej w kraju…” Życie Warszawy, Tywonek: >>Gazeta<< dezinformuje, 2.06.92). Epatowano też możliwymi krzywdami jakie, w efekcie lustracji, spotkają „niewinnych” ludzi. Antoniego Macierewicza oskarżano o pychę „…Cóż za ogromną pychą jest twierdzenie min. Macierewicza, że wszystko co zostanie ujawnione, będzie absolutnie zgodne z prawdą…” mówił dziennikarzowi w Gazecie Wyborczej (Pierwszy solidarnościowy szef MSW o ujawnianiu teczek, Pycha Macierewicza, Notował jach, 1.06.92) Krzysztof Kozłowski. Według przeciwników oczyszczenia życia publicznego w Polsce lustracja nie dawała też gwarancji, że nie zostaną ujawnione publicznie dane wrażliwe potencjalnych (i byłych) agentów. Tu interweniował Rzecznik Interesu Publicznego Profesor Tadeusz Zieliński. W tym momencie wszyscy przeciwnicy gabinetu jak jeden mąż zaczęli twierdzić, że „…rząd nie pracuje…”, a wszystkie pozytywne efekty jego działalności to tylko skutek polityki poprzedników.  

Z wolna zbliżało się przesilenie. Mimo, że Jan Olszewski był urzędującym premierem pojawiały się nowe kandydatury na stanowisko szefa rządu – jedna z nich to Waldemar Pawlak. W bardzo prosty sposób wskazuje to na fakt, że dymisja podczas „nocy teczek” była faktycznie skutkiem dłuższych działań niż tylko te „spontaniczne” artykułowane przez Wałęsę na wizji w filmie „Lewy czerwcowy”. Pojawiające się w prasie opinie na temat tego, że „lider PSL” może zapewnić „…zawieszenie broni…” na scenie politycznej mogą wskazywać na to, że czerwcowy pucz nie był przypadkiem „…Waldemar Pawlak … Nie jest to polityczna gwiazda, choć ujawnił spory talent i zmysł przewidywania. Posiada też rzadką u nas cnotę powściągliwości w słowach. … Wraz z kandydaturą Pawlaka na porządku dziennym staje więc pytanie o sens >>polskiej rewolucji<< i kierunek przemian….” (Życie Warszawy, Trzecia siła ? Jerzy Wysocki, 4.06.92). Sytuacja zmierzała szybko ku ostatecznym rozwiązaniom. Wieczorem 4.06.92 roku Sejm w głosowaniu wyraził rządowi wotum nieufności (Za wotum  głosowało 273 posłów 119 było przeciw i 33 wstrzymało się). Dziś wiemy, że był to efekt intrygi przerażonych lustracją i możliwymi jej konsekwencjami grup interesów i osobiście zainteresowanych ukrywaniem swojej przeszłości polityków. Profesor Wojciech Roszkowski mówił o tym w rozmowie z Polską Agencją Prasową „…Te ugrupowania przestraszyły się, że ujawnienie przeszłości niektórych ważnych przedstawicieli nowego status quo zburzy ich pozycję. Oskarżano Olszewskiego o przewrót, którego nie planował, podczas gdy dokonano przewrotu parlamentarnego. Nie zastosowano w nim przemocy, lecz zmontowano koalicję obrony nowego status quo…”. W jednym bym się z Profesorem nie zgodził – koalicja została zmontowana w celu obrony „starego i nowego” status quo.  

Zagrożenie minęło „demokraci” mogli odetchnąć.  Nie był to jednak koniec walki o prawdę i honor. Gazeta Wyborcza (5.06.92) publikowała obok tekstu zatytułowanego „Rząd upadł” opatrzonego szczególnie dobranym zdjęciem, na którym Jan Olszewski wyglądał jak południowoamerykański dyktator publikowała słynny dziś wiersz Wisławy Szymborskiej „Nienawiść”. W samym zaś artykule mocno uwypuklono twierdzenia Wałęsy „…teczki są sfabrykowane…” i Kuronia „…Macierewicz niszczy państwo…”, a efekty pracy nad „teczkami” to po prostu „…stek kłamstw… Na liście są nazwiska, w które ja po prostu nie wierzę. Mam na to szereg dowodów. …” (Gazeta Wyborcza, Upadek rządu, 5.06.92). Tak więc „wiara” polityka stała się ni z tego nie owego niepodważalnym „dowodem”. Upadek rządu definiowano jako „odejście w niesławie” zarzucając Antoniemu Macierewiczowi, że dla doraźnych korzyści (utrzymania się u władzy) ryzykował chaos w państwie, działał samodzielnie (choć faktycznie realizował tylko uchwałę Sejmu RP – uchwała z 28 maja 1992) i nie przestrzegał jakichkolwiek zasad „…Działał samowolnie mając na uwadze jedynie własne racje i polityczne korzyści…”. Premier Jan Olszewski miał zaś przedstawić swoje racje w „…dramatycznym lecz pokrętnym wystąpieniu…” (Życie Warszawy, Odejście w niesławie, Kazimierz Wóycicki, 5.06.92), a fakt, że jako obrońca praw człowieka i znawca metod komunistycznych służb akceptował lustrację był „…zadziwiający i niepojęty…” (Polityka, Przepraszam za … Stanisław Podemski, 6.06.92). Przy okazji przypomnijmy fragment tego co „pokrętnie” mówił w transmitowanym w obu programach Telewizji Polskiej „…obrońca praw człowieka…” „…Chciałbym mianowicie, wtedy, kiedy ten gmach opuszczę, kiedy skończy się dla mnie ten – nie ukrywam – strasznie dolegliwy czas, kiedy po ulicach mojego miasta mogę się poruszać tylko samochodem albo w towarzystwie torującej mi drogę i chroniącej mnie od kontaktu z ludźmi eskorty, że wtedy, kiedy się to wreszcie skończy – będę mógł wyjść na ulice tego miasta, wyjść i popatrzeć ludziom w oczy. I tego wam – … Budowaliśmy mozolnie państwo, które obywatele będą mogli szanować. Państwo całkowicie niepodległe, państwo, w którym wojsko i policja są w pełni podporządkowane demokratycznej, przedstawicielskiej polskiej władzy..”. Atakowano nie tylko Jana Olszewskiego - Władysław Frasyniuk i Zbigniew Bujak zarzucali Antoniemu Macierewiczowi i Piotrowi Naimskiemu niemalże kolaborację z „komuną” (Życie Warszawy, Frasyniuk i Bujak oskarżają, 5.06.92). Generalnie przeciwko rozpoczętej lustracji (w jakiejkolwiek formie) było też bałamutne hasło brzmiące „…przecież wszyscy byliśmy umoczeni…”. Nie dość tego – dla przeciwników oczyszczenia z komunistyczno ubeckiej przeszłości było przecież oczywiste, że dokumentacja mogła być fałszowana (dziś wiemy, że fałszowanie tejże 1) było niezmiernie trudne, by nie rzec niewykonalne, 2) w nielicznych przypadkach było szybko i surowo karane przez organa wewnętrzne SB). Pojawiały się też niezweryfikowane (a później całkowicie zdezawuowane) pogłoski o planowanym przez rządzących puczu „...Wiarygodne źródła zbliżone do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych twierdzą, że w czwartek, gdy w Sejmie trwała debata nad odwołaniem rządu minister Antoni Macierewicz w podległych sobie Jednostkach Wojskowych zarządził stan podwyższonej gotowości bojowej. … również 8 maja, gdy Lech Wałęsa wygłaszał w parlamencie orędzie do Sejmu, w NJW trwał  stan podwyższonej gotowości…” (Gazeta Wyborcza, Miał być zamach ?, 6/7.06.92.).

Zgodnie z wcześniejszymi sugestiami na nowego premiera desygnowano Waldemara Pawlaka. Do newralgicznych resortów delegowano Janusza Onyszkiewicza (MON) i Andrzeja Milczanowskiego (MSW). Dość szybko (bo już dwa dni po obaleniu rządu) okazało się, że „opcja NATO/wska nie jest i nie była wcale marzeniem kadry dowódczej Wojska Polskiego (Polityka, Nastroje w wojsku, Z płk. dr Adamem Kołodziejczykiem, komendantem Wojskowego Instytutu Badań Socjologicznych, rozmawia Marek Henzler, 6.06.92), a chcący lustracji to „zoologiczni antykomuniści”. 

Po 4 czerwca Polska stała się znowu „normalnym krajem”. Za tę „normalność” płacimy do dzisiaj. 


 


Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?
Tygodnik

Opinie

Popkultura