REKLAMA

[Tylko u nas] Jakub Pacan: Nowy ład, nowa aksjologia

W Polskim Ładzie – technokratycznym projekcie na następne lata, a pewnie i dekady – zagadnienia aksjologiczne są wyczuwalne dość delikatnie. Dziwne, że o ten wkład nikt się nie upominał. Bo za pieniędzmi i programami ekonomicznymi zawsze idzie polityka i ideologie.
 [Tylko u nas] Jakub Pacan: Nowy ład, nowa aksjologia
/ Twitter

Wydaje się, że PiS-owi z Polskim Ładem uda się wyjść na prostą po czasie pandemii i zamrożonej gospodarki. W sensie psychologicznym ten program już zaczyna działać w ten sposób, że dobre prognozy gospodarcze i program Ładu przekierowują złość i złe wspomnienia z „czasu zarazy” na lepszą zaplanowaną przez rząd przyszłość. Politycy partii rządzącej jak ognia bali się powtórki scenariusza z Winstonem Churchillem, który wprawdzie obronił kraj przez Niemcami, ale kosztem tak dużych wyrzeczeń, że źle się Brytyjczykom kojarzył, stąd po wojnie przegrał wybory. Polski Ład ma na nowo wlać w serca Polaków uczucia pozytywne, zneutralizować zniechęcenie i skłonić do utożsamiania się z planem powracania do normalności realizowanym w ramach wielkich inwestycji publicznych.

Doktryny ekonomiczne, idee polityczne
10 kluczowych obszarów, które premier obiecał uruchomić w ciągu 100 dni to: Plan na zdrowie, Uczciwa praca - godna płaca, Dekada rozwoju, Rodzina i dom w centrum życia, Polska - nasza ziemia, Przyjazna szkoła i kultura na nowy wiek, Dobry klimat dla firm, Czysta energia - czyste powietrze, CyberPoland 2025 i Złota jesień życia. Nie ma tutaj miejsca na rozwijanie szczegółowo kwot i poszczególnych projektów, łatwo je znaleźć w internecie.

Ciekawe, że w tym kluczowym projekcie na następne lata, a pewnie i dekady niewiele miejsca poświęcono na sprawy aksjologiczne i nie słychać głosów, by kogoś to interesowało. Każdy przyjmuje do wiadomości, że to technokratyczny projekt modernizacyjny. Owszem planowany jest rozwój muzeów w ramach programu "Sieć nowoczesnych muzeów", który ma objąć 100 placówek. Ma być odbudowany Pałac Saski, resort edukacji również zaangażowany jest w odrodzenie kwestii tożsamościowych. Jednak nie o to tutaj chodzi.

Do obsługi tak potężnego programu jak Polski Ład powinni być zaciągnięci doradcy religijni, eksperci w sferze aksjologii. Bo za pieniędzmi i programami ekonomicznymi zawsze idzie polityka i ideologie.

Nie da się dzisiaj robić poważnej polityki bez religii. Wszędzie na świecie czy to w krajach demokratycznych, czy niedemokratycznych, na bogatej Północy lub biednym Południu poważni przywódcy prowadzą politykę religijną i traktują ją na serio. Dzieje się tak również wtedy, kiedy jest to polityka areligijna lub antyreligijna, jak np. we Francji czy Hiszpanii, ale do czego to prowadzi w perspektywie czasu widzimy w ostatnich dniach przy okazji tzw. „buntu generałów”. Kwestie osobistych przekonań, w tym religii czy się to komuś podoba, czy nie, zawsze są wyrażane w przestrzeni publicznej. Afirmacja własnej religii, dojrzewanie w niej zawsze odbywa się poprzez relacje osobowe, z innymi grupami społecznymi i w końcu  z państwem. Politycy przewidujący nie zostawiają tego samopas.

New Deal zmienił Amerykę
- W programowym dokumencie „Polskiego Ładu” prezentuje się go jako projekt analogiczny do New Deal czy Planu Marshalla. Jego autorom chodzi zatem o projekt „nowego otwarcia” w rozwoju Polski, nadania nowego impetu, ale i, do pewnego stopnia, kierunku zmianom w rzeczywistości społeczno-gospodarczej. W dokumencie czytamy wręcz, iż jest do strategia „cywilizacyjnej zmiany”. Od tego typu projektu można zasadnie oczekiwać, że będzie uwzględniać różne wymiary społecznego ładu. Wśród nich kwestie aksjologiczne i kulturowe nie wydają się nie mniej istotne od ekonomicznych. Oczywiście, zasadne jest pytanie w jaki sposób taką płaszczyznę kulturową uwzględnić, zwłaszcza w kontekście wyzwań rozwoju gospodarki po pandemii. Tym niemniej, w Polskim Ładzie jest ona naszkicowana bardzo dyskretnie. W jednym miejscu wspomina się o tożsamości narodowej, m.in. o utworzeniu funduszu wspierającego inicjatywy na rzecz nowoczesnego patriotyzmu. Druga kwestia kulturowa dostrzeżona w Polskim Ładzie to kwestia rodziny. Odnoszę wrażenie, że w przypadku zagadnień aksjologiczno-kulturowych główną troską twórców programu było, aby postulaty Planu nie budziły kontrowersji. Od strony krótkoterminowej kalkulacji politycznej można zrozumieć taką strategię, jednak w dłuższej perspektywie przyczynić się ona może do tego, że „zmiana cywilizacyjna” zakończyć się może zmianą kulturową – mówi w rozmowie z nami politolog prof. Michał Gierycz, Dziekan Wydziału Społeczno-Ekonomicznego UKSW w Warszwie.

Program modernizujący i reformujący Polskę niewątpliwie jest programem dobrym, dobrym potrzebnym i oczekiwanym. Ład ma odmienić Polskę i przyczynić się do wzrostu zamożności Polaków i nikt tego nie kwestionuje. Realizacja tego programu sprawi jednak, że elektorat PiS w jeszcze większym stopniu będzie elektoratem aspirującym. Badania przeprowadzone po kilku latach funkcjonowania programów społecznych, takich jak 500+ pokazały, że wyborcy Zjednoczonej Prawicy stają się właśnie takim elektoratem, w mniej oficjalnych rozmowach niektórzy politycy PiS wyrażają obawy, że wyborcy zaczną się „platformizować”, ale dodają, że ciężko to już zatrzymać. Zauważenie tych spraw jest o tyle istotne, że Polska jest teraz areną największej bitwy ideologicznej w Europie, bo jako ostatni kraj tej wielkości ma jeszcze tak żywą wiarę chrześcijańską. Czy PiS brało to pod uwagę konstruując projekt?

Oczywiście może się w tym miejscu pojawić zarzut, że bardziej zachowawcza część społeczeństwa boi się nowoczesności i zamożności i najlepiej czułaby się w Średniowieczu. Tak absolutnie nie jest, ponieważ rozsądni, dobrze wykształceni i zeuropeizowani konserwatyści świadomie przeżywający swoją wiarę doskonale wiedzą, że teza sekularyzacyjna jest kłamstwem i na siłę samospełniającym się proroctwem.

- Jeśli ekonomicznym celem Ładu jest „dostatnie i wygodne życie”, analogicznie jak w przypadku New Deal, to bez klarownego komponentu ideowego jego związek „z tym, co Polskę stanowi” jest raczej luźny. Dodajmy, że New Deal zmienił oblicze Ameryki, nie tylko jej ustroju gospodarczego, ale i politycznego; zredefiniował także doktrynę liberalną. Od tego momentu, to co „wczoraj” było oczywiste, jak np. ograniczony rząd czy wolny rynek utraciło swoją oczywistość, cała debata amerykańska skręciła w lewo. Warto o tym pamiętać zwłaszcza, że preferencje polityczne elektoratu, którego bazą jest względnie wysoka średnia zarobków, ciążą wyraźnie ku innym partiom niż PiS. Ciekawe też wydaje się, że właściwie nie doświadczamy istotnej politycznej polemiki z „Polskim ładem”. Oczywiście, świadczy to w istotnym stopniu o słabości opozycji, ale chyba również o tym, że w istotnej mierze i, oczywiście, w innej politycznej konstelacji, mogliby się pod jego postulatami zasadniczo podpisać. Można to uznać za powód do satysfakcji, ale również – zwłaszcza z perspektywy kulturowej – za sprawę wartą przemyślenia. – tłumaczy prof. Gierycz.

Noc muzeów w Pałacu Saskim
Więcej elementów aksjologicznych w Polskim Ładzie widzi etyk, ks. prof. Andrzej Kobyliński. – Uważam, że w tym ambitnym programie jest duży akcent położony na kwestie kultury i tożsamości narodowej. Takim symbolem będzie odbudowa Pałacu Saskiego, tworzenie sieci nowych muzeów w całej Polsce czy zmiany w systemie edukacji. Nie znamy jeszcze szczegółowego programu całego Polskiego Ładu. To wszystko będzie określone w odpowiednich ustawach, rozporządzeniach, projektach itp. Ale już teraz, patrząc na przedstawione zarysy, widać wiele znaczących odniesień do wzmacniania tożsamości narodowej. Osobiście bardzo się z tego cieszę – mówi w rozmowie z „Tygodnikiem Solidarność” kierownik Katedry Etyki UKSW w Warszawie, ks. prof. Andrzej Kobyliński.

W coraz dziwniej pojmowanej neutralności światopoglądowej państwa, w naszych partiach nikt nie tworzy think tanków w tej dziedzinie, nie powołuje rad ekspertów religijnych. U nas debata na temat religii w polityce zamyka się w stawianiu wyborców przed faktem dokonanym w dwóch stwierdzeniach w zależności od proweniencji politycznej: „trzeba bronić, bo laicyzacja napiera” lub „trzeba w końcu zsekularyzować, bo postęp się nie domknie”.

Tymczasem poza Australią i Europą Zachodnią przywódcy chętnie korzystają z całych sztabów doradców religijnych. I nie jest to jedynie domena Rosji, Turcji, Chin czy Japonii. Komponent religijny bardzo mocno obecny jest w polityce amerykańskiej i tam nikogo nie zdziwiłyby konsultacje ludzi z administracji któregokolwiek prezydenta z doradcami religijnymi dotyczące takiego projektu jak Nowy Ład.

- To kwestia koniecznie potrzebna i niezwykle ważna. Po pierwsze, nie ma dzisiaj mądrej polityki bez diagnozy religijnej. Bez religii ciężko zrozumieć np. geopolitykę Bliskiego Wschodu. Trudno też zrozumieć Rosję i jej imperialną politykę. Jest to niemożliwe, gdy nic się nie wie np. o relacjach między Patriarchatem Moskiewskim, Patriarchatem Konstantynopola i wyznawcami prawosławia na Ukrainie. To samo dotyczy Indii, nie mówiąc już o Chinach. Nie można dzisiaj rozumieć polityki bez religii. Po drugie, zagadnienia religijne i kulturowe są niezwykle ważne, gdy chodzi o tworzenie więzi społecznych, politykę prorodzinną, tożsamość narodową. Dlatego władze państwowe muszą o tym pamiętać, gdy przygotowują plany rozwoju naszego kraju na najbliższe dziesięcioleciach

– dodaje  ks. prof. Andrzej Kobyliński.

Różaniec Bidena
Joe Biden w kampanii wyborczej zaznaczał, że jest katolikiem i doktryna Kościoła katolickiego jest mu droga, a  różaniec „zawsze nosi w kieszeni”. W innym klipie oznajmił, „chodzę na Mszę i odmawiam różaniec. Uważam, że jest to niesamowicie pocieszające". Przed ogłoszeniem wyniku wyborów wziął udział we Mszy Świętej w kościele św. Józefa w Wilmington. Media otwarcie pisały, że w jego administracji jest ponad 30 proc. katolików i przewidywały jaki to może mieć wpływ na jego prezydenturę. Trump z kolei zgromadził wokół siebie religijną prawicę na niespotykaną wcześniej skalę. Nawet lewicowy Barack Obama zapewniał o swojej wierze i codziennej modlitwie.

Polityka religijna w Stanach Zjednoczonych jest bardzo ważnym elementem debaty publicznej. Zaczyna się ona w poszczególnych okręgach i dochodzi aż do Białego Domu. Politycy amerykańscy są głęboko zakorzenieni w religii i chętnie publicznie to pokazują.

We Francji z jej agresywnym modelem laïcité przedstawiciele klasy politycznej choć z wielkimi oporami zaczynają mówić o ważności religii w bieżącej polityce. I nie chodzi już nawet o problemy z islamem, ciągłe duszenie chrześcijaństwa we Francji i deptanie wrażliwości katolików zaczyna grozić buntem na niespotykaną skalę.

Były prezydent Nicolas Sarkozy wywołał skandal w 2008 roku, gdy podczas wizyty u Benedykta XVI zdecydował się w końcu powiedzieć coś, co nad Sekwaną wisi od dekad, „Francja potrzebuje zdeklarowanych katolików, którzy nie boją się powiedzieć, kim są i w co wierzą. Laickość nie może odciąć Francji od jej chrześcijańskich korzeni. Naród, który ignoruje swe historyczne dziedzictwo etyczne, duchowe i religijne, popełnia zbrodnię na własnej kulturze”.

Polski Ład, jak każdy projekt ekonomiczny realizowany na szeroką skalę będzie miał swoje konsekwencje w sferze aksjologii. Dobrze by było, by polska klasa polityczna przestała uciekać od tych spraw w obawie przed wywołanie kontrowersji lub z powodu źle pojmowanej neutralności. Debata publiczna na tym zyska, nie straci. Religia w przestrzeni publicznej nie musi być narzędziem antagonizowania między sobą obywateli. I w końcu gdzie jest szersza debata publiczna w USA, gdzie prezydent mówi o różańcu w kieszeni czy we Francji, gdzie głos taki jak Sarkozego zakrawa na czyn heroiczny? Takie dylematy stają się w Polsce coraz bardziej natarczywe.

Artykuł ukazał się w numerze 24 „Tygodnika Solidarność”.


Ankieta
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Tygodnik

Opinie

Popkultura