REKLAMA

[Tylko u nas] Tarczyński: Musimy otwierać się na świat. Spojrzenie fundamentalistyczne, że mamy tylko Niemcy i USA, jest błędne

Czy praworządność w Polsce jest zagrożona? Z europosłem Prawa i Sprawiedliwości Dominikiem Tarczyńskim rozmawia Jakub Zgierski.
Dominik Tarczyński [Tylko u nas] Tarczyński: Musimy otwierać się na świat. Spojrzenie fundamentalistyczne, że mamy tylko Niemcy i USA, jest błędne
Dominik Tarczyński / zbiory Dominika Tarczyńskiego

Czy Prawo i Sprawiedliwość wyprowadzi Polskę z Unii Europejskiej? Lewicowo-liberalny mainstream przestrzega przez rzekomym Polexitem...

Oczywiście, że to są brednie i kłamstwa pochodzące od Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej. Słyszymy od 2015 roku o tym, że Polska będzie opuszczała Unię, bo rządzi PiS. Natychmiast po ogłoszeniu wyniku wyborów w 2015 roku pojawiła się narracja, że opuszczamy UE… A dlaczego? Bo mamy krytyczną opinię w stosunku do wielu zagranicznych partnerów i walczymy o polski interes. Po to tam jesteśmy, aby dbać o interes i UE, i Polski, bo nasz kraj jest integralną częścią Wspólnoty. Nie można interpretować tego w ten sposób, że skoro walczymy o polski interes, to wychodzimy z Unii. Wśród polskiego społeczeństwa panuje ogromne poparcie dla naszego uczestnictwa w Unii Europejskiej. Z tego powodu opozycja chce zestawić z naszymi działaniami fałszywe przekonanie, że PiS dąży do opuszczenia UE. To sposób na oczernianie obozu rządzącego. To się jednak Tuskowi i PO nie uda. Prostujemy wszystko na bieżąco. Duża część naszej pracy w Parlamencie Europejskim, jak i polskim Sejmie polega na odkręcaniu tych kłamstw. Musimy się tym zajmować i – jak widać – dajemy radę. Polacy już siedem razy powiedzieli Platformie Obywatelskiej „nie”. Opozycja przegrała wszystkie ostatnie wybory. Polacy nie dają się więcej nabrać na ich manipulacje. Nie można poprzestać, ponieważ kłamstwa wypowiedziane sto razy w końcu staną się prawdą.

Jest Pan europosłem z najkrótszym stażem pośród polskich przedstawicieli w Brukseli – z uwagi na opóźnienie Brexitu objął Pan tę funkcję w lutym ubiegłego roku. Na czym skupiał się Pan przez tych kilkanaście miesięcy pracy dla Polski przy instytucjach unijnych?

Bardzo często było tak, że musieliśmy wszyscy skupiać się na prostowaniu kłamstw i udziale w debatach poświęconych tematom, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Spektakl z tzw. praworządnością trwa od 2015 roku. Mamy do czynienia z nieustannymi atakami, które dotyczą bliżej nieokreślonej praworządności. Trzeba wykazywać, że rozwiązania prawne przyjmowane w Polsce są zasadne, a podobne przepisy istnieją już w różnych krajach UE. Muszę nawet tłumaczyć w zagranicznych mediach te wszystkie kłamstwa i odpowiadać na kalumnie pod adresem polskiego rządu. Generalnie biorę udział w pracach Komisji Handlu Międzynarodowego oraz Komisji Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumenta. Zamiast skupiać się tylko na tym, wielokrotnie byłem zmuszony do zabierania głosu w debatach i bronienia dobrego imienia naszego kraju. Zagrywki PR-owe Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej nie są dla nas nowością. Jak wspomniałem, to trwa od 2015 roku. Na razie jednak odnosimy zwycięstwo.

Od prawie roku jednym z gorętszych tematów międzynarodowych w naszej części świata jest sytuacja na Białorusi. Jak z Pana perspektywy wygląda obecnie unijna polityka wobec tego kraju?

Było sporo debat, rozmów i rezolucji. W mojej ocenie za dużo gadania, za mało robienia – to jest prawdziwy problem. Zamiast ciągle opiniować, należy przejść do konkretnych działań, czyli dotkliwych sankcji. Jest to bezpośrednie zagrożenie dla Polaków na Białorusi. Przypomnijmy, że te represje zaczęły się od mniejszości polskiej. Jak wszyscy wiemy, Białoruś jest wspierana przez Putina. To bardzo podobny konflikt jak na Ukrainie. Porównajmy go również z Gruzją. Oby nie spełniły się słowa śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który mówił, że najpierw Ukraina, potem kraje bałtyckie i na końcu Polska. Mam wrażenie, że nikt w UE nie bierze tej sytuacji poważnie. Środki są spóźnione lub nieadekwatne. Premier Mateusz Morawiecki wnioskował, aby jak najszybciej zwołać Radę Europejską w tej sprawie. Liberałowie wiedzą jednak, że Białoruś jest wspierana przez Rosję, a Niemcy z Rosją się dogadują i mają interesy z Putinem. Nord Stream II to projekt polityczny, a wręcz geopolityczny. Pieniądze będą płynąć do Putina i do jego armii, a armia pójdzie tam, gdzie będzie chciał. Politycy nie zdają sobie sprawy, jakie będą skutki finansowania Rosji. Realizacja interesu Niemiec sprawia, że nie reagują tak, jak powinni. Powiedzmy to jasno – pośrednio wspierają państwo rosyjskie, a zwłaszcza rosyjską armię.

Tymczasem Amerykanie, zamiast zaostrzać kurs wobec Rosji, znoszą sankcje na gazociąg Nord Stream 2. Jak Pan to skomentuje?

Przykra sytuacja. To zaprzeczenie polityki Donalda Trumpa, który podczas wizyty w Polsce okazał nam wsparcie. Byliśmy jego głównym partnerem w regionie. Chociażby podczas jego prezydentury znieśliśmy często wspominane wizy. Należy też powiedzieć o tarczy antyrakietowej i systemach obronnych. Obecnie zakupujemy czołgi Abrams, co jest kontynuacją procesu wzmacniania polskiej armii. Z kolei polityka Joe Bidena nas niepokoi. Jestem w delegacji UE-USA i chciałbym, aby te relacje skupiały się na bronieniu wschodniej flanki. Niestety, w to miejsce mamy kilkunastu senatorów USA, którzy piszą do polskich władz, abyśmy wycofali się z ustawy reprywatyzacyjnej. To niewiarygodne, że obce państwo dyktuje nam, jak mamy stanowić prawo. To sytuacja nie do przyjęcia i te relacje są dosyć trudne. Przykładów jest więcej, choćby tęczowe flagi na ambasadach USA w ramach wsparcia środowisk LGBT. Te mają być rzekomo represjonowane w Polsce, mówi się o jakichś „strefach wolnych od LGBT”, które nie istnieją. Inna sytuacja, która z jednej strony jest trudna, ale z drugiej strony nie do przyjęcia, czyli wpływ międzynarodowych korporacji, jak np. Discovery. Próbuje się nam narzucić, jak ma funkcjonować prawo medialne w Polsce. Opozycyjne media mówią o „lex TVN”. A czemu prawo w Polsce nie może być jak w Hiszpanii czy w Niemczech? Nie zgadzamy się na to, na te wszechobecne naciski, kłamstwa, słynne „polskie obozy koncentracyjne” w światowych mediach. Podsumowując, relacje ze Stanami Zjednoczonymi oceniłbym obecnie jako trudne.

A kto, poza Stanami, może być naszym dużym partnerem na arenie międzynarodowej?

Możemy zdywersyfikować partnerów na całym świecie. Nie jesteśmy przywiązani tylko do Niemców, którzy są naszym głównym partnerem handlowym w Unii Europejskiej. Nie ograniczamy się również do Stanów Zjednoczonych w obszarze transatlantyckim. 20 lipca w Kolumbii świętowano kolejną rocznicę odzyskania niepodległości. Byłem niedawno w tym kraju i widziałem ludzi skorych do współpracy. Moje doświadczenie mówi mi, że musimy spojrzeć szerzej. Mamy chociażby Filipiny czy Chiny. Skupmy się na tych, którzy prężnie się rozwijają. Niech Chińczycy wspierają nas technologią czy przy budowie infrastruktury, a my zaoferujemy im swoje towary, ale i swoją kulturę. Konkurs Chopinowski w Chinach przyciąga miliony ludzi. To są potężne pieniądze i promocja polski na świecie. Joe Biden stawia na prezenty dla Putina, co pokazało wycofanie się z sankcji wobec Nord Stream II. Amerykańska administracja patrzy na UE przez pryzmat Niemiec, dlatego my musimy patrzeć na innych. Mamy jeszcze Francję, która może przecież złożyć propozycję odnośnie budowy elektrowni jądrowej na terenie naszego kraju. Jeżeli ktoś ma ofertę technologiczną i chce inwestować, a przy tym oferuje dobrą cenę, to zapraszam, tyle że na naszych warunkach. Potrzebna jest dywersyfikacja interesów, a nie przywiązanie jak w przypadku uzależnienia energetycznego od Rosji, gdy Waldemar Pawlak wynegocjował szkodliwy dla nas kontrakt gazowy. Musimy otwierać się na świat. Spojrzenie fundamentalistyczne, że mamy tylko Niemcy i USA, jest błędne. To nie czasy wybawcy Reagana. Biden wspiera ruchy ideologiczne, zamiast skupiać się na gospodarce. Powiedzmy raz jeszcze: nie wychodzimy z UE, ale szukamy nowych partnerów, nie ograniczając się do Europy Zachodniej.

Francuzi czy Amerykanie to dla Polaków naturalni kandydaci do współpracy, zrzeszeni w UE lub NATO. Ale sprawa chińska jest już znacznie bardziej skomplikowana…

Tak, z perspektywy kulturowej, prawnej, logistycznej, łatwiej jest nam nawiązywać relacje biznesowe z partnerami z Europy czy ogólnie z kręgu cywilizacji zachodniej. Natomiast nie powinno być tak, że ktoś wskazuje Polsce, z kim możemy budować relacje, a z kim nie. Joe Biden kontynuuje wojnę handlową z Chinami, rozpoczętą przez Donalda Trumpa. Ma do tego pełne prawo, jako lider największej gospodarki na świecie. Ale w momencie, gdy w tę wojnę próbuje wciągać inne kraje, takie jak Polska, która musi dbać o dobre relacje zarówno z USA, jak i z Chinami, to nie możemy się na to godzić. Mam tutaj na myśli kwestie związane z telekomunikacją, choćby 5G. Logiczne jest, że rząd amerykański stara się stworzyć dobry grunt dla swoich korporacji, które mogą zarobić ogromne pieniądze, sprzedając tę technologię na całym świecie. Ale jeśli inne firmy mogą podobne rozwiązania budować w Polsce szybciej i taniej, to kto niby zyska na wyrzuceniu ich z polskiego rynku? Mamy kupować droższe i mniej zaawansowane urządzenia? Jednocześnie wielkie zachodnie korporacje rok po roku sukcesywnie unikają płacenia w Polsce podatków. Nie widzę ich po stronie aktywnego działania na rzecz uregulowania tej kwestii. Te same korporacje niosą sztandar wolności słowa i równości wszystkich ludzi – pod warunkiem, że podziela się promowane przez nie wzorce zachowań, niemające nic wspólnego z wartościami, jakie większość Polaków wyniosła z domu. Ci, którzy piszą, co myślą, są przez konglomeraty technologiczno-mediowe cenzurowani i banowani.

Handel i rozwój technologii to jedno, ale chyba zgodzimy się, że bezpieczeństwo kraju pozostaje kwestią nadrzędną.

Nie lekceważę spraw związanych z bezpieczeństwem, a raczej – w tym wypadku – cyberbezpieczeństwem. Ale jako europoseł, a wcześniej poseł na Sejm RP, wiem, że polskie służby potrafią chronić nasz rząd i naszych obywateli, identyfikować potencjalne zagrożenia i eliminować je, zanim się zmaterializują. Opinia publiczna często się o tym nawet nie dowiaduje. Bezpieczeństwo to obszar, który i tak trzeba niezwykle szczegółowo monitorować i na bieżąco kontrolować. Z tego, co wiem, mniej ważne jest to, od kogo kupiło się sprzęt, a o to się ostatnio chyba najczęściej spieramy. Inne kraje europejskie, jak np. Niemcy, Francja czy Węgry, prowadzą współpracę na różnych kierunkach. Zyskuje na tym ich gospodarka, na czele z eksportem. My mamy tutaj jeszcze sporo do nadrobienia, choć wiem, że polska branża mleczarska czy piwna osiągają już znaczne sukcesy na wspomnianym rynku chińskim. Polska jest silnym i dumnym państwem, z potencjałem do prowadzenia samodzielnej i niezależnej polityki międzynarodowej. Trzymajmy się tych, którzy traktują nas jak równych partnerów i nie pozwalajmy się wyzyskiwać.

Dziękuję za rozmowę.


Ankieta
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Tygodnik

Opinie

Popkultura