REKLAMA

[Tylko u nas] Waldemar Krysiak: Jak "Homokomando" zabrało Margotowi "mesjasza"

Polska obchodziła wczoraj rocznicę Powstania Warszawskiego. Wczoraj cały kraj żył obchodami upamiętniającymi to wydarzenie, dzisiaj połowa kraju – ta lewicowa – żyje tym, że wczoraj pod pomnikiem Powstania Warszawskiego złożony został również tęczowy wieniec LGBT. Skąd on się tam wziął? Dlaczego wszędzie wpychana jest tęcza? I czy postępowi aktywiści wierzą w “Zbawienie” przez rewolucję?
 [Tylko u nas] Waldemar Krysiak: Jak
/ Pixabay.com

Wczorajsze uroczystości nie były kameralne. Wzięli w nich udział m.in. prezydent Andrzej Duda, premier Mateusz Morawiecki, prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, prezes PiS Jarosław Kaczyński, goście z Nadrenii Północnej-Westfalii, uczestnicy Powstania Warszawskiego oraz przedstawiciele organizacji kombatanckich. Po zakończonej mszy złożyli oni wieńce pod pomnikiem Powstania Warszawskiego. Nagle w kolejce do pomnika pojawił się ubrany na różowo mężczyzna z tęczowym wieńcem. Był to Linus z “Homokomanda”.

Linusa widać od roku w lewicowych mediach. Młody homoseksualista widywany jest z reguły półnagi – to on rok temu rzucał się topless na warszawskich policjantów podczas zamieszek wywołanych przez queerowych anarchistów ze StopBzudrom. Trudno było go więc poznać ubranego, ale był to bez wątpienia on. Z powagą na twarzy, którą częściowo przykrywała tęczowa maseczka, złożył z towarzyszącym mu mężczyzną tęczowy wieniec pod pomnikiem. Jego organizacja napisała później na Twitterze, że “Powstańcy walczyli o wolną Polskę, i o szacunek i godność dla wszystkich ludzi.”

Jest to gest miły, bo w Powstaniu z pewnością walczyły osoby nieheteroseksualne. W każdym narodzie takich osób jest kilka procent i Polacy – również Powstańcy – nie stanowią tu wyjątku. Uprzejmość tego gestu jest jednak iluzoryczna. Wystarczy przypomnieć sobie, że zeszłoroczne zamieszki aktywistów LGBT w Warszawie, w których udział brał i Linus, i jego Homokomando, były wymierzone przeciwko Polsce i przeciwko Kościołowi. Jeszcze rok temu Linus i spółka nawoływali do anarchistycznej walki z Ojczyzną. Zeszłego lata wspierali StopBzdurom, które otwarcie marzy o zlikwidowaniu państw narodowych, a na Polskę pluje w zagranicznych wywiadach. Powaga gestu uczczenia nieheteroseksualnych Powstańców zamienia się w farsę, gdy gestu dokonują ci, którzy Polski nienawidzą.

Czemu jednak tęcza? Czemu wciskana jest ona przez progresywnych aktywistów wszędzie i zawsze, a szczególnie tam i wtedy, gdy dzieli, zamiast łączyć? Ostatecznie, Powstańcy walczyli w pierwszej linii jako Polacy i Polski, nie jako geje i lesbijki! Odpowiedzią na to jest przemówienie pewnego neomarksisty z 2014r.

 

Jak wilki między owce

W dniach od 24 do 26 maja 2014r. we Wrocławiu odbywała się piąta edycja międzynarodowej konferencji na temat nienormatywnych seksualności i płci kulturowej „Europa bez homofobii”. Na konferencji wystąpił m.in. Dr hab. Jacek Kochanowski, prof. Uniwersytetu Warszawskiego. Dr Kochanowski udzielił wtedy swoim ideologicznym towarzyszom, aktywistom LGBT, następującej rady:

"Wielostronny dialog racjonalnych partnerów – oto model teoretyczny. Kamienie i wyzwiska – oto praktyka, w obrębie której mamy się poruszać. Model teoretyczny wyznacza cel, ku któremu zmierzamy, praktyka wyznacza zaś konkretne ramy, w obrębie których projektować należy takie posunięcia, które przybliżą nam cel wyczekiwany. Stajemy jednak wobec pytania zasadniczego: czy do celu owego zmierzać mamy drogą ewolucyjną, drogą małych kroków, cierpliwego budowania sprzyjającego odmieńcom horyzontu politycznego, poszukiwania sojuszników, opracowywania krótkoterminowych strategii, czy też odpowiednią drogą jest droga rewolucyjna, droga buntu, droga sprzeciwu, droga strategii zwanej strategią słusznego gniewu. Nie chodzi przy tym o to, aby rozstrzygnąć ten dylemat na poziomie teoretycznym raz na zawsze, ale o to, która z tych dwóch strategii: ewolucyjna czy rewolucyjna wydaje się dziś słuszniejsza i ewentualnie bardziej skuteczna w Polsce (…)

(...) Odpowiedź wydaje się dość prosta. (...) Strategia słusznego gniewu podpowiada: z tymi, którzy chcą rozmawiać, z szacunkiem i uwagą słuchając naszego głosu, z tymi rozmawiać, tym, którzy rzucają kamienie i wyzwiska, odpowiadać przemocą. Pytanie jednak, jakiego rodzaju przemocą. Pewną podpowiedzią są działania amerykańskiej grupy ACT UP, organizacji odwołującej się w swych działania do teorii queer. Część ich działań można nazwać rzeczywiście „kontrolowaną prowokacją” – polegają one na wdzieraniu się do heteronormatywnej przestrzeni publicznej; np. akcja całowania się par lesbijskich i gejowskich w supermarketach, podczas tradycyjnych niedzielnych zakupów rodzinnych. Działania tego rodzaju są przykładem słusznej, moim zdaniem, przemocy kulturowej, polegającej na pogwałceniu heteryckiego roszczenia do sfery publicznej i procedur zmierzających do zamknięcia nas w szafach. Pojawiać się należy szczególnie wszędzie tam, gdzie nas nie chcą, gdzie nasze pojawianie się byłoby naprawdę prowokacją, obrażałoby różne uczucia, irytowało, denerwowało, wzbudzało wściekłość. Liczna reprezentacja odmieńców pod flagami, w przebraniach w czasie narodowych celebracji przed Grobem Nieznanego Żołnierza. Coroczna parada wokół częstochowskiej Jasnej Góry. Wielka wielkopiątkowa dyskoteka na rynku w Krakowie (...)".

W tych słowach, ani dla ich autora kompletnie własnych, ani oryginalnych, kryje się sedno dzisiejszego tęczowego aktywizmu. Wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego podkreśla w nich trzy dogmaty tęczowej myśli, która zżera dzisiaj umysły tak wielu lewicowych działaczy: tolerancji nie da się (rzekomo) osiągnąć ewolucyjnie, przez dialog i wzajemny szacunek, a jedynie przez Rewolucję. I jeżeli Rewolucja sama nie przyjdzie, to trzeba ją wywołać i to wszystkimi możliwymi środkami. Środki te mogą być brutalne, chamskie i nieprzyjemne, bo Rewolucja jest najwyższym celem, a cel – jak widać w myśli Gorszego Kochanowskiego – uświęca środki. Brutalność, chamstwo i nieprzyjemności prowadzące do Rewolucji są usprawiedliwione. To – jak podkreśla wykładowca – wynik sprawiedliwego gniewu.

„Nasz kodeks moralny jest absolutnie nowy. (…) nam wszystko wolno, ponieważ jako pierwsi na świecie wyciągamy miecz nie w celu zniewolenia, lecz w imię wolności i wyzwolenia spod ucisku.“ - pisał już w 1919r. Lenin. Kochanowski, niezależnie od tego, że ubiera swoje myśli w nowe, modne słówka, jest tylko ideologicznym przedłużaczem zbrodniczej, antykulturowej ideologii marksizmu. Wczoraj w momencie złożenia tęczowego wieńca jego prikazy stały się – kolejny raz – ciałem.

 

"Mesjasz" zwany Rewolucja

Co jednak nadal pozostaje tylko bezcielesnym majakiem tęczowych aktywistów, to sama Rewolucja, o której marzą aktywiści LGBT. Nie wypaliła ona po apelu Kochanowskiego do tęczowego zrywu w 2014r. i nie wypaliła też rok temu, kiedy wybuchły anarchistyczne zamieszki w Warszawie, w których udział brał Linus i Homokomando. I nie wybuchła wczoraj, bo tęczowy wieniec – jeżeli wierzyć mnogim reakcjom w polskim Internecie – odebrany został jako impertynencki, zbędny, nieproszony. Jak się okazuje, Polska w swojej normalności nadal stawia twardy opór tęczowej propagandzie. W tym polskim stoicyzmie nasza nadzieja.

Drugi jednak rodzaj nadziei można znaleźć w tym, że nikt nie gardzi postępowymi aktywistami tak, jak gardzą nimi... inni postępowi aktywiści. Bo mimo pozornej solidarności między lewakami, gryzą się oni non-stop między sobą. Sam Linus, tani bohater dnia wczorajszego, i StopBzdurom, jego zeszłoroczni towarzysze walki, obecnie się nienawidzą.

„J*bany śmieciu! Cis-geju bez koszulki! Homokomando to j*bane pajace!”

- tak w ostatnich dniach o Linusie pisał na swoim Instagramie (heteroseksualny, notabene) Michał Szutowicz, który uważa się za kobietę (ps. „Margot”). Co mu Linus zrobił? Zabrał „mesjasza”. Zabrał mu rocznicę nieudanej, zeszłorocznej Rewolucji.

Linus organizuje bowiem w nadchodzącą sobotę demonstrację LGBT na cześć zamieszek z zeszłego roku. Gwiazdą tych zamieszek był sam Michał vel Margot, i Margot nie może wybaczyć – jako anarchista – że demonstracja jest organizowana legalnie i w ochronie policji. Michał policji nienawidzi prawdopodobnie tak samo jak faktu, że urodził się mężczyzną.

Taki wewnętrzny spór środowisk LGBT nie tylko więc bawi, ale i śmieszy. Kiedy jednak spojrzymy bliżej na planowane w weekend wydarzenie, zrozumiemy coś jeszcze bardziej kuriozalnego o tym środowisku: oni nie tylko czekają na Rewolucję, oni czekają na swojego „Mesjasza”. Sobotnia demonstracja będzie bowiem nazywać się „Rewolucja jest osobą”. I tutaj widzimy, jak antyreligijna, materialistyczna myśl neomarksistowska, żyjąca w umyśle tęczowych aktywistów, czerpie garściami z myśli religijnej, myśli katolickiej. I chociaż krzywi ją w zboczony sposób, to skrzywdzone echo katolicyzmu da się w niej rozpoznać.

Rewolucja jest osobą, bo jest dla nich „Mesjaszem”. Kiedy nadejdzie Rewolucja, ułomny, zepsuty świat zostanie naprawiony. Nie będzie już ucisku i dyskryminacji, a skaza grzechu pierworodnego – faszystowskiego heteroseksualizmu i normatywności – zostanie ze świata usunięta. Zniknie kapitalizm, zniknie ból osób transseksualnych. Być może lewicowi aktywiści otrzymają nawet – jako zadośćuczynienie za swoje rany w walce – nowe ciała. Gdy przyjdzie Rewolucja, wcielona w osobę nieheteronormatywną – może w Linusa, a może w Margot – mniejszości seksualne będą zbawione.

Takie jest myślenie tęczowe, queerowe. Może nie powinno ono nawet dziwić, bo chyba każdy pragnie jakiegoś zbawienia. Zbawienie od głodu, bólu i płaczu jest pierwszym, czego zaznajemy od matki. Później ci, którzy dorośli, znajdują je w wierze, w pomocy innym, w rodzinie i przyjaciołach. Ci zagubieni szukają go w używkach i seksie. A ci najbardziej oszalali... w Tęczowej Rewolucji, która – miejmy nadzieję – nigdy nie nadejdzie.


Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?
Tygodnik

Opinie

Popkultura