REKLAMA

Paweł Jędrzejewski: "Strollowana rewolucja", czyli Rafał Ziemkiewicz objaśnia świat

Ziemkiewicz jest niebezpieczny, bo potrafi zrozumieć świat i logicznie go tłumaczyć.
 Paweł Jędrzejewski:
/ screen YT - Rafał Ziemkiewicz

Wiemy, że świat oszalał. Ci, którzy tego nie zauważyli, najwyraźniej oszaleli razem z nim. Zrezygnowani, godzimy się z myślą, że świat oszalał, ale chcielibyśmy, żeby w tym szaleństwie jednak była "metoda". Żeby znaleźć sens, wyjaśnienie, jakąś wewnętrzną logikę lub chociaż logikę braku logiki. To nie jest proste. Potrzebny jest do tego sprawny, wnikliwy, wrażliwy analityk z wyobraźnią.

Takim właśnie analitykiem jest autor książki, której premiera odbywa się w tych dniach - Rafał Ziemkiewicz. Diagnoza zawarta jest już w tytule: "Strollowana rewolucja". W świecie Zachodu trwa rewolucja, ale różni się od wszystkich poprzednich. Na czy polega ta rewolucja? Kto i co za nią stoi? Czego dotyczy? I kto i jak ją strollował? Dokąd to wszystko zmierza?

Do mówienia o tych zjawiskach potrzebna jest jeszcze jedna cecha: odwaga. Autor pisze: "By poznać sekrety rewolucji, nie trzeba włamywać się do żadnych sejfów ani kryć za kotarą podziemnej loży masońskiej, w której spotykają się jacyś zamaskowani bilderbergowie. Wystarczy chłodne oko, umiejętność kojarzenia przyczyny ze skutkiem i zdrowy rozsądek, nie przypadkiem tak usilnie zwalczany dziś przez zachodnią popkulturę i edukację." Tak - potrzebna jest odwaga, bo metody stosowane przez autora budzą w wielu grozę i oburzenie. Zdrowy rozsądek w naszym świecie jest w zasadzie już zakazany. Zdrowy rozsądek kształtuje bowiem poglądy, których nie wolno wwozić np. do Wielkiej Brytanii, o czym Ziemkiewicz przekonał się zaledwie przed tygodniem, gdy zatrzymano go na lotnisku Heathrow i odesłano do Warszawy. Przyczyną były donosy na to, co pisze i mówi. Swoją drogą, antywolnościowi urzędnicy brytyjscy mają dobre wyczucie czasu, czyli tzw. "timing". Ich skandaliczne potraktowanie autora okazało się idealnie wycelowaną w czasie reklamą jego książki - medialna wrzawa wokół tego zdarzenia uświadamia nam, że polscy czytelnicy mają swobodny dostęp do myśli autora, które obywatelom Zjednoczonego Królestwa są zakazane.

Ziemkiewicza określa się zazwyczaj mianem publicysty i pisarza "kontrowersyjnego". To taki eufemistyczny slang wobec autora, który ma wielu wrogów. Faktycznie - dożyliśmy smutnych czasów, gdy umiejętność kojarzenia przyczyny ze skutkiem czyni człowieka "kontrowersyjnym". Stąd ataki na pisarza. Prawda na temat szaleństwa świata jest znienawidzona. Stąd absurdalne, ale stale powtarzane oskarżanie Ziemkiewicza o rasizm, antysemityzm, homofobię, mizoginię, islamofobię itd. Klasyczny współcześnie zestaw oszczerstw wyprowadzanych pokrętnie z wypowiedzi wyrwanych z kontekstu, wręcz fejkowych lub interpretowanych ze maksymalnie złą wolą. Odpowiednik oskarżeń z minionych epok o czary, zatruwanie studni czy dodawanie krwi do macy. A wszystko dlatego, że Ziemkiewicz jest niebezpieczny, bo potrafi zrozumieć świat i logicznie go tłumaczyć na tyle, na ile świat poddaje się logice. To jest tematem jego najnowszej książki. A tego robić nie wolno! I jeszcze mówić o tym na co dzień w mediach społecznościowych (autor jest bardzo aktywny na Twitterze i YouTube). Ziemkiewicz to człowiek-instytucja. Felietonista, pisarz, dziennikarz, bloger, youtuber (rektor "Akademii Zdrowego Rozsądku") nie boi się tego, przed czym inni uciekają lub do czego nie są zdolni: syntetycznego podejścia, całościowego wyjaśniania globalnych zjawisk. W tym przede wszystkim tych, których strzeże polityczna poprawność i już samo poddawanie ich analizie może być przedmiotem oskarżeń o tzw. "mowę nienawiści". Jego najnowsza książka jest zbudowana na potrzebie bezkompromisowego zrozumienia rzeczywistości. I to jest właśnie groźne wykroczenie (ta bezkompromisowość), które powoduje wrogość, a nawet wściekłość u wielu. Recenzenci z zasady boją się pisać życzliwe recenzje jego książek. Więcej: boją się pisać jakiekolwiek recenzje książek Ziemkiewicza. "Kultura unieważniania" (cancel culture) od dawna ostrzy sobie na Ziemkiewicza zęby. Nie ma tolerancji dla prawdy na tematy, które on często porusza. Najbezpieczniej jest milczeć. Całe szczęście, czytelnicy książek mają na jego temat całkiem inne zdanie i książki rozchodzą się tak jak na to zasługują. Czyli znakomicie.

"Odnotujmy, bo jest to bardzo istotna różnica pomiędzy rewolucjami klasycznymi, a tą obecną. Tą siłą, która tym razem miała „ruszyć z posad bryłę świata” i zrealizować odwieczne marzenia wszelkiego rodzaju dynamitardów, nie są, jak w rewolucji jakobinów czy bolszewików, ludzie, którym brakuje chleba, ani, jak w rewolucji nazistów, ludzie, których upokorzono i odarto z dumy – ale ludzie, którzy się bardzo nudzą. Niby głodu w sensie fizycznym nie cierpią, cieszą się „bezpieczeństwem socjalnym” na skalę nigdy w dziejach niewyobrażalną, ale nie dano im poczucia sensu. A głód sensu nie jest wcale słabszy niż głód fizyczny czy pożądanie dóbr materialnych." - diagnozuje autor. Po czym pogłębia temat.

Główna teza "Strollowanej rewolucji" jest stosunkowo prosta i oparta na solidnych podstawach, ale jej tu nie zdradzę, bo autor dociera do niej w przekonującym dowodzie dotyczącym mnóstwa zjawisk współczesnego świata. I właśnie tak do tej tezy czytelnik powinien dochodzić. Dowiadujemy się, kto, jak i dlaczego dokonuje rewolucji, która nas dławi swoimi absurdami i kto ją jest w stanie przejąć, podporządkować sobie, kupić, "strollować". I kto za to - i jaką cenę - zapłaci. Smakowanie tego rozumowania jest sednem obcowania z książką Ziemkiewicza. Jest to obszerny esej - gawęda, pełna meandrów, czasami oddalająca się od głównego wątku, naszpikowana anegdotami, wtrąceniami i odwołaniami historycznymi jak szlachetne ciasto drożdżowe rodzynkami. Choć zarazem teza ta jest gorzka, mrożąco trzeźwa, a jednocześnie jak najdalsza od jakichkolwiek teorii spiskowych. Ziemkiewicz nie wierzy w tajne sprzysiężenia, ale w nieuchronną logikę procesów ekonomicznych, psychologicznych, socjologicznych i kulturowych. To one są bohaterami jego książki. Jest w tym zdecydowanie racjonalny.

Nie sposób wymienić wszystkich poruszanych tu zagadnień, z których autor bezlitośnie zdziera maski i przebrania, w jakich je znamy: "apokalipsa" klimatyczna, genderyzm, współczesny kolonializm, migracje, ideologia LGBT+, "walka" z CO2 i absurdy energetyki, ekologia, upadek oświeceniowego mitu Rozumu, przeobrażenia kulturowych wzorców męskich i kobiecych, zmiany w rolach pełnionych przez naukę i naukowców, znaczenie i rola korporacji nowego typu, kluczowe konsekwencje funkcjonowania w nich "opcji menadżerskich" - to tylko kilka ze znacznie dłuższej listy. Imponujące jest to, że ten cały kolosalny, a pozorny miszmasz zostaje w książce Ziemkiewicza zespolony w skuteczny sposób. "Strollowana rewolucja" operuje szeroką perspektywą nie rezygnując z wnikliwości. Ma rozmach. Poszczególne felietony, pozornie tematycznie odrębne, składają się na logiczną, spójną całość, która tworzy nową jakość. To się autorowi znakomicie udało!

"Strollowana rewolucja" jest w polskim współczesnym piśmiennictwie czymś rzadkim, wręcz wyjątkowym. Po pierwsze, przez swoje ambicje stania się całościową diagnozą-syntezą współczesnego świata, który - jak dostrzega Ziemkiewicz - "układa się na nowo". Po drugie, ponieważ autor - jak chyba nikt inny - jest całkowicie wolny od bakcyla szaleństwa rządzącego tym światem. I to trzeba cenić najbardziej. Książka ma szanse na powtórzenie czytelniczego sukcesu poprzedniego tytułu tego autora ("Cham niezbuntowany", 2020), który na liście bestsellerów panelu BookScan Nielsena zajął bardzo wysokie, dziesiąte miejsce, a aż drugie w kategorii "non-fiction".

"Wszystko spotkało się w końcu w jednym momencie historycznym. Upadek rozumu i nauki, zgłupienie i bezradność wobec rzeczywistości dotychczasowych, liberalistokratycznych elit, perwersje intelektualne postmodernistycznych „teorii roszczeniowych”, rozpad rodzinnych więzi, dekonstrukcja społecznych ról męskich i kobiecych, pazerność i bezwzględność w „maksymalizowaniu zysków” wielkich organizmów gospodarczych, które wyrwały się spod kurateli państw i systemów prawnych, oraz, last but not least, znudzenie „próżniaczego proletariatu”, gotowego wspierać najbardziej nawet nonsensowne pomysły burzenia starego świata – ponieważ, skoro rewolucja odbywa się głównie w przestrzeni medialnej, zaangażowanie się w nią niewiele kosztuje."

P.S.

Ziemkiewicz nie byłby sobą, gdyby na ostatnich stronach książki nie zapytał: "Gdzie w tym wszystkim jesteśmy my, Polacy, i nasze niedawno odzyskane państwo?"

I udziela na to pytanie odpowiedzi.

Wnikliwej. Gorzkiej. Jednak nie pozbawionej nadziei.


Ankieta
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Tygodnik

Opinie

Popkultura