REKLAMA

[Tylko u nas] Waldemar Krysiak: „Kyle Rittenhouse. Czy strzelanie do białego pedofila to rasizm?”

W USA zakończył się jeden z najgłośniejszych procesów sądowych ostatnich lat: Kyle Rittenhouse został uniewinniony! Werdykt oczyszczający nastolatka z zarzutów okazał się dla światowej i polskiej lewicy okazją do ośmieszania się – mimo że biały Rittenhouse strzelał w samoobronie do trzech białych napastników, lewicowcy okrzyknęli go… rasistą.
 [Tylko u nas] Waldemar Krysiak: „Kyle Rittenhouse. Czy strzelanie do białego pedofila to rasizm?”

Nie można jeszcze mówić o powrocie sprawiedliwości do Ameryki: za kilka dni zaczyna się bowiem proces przeciwko Ghislaine Maxwell, asystentce pedofilskiego magnata Epsteina. Czy proces będzie sprawiedliwy?

Poszedłem wczoraj – pierwszy raz od paru lat – do gej-baru. Albo raczej – jak to się dzisiaj mówi – do lokalu LGBT, bo gej-barów już prawie nie ma. Z reguły unikam takich miejsc, szczególnie kiedy jestem w Polsce, bo nie chcę, żeby ktoś mnie rozpoznał i zrobił mi awanturę. Według tęczowych aktywistów jestem przecież zdrajcą tęczy, którego trzeba ukarać za sprzeciwianie się Komitetowi Centralnemu LGBT. W Berlinie jednak szanse, że ktoś mnie rozpozna, są niskie – od lat nigdzie nie bywam i nie mam żadnego kontaktu z queerowymi działaczami.

Poza tym w Niemczech szykuje się prawdopodobnie kolejny lockdown – Bawaria już się zamknęła. Jeżeli więc ma się ochotę wypić piwo i pogadać z ludźmi, to trzeba się spieszyć. Za tydzień, dwa może być to już niemożliwe. Postanowiłem więc wczoraj skorzystać z okazji i wyjść na miasto. Spodziewałem się, że może nigdzie nie być tłumów – wszędzie wymaga się podwójnego szczepienia albo świeżego testu covidowego, co odpycha wielu klientów – ale nie spodziewałem się, że spędzę wieczór… spierając się o proces Rittenhouse'a.

Bar faktycznie nie był przepełniony, ale panowała w nim przyjazna, rozgadana atmosfera. Ludzie znudzeni siedzeniem w domu przez ponad rok chętnie zaczynali rozmowę, nikt nie stał sam w kącie. Była nawet jakaś muzyka, kilka osób tańczyło. Wszystko zdawało się być tak, jak w czasach sprzed pandemii.

Szybko jednak okazało się, że większość gości wczorajszego wieczoru była turystami. Część z nich wyszła na szybkie piwo, inni czekali na poranny lot do Australii, Kanady czy Sztokholmu, nie planując tej nocy spać. Ja wdałem się w rozmowę z Amerykaninem, który podróżował z samego rana do Paryża. Dyskusja zeszła w pewnym momencie na politykę.

– Ameryka się sypie, mówię ci. Totalny chaos, totalne bezprawie

– zaczął narzekać Latynos, a ja przez moment miałem nadzieję, że udało mi się trafić na krytyka zeszłorocznych zamieszek neomarksistów z Black Lives Matter. Poglądy nielewicowe wśród gejów, kobiet i mniejszości etnicznych są na Zachodzie jeszcze rzadsze niż w Polsce. Wyrażanie ich publicznie łączy się z reguły ze społecznym ostracyzmem. Bańka mojej nadziei jednak szybko prysła, bo Amerykanin kierował swoją krytykę z kompletnie innej strony.

Koleś jest rasistą, zamordował trzy nieuzbrojone osoby, a sąd go jeszcze pogłaskał po główce i może iść mordować dalej. Co to za sprawiedliwość?

Zapytałem go, dlaczego Rittenhouse jest niby rasistą, skoro jego „ofiary” były białe. On zrobił dziwną minę – minę zdziwienia – ale nie odpowiedział. Zapytałem, czy wie, że zastrzelonych było dwóch, a nie trzech, a każdy z nich zaatakował Rittenhouse'a, pierwszy „ręcznie”, drugi bijąc deskorolką po głowie, a trzeci próbując go zastrzelić. Tutaj też nie było odpowiedzi, tylko lekki szok. Zapytałem, czy wie, że „ofiary” Rittenhouse'a to pedofil, „żonobijca” i profesjonalny złodziej, a całe zamieszki zaczęły się w obronie wieloletniego przestępcy, który znęcał się nad partnerką i stawiał opór przy aresztowaniu. Tutaj dowiedziałem się, że „to nie gra roli”.

– Współczuję ci, że tak myślisz, że to była samoobrona… – skwitował Latynos. – Naprawdę współczuję ludziom, którzy Rittenhouse'a bronią.

Ja jednak nie miałem pojęcia, czego on miałby mi współczuć. To on, podobnie jak miliony innych, padł ofiarą fałszywej narracji, przygotowanej przez mainstreamowe media, które wydały wyrok na nastolatku za to, że nie chciał zginąć na „ognistych, ale raczej pokojowych protestach”.

 

Kłamcy albo głupcy

Moje oczekiwania wobec lewicowych polityków i postępowych aktywistów maleją z roku na rok, z dnia na dzień. Histeria i „virtue signalling” – manifestowanie fałszywej cnoty – coraz mocniej wypierają w lewicowym światku inne wartości, szczególnie jakiekolwiek przywiązanie do faktów. Jedyną walutą, jaka lewicy obecnie pozostaje, są więc uczucia i udawanie, że walczy się o rzekomo dyskryminowane mniejszości.

Nie oczekiwałem też, że mainstreamowe media, zdominowane na Zachodzie przez Fałszywy Postęp, będą przedstawiały historię Rittenhouse'a sprawiedliwie. Mimo jednak moich znikomych oczekiwań i tak doznałem rozczarowania: ilość dezinformacji, przekręceń i kłamstw, którymi otoczono zeszłoroczną strzelaninę z Kenoshy, była nieprawdopodobna. Najlepszym przykładem działania tej kampanii oszczerstw i niewiedzy był post zamieszczony przez Młodą Lewicę w dniu ogłoszenia werdyktu.

Kyle Rittenhouse uniewinniony, mimo jasnych dowodów na morderstwo dwóch czarnoskórych osób w czerwcu 2020 roku. Wziął karabin, pojechał do sąsiedniego stanu i zaczął mordować ludzi. Nie trafi za to do więzienia. Rasizm ma się dobrze, przypominamy więc, że #BlackLivesMatter

– można było przeczytać w tweecie lewicowej młodzieżówki, udostępnionym krótko po uniewinnieniu nastolatka.

Trzeba nawet założyć, że kłamstwa zawarte w tych czterech zdaniach wydawały się świętą prawdą w lewicowej bańce. Powtarzane w nieskończoność, powielane w krzykliwych artykułach przez ponad rok, stały się postępową mantrą i faktem. Poza aktywistycznym półświatkiem nie miały jednak w Polsce żadnej mocy – ludzie komentujący post nie pozostawili bowiem suchej nitki na lewicowej młodzieżówce. Pod lewackim wpisem na Twitterze pojawiły się setki komentarzy prostujących zawarte w nim bzdury. Gdy kopia wpisu wyszła poza Twitter, komentarzy było kilka, kilkadziesiąt tysięcy.

Młoda Lewica post usunęła i nigdy się do błędu nie odniosła. Nigdy nie przeprosiła, nigdy niczego nie sprostowała. Aktywiści, którzy chcą „ratować planetę”, „naprawiać klimat” i „wprowadzać rewolucję społeczną” nie byli w stanie powiedzieć „przepraszam” i sprostować własnych bzdur.

 

#EpsteinDidntKillHimself

Ostatnie dwa lata upłynęły w cieniu neomarksistowskich rozrób – tak w USA, jak i w Polsce. W naszym kraju przed odpowiedzialnością za większość wybryków udało się najpierw uciec anarchokomunistom ze Stop Bzdurom, a potem agresywnym aborcjonistkom ze Strajku Kobiet, które atakowały wszystko i wszystkich – od policjantów po kościoły. W Ameryce natomiast spłonęły miasta i zginęli ludzie, bo Antifa i BLM połączyły siły, topiąc kraj w chaosie. Uniewinnienie Rittenhouse'a jest więc rzadkim ostatnio źródłem nadziei na sprawiedliwość – mimo że USA i Polskę dzieli ocean, to amerykańskie problemy szybko kopiowane są na europejskim gruncie i nawet pojedyncze zwycięstwo sprawiedliwości za Atlantykiem jest u nas potężnym symbolem.

Uniewinnienie Rittenhouse'a to jednak tylko wygrana bitwa, a nie cała wojna. Za kilka dni zaczyna się bowiem w USA kolejny proces, który ma ogromne znaczenie, ale… prawdopodobnie przejdzie bez większego szumu, bo nie jest aż tak medialny, jak pełna archetypów historia młodego mężczyzny, który obronił się przed zbirami. Chodzi o proces Ghislaine Maxwell, pomocnicy miliardera Epsteina, przyjaciela amerykańskich elit, który przez lata władał siatką pedofili i gwałcicieli.

Ghislaine Maxwell to była partnerka Epsteina i jego wieloletnia pomocnica. Ciąży na niej długa lista zarzutów i według dostępnych obecnie informacji zeznawać przeciwko niej będą cztery kobiety, które Maxwell miała pomóc Epsteinowi molestować, kiedy te miały 14 lat. Jeżeli zapadnie wyrok skazujący, Maxwell grozi do 40 lat więzienia.

Czy jednak taki wyrok zapadnie? Nie wiadomo. Podobne, choć poważniejsze zarzuty stawiane były Epsteinowi, który aresztowany został w lipcu 2019 roku. Miliarder jednak nie doczekał się swojego procesu – bowiem 10 sierpnia „popełnił samobójstwo”. Ciało oligarchy, przyjaciela polityków i prezydentów, którzy latali na jego prywatną wyspę (zwaną kolokwialnie jako Pedo Island), zostało znalezione w jego samotnej celi w więzieniu na Manhattanie. W tym samym czasie nieobecni byli strażnicy celi, którzy nie mieli prawa pozostawiać więźnia samego, a wszystkie kamery, które mogłyby „samobójstwo” nagrać, miały akurat w tym momencie problemy techniczne…

Nie musimy się raczej obawiać, że Maxwell też spotka taki koniec – dwa „cudowne” samobójstwa byłoby jednak trudno przepchnąć opinii publicznej. Nie można mieć jednak pewności, że kobietę, która skrzywdziła prawdopodobnie wiele innych kobiet, spotka sprawiedliwa kara. Bez dokładnej uwagi, która towarzyszyła procesowi Rittenhouse'a, sprawa Maxwell może nie mieć tak pozytywnego końca, jak historia bohaterskiego nastolatka.


Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?
Tygodnik

Opinie

Popkultura