REKLAMA

[Tylko u nas] Jakub Pacan: Ostrożna przyjaźń z Francją

Po wielu latach szorstkiej przyjaźni i wzajemnych utyskiwań Polska i Francja odnawiają kontakty. Jaka tym razem będzie ich jakość? Wiele zależy od nas, czasem trzeba dużo wysiłku, by nie dać się zwasalizować.
 [Tylko u nas] Jakub Pacan:  Ostrożna przyjaźń z Francją
/ screen YouTube TVP Info

Francja ma w Polsce jakieś specjalne prawa, ma swoją osobną mitologię. Każdy Polak w pakiecie zbiorowej pamięci otrzymuje niejako oczarowanie Francją. Niemcy, Anglicy, Włosi, choć często im zazdrościmy, to w narodowej mentalności potrafimy ich jednak zdeprecjonować do bezpiecznego dla nas poziomu. Myśląc o Niemcach, Anglikach czy innych znaczących nacjach stać nas na krytykanctwo wobec nich, ba ono często uruchamia się automatycznie. Tak uzbrojeni w rachunek krzywd i pretensji przechodzimy w obopólnych relacjach do spraw bieżących. Przeciw Niemcom mamy dramat wspólnego sąsiedztwa, ich toporność i „arcyfinezyjny” dowcip. Na Włochów mamy ich zamiłowanie do zabawy zamiast do wojaczki i makaron. Ale Francuzi, nawet jak żabojady, to   w sposób wyjątkowy.

Francja elegancja
Antoni Libera w doskonałej książce „Madame” tak opisuje francuskość w odczuciach warszawskiego licealisty w przaśnych latach PRL. „Trzy ciasne pokoiki [Centre de Civilisation Française w Warszawie red.] zastawione półkami, biurkami i kartoteką - będące jednocześnie archiwum, kancelarią, wypożyczalnią książek, a także salle de lecture, o czym anonsowała tabliczka przybita do jednych z drzwi - oto co stanowiło witrynę Cywilizacji, znaczy, Kultury francuskiej: ucieleśnienia idei Racjonalizmu, Postępu, Nowoczesności, Wolności. A jednak, mimo wszystko - mimo tej degradacji, mimo ciasnoty i biedy, obskurnych drzwi i podłóg (…) było w owym przybytku inaczej niż gdzie indziej (…) Przede wszystkim uderzał tu całkiem inny zapach - przyjemny, delikatny, swoiście odurzający: subtelna (nie „słodka”) konwalia zmieszana z oparami szlachetnego tytoniu (jak miało się okazać: Gitanów i Gauloisów)”.

Proszę wybaczyć tę wycieczkę osobistą, ale zrobiłem kiedyś eksperyment dla sprawdzenia magii francuskości wśród wrażliwszej części naszego społeczeństwa. Spisałem listę i zacząłem czytać: l'eau, poisson, rouler, le pain, riz, Beurre, le lait, jambon. I ten widok rozmarzonych oczu słuchaczek. Lista zawierała podstawowe zakupy dostępne w pierwszym lepszym sklepie spożywczym, który u nas najpewniej też jest z francuskiej sieci. Bo nasi sprzymierzeńcy umieli korzystać z tej polskiej nostalgii perfekcyjnie.

Nie tylko kobiety ulegają magii wszystkiego co francuskie i to od stuleci co udowadnia Adam Mickiewicz w „Panu Tadeuszu” pisząc, „Bo Paryż często mody odmianą się chlubi, A co Francuz wymyśli, to Polak polubi”. Płeć brzydsza też kocha Francję, do tego stopnia, że w Legii Cudzoziemskiej uniwersalnym przekleństwem jest słowo „k...a”. Używają go wszyscy skądkolwiek pochodzą. Zanieśli je tam nasi rodacy będący przez długi mocną grupą narodowościową w tej formacji. „Jest coś w rodzaju oczarowania na odległość, a ten, który za tydzień wyjeżdża do metropolii tworzy wokół siebie magiczny krąg, w którym słowa Paryż, Marsylia, Sorbona, Pigalle brzmią jak zaklęcie. Wyjeżdża, a ułomność jego bytu znika, w miarę jak wyłania się sylwetka liniowca. Swoją moc, swoją przemianę odczytuje w oczach tych, którzy go odprowadzają” - tak przemianę mentalną związaną z wyjazdem z francuskiej kolonii Martyniki do Francji opisywał Frantz Fanon w książce „Czarna skóra białe maski”. Z podobnie nabożną atencja traktowano u nas Francję w PRL.

Kochamy Francję, bo przygarniała naszą emigrację, a jako prawowity Zachód nie odbierała nam człowieczeństwa, gdy robili to inni. Fryderyk II na przykład uzasadniał I rozbiór Polski w ten sposób, „Biednych tych Irokezów będę się starał oswoić z cywilizacją europejską”. To w Niemczech mówiło się pogardliwie Polack nie tylko na Polaków, ale czasem i na konia roboczego. Anglicy z kolei byli szczerze zmartwieni i pełni współczucia dla Niemiec, gdy w 1918 roku powstało odrodzone państwo polskie. We Francji  mogli tworzyć Chopin, Mickiewicz, Norwid i wielu, wielu innych bez uszczerbku dla ich artyzmu, choć tworzyli po polsku i w swojej twórczości polskość na francuskiej ziemi afirmowali, bo wolno im było. „Pić jak Polak” nie jest we Francji pejoratywne, lecz przyjazne, akceptujące. To we Francji w końcu została powołana Armia Polska w latach 1917–1919, która nie tylko odegrała kluczową rolę w dziele odrodzenia RP, ale później w nowej Polsce stała się zalążkiem wojska polskiego. W latach 80. działacze opozycyjni będący na emigracji we Francji mogli liczyć na bardzo szeroką i hojną pomoc władz tego państwa, tamtejszego społeczeństwa oraz Kościoła. O tej wdzięczności w Polsce się pamięta.

Francja arogancja
Niemniej jak już było powiedziane nasza sojuszniczka potrafi z naszej nostalgii i trudnego położenia geopolitycznego korzystać i to często w nieładny sposób. „Nasz sojusz z Francją, tak bardzo ważny i wprost nieodzowny, był do maja 1926 r. długiem pasmem upokorzeń. Francja patrzała na nas gorzej, niż na ubogiego krewnego, prawie jak na przybłędę. Sam się tem gorzko przekonałem w 1920 r. wtedy, gdy w Spa zwróciłem się o pomoc wojskową i dyplomatyczną w momentach tragicznych nie tylko dla Polski ale i dla Europy. Pomoc dano nam, jakby z łaski, nie tak jak przystało na sojuszników, pomoc stosunkowo nikłą. Nie ona zdecydowała o zwycięstwie. Szczęściem dla Europy i dla Francji nie było wówczas w Niemczech rządu, który by chciał i umiał skorzystać z sytuacji, inaczej mógłby się już wtedy obalić Traktat Wersalski. Dziś Francja marzy, by wojska rosyjskie mogły się znaleźć na granicy Prus Wschodnich tak, jak w 1914 r. Ale w 1920 r. były one też na tej granicy mogły odegrać łącznie z Prusami dla Francji rolę złowrogą. Zdawano sobie z tego sprawę we Francji i szukano przede wszystkiem oparcia o Anglję. W imię tego oparcia Francja rezygnowała z samodzielnego popierania nas. Jechałem w 1920 r. do Spa w porozumieniu z Marszałkiem Piłsudskim myśląc, że będę miał do czynienia z sojusznikami, których nasz los obchodzi. Przekonałem się, że obchodzą ich tylko ich własne sprawy. Uznali oni już stan sprawy naszej z góry za przegrany, pomoc ograniczyli przeto do minimum i myśleli o tem tylko, jakby swoje różne sprawy dobrze przytem pozałatwiać” - pisał Władysław Grabski w książce „Idea Polska”. Ten sposób traktowania to nieusuwalny rys naszej współpracy dla Polaków mocno niewygodny.

Po 1989 roku przyjaźń także nie należała do najłatwiejszych, może częściowo zaważył fakt, że naszymi adwokatami wejścia do NATO i UE były Niemcy i Stany Zjednoczone. Wraz z naszą obecnością w obu tych organizmach okazywało się, że różnice między Francją a Polską dotyczące m.in., pomysłów na integrację europejską, wartości, którymi powinna kierować się Unia, roli USA na starym kontynencie i podejścia do Rosji były coraz głębsze. Doszło w końcu do zerwania kontraktu na Caracale i wejście pod auspicjami USA w projekt budowy Trójmorza, choć Francja od lat marzy o budowie europejskiej struktury obronnej.

W tym uwierającym chłodzie i naszym zranionym uczuciu do Francji pojawia się jednak furtka na odnowienie starej przyjaźni. Powody są co najmniej dwa. Po pierwsze Francja chce w Polsce budować elektrownie jądrowe, czego otwarcie boją się już Niemcy, „Die Welt” pisze o lęku Berlina przed „osią jądrową Warszawa – Paryż”, która może „wywrócić do góry nogami politykę klimatyczną UE” i Niemcy same zostaną na lodzie. Po drugie zadziałał tutaj start zwornik naszej przyjaźni, czyli „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Paryż boi się Berlina i wzrastającej potęgi Niemiec. Obecny konflikt na granicy białoruskiej pokazuje z tygodnia na tydzień na jak autonomiczną i odważną politykę wobec Rosji i reszty Europy stać Berlin. Niemcy złączeni z rosyjską energetyką całkiem jawnie dziękują Polsce za postawę na granicy białoruskiej, choć każdy wie, że sprawa granicy inicjowana jest z Kremla, a jednocześnie Angela Merkel odwiedza Łukaszenkę w Mińsku. To się nazywa gra na wielu fortepianach i absolutna niezależność. I kto wie czy niemieckie deklaracje wdzięczności za postawę Polaków na granicy nie są związane z wizytą prezydenta Andrzeja Dudy u prezydenta republiki Emmanuela Macrona. Niewykluczone, że Francja widząc naszą trudną sytuację i zaciskające się niemiecko-rosyjskie kleszcze wokół Polski przypomniała o sobie i swoim potencjale po to, by wzmocnić swoje stanowisko m.in., ws. budowy elektrowni jądrowych w Polsce.

Prawicowy zwrot
Prawicowi kandydaci na prezydenta republiki Michel Barnier, Xavier Bertrand, Eric Ciotti, Philippe Juvin i Valerie Pecresse potępiają też reżim Łukaszenki za działania na polskiej granicy. Wcześniej decyzję Trybunału Konstytucyjnego o wyższości konstytucji nad prawodawstwem UE poparli socjalista Arnaud Montebourg oraz politycy prawej strony Marine Le Pen, Xavier Bertrand Michel Barnier i Florian Philippot.

Marine Le Pen już wcześniej stawała po stronie polskiego rządu w sporach z Unia Europejską.„Nasze ugrupowanie zawsze broniło zarówno Węgier, jak i Polski na arenie międzynarodowej” - mówiła na niedawnym spotkaniu z spotkaniu z Viktorem Orbanem w Budapeszcie. Pod koniec października premier Mateusz Morawiecki przyjął Marine Le Pen podczas szczytu UE w Brukseli. „Miałam zaszczyt zostać dziś ugoszczoną przez szefa polskiego rządu Mateusza Morawieckiego. Wspólnie omówiliśmy w szczególności niedopuszczalny szantaż, jaki stosuje Komisja Europejska wobec Polski. Chciałam okazać moje wsparcie” - napisała na Twitterze. To spotkanie było dla liderki Zjednoczenia Narodowego nobilitujące w obliczu walki o fotel prezydencki w swoim kraju i realnej perspektywy wejścia do drugiej tury.

Pod koniec października doszło też do spotkania między prezydentami Andrzejem Dudą i Emmanuelem Macronem, spotkanie powtórzono dwa dni temu. Widać, że Francja oprócz kontraktów i interesów gospodarczych szuka także zmniejszenia politycznego napięcia w kontaktach z Polską. Jednak prezydent Macron zadzwonił do Putina z własnej inicjatywy, by rozmawiać z nim o sytuacji na polsko-białoruskiej granicy. Tego rodzaju rozmowy o nas bez nas drażnią nas najbardziej i uruchamiają uzasadnioną podejrzliwość Polaków. Zresztą Marine Le Pen przeciwniczka Macrona w walce o prezydenturę raczej z sympatią odnosi się do Rosji i sceptycznie do NATO.

W Księdze Koheleta pisze, że jest „czas burzenia i czas budowania, (…) czas rzucania kamieni i czas ich zbierania”, dojrzewamy z naszymi partnerami do czasu zbierania kamieni, które się wcześniej nawrzucało? To pokarze czas. Sojusz z Francją jest nam jak najbardziej potrzebny i wiemy, że w każdym sojuszu Paryż dba o swoje interesy w sposób bezwzględny. Ciekawe jak Polska tę wiedzę wykorzysta.

 

Tekst ukazał się w numerze 47 „Tygodnika Solidarność”


Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?
Tygodnik

Opinie

Popkultura