REKLAMA

[Tylko u nas] Dr Rafał Brzeski: „Moskwa łatwo nie ustąpi, czyli wszystko przez tych Lachów”

– Nadzwyczajna koncentracja wojsk rosyjskich wokół Ukrainy, której towarzyszy zaostrzająca się retoryka i wzmożona dezinformacja, sprawiają, że sytuacja jest płynna i nieprzewidywalna, a intencje Moskwy są nadal niejasne – oceniał sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych Sojuszu Atlantyckiego w Rydze. – Obserwujemy to bacznie – dodał – gdyż naszym celem jest powstrzymanie Rosji od dalszych agresywnych działań.
Władimir Putin [Tylko u nas] Dr Rafał Brzeski: „Moskwa łatwo nie ustąpi, czyli wszystko przez tych Lachów”
Władimir Putin / SPUTNIK / KREMLIN POOL Dostawca: PAP/EPA

Uwaga o uważnym monitorowaniu ma kluczowe znaczenie dla rozwoju sytuacji wokół Ukrainy, bowiem ogranicza zaskoczenie i utrudnia skuteczny kamuflaż zamiarów. Z różnych możliwych scenariuszy otwarta inwazja Ukrainy przez wojska rosyjskie, w stylu II wojny światowej, jest najmniej wygodna i potencjalnie najkosztowniejsza tak w sensie militarnym, co politycznym. Dla Kremla najwygodniejsza byłaby inwazja podprogowa, czyli operacja, która podporządkowuje sobie jej obiekt, ale pozwala propagandowo i politycznie argumentować, że nie jest to żadna wojna tylko „bratnia pomoc”, „ochrona własnej mniejszości etnicznej” lub „operacja humanitarna”. Najistotniejszym elementem takiego rozwiązania jest opanowanie i przejęcie kontroli nad strategiczną infrastrukturą i instytucjami państwa oraz usunięcie aktualnie rządzących i zastąpienie ich ekipą własnych marionetek.

Dwie operacje, które Kreml skutecznie przeprowadził wedle podobnego modelu, to likwidacja „praskiej wiosny” w 1968 roku oraz inwazja Afganistanu w 1979 roku. W obu przypadkach szpicą były jednostki specjalne (specnaz) podległe KGB i GRU. Specnaz KGB wykonywał przede wszystkim zadania polityczne, takie jak neutralizacja kierownictwa i elity państwa. Specnaz GRU realizował zadania wojskowe w rodzaju opanowania lotnisk, węzłów logistycznych i telekomunikacyjnych, zablokowania koszar itp. Działając razem lub oddzielnie, oddziały specnazu obu służb torowały drogę siłom inwazyjnym od przygotowania odbioru desantu powietrznego po zabezpieczenie przepraw mostowych.

Analitycy, którzy studiowali przebieg i wyniki dyrygowanych z Moskwy operacji w Pradze i Kabulu, ustalili kluczowe warunki umożliwiające powodzenie. Spełnienie ich byłoby i teraz konieczne, gdyby Kreml chciał powtórzyć podobny scenariusz w Kijowie. W opinii ekspertów najtrudniejsze elementy operacji winny być wcześniej przećwiczone. W przypadku Kabulu był to lotniczy przerzut 10 tysięcy żołnierzy sowieckich do Południowego Jemenu i Etiopii w sierpniu 1978 roku. Obecnie różne fragmenty, które można złożyć w całość, ćwiczono podczas jesiennych rosyjsko-białoruskich manewrów Zapad 21, po których pozostawiono sprzęt wojskowy oraz polowe centra kontroli i łączności na poligonach wzdłuż granicy z Ukrainą.

Kolejnym warunkiem jest skrupulatne rozpoznanie terenu i tutaj dowództwo rosyjskie nie powinno mieć żadnych trudności, nawet jeśli w ostatnich latach coś się na Ukrainie zmieniło. Niewiadomą jest natomiast postawa wojsk ukraińskich. W Czechosłowacji armia postanowiła nie stawiać oporu. W Afganistanie zdegenerowała się i zdezerterowała jeszcze przed rozpoczęciem inwazji. Podobnie było na Krymie, ale teraz wiele wskazuje, że morale, wyszkolenie i wyposażenie wojsk ukraińskich jest całkiem inne i ich spodziewany opór byłby dla rosyjskiej armii prohibicyjnie kosztowny.

Kluczowym, jeśli nie rozstrzygającym, elementem jest istnienie słabej, targanej sprzecznościami ekipy rządzącej oraz głęboko spenetrowanej przez agenturę lub przeżartej korupcją administracji nieutożsamiającej się z interesami państwa. Kierownictwo partyjno-państwowe Czechosłowacji było rozdarte między „liberałami” dążącymi ku komunizmowi „o ludzkiej twarzy” a poststalinowskim betonem. Kierownictwo Afganistanu trapiły walki klanowe i korupcja. Korupcja nie jest obca również współczesnej Ukrainie (niektórzy twierdzą, że jest wszechobecna), ale jak się wydaje kierownictwo państwa z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim jest wystarczająco patriotyczne, silne i popularne, żeby nie rozpierzchnąć się pod presją wiszących nad granicami oddziałów rosyjskich. Stąd zaskoczenie wywołały informacje Służby Bezpieczeństwa Ukrainy o planowanym zamachu stanu z pomocą „przedstawicieli z Rosji”. Trudno powiedzieć, czy są to plany rzeczywiste, czy też „zamach” jest rosyjską inspiracją, swoistym sondażem, który ma ustalić skalę i siłę opozycji wobec administracji Zełenskiego zanim Moskwa przystąpi do montowania „ekipy zastępczej”. Autentyczny przewrót w Kijowie rozwiązałby Moskwie najważniejszą trudność, gdyż wprowadziłby chaos polityczny i decyzyjny paraliżujący państwo, który ułatwiłby specnazowi likwidację obecnego kierownictwa  i wprowadzenie marionetek. Zamieszanie na szczycie władzy odebrałoby też wolę oporu społeczeństwu i pozostawiłoby obywatelom trudny wybór – albo zgodzić się na włączenie ojczyzny do „świata rosyjskiego”, albo uciekać na emigrację.

Ostrzeżenie SBU przed planami przewrotu być może było przesadne, ale podniosło alarm w Kijowie oraz w służbach wywiadowczych całego świata. Słowa Jensa Stoltenberga o „bacznym obserwowaniu” są tego potwierdzeniem. Oczy i uszy wywiadów są teraz skierowane na Ukrainę i trudno sobie wyobrazić niezauważony przyjazd do Kijowa autokarów pełnych młodych turystów z Rosji, delegacji handlowców o dłoniach jak bochny chleba czy licznych ekip sportowych, nie mówiąc już o penetracji ukraińskiej przestrzeni powietrznej przez niezidentyfikowane helikoptery i samoloty udające maszyny Aerofłotu. Kijów leży od granicy z Rosją prawie o 400 kilometrów, a to na piechotę za daleko nawet dla „zielonych ludzików”.

Nie ulega wątpliwości, że Moskwa łatwo nie ustąpi i ma jeszcze niejedną broń w swoim „podprogowym” arsenale, ale jeśli ekipa w Kijowie wytrzyma wojnę nerwów, jeśli państwa deklarujące obecnie poparcie dla Ukrainy nagle się od niej nie odwrócą wskutek dyskretnej, ale potężnej, presji Kremla, to Rosja i jej jedynodzierżca znajdą się w sporym kłopocie. Trwać i zostawić na pograniczu 100 tysięcy żołnierzy na całą zimę to potężny koszt. Ogłosić zakończenie „manewrów” i wycofać wojska to kompromitacja. W opowieści o dubeltowych ćwiczeniach Zapad 21/22 nie uwierzą nawet fanatyczni odbiorcy telewizji RT i radia Sputnik.

Istnieje obawa, że za rozterki Kremla oberwie w najbliższych tygodniach rykoszetem Polska. Przecież to dramatyczna medialnie „bitwa pod Kuźnicą”, z armatkami wodnymi odpierającymi szturm migrantów pchanych na kolczaste koncentriny przez białoruskich mundurowych, zaalarmowała polityków i wojskowych oraz skupiła uwagę światowej opinii publicznej na granicy Unii Europejskiej i wschodniej flance NATO.

Wszystko przez tych Lachów.


Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?

 

POLECANE
Wydarzenia

Związek

Ankieta
Czy Polska powinna budować mur na granicy?
Tygodnik

Opinie

Popkultura