Paweł Jędrzejewski: Jacek Dehnel atakuje Dekalog swoją ignorancją

Jacek Dehnel wystąpił z własnego wyboru w archetypowej roli „małpy z brzytwą”. Czyli ostentacyjnego barbarzyńcy. To znaczy zaatakował Dekalog mając na jego temat – delikatnie mówiąc – bardzo mgliste pojęcie.
Mojżesz z Dziesięcioma Przykazaniami Paweł Jędrzejewski: Jacek Dehnel atakuje Dekalog swoją ignorancją
Mojżesz z Dziesięcioma Przykazaniami / Wikipedia domena publiczna

Z zainteresowaniem odnotowałem, że w „Polityce” (20.12.2021) ukazał się felieton pisarza Jacka Dehnela na temat Dekalogu, czyli tego, co tradycja żydowska nazywa Dziesięcioma Oświadczeniami Boga. Mój apetyt na artykuł wzmocnił fakt, że autor już w tzw. „lidzie” stwierdza: „Dekalog, kodeks Hammurabiego i kodeks Justyniana zostawmy w muzeach, razem z sochą, samochodem na korbkę i starą nokią.” Czyli tekst krytykuje Dekalog. Takie teksty przed chrześcijańskimi świętami to „świecka tradycja” lewicowej prasy. Skoro jednak Dehnel uważa Dekalog za coś przestarzałego i bezużytecznego, byłem ciekaw argumentów. Liczyłem, że będą poważne i mądre.

Mocno, nawet bardzo mocno się zawiodłem.

Jacek Dehnel wystąpił tu z własnego wyboru w archetypowej roli „małpy z brzytwą”. Czyli ostentacyjnego barbarzyńcy. To znaczy zaatakował Dekalog mając na jego temat – delikatnie mówiąc – bardzo mgliste pojęcie. De facto, główna informacja, którą podzielił się z czytelnikami „Polityki”, to ta, że na temat Dekalogu nie ma nic istotnego, nic mądrego do powiedzenia. A nawet więcej: udowodnił swoim tekstem, że w tej tematyce jest ignorantem. Precyzyjnie według zasady „Nie znam się na tym, więc się wypowiem”.

Dziesięć przykazań to integralna część Tory – świętej księgi judaizmu. Z tej księgi i z judaizmu różne nurty chrześcijaństwa wyprowadzały przez stulecia swoje wersje Dekalogu. Różnią się one od oryginału nie tylko numeracją, ale – co znacznie ważniejsze – zawartością.

Dehnel w swoim felietonie nie zadał sobie nawet trudu ustalenia, którą wersję uważa za zasługującą na jego autorytatywne i przeczące oczywistości stwierdzenie „Dekalog nie jest żadnym uniwersalnym fundamentem etyki ani przyzwoitości.” W swoim tekście raz ma pretensje, że coś zostało w Dekalogu zmienione, a innym razem, że zmiana – jego zdaniem konieczna – nie została wprowadzona.

Jedynym sensownym sposobem podejścia do Dekalogu byłoby poddanie krytycznej ocenie wersji oryginalnej. Jeżeli natomiast krytyka dotyczy nieoryginalnych wersji, to trzeba to wyraźnie zaznaczyć. Istnieje przecież konkretny tekst w języku hebrajskim, ma on parę tysięcy lat, jest rok 2021 i ze współczesnej perspektywy autor mógł wyłożyć swoje pretensje co do etycznej zawartości tego tekstu. Oczywiście, żeby móc to zrobić, musiałby najpierw wiedzieć, co słowa tego tekstu znaczą i jak są interpretowane w tradycji religii, do której oryginalnie przynależą.

Autor nie zadał sobie tego trudu. Oparł się na tyle popularnych co fałszywych stereotypach na temat Dekalogu.

Dlatego już na wstępie wprowadza czytelnika w błąd – na razie w sprawie drobnej – pisząc: „Pamiętajmy jednak, że jeśli ktoś narysuje gołąbka albo słonia (albo słonia połkniętego przez węża), występuje srodze przeciw oryginalnemu Dekalogowi”. Bzdura. Niezrozumienie tekstu. Nieznajomość rzeczy. Autor powinien odwiedzić synagogę z Gwoźdźca w muzeum Polin, której dach – jak informuje muzeum – „zdobi 67 wizerunków mitycznych zwierząt namalowanych tradycyjnymi farbami przygotowanymi na bazie naturalnych pigmentów, wody oraz kleju króliczego. Wśród zwierząt znajdują się m. in. słoń, lew, kruk, szpak i wiewiórka.”

Gdy Jacek Dehnel wspomina o tzw. drugim przykazaniu (w oryginale jest to przykazanie trzecie), stwierdza: „Nawet wierzący powszechnie mówią „O, Boże”, „Jezus, Maria, Józefie święty”, „Olaboga!”, „Rany”, „Jeeeezu…” a bywa, że „Dżizas”.” Daje więc dowód, że nie ma pojęcia o tym, czego naprawdę dotyczy to przykazanie. Nie zadał podstawowego i logicznego pytania: dlaczego ze wszystkich zakazów i nakazów Biblii tylko złamania tego przykazania „Bóg nie wybaczy”? Nie zaintrygowało go, dlaczego Bóg miałby nieodwołalnie karać za okrzyk „O, Boże”. Nie pomyślał, że może dlatego, że wcale nie o to w tym przykazaniu chodzi. A o co chodzi, już go nie zainteresowało.

Gdy pisze o tzw. piątym przykazaniu (w oryginale – szóstym), wypowiada takie opinie: „Zapewne wszyscy się zgodzimy, że „Nie zabijaj” to rozsądny postulat. Dalej zaczynają się schody. Kara śmierci, aborcja, eutanazja – ile osób, tyle opinii, nie ma tu społecznego konsensu, a do tego możemy dorzucić zabijanie zwierząt na mięso (lub dla zabawy, jak w przypadku corridy) i robi się jeszcze ciekawiej.”

 

Mordowanie

Rozumiem, że można tego nie wiedzieć, bo wszyscy żyją w błędzie i myślą, że przykazanie naprawdę brzmi „nie zabijaj”. Jednak gdy się pisze artykuł na temat Dziesięciu Oświadczeń, to już wypada mieć świadomość, że oryginalne przykazanie to „Nie wolno ci mordować”. I że słowo hebrajskie tu użyte oznacza nie „zabijanie” (które określa pozbawianie życia bez nacechowania etycznym osądem), ale „mordowanie” (które jest niemoralnym, etycznie nieakceptowalnym odebraniem życia). I wtedy, gdy to wiemy, okazuje się, że „nie zabijaj” to wcale nie jest rozsądny postulat, bo przecież gdy bandyta chce nas zamordować (a nie „zabić”), wtedy mamy pełne prawo zabić (a nie „zamordować”) go w samoobronie koniecznej. Tora odróżnia „zabijanie”, od „morderstwa”. W Torze hebrajskie ‚Lo tircach’ nie oznacza „nie zabijaj”, lecz „nie morduj”. ‚Lo taharog’ oznaczałoby „nie zabijaj”, ale tych słów tam nie ma! Ta różnica znaczeniowa ma ogromne konsekwencje etyczne. Zabijanie – to pozbawianie życia. Po prostu pozbawianie życia, bez negatywnego nacechowania etycznego. Gdyby zakaz zabijania miał być traktowany literalnie, to – weźmy pod uwagę tylko wiek XX – bylibyśmy niewolnikami w III Rzeszy albo raczej dawno bylibyśmy poddani totalnej zagładzie. Nazizm został pokonany tylko dlatego, że wyznawcy chrześcijaństwa (czyli większość żołnierzy w armiach koalicji antyniemieckiej) nie przestrzegali tego błędnie przetłumaczonego (jako „nie zabijaj”) przykazania i walczyli z nazizmem strzelając do żołnierzy niemieckich i zabijając ich. Zabijając właśnie, ale nie mordując!

I można tak dalej wędrować przez tekst Jacka Dehnela, znajdując kolejne dowody, że wypowiada się bez elementarnej wiedzy na temat, o którym pisze. Gdy wspomina o „nie kradnij”, to notuje takie „odkrycie”, jako rysę na precyzji tego przykazania: „oczywiście Jean Valjean kradnący chleb dla głodującej rodziny przypomina nam, że nakazy etyczne też mają swoją hierarchię”. Słusznie, ale gdyby Dehnel znał temat, wiedziałby, że Tora rozwiązuje ten problem już od wielu tysiącleci, stwierdzając, że takie prawa jak zakaz kradzieży (i prawie cała reszta przykazań, bo z wyjątkiem tylko trzech), ulegają zawieszeniu, gdy zagrożone jest ludzkie życie. Dlaczego? Bo Bóg stwierdza, że daje prawa, aby człowiek „żył dzięki nim”, a nie umierał przez nie.

Podobnie, z niewiedzy wynika kolejne „odkrycie” Dehnela: „„Fałszywe świadectwo” ratuje ten dopisek „przeciw bliźniemu swemu”, bo komuż z nas nie zdarzyło się skłamać, kierując się właśnie etyką, w dobrej sprawie, altruistycznie, nie egoistycznie?”

 

Fałszywe świadectwo

I znów, autor powinien wiedzieć, że prawo wywiedzione z Tory zawiera długi wykaz sytuacji, w których nie wolno kłamać oraz sporą listę sytuacji, w których wolno a nawet należy kłamać – właśnie z etycznych powodów.

Zakazanymi są więc na przykład kłamstwa, aby kogoś oszukać, odnosząc w ten sposób materialną korzyść, zyskać czyjeś zaufanie i móc tym kimś manipulować oraz go wykorzystywać, pozbawić kogoś korzyści, którą by ktoś odniósł, gdyby nie kłamstwo, zwieść kogoś obietnicami korzyści, bez intencji dotrzymania obietnic.
Natomiast jest dozwolone, a nawet nakazane:
• Kłamanie, aby ocalić pokój, nie zranić czyichś uczuć, kogoś pocieszyć w nieszczęściu lub osamotnieniu.
• Kłamanie w sytuacji, w której prawda mogłaby kosztować kogoś życie lub powodować krzywdę fizyczną (trzeba skłamać ścigającym z zamiarem popełnienia morderstwa, gdzie ukrył się ścigany).
• Kłamanie przez skromność, aby nie obrażać innych ludzi prawdą, która wyda się im arogancją i pychą (np. znakomity uczony zapytany, czy jest znakomitym uczonym, może skłamać, zaniżając we własnej ocenie swoje kwalifikacje).
• Kłamanie, aby ochronić czyjąś własność przed złodziejami (np. ktoś, o kim wiemy, że jest zdolny do złodziejstwa, pyta o to, czy w domu naszego znajomego znajdują się cenne przedmioty).

Jak widać z powyższych przykładów, prawo religijne wywiedzione z Tory nie traktuje prawdy w kategoriach absolutu, ale w kategoriach absolutu traktuje dobro i zło. A więc także dobro i zło, jakie mówienie prawdy lub kłamstwa może spowodować.

Kłamstwo znajduje się u korzeni większości zła. To pierwszy, bo nie jedyny, wymiar tego przykazania. Na kłamstwach opierały i opierają się wszelkie dyktatury, tyranie, totalitaryzmy. Z kłamstwa wyrasta nienawiść zarówno do indywidualnych ludzi, jak i do całych grup. Czy na przykład bez kłamstw na temat Żydów, które spowodowały ich odczłowieczenie, byłoby możliwe mordowanie w czasie Zagłady żydowskich niemowląt, które nikomu nie zawiniły? Czy bez kłamstw rasizmu (o wrodzonej niższości Murzynów), byłyby możliwe wieki niewolnictwa?

 

Cudzołóstwo

Z kolei, głównym argumentem przeciwko przykazaniu o zakazie „cudzołóstwa”, jest dla Dehnela stwierdzenie: „całkiem sporo ludzi nie widzi zła w konsensualnym seksie, jeśli wszystkie zainteresowane strony o sprawie wiedzą i nie zgłaszają zastrzeżeń”. Czyli fakt, że przykazanie bywa łamane, ma być argumentem podważającym jego etyczną wartość? Co to za argument!?

Zauważmy, że większość przykazań Dekalogu zakazuje pozbawiania bardzo szeroko rozumianej własności. Zakaz mordowania – zakazuje odbierania życia, najważniejszej „własności”, jaką może mieć człowiek. Nakaz szacunku wobec rodziców, zakazuje odbierania im cechy „rodzicielstwa”, gdy w starości wszystkie ich inne cechy ulegają „wyłączeniu”. Zakaz „świadczenia przeciwko bliźniemu jako fałszywy świadek” zakazuje odbierania innym należnej im sprawiedliwości. Przykazanie zakazujące cudzołóstwa oryginalnie zakazuje odbierania mężowi żony, czyli zakazuje stosunku seksualnego z kobietą zamężną. Jest tak, ponieważ mężczyzna mógł niegdyś mieć więcej niż jedną żonę, ale kobieta mogła mieć zawsze tylko jednego męża.

Jak wiadomo, współcześnie powszechne rozumienie tego przykazania w kulturze Zachodu bywa szersze i dotyczy zakazu stosunków seksualnych poza małżeństwem. Ma zabezpieczać rodzinę – instytucję, która zdecydowanie lepiej niż jakiekolwiek programy społeczne chroni przed biedą i wszystkimi związanymi z nią patologiami.

Następnie autor daje dowód, że nie rozumie przykazania o „zakazie pożądania”. Pisze: „Myślozbrodnie karze się tylko w systemach totalitarnych”. Nie ma świadomości, że zakaz pożądania tego, co należy do innych, nie jest jednoznaczny z zakazem dążenia do posiadania tego, co mają inni. Nie chodzi o to, aby nie dążyć na przykład do posiadania takiego nowego mercedesa, jakiego ma bliźni, ale nie TEGO mercedesa, którego ma bliźni.

Wiele krwawych i totalitarnych ruchów politycznych XX wieku zawdzięczało swój sukces odpowiedniemu manipulowaniu uczuciem pożądania cudzej własności i wiążącym się z tym uczuciem zawiści. Te dwa uczucia stały się w znacznej mierze siłą napędową komunistycznych rewolucji, a także składnikiem propagandy nazistowskiej.

 

Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe

Na koniec swojego tekstu, Jacek Dehnel wspomina – dla rzekomego kontrastu z Dekalogiem – „zakorzenioną w podstawach empatii „złotą zasadą wzajemności”, wspólną Jezusowi, Buddzie, Mahometowi, Konfucjuszowi, Grekom, Egipcjanom, Hindusom: nie rób drugiemu, co tobie niemiłe, traktuj innych tak, jak chcesz być traktowany.”

I znów: zapomina lub nie wie, że na tej liście pominął tradycję wywodzącą się z Tory i Dziesięciu Oświadczeń Boga. Bo oto czytamy w Talmudzie (Szabat 31a): „Kiedy indziej zdarzyło się, że do Szammaja przyszedł pewien poganin i powiedział: nawróć mnie na twoją wiarę, pod warunkiem, że nauczysz mnie całej Tory, gdy będę stał na jednej nodze. Ten przegonił go linią murarską, którą akurat trzymał w dłoni. Gdy [poganin] poszedł do Hillela, ten rzekł: Nie czyń bliźniemu, co tobie niemiłe. Oto cała Tora. Reszta to komentarz. Idź i ucz się.” Hillel żył w I wieku p.n.e.

Tych dowodów na brak wiedzy dotyczącej tematu artykułu jest więcej. Jednak nawet ta cała ignorancja, jaką reprezentuje i na wszelkie sposoby wykorzystuje w swoim tekście Jacek Dehnel, nie pomaga mu w udowodnieniu jego głównego stwierdzenia: „Dekalog nie jest żadnym uniwersalnym fundamentem etyki ani przyzwoitości.”

 

Prawo boskie

Nie ma wątpliwości, że istnieją moralni ateiści i ludzie niemoralni, a wierzący w Boga. Jednak ateizm nie formułuje systemu zasad etycznych, jakiego wcześniej nie sformułowałby Dekalog, a jedynie systemowi temu odbiera Boga, który jest przecież transcendentnym źródłem etyki, a więc – dla wierzących – nie podlegającym kwestionowaniu. Wszystkie inne systemy etyczne są z natury podważalne, bo ich twórcą jest zaledwie omylny człowiek. Gdy uznajemy istnienie Boga za źródło etyki, to etyka ta jest aksjomatem – stoi na pewnych podstawach. Jednak bez obecności pierwszego z przykazań – o istnieniu Boga – o tym, jak człowiek ma postępować, decydowałoby ludzkie serce. Ono miałoby odróżniać dobro od zła. A serce to emocje. Emocje są bardzo zawodną, nieprzewidywalną podstawą do podejmowania decyzji w sprawach etycznych. Potrzebny jest Bóg, który ustanawia prawo, bo bez akceptacji Jego istnienia, każda zasada, każda reguła postępowania jest ustanowiona przez człowieka, a więc przez człowieka może być również odwołana. Jest chwiejna i niepewna – jest jedynie ludzką opinią. Mądrzy ateiści powinni pamiętać słowa Voltaire’a: „Si Dieu n’existait pas, il faudrait l’inventer” („Gdyby Bóg nie istniał, koniecznością stałoby się wynalezienie go”).

Ludzkość od zawsze poszukiwała i dotąd poszukuje sposobu na uczynienie świata trwale lepszym, na wyjście z zaklętego kręgu biedy, głodu, nienawiści, dominacji, niesprawiedliwości, konfliktów, przemocy, wojen.

Bezskutecznie.

A ten sposób został jej przecież już dany. Jest dostępny każdemu na wyciągnięcie ręki i jego wprowadzanie w życie zależy wyłącznie od ludzkiej wolnej woli. Od tysięcy lat sposób ten jest zapisany w Torze i ogłoszony światu. Składa się on z Dziesięciu Oświadczeń, czyli Dekalogu. Nie istnieje i nigdy nie powstanie żaden lepszy sposób, który mógłby obyć się bez tych etycznych reguł. Bez ich przestrzegania nie ma ucieczki od ograniczeń, jakie nakłada na człowieka jego natura, jego własny egoizm.


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe