[Tylko u nas] Aleksandra Jakubiak: Naprawdę mnie to irytuje

„Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie!” (Mt 10, 16)
/ pixabay.com/TheDigitalArts

Życie społeczne toczy się ostatnio bardzo wartko i jak to zwykle bywa – kiedy jest dużo spraw, znacznie więcej pojawia się zdań, opinii, lęków etc. Nie wchodzę w kwestie czysto polityczne, choć kiedy patrzy się na permanentne ludobójstwo bezbronnych za naszą wschodnią granicą i jednocześnie na reakcje politycznych elit wolnego świata, to naprawdę trudno się nie frustrować, nie podłamywać, nie płakać. W skrócie można to skomentować cytatem z bajki Ignacego Krasickiego: „wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły”. Ta sytuacja trwa już jednak kilka tygodni, trudno do niej przywyknąć, ale przestaje już zadziwiać. To, co w ostatnim tygodniu naprawdę mnie zirytowało, to narracje odwołujące się do spraw moralności i wiary. Jedna z nich drażni, inna smuci, a jeszcze inna – by powiedzieć bardzo delikatnie – wprost mnie zagotowała.

Mamy już ponad dwa miliony uchodźców. A będzie więcej. Prawdopodobnie dużo więcej. Pierwszy, praktycznie ogólnonarodowy, entuzjazm w pomocy uciekającym przed wojną i pokazywaniu Putinowi gestu Kozakiewicza z przesłaniem typu „nie damy ci tych ludzi zabić ani upokorzyć”, opada. Do wielu osób zaczyna docierać, że to nie była sytuacja chwilowa, że ten zryw dobroci może ich osobiście coś kosztować, że gesty jedności zawsze kosztują. I tu pojawiają się różne medialne narracje: pierwsza, szczerze ohydna i cyniczna, retoryka pewnych polityków, którzy chcą przekuć ludzkie lęki na polityczny kapitał, ergo po prostu na sondażowe słupki. To, na co zasługują, to naprawdę totalny bojkot. Ale jest także druga, dobrze słyszalna reakcja – moralne zadęcie i oburzenie w stylu: Jak możecie? Co z was za chrześcijanie? Zwykłe chamy, co nie chcą się dzielić – do wyboru, do koloru, inwektywy, przytyki, napiętnowanie. Pełno tego w sieci. Zastanawiam się, czemu ma to służyć, poza wspięciem się na wyżyny swojej wyśrubowanej moralności, by powiedzieć: „dzięki Ci, Panie, że nie jestem jak tamci – ciemni, głupi, brzydcy, źli”? Jedno jest dla mnie pewne, nie przysłuży się taki przekaz uchodźcom, szukającym na naszej ziemi bezpieczeństwa. Czy zgadzam się z tokiem myślenia osób niechcących dalszego napływu uchodźców lub przyznawania im ulg i społecznych praw? Nie, do gruntu się z nimi nie zgadzam, ale siedząc w ciepłym, suchym pokoju, mając pracę i pełny żołądek, nie będę oceniać matki kilkorga dzieci; osoby, która niedawno została zwolniona lub kogoś, kto z głębokim trudem przeżywa od pierwszego do pierwszego, ani tym bardziej serwować im stygmatyzujących razów. Po pierwsze dlatego, że nie jestem w ich skórze i nie wiem, jak bym się wtedy zachowała. Po drugie, bo jak kochać to wszystkich, a nie jedne grupy mniej, bo mi się ich poglądy nie podobają. Po trzecie, bo to najzwyczajniej w świecie kontrskuteczne. Jeśli ktoś już teraz boi się skutków napływu uchodźców, to po mojej tyradzie na pewno nie będzie bał się mniej, ale dojdzie do tego jeszcze agresja wynikająca z poczucia odrzucenia i braku zrozumienia. I ta agresja oraz lęki nie uderzą we mnie, uderzą w ukraińską rodzinę, która zamieszka w klatce obok niego. Nie chodzi oczywiście o to, żeby antyuchodźczej retoryce przytakiwać, chodzi o argumenty zamiast stygmatyzacji i danie poczucia wysłuchania zamiast wykluczenia. Chodzi o próby budowania wspólnoty, w pełnej świadomości tego, że wszyscy idziemy jakimś nieprzetartym szlakiem, nie mamy na wszystko gotowych odpowiedzi, że może być nam trudniej, biedniej, ale że nie jesteśmy naszymi, choćby najpodlejszymi, myślami, nie jesteśmy naszymi emocjami, nie jesteśmy naszymi lękami. „My” stoimy ponad tym wszystkim i im jesteśmy dojrzalsi, tym sprawniej spośród tych wszystkich myśli wybieramy takie, za jakimi naprawdę chcemy pójść. A że czasem upadniemy? Nasz upadek to też nie my, to po prostu nieudana próba. Czy nasze starania zmiany spojrzenia osób niechętnych uchodźcom osiągną skutek? Nie wiem. Pewnie jak zawsze, wobec kogoś tak, wobec kogoś nie, ale przynajmniej nikomu nie zaszkodzą.

Druga rzecz to utrzymująca się w przestrzeni publicznej głośna debata o reakcji Watykanu na inwazję Rosjan na Ukrainę. Albo raczej o braku należytej reakcji, czyli wskazania winnego. Dużo o tym myślałam, bo serio, też mnie ta sprawa ogromnie dotyka. Zupełnie po ludzku i emocjonalnie odczuwam jakiś wewnętrzny bunt, że jak to? Że trzeba zbrodniarzy nazwać zbrodniarzami, że to się ofiarom zwyczajnie należy, ale że też należy się sprawcom, by mieli szansę się nawrócić. Tylko że uważam, iż w takich sytuacjach warto trochę zdystansować się od emocji i ochłonąć, a najważniejsze to rozeznać, z jaką sytuacją mam do czynienia – czy z „non possumus”, czy raczej z „rozważała to wszystko w swoim sercu”, „to”, czyli wszystko, czego nie rozumiała? Moim zdaniem tu zastosowanie ma reakcja numer dwa, ponieważ po pierwsze, nie znam wszystkich wypadkowych, nie wiem, co wywołuje taki stan rzeczy, a z doświadczenia podejrzewam, że najprawdopodobniej jest to troska o coś lub kogoś. Czy słuszna? Nie mam pojęcia, choć w mojej, z konieczności niepełnej, ocenie sytuacja jest kontrowersyjna. Po drugie, biorę pod uwagę, że moje serce może być ślepe – było już wiele razy. Po trzecie, staram się zakładać dobrą wolę, to naprawdę pomaga żyć. Może tak naprawdę tyle obecnie mojej miłości, co w tym kredycie zaufania do papieża. I oczywiście nikt nie każe nam milczeć, przecież nawet w tym miejscu się swoimi dylematami i bólem dzielę. Bardziej chodzi o to, by dopuszczać czyjąś większą wiedzę oraz dobro w sercu. Ale także, by wierzyć, że ostatecznie Bóg ma ostatnie słowo i na pewno ofiary nie zostaną w deficycie.

I wreszcie rzecz ostatnia, taka, która naprawdę mnie wkurzyła. Tą sytuacją jest Władimir Putin cytujący na politycznym wiecu słowa Jezusa dla usprawiedliwienia zbrodni wojennych. To jest zdecydowanie sytuacja „non possumus”. O ile w obecnym świecie stosunkowo często jest to słowo nadużywane, o tyle tym razem to profanacja czysta niczym kryształ. Czysta, bo bez domieszki czegokolwiek innego. Po prostu wykorzystanie słów Bożej miłości dla własnej paskudnej ideologii, której pokłosiem jest krzywdzenie ludzi. To zresztą nie byle jakie słowa Jezusa, to samo centrum Chrystusowej nauki: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 13). Przyznam się do czegoś. Czytając ostatnio co nieco na temat portretu psychologicznego Putina i historii jego życia, nosiłam w sobie jakiś cichy lament, że są ludzie, którym po ludzku nie da się pomóc. Mimo gniewu, było mi z jego powodu smutno. Tym razem jednak naprawdę straciłam równowagę, bo odsłoniły się tu jakieś niewytłumaczalne otchłanie nieprawości drzemiące przecież w nas wszystkich. Nie ja będę sądzić Putina z jego życia. Na szczęście. Za to gdzieś w sercu poza bólem tej sytuacji otarłam się o coś w rodzaju misterium tremedum, o jakąś wstrzymującą oddech grozę rzucenia wszechmocnemu Bogu Jego miłością w twarz. Najpierw zareagowałam impulsywnie,  nie będę cytować, potem powoli, powoli zaczęło do mnie docierać, jak wiele ów człowiek potrzebuje naszej modlitwy. Jeśli ktoś poczuje się zaproszony, by pomodlić się o nawrócenie Putina, to taka prośba u Boga na pewno się nie zmarnuje.

Wiem, że walkę o miłość i pokój na świecie warto zaczynać od siebie. Jednak kiedy patrzę na bezmiar małości własnych zasobów w tym zakresie, to czasem chowam głowę w rękach. Ale to wszystko ślepy zaułek, dlatego że nie z nas pochodzi ta moc. W glinianym naczyniu nosimy ów skarb, światło, sól, w glinianym i mocno popękanym. Jednak kiedy pozwolimy Bogu wlewać w nas Jego życie i nie zrażać się własnymi upadkami, ucieczkami oraz chowaniem w krzaki, to miłość będzie się pomnażać. I pomnażać. I pomnażać. I lęki, małości, nieumiejętności, brak pełnej wiedzy ani żadne otchłanie nieprawości nie będą miały nad nią władzy. Tylko nie rezygnujmy z Niego, bo „Pan Bóg – moja siła, uczyni nogi moje podobne jelenim, wprowadzi mnie na wyżyny” (Ha 3, 19).


 

POLECANE
Pierwsze ułaskawienie. Prezydent ujawnił, kogo może dotyczyć z ostatniej chwili
Pierwsze ułaskawienie. Prezydent ujawnił, kogo może dotyczyć

Prezydent Karol Nawrocki został zapytany w środę o kwestię ułaskawienia legendarnego działacza Solidarności Adama Borowskiego. – Jestem przygotowany do podjęcia decyzji w sprawie pana Adama Borowskiego w tym pierwszym pakiecie moich ułaskawień – poinformował.

Karol Nawrocki zabrał głos po spotkaniu z Donaldem Trumpem z ostatniej chwili
Karol Nawrocki zabrał głos po spotkaniu z Donaldem Trumpem

Prezydent Karol Nawrocki przekazał, że jego środowe spotkanie z prezydentem USA Donaldem Trumpem w Davos dotyczyło m.in. kwestii bezpieczeństwa, Rady Pokoju, potwierdzenia obecności amerykańskich żołnierzy w Polsce.

Nie nałożę ceł. Trump zmienia zdanie z ostatniej chwili
"Nie nałożę ceł". Trump zmienia zdanie

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że nie nałoży ceł, które miały wejść w życie 1 lutego.

Samuel Pereira: Krzyk „ciamciaramci” z ostatniej chwili
Samuel Pereira: Krzyk „ciamciaramci”

To, co zobaczyliśmy w siedzibie Krajowej Rady Sądownictwa, nie jest pokazem siły rządu Donalda Tuska – to demonstracja jego słabości.

Żałoba w rodzinie królewskiej. Pilny komunikat z ostatniej chwili
Żałoba w rodzinie królewskiej. Pilny komunikat

Smutna wiadomość ze szwedzkiego dworu królewskiego. Nie żyje Dezyderia Bernadotte. Król Karol XVI Gustaw opublikował pilne oświadczenie.

Burza w Niemczech po decyzji ws. Mercosur: Katastrofa z ostatniej chwili
Burza w Niemczech po decyzji ws. Mercosur: "Katastrofa"

Europarlament w środę poparł wniosek o skierowanie do TSUE umowy handlowej z państwami Mercosuru. Decyzja PE wywołała falę komentarzy niemieckich polityków.

Doda ostro do Owsiaka: To mi się w głowie nie mieści z ostatniej chwili
Doda ostro do Owsiaka: "To mi się w głowie nie mieści"

Doda opublikowała nagranie, w którym zaapelowała do Jerzego Owsiaka. – Jurek, pomagałam ci przez 20 lat, od 13. roku życia, aż nam się drogi rozeszły i się poróżniliśmy wiadomo w jakiej kwestii… – powiedziała.

Norwegia alarmuje: Rosja koncentruje kluczowe siły wojskowe na strategicznym Półwyspie Kolskim z ostatniej chwili
Norwegia alarmuje: Rosja koncentruje kluczowe siły wojskowe na strategicznym Półwyspie Kolskim

Rosja kontynuuje wzmacnianie swojej siły militarnej na arktycznym Półwyspie Kolskim, mimo znacznych strat na froncie oraz problemów gospodarczych – ostrzegł w środę norweski minister obrony Tore Sandvik podczas rozmowy z mediami.

Karol Nawrocki spotkał się z Donaldem Trumpem z ostatniej chwili
Karol Nawrocki spotkał się z Donaldem Trumpem

Prezydent USA Donald Trump spotkał się z prezydentem Karolem Nawrockim w szwajcarskim Davos. Informację przekazała w środę po godz. 17 rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt.

IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach z ostatniej chwili
IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach

W czwartek oraz piątek mróz, miejscami mgły i szadź, lokalnie słaby śnieg. W części kraju możliwa marznąca mżawka i gołoledź – informuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

REKLAMA

[Tylko u nas] Aleksandra Jakubiak: Naprawdę mnie to irytuje

„Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie!” (Mt 10, 16)
/ pixabay.com/TheDigitalArts

Życie społeczne toczy się ostatnio bardzo wartko i jak to zwykle bywa – kiedy jest dużo spraw, znacznie więcej pojawia się zdań, opinii, lęków etc. Nie wchodzę w kwestie czysto polityczne, choć kiedy patrzy się na permanentne ludobójstwo bezbronnych za naszą wschodnią granicą i jednocześnie na reakcje politycznych elit wolnego świata, to naprawdę trudno się nie frustrować, nie podłamywać, nie płakać. W skrócie można to skomentować cytatem z bajki Ignacego Krasickiego: „wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły”. Ta sytuacja trwa już jednak kilka tygodni, trudno do niej przywyknąć, ale przestaje już zadziwiać. To, co w ostatnim tygodniu naprawdę mnie zirytowało, to narracje odwołujące się do spraw moralności i wiary. Jedna z nich drażni, inna smuci, a jeszcze inna – by powiedzieć bardzo delikatnie – wprost mnie zagotowała.

Mamy już ponad dwa miliony uchodźców. A będzie więcej. Prawdopodobnie dużo więcej. Pierwszy, praktycznie ogólnonarodowy, entuzjazm w pomocy uciekającym przed wojną i pokazywaniu Putinowi gestu Kozakiewicza z przesłaniem typu „nie damy ci tych ludzi zabić ani upokorzyć”, opada. Do wielu osób zaczyna docierać, że to nie była sytuacja chwilowa, że ten zryw dobroci może ich osobiście coś kosztować, że gesty jedności zawsze kosztują. I tu pojawiają się różne medialne narracje: pierwsza, szczerze ohydna i cyniczna, retoryka pewnych polityków, którzy chcą przekuć ludzkie lęki na polityczny kapitał, ergo po prostu na sondażowe słupki. To, na co zasługują, to naprawdę totalny bojkot. Ale jest także druga, dobrze słyszalna reakcja – moralne zadęcie i oburzenie w stylu: Jak możecie? Co z was za chrześcijanie? Zwykłe chamy, co nie chcą się dzielić – do wyboru, do koloru, inwektywy, przytyki, napiętnowanie. Pełno tego w sieci. Zastanawiam się, czemu ma to służyć, poza wspięciem się na wyżyny swojej wyśrubowanej moralności, by powiedzieć: „dzięki Ci, Panie, że nie jestem jak tamci – ciemni, głupi, brzydcy, źli”? Jedno jest dla mnie pewne, nie przysłuży się taki przekaz uchodźcom, szukającym na naszej ziemi bezpieczeństwa. Czy zgadzam się z tokiem myślenia osób niechcących dalszego napływu uchodźców lub przyznawania im ulg i społecznych praw? Nie, do gruntu się z nimi nie zgadzam, ale siedząc w ciepłym, suchym pokoju, mając pracę i pełny żołądek, nie będę oceniać matki kilkorga dzieci; osoby, która niedawno została zwolniona lub kogoś, kto z głębokim trudem przeżywa od pierwszego do pierwszego, ani tym bardziej serwować im stygmatyzujących razów. Po pierwsze dlatego, że nie jestem w ich skórze i nie wiem, jak bym się wtedy zachowała. Po drugie, bo jak kochać to wszystkich, a nie jedne grupy mniej, bo mi się ich poglądy nie podobają. Po trzecie, bo to najzwyczajniej w świecie kontrskuteczne. Jeśli ktoś już teraz boi się skutków napływu uchodźców, to po mojej tyradzie na pewno nie będzie bał się mniej, ale dojdzie do tego jeszcze agresja wynikająca z poczucia odrzucenia i braku zrozumienia. I ta agresja oraz lęki nie uderzą we mnie, uderzą w ukraińską rodzinę, która zamieszka w klatce obok niego. Nie chodzi oczywiście o to, żeby antyuchodźczej retoryce przytakiwać, chodzi o argumenty zamiast stygmatyzacji i danie poczucia wysłuchania zamiast wykluczenia. Chodzi o próby budowania wspólnoty, w pełnej świadomości tego, że wszyscy idziemy jakimś nieprzetartym szlakiem, nie mamy na wszystko gotowych odpowiedzi, że może być nam trudniej, biedniej, ale że nie jesteśmy naszymi, choćby najpodlejszymi, myślami, nie jesteśmy naszymi emocjami, nie jesteśmy naszymi lękami. „My” stoimy ponad tym wszystkim i im jesteśmy dojrzalsi, tym sprawniej spośród tych wszystkich myśli wybieramy takie, za jakimi naprawdę chcemy pójść. A że czasem upadniemy? Nasz upadek to też nie my, to po prostu nieudana próba. Czy nasze starania zmiany spojrzenia osób niechętnych uchodźcom osiągną skutek? Nie wiem. Pewnie jak zawsze, wobec kogoś tak, wobec kogoś nie, ale przynajmniej nikomu nie zaszkodzą.

Druga rzecz to utrzymująca się w przestrzeni publicznej głośna debata o reakcji Watykanu na inwazję Rosjan na Ukrainę. Albo raczej o braku należytej reakcji, czyli wskazania winnego. Dużo o tym myślałam, bo serio, też mnie ta sprawa ogromnie dotyka. Zupełnie po ludzku i emocjonalnie odczuwam jakiś wewnętrzny bunt, że jak to? Że trzeba zbrodniarzy nazwać zbrodniarzami, że to się ofiarom zwyczajnie należy, ale że też należy się sprawcom, by mieli szansę się nawrócić. Tylko że uważam, iż w takich sytuacjach warto trochę zdystansować się od emocji i ochłonąć, a najważniejsze to rozeznać, z jaką sytuacją mam do czynienia – czy z „non possumus”, czy raczej z „rozważała to wszystko w swoim sercu”, „to”, czyli wszystko, czego nie rozumiała? Moim zdaniem tu zastosowanie ma reakcja numer dwa, ponieważ po pierwsze, nie znam wszystkich wypadkowych, nie wiem, co wywołuje taki stan rzeczy, a z doświadczenia podejrzewam, że najprawdopodobniej jest to troska o coś lub kogoś. Czy słuszna? Nie mam pojęcia, choć w mojej, z konieczności niepełnej, ocenie sytuacja jest kontrowersyjna. Po drugie, biorę pod uwagę, że moje serce może być ślepe – było już wiele razy. Po trzecie, staram się zakładać dobrą wolę, to naprawdę pomaga żyć. Może tak naprawdę tyle obecnie mojej miłości, co w tym kredycie zaufania do papieża. I oczywiście nikt nie każe nam milczeć, przecież nawet w tym miejscu się swoimi dylematami i bólem dzielę. Bardziej chodzi o to, by dopuszczać czyjąś większą wiedzę oraz dobro w sercu. Ale także, by wierzyć, że ostatecznie Bóg ma ostatnie słowo i na pewno ofiary nie zostaną w deficycie.

I wreszcie rzecz ostatnia, taka, która naprawdę mnie wkurzyła. Tą sytuacją jest Władimir Putin cytujący na politycznym wiecu słowa Jezusa dla usprawiedliwienia zbrodni wojennych. To jest zdecydowanie sytuacja „non possumus”. O ile w obecnym świecie stosunkowo często jest to słowo nadużywane, o tyle tym razem to profanacja czysta niczym kryształ. Czysta, bo bez domieszki czegokolwiek innego. Po prostu wykorzystanie słów Bożej miłości dla własnej paskudnej ideologii, której pokłosiem jest krzywdzenie ludzi. To zresztą nie byle jakie słowa Jezusa, to samo centrum Chrystusowej nauki: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 13). Przyznam się do czegoś. Czytając ostatnio co nieco na temat portretu psychologicznego Putina i historii jego życia, nosiłam w sobie jakiś cichy lament, że są ludzie, którym po ludzku nie da się pomóc. Mimo gniewu, było mi z jego powodu smutno. Tym razem jednak naprawdę straciłam równowagę, bo odsłoniły się tu jakieś niewytłumaczalne otchłanie nieprawości drzemiące przecież w nas wszystkich. Nie ja będę sądzić Putina z jego życia. Na szczęście. Za to gdzieś w sercu poza bólem tej sytuacji otarłam się o coś w rodzaju misterium tremedum, o jakąś wstrzymującą oddech grozę rzucenia wszechmocnemu Bogu Jego miłością w twarz. Najpierw zareagowałam impulsywnie,  nie będę cytować, potem powoli, powoli zaczęło do mnie docierać, jak wiele ów człowiek potrzebuje naszej modlitwy. Jeśli ktoś poczuje się zaproszony, by pomodlić się o nawrócenie Putina, to taka prośba u Boga na pewno się nie zmarnuje.

Wiem, że walkę o miłość i pokój na świecie warto zaczynać od siebie. Jednak kiedy patrzę na bezmiar małości własnych zasobów w tym zakresie, to czasem chowam głowę w rękach. Ale to wszystko ślepy zaułek, dlatego że nie z nas pochodzi ta moc. W glinianym naczyniu nosimy ów skarb, światło, sól, w glinianym i mocno popękanym. Jednak kiedy pozwolimy Bogu wlewać w nas Jego życie i nie zrażać się własnymi upadkami, ucieczkami oraz chowaniem w krzaki, to miłość będzie się pomnażać. I pomnażać. I pomnażać. I lęki, małości, nieumiejętności, brak pełnej wiedzy ani żadne otchłanie nieprawości nie będą miały nad nią władzy. Tylko nie rezygnujmy z Niego, bo „Pan Bóg – moja siła, uczyni nogi moje podobne jelenim, wprowadzi mnie na wyżyny” (Ha 3, 19).



 

Polecane